All posts tagged: chwile ulotne

Włochy – chwile ulotne

  To było niewielkie włoskie miasteczko. Kamienne, jasne ściany budynków kontrastowały ze szmaragdowymi okiennicami. W powietrzu unosił się zapach świeżo zmielonej kawy i delikatna nuta czegoś słodkiego. Minął mnie mężczyzna z poranną gazetą w ręce, który rzucił swobodne: „Ciao, bella!”. Uśmiechnęłam się. Ajj, te Włochy i wszystkie chwile ulotne łapane w biegu! Na niebie leniwie pojawiało się słońce, a ja w zwiewnej, niebieskiej sukience krążyłam pośród wąskich uliczek. Było mi chłodno, ale nie przejmowałam się tym. Po prostu cieszyłam się chwilą. Zachwycałam się doniczkowymi kwiatami ustawionymi na schodach i zastanawiałam się, kiedy dosięgną je promienie słoneczne. Wzięłam do ręki aparat, aby uchwycić żółtego kanarka, który siedział zamknięty w klatce na jednym z balkonów. Nie zdążyłam jednak wybrać odpowiedniego ujęcia, ponieważ się… obudziłam. Ten wczorajszy sen przeniósł mnie ponownie do Włoch. Na nowo zatęskniłam za tym pięknym krajem, ciepłymi mieszkańcami i wspaniałymi widokami. Postanowiłam podzielić się z Tobą zarówno moim snem, jak i garstką zdjęć z mojej pierwszej, i jak do tej pory ostatniej podróży do tego państwa. Minęły już prawie dwa lata! To niesamowite, jak …

Z Turynu do Clermont-Ferrand – chwile ulotne

Pamiętacie cykl Chwile ulotne, który wprowadziłam na bloga w ubiegłym roku? Miał on za zadanie zgromadzenie wszystkich postów, w których pojawiają się wyłącznie zdjęcia zza okien autokaru lub innego środka transportu. Zarówno te dobre, jak i te złe, które zostały wykonane przez brudną szybę, są rozmazane lub przycięte gdzieś w połowie ze względu na rozmieszczenie siedzeń. Tym razem podzielę się z Wami tym, co uchwyciłam w trakcie 7,5 godzinnej jazdy z włoskiego Turynu do francuskiego Clermont – Ferrand. Do pokonania było około 480 kilometrów, więc czasu na podziwianie widoków miałam naprawdę dużo! 😉 Wyjazd z Turynu Turyn pożegnał mnie dość słoneczną pogodą, dlatego miałam nieco utrudnione zadanie w trakcie jazdy. Słońce bowiem odbijało się, w czym tylko się dało! Poza tym nie siedziałam na samym przodzie, ponieważ usiadł tam mężczyzna niezważający zupełnie na to, że ktoś siedzi za nim i wręcz na chama rozłożył swoje siedzenie… Po trzecie szyba była tak zakurzona, że aż miałam ochotę wstać i ją przetrzeć! Zresztą zobaczycie to za chwilę sami… Wyjazd z miasta około godziny 14 nie przebiegł tak źle jak myślałam. Ruch był …

Szwajcaria – chwile ulotne

Po wyjeździe z Zurychu kierowaliśmy się na południe, tak aby dotrzeć do Włoch. Po drodze mijaliśmy urocze miejscowości z drewnianymi domkami, zielone pastwiska i lasy. Nie widziałam jednak ani jednej krowy! To chyba zdecydowanie nie ta pora roku dla tych zwierząt albo są one jeszcze w wyższych partiach gór. W sumie nie znam się na tym, więc jeśli ktoś coś wie na temat zaginionych szwajcarskich krów – niech da mi koniecznie znać w komentarzu! 🙂 Po przejechaniu kilkunastu kilometrów moim oczom ukazały się pierwsze szczyty, które dzielnie skrywały się za chmurami i nie chciały się pokazać. Uparte jak nie wiem! Kiedy w końcu przyjrzałam się im nieco lepiej, to stwierdziłam, że są niskie, jednak za nimi skrywają się cudowne -podświetlone przez słońce – jasne chmury. Jakie było moje zdziwienie, gdy wytężając wzrok okazało się, że to nie chmury, a najprawdziwsze w świecie, wysokie Alpy! Były to wówczas najwyższe szczyty jakie w życiu widziałam, więc zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie! Moje pierwsze skojarzenia? Majestatyczne, nieziemskie, groźne, jednak mimo wszystko wyglądały jak z bajki o Królowej Śniegu. Hmm… …

Zurych – chwile ulotne

Szwajcaria powitała mnie… ponad godzinną kontrolą na granicy z Niemcami. Trzeba przyznać, że była ona bardzo szczegółowa – nie dość, że sprawdzono dokumenty każdego pasażera, to jeszcze w razie jakichkolwiek wątpliwości wzywano również do rewizji osobistej i pokazania zawartości bagażu. W sumie to chłopak, który siedział za mną w autokarze już do niego nie wrócił. Czy chciał tam zostać, czy po prostu go zatrzymano – tego nie wiem i już się nie dowiem. Ładny wschód słońca nad wzgórzami i niesamowite… korki! To właśnie z tym kojarzyć mi się będzie północna część tego państwa. Myślałam, że widziałam już korki na autostradzie, ale to co działo się w okolicy Bazylei, a potem Zurychu… Było jakoś przed siódmą rano, a sznur samochodów w obu kierunkach był tak długi, że praktycznie nie poruszaliśmy się w ogóle do przodu. Z każdego bocznego wjazdu pchali się kolejni kierowcy i czas mijał. Do Zurychu dojechaliśmy jakoś po ósmej, jednak słońce zbytnio nie chciało pojawić się na niebie, przez co wydało mi się ono dość… ponure. Zurych to największe miasto Szwajcarii, więc nie …

Niemcy – chwile ulotne

Skoro wspomniałam już o wyborze trasy, przewoźniku autokarowym oraz kosztach transportu to czas przejść do czegoś innego, czyli samej relacji z podróży. Po prawej stronie pojawił się mały kalendarz z zapowiedziami kolejnych postów. „Chwile ulotne” to nic innego, jak cykl wpisów prosto z autobusu, czyli niekoniecznie dobre jakościowo zdjęcia zza szyby (brudnej szyby!). Mimo, że po części są one rozmazane albo coś się w nich odbija, to i tak chcę Wam je pokazać. Przecież takie zdjęcia to też część podróży. Nie każdy jest fotografem, ma dobry sprzęt i rękę, która się nie trzęsie. Nie zawsze światło jest odpowiednie, szyba czysta, a na placu nie ma żadnych ludzi, którzy nie wchodziliby w kadr. Część tych zdjęć oddaje to, co czułam, czyli szybkość, światła rażące po oczach, śnieg z deszczem tłukący o szybę czy zmęczenie spowodowane kolejnym wybudzeniem ze snu. Tak właśnie wyglądała moja droga z Burlo aż do granicy ze Szwajcarią. Burlo, w którym obecnie przebywam i z którego rozpoczęła się moja podróż, dzieli od Dortmundu niecałe 100 kilometrów. Jako, że połączenia pomiędzy tymi dwoma miastami nie należą do zbyt szybkich i …