All posts tagged: Akwitania

Hendaye. Skuś się, bo warto.

Po dość szybkim zwiedzeniu Saint-Jean-de-Luz oraz Ciboure, skierowałam się ku obrzeżom drugiego z nich. Musiałam bowiem znaleźć miejsce, aby rozbić swój namiot i jakoś przeżyć tę pierwszą nockę. Początkowo miałam zamiar kierować się oznaczeniami Camino. Szybko jednak uległo to zmianie, ponieważ w pewnym momencie po prostu je zgubiłam. Ostatnią żółtą strzałkę widziałam pod dużym kościołem położonym w otoczeniu baskijskiej zabudowy. Gdzie dalej powinnam iść? Tego nadal do końca nie jestem pewna. W każdym razie, w tamtej chwili, postanowiłam nie cofać się, a kierować się ku głównej drodze i iść na pamięć trasą, której przyglądałam się na domowym komputerze jeszcze przed wyjazdem do Francji. Jesteście ciekawi, jak to się dla mnie skończyło? Czytajcie zatem dalej… Mój pierwszy towarzysz  Po pewnym czasie zobaczyłam na przystanku starszego mężczyznę z plecakiem, który wyglądał na nieco zagubionego. Wymieniliśmy szybkie uśmiechy i… tak właśnie poznałam Pierre’a. Okazało się, że posługuje się on jedynie językiem francuskim, którego ja ni w ząb nie rozumiem. Jasne, jakieś tam podstawowe zwroty potrafię wypowiedzieć, ale na niezbyt wiele się one w takich okolicznościach przydają. Przecież chciałabym porozmawiać z nim o …

Urocze francuskie miejscowości, czyli Saint-Jean-de-Luz oraz Ciboure

Moja piesza przygoda na Camino del Norte rozpoczęła się tak naprawdę już w południowo – zachodniej Francji. To właśnie stamtąd postanowiłam wyruszyć przed siebie, prosto w nieznane. Odległość jaka dzieliła mnie od hiszpańskiego Irun (około 16 kilometrów) miała być dla mnie rozgrzewką, miała być dość łatwym i przyjemnym początkiem Drogi. Drogi prowadzącej nad Oceanem Atlantyckim. Drogi przynoszącej chłodny wiatr w upalne dni i bajeczne widoki. Czy faktycznie ten pierwszy odcinek był tym czego oczekiwałam? Oczywiście, że tak! Był nawet czymś więcej. Francuskie miejscowości mnie urzekły, a ocean zawładnął moim sercem już na zawsze. Saint-Jean-de-Luz Drugiego lipca 2016 roku, około godziny 18 mój Flixbus jadący z Tuluzy, zatrzymał się przed budynkiem miejscowego dworca (Gare de Saint Jean de Luz Ciboure). Moim oczom ukazało się dość duże rondo z wysokimi palmami, a ja ucieszyłam się jak małe dziecko. Czy ja śnię? Czy naprawdę zdecydowałam się na coś tak szalonego? Co ja tu w ogóle robię? Jaki mam właściwie plan? Dlaczego tu jest tak ładnie?! Tysiące pytań przelatywało przez moją głowę, a ja chciałam po prostu przespacerować się po …