All posts tagged: Galicja

Ludzie. Zapiski z pamiętnika #2

  „Prawie wszyscy na Camino są uśmiechnięci.” (dzień 4.) „Nadal nie spotkałam nikogo z Polski. Wczoraj Duńczycy powiedzieli mi, że spotkali Polaka w San Sebastian. Świetnie byłoby porozmawiać z kimś po polsku.” (dzień 4.) „To urocze, że on wędrował Camino, potem ją poznał i postanowił osiąść tutaj. Teraz tworzą razem to miejsce i robią tyle dobrego dla innych pielgrzymów. „Mum and dad” jak to sami określili. Bo pielgrzymi powinni być dla siebie jak rodzina.” (dzień 5.) „Czesi przebijają chyba wszystkie narody ze względu na swoje poczucie humoru.” (dzień 5.) „Szkoda się rozstawać z ludźmi, bo to oni tworzą Camino. Nie krajobrazy, jedzenie czy architektura, ale ludzie właśnie.” (dzień 6.) „Rozmowa przez telefon z synem właścicieli była zabawna. Jego rola tłumacza z angielskiego na hiszpański niesamowicie pomogła, ale tekst: ‚Masz głos jak moja mama’ rozbawił mnie prawie do łez.” (dzień 6.) „Na Camino zmieniam zdanie o Niemcach. Są mili, życzliwi, uśmiechnięci i pomocni. O ile nie gadają tylko po niemiecku.” (dzień 6.) „Nigdy nie widziałam takich oczu. Niby niebieskie jak niebo lub woda, ale bije z …

Co czułam? Zapiski z pamiętnika #1

Ciągle wracam do mojego Camino del Norte. To takie przeżycie, o którym nie da się łatwo zapomnieć. Przeglądając swój notes z podróży i cofając się w czasie, postanowiłam podzielić się z Tobą swoimi wspomnieniami. To nie będą żadne ambitne posty. To będzie zwyczajne życie. Na chwilę obecną, przewiduję dwa posty z tego cyklu. Będzie trochę o uczuciach i trochę o mijanych w drodze ludziach. „Pierwszy upadek zaliczony. Nie ma to jak upaść na tyłek, na betonowych schodach. Bolało. Ale chociaż było dużo śmiechu.” (dzień 3.) „Co to był za dzień! Ramiona bolą jak diabli, ale i tak uśmiech nie znika z mojej twarzy. Jestem we właściwym miejscu. Czuję to.” (dzień 4.) „Jest i drugi upadek. Tym razem bolało bardziej. Wszystko przez ten cholerny deszcz i wodę lejącą się w tunelu przy głównej drodze. To zapewne wyglądało groźnie.” (dzień 4.) „Moje stopy. Czy tu musi być tyle drobnych kamyczków wpadających do sandałek?!” (dzień 4.) „Nie jest dobrze. Ramiona zdążyły poczuć już słońce, kostka wygląda jak poparzona, a odcisk hmm wygląda jakby się paprał. Nawet nie chcę …

(Nad)bagaż. Co zabrać na Camino del Norte?

Camino de Santiago jest nierozerwalnie związane z plecakiem i żółwim trybem życia. Swój dobytek poniesiesz bowiem na plecach. To, co ze sobą zabierzesz zależy również od tego, jak będziesz się czuł/a. Jeśli weźmiesz bowiem za dużo, to szybko zaczniesz się zastanawiać: „Dlaczego?!”. Najlepiej postawić zatem na równowagę i wypracować ten idealny zestaw kilogramów, który pewnie i tak od czasu do czasu będzie Ci przeszkadzał. Każdy szlak jest inny, dlatego z tego wpisu powinni skorzystać przede wszystkim pielgrzymi rozważający przejście Camino del Norte, czyli Drogi Północnej. Zacznę od tego, że wędrówka Camino del Norte sprawiła, że gdybym ponownie wybierała się w tę podróż, to zabrałabym się do zgromadzenia bagażu nieco inaczej niż za pierwszym razem. Przede wszystkim, nie żałowałabym pieniędzy na dobry plecak. Taki naprawdę dobry plecak. Poza tym wykreśliłabym trochę rzeczy (szczególnie tych, które okazały się niepotrzebne), a część bym wymieniła, ponieważ nie do końca się sprawdziły w swojej roli. Idąc, pozbywałam się wszystkiego, co możliwe (między innymi dżinsów, w których przyjechałam do Hiszpanii) albo odkładałam rzeczy na dno plecaka, bo było mi szkoda je …

Santiago de Compostela. E M O C J E.

Piątek. Piąty sierpnia 2016 roku. Pamiętam ten dzień jakby był wczoraj, a nie kilka miesięcy temu. Wieczór wcześniej atmosfera była dość podniosła. Osoby, które niedawno rozpoczęły swoją wędrówkę były pełne życia. Osoby, które zaczęły ją już kilkaset kilometrów wcześniej były podekscytowane tym, że wkrótce wszystko się skończy. Skończy albo dopiero zacznie. Jak czułam się wówczas ja? Niesamowicie. Spędziłam wspaniały wieczór w gronie dwóch Polaków. Porozmawialiśmy, wypiliśmy wino, zjedliśmy czekoladowe ciasto. To właśnie od nich otrzymałam spóźniony prezent urodzinowy w postaci muszli świętego Jakuba. Wcześniej jej nie miałam (nie byłam zatem „typowym pielgrzymem„). Przyczepiłam ją do plecaka i pozostałą część Drogi przebyłyśmy razem. Może zabrzmi to nieco dziwnie, ale przyznaję, że podnosiła mnie ona na duchu. Ostatniego dnia miałam do pokonania około dwudziestu kilometrów. Szłam bowiem z niewielkiej miejscowości O Pedrouzo. Początkowo założyłam dotarcie do Santiago przed 11:00, tak aby na spokojnie znaleźć nocleg (nie miałam niczego zarezerwowanego), zostawić plecak i zdążyć na specjalną mszę świętą dla pielgrzymów. W trakcie drogi stwierdziłam jednak, że nie jest ważne na którą godzinę dotrę. Ważne, abym dotarła w ogóle. Noga …

Miasta i miasteczka na Camino del Norte #3

Wiesz, że to już ostatni post z serii: „miasta i miasteczka na Camino del Norte„? Jestem przekonana o tym, że wśród tych wszystkich miejsc odnalazłaś/eś choć jedno takie, które będziesz chciał/a odwiedzić w przyszłości. Jeśli tak się stanie (a wierzę, że tak!) to koniecznie daj mi znać o swoich wrażeniach. Na koniec oprowadzę Cię jednak zaledwie po trzech miejscach. To niby bardzo mało w porównaniu do poprzednich wpisów, ale z drugiej strony, mniej nie zawsze znaczy gorzej. Przynajmniej taką mam nadzieję. Jak już zdajesz sobie sprawę, Galicja jest dość tajemniczym regionem, dlatego takie właśnie będą wybrane przeze mnie lokalizacje. Stosunkowo niewielkie, ale na pewno warte zwrócenia uwagi. Podobnie jak ostatnim razem, kliknięcie na nazwę miasteczka spowoduje przeniesienie do mapy z jego lokalizacją. Zapraszam zatem w galicyjską podróż! Lourenzá (Galicja) To takie miasteczko, w którym nie każdy pielgrzym zatrzymuje się na noc. Trasy opisane w przewodnikach proponują bowiem pójście nieco dalej i nocowanie w Mondoñedo. Chcąc zaoszczędzić nieco energii, zdecydowałam się jednak na pozostanie w tutejszym albergue. Bardzo cieszę się, że to zrobiłam! Wieczorny spacer wśród …

Galicja. Zbliżam się do końca. [moje Camino]

Nadeszła smutna chwila. To już bowiem ostatni hiszpański region przez który przebiega Camino del Norte. Co to oznacza? Nic innego, jak naszą ostatnią wspólną podróż przez łąki, plaże, wzgórza i doliny. Pozostawiliśmy za sobą Kraj Basków, Kantabrię oraz Asturię. Krajobrazy naturalne raczej na blogu już się nie pojawią. Zobaczysz za to jeszcze miasta, miasteczka i urocze wsie. Będzie również kilka postów odnośnie mniej turystycznych kwestii związanych ze szlakiem świętego Jakuba oraz zebrane przeze mnie informacje praktyczne. Pojawi się także obiecana Barcelona. Ale ją zostawię sobie na deser! Tymczasem przedstawiam Galicję. <<źródło>> Informacje praktyczne Galicja (w języku hiszpańskim: Galicia) to wspólnota autonomiczna położona w północno-zachodniej części Hiszpanii. Oprócz języka hiszpańskiego posiada ona swój własny język, nazywany gallego/galego. Jego brzmienie przypomina język portugalski, co wynika ze wspólnej historii tych dwóch krajów. Region ten już od średniowiecza znany był przede wszystkim z miasta Santiago de Compostela, które stanowiło cel wielu pielgrzymów wędrujących Drogą świętego Jakuba. Innymi znanymi ośrodkami są: Lugo, La Coruña i Pontevedra. Galicja słynie z owoców morza i kuchni opartej przede wszystkim na rybach. W krajobrazie dominuje natomiast zieleń …

Moje Camino. Pielgrzymi.

  „Praw­dzi­wie wiel­cy ludzie wy­wołują w nas poczu­cie, że sa­mi możemy się stać wielcy.” M. Twain Jedno jest pewne: Camino del Norte nie może obejść się bez ludzi. Zarówno bez tych, którzy wędrują tą trasą, jak i bez tych, którzy mieszkają na tych terenach. Jedni dają drugim coś, co jest trudne do opisania. Wzajemną radość, nadzieję i siłę, ale również smutek, złość czy rozczarowanie. Wiadomo, takie jest życie. Czasami bywa lepiej, czasami gorzej. Bez tych wszystkich osób nie byłoby Drogi. Nie byłoby żadnego sensu w jej przemierzaniu. Dlaczego tak uważam? Odpowiedź jest prosta. To właśnie ludzie wpływają na wyjątkowość Camino.  Wśród pielgrzymów spotkałam osoby z różnych części świata. Gdybym miała wymienić państwa, jakie reprezentowali to byłaby to dość długa lista. Długa i moim zdaniem ciekawa. Spróbuję to zrobić, abyście mogli zobaczyć jak różnorodne jest Camino. Jak wielu ludzi decyduje się na przejście bądź przejazd rowerem całej trasy lub jej fragmentu. Jak wielu ludzi decyduje się na codzienny trud wędrówki. Uwaga! Zaczynam: Australia. Austria. Belgia. Bułgaria. Czechy. Dania. Francja. Hiszpania. Holandia. Islandia. Kanada. Korea Południowa. Malezja. …

Moje Camino. Ból kontra siła.

Czy wspominałam już, że uwielbiam to wyjątkowe uczucie towarzyszące mi podczas podróży w nowe miejsce? Tę mieszaninę niepewności, zaskoczenia, radości i czegoś jeszcze, czego nie potrafię określić. Tą gęsią skórkę na rękach. Ten szum w głowie. Ten stukot w sercu. Uczucie wolności. Smak nowości. Pewnego rodzaju ryzyko. Nie wiem, co mnie spotka, ale nie boję się. Nie mam pojęcia, czy to dla mnie dobrze. Może byłoby lepiej gdybym choć trochę się bała? Przed rozpoczęciem Camino również nie miałam żadnych wątpliwości. Co prawda nie znałam ani hiszpańskiego, ani Hiszpanów, a wyjazd do Hiszpanii miał być moim pierwszym kontaktem z tym krajem. Znajomi mówili mi: „Jesteś szalona!”, rodzice: „Jesteś nieprzygotowana!”, a ja jak to ja poszłam chyba trochę na żywioł myśląc: „Co mi po trenowaniu, jak mogę skręcić nogę już pierwszego dnia i tak czy siak, pożegnać się z tą Drogą?!„. Ktoś z Was zapytał mnie: „Jak przygotowywałaś się do przejścia tak długiego dystansu?„. Będę szczera i się przyznam. Po czasie myślę, że musiałam być nieco stuknięta robiąc to co zrobiłam. Albo raczej czego nie zrobiłam. Specjalnie …

Moje Camino. Czy każde albergue zasługuje na miano zastępczego domu?

  „Są miejsca, w których nasza dusza doznaje ukojenia, choć są skromne, i są miejsca, których nigdy nie nazwiemy domem, choć niczego w nich nie brakuje.” R.P. Evans Wyobraź sobie następującą sytuację. Idziesz pół dnia, żar leje się z nieba, jesteś cały spocony, głodny i do tego jeszcze zabłądziłeś, a kiedy odnalazłeś drogę okazało się, że musisz wdrapać się na najbliższą górkę, aby dotrzeć do schroniska. Pokonujesz ją ostatnimi siłami, bo przecież co innego pozostało. Twoim oczom ukazuje się ogromny budynek, mnóstwo ludzi na zewnątrz i pierwsze o czym myślisz to: „Kurde, pewnie nie ma już miejsc!”. Nagle jednak pojawia się przed Tobą młody chłopak, mówi żebyś na chwilę położył plecak i odpoczął, a dodatkowo częstuje Cię szklanką wody. Potem zaprasza Cię do środka, gdzie okazuje się, że miejsc faktycznie już nie ma, ale możesz rozbić swój namiot lub przespać się na podłodze w jadalni. Twoja twarz promienieje ze szczęścia… Albergue. „Alberg”. Schronisko. Noclegownia. „Chrapalnia„. Przyznaję, że słyszałam przeróżne nazwy, które mniej lub bardziej pasowały do tego miejsca. Miejsca na swój sposób specyficznego. Miejsca, które zazwyczaj …

Moje Camino. Czy udało mi się dotrzeć do głównego celu?

Kochani, witajcie po tak długiej przerwie! Ile to już czasu upłynęło od mojego ostatniego posta? Miesiąc? Półtora?! Mam wrażenie, że nieco mniej, choć w tym czasie tyle się wydarzyło, że nie mam zielonego pojęcia od czego zacząć i jak to wszystko ogarnąć. Wracam na bloga, jednak nie jestem w stanie powiedzieć na jak długo i jak to wszystko rozwinie się po takim przestoju. Nie mam pojęcia, ilu Czytelników pozostało, ilu blogerów wciąż kręci się w blogosferze. Powoli nadrabiam zaległości rozglądając się na Waszych blogach i próbując stworzyć nowe posty, abyście mieli o czym czytać. Przyznaję, że jestem również ogromnie ciekawa, ilu z Was powróci tutaj. Liczba wyświetleń podczas mojej nieobecności zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, dlatego dziękuję osobom, które zaglądały, czytały i komentowały poprzednie posty. Mam nadzieję, że Wasze wakacje były (i są nadal) czasem odpoczynku, radości i niezapomnianych wrażeń. Zanim przejdę do sedna sprawy, chciałabym jeszcze podziękować wszystkim osobom, które życzyły mi powodzenia, trzymały kciuki, były ze mną w kontakcie podczas mojej podróży. Jesteście wielcy! Naprawdę cieszę się, że Was mam. Wasze wsparcie wiele dla …