All posts filed under: Szwajcaria

Co warto zobaczyć w Bazylei?

  Wcześniejsze zaplanowanie podróży jest dla mnie niezwykle ważne, bowiem rzadko kiedy stawiam na całkowitą spontaniczność. Przed wyjazdem przeglądam zatem różne strony internetowe i poszukuję inspiracji oraz miejsc, które sama mogłabym zwiedzić. Bardzo często wpisuję w Google nurtujące pytania, poszukując tym samym satysfakcjonujących odpowiedzi. Jedną z najczęściej wyszukiwanych przeze mnie fraz jest standardowe: „Co warto zobaczyć w Bazylei?”. To właśnie dlatego przygotowałam dla Ciebie listę miejsc, które moim zdaniem powinieneś odwiedzić będąc w szwajcarskiej Bazylei. Są to lokalizacje, które najbardziej przypadły mi do gustu i którymi chciałabym się z Tobą podzielić. Może znajdziesz tutaj coś dla siebie? ALTSTADT KLEINBASEL Na początek krótka rozgrzewka! Proponuję Ci przyjemny spacer po prawobrzeżnej części Bazylei. Tamtejsza starówka wprowadzi Cię w klimat tej szwajcarskiej miejskiej perełki. Kolorowe okiennice, niezwykle rzeźbione szyldy i wąskie przejścia to wspaniały przedsmak lewobrzeżnego Grossbasel. Te dwie dzielnice są do siebie bardzo podobne, ale to właśnie w Kleinbasel jest zdecydowanie mniej turystów, więc i zwiedzanie jest o niebo przyjemniejsze. Nikt się nie przepycha, nie wchodzi Ci w kadr czy nie próbuje zrobić z Ciebie naleśnika w …

Z rzeką za pan brat, czyli Ren w Bazylei

Podczas swoich podróży poszukuję. Poszukuję zwyczajnych ludzi zatopionych w codziennych czynnościach (choć akurat tego nie widać zbyt często na tym blogu). Poszukuję malowniczych, wąskich uliczek owianych nutką tajemniczości. Poszukuję punktów widokowych, które sprawią że moje tętno będzie dużo wyższe. Poszukuję miejsc związanych z wodą. Może być to fontanna na niewielkim placyku, spokojny brzeg oceanu czy przepływająca leniwie rzeka. Przede wszystkim jednak poszukuję miejsca, które mogłoby być dla mnie sercem danego miasta, wsi lub całego regionu. To ono sprawi, że będę chciała tam wracać. To ono sprawi, że będę je polecać właśnie Tobie. Jak myślisz, czy w przypadku szwajcarskiej Bazylei, znalazłam taki wyjątkowy punkt Dobrze kombinujesz. Oczywiście jest nim Ren. Jedyny i niepowtarzalny Ren w Bazylei. Moja miłość do Renu zrodziła się dobre trzy lata temu. To wtedy po raz pierwszy go zobaczyłam. Odwiedziłam wówczas niemieckie Rees i po prostu przepadłam. Nigdy wcześniej nie widziałam tak szerokiej i imponującej rzeki. Rzeki, która wzbudziłaby we mnie respekt. Rozciągnięta od brzegu do brzegu, ciemnogranatowa i wręcz wołająca mnie do siebie. Co jakiś czas przepływały nią długie barki, tworzące niewielkie …

Fryburg Bryzgowijski i Bazylea, czyli gdzie byłam, jak mnie nie było

  Niektórzy mówią, że Facebook prawdę Ci powie. Jeśli zatem śledzisz mój profil, to pewnie wiesz już o moim krótkim wyjeździe. Niedzielo-poniedziałko-wtorko-noco-dzień (nie jestem w stanie określić tego inaczej) spędziłam bardzo intensywnie. Spanie, zwiedzanie, jeszcze raz zwiedzanie, spanie. To był po prostu szalony wyjazd. Nawet moja mama popukała się w głowę na wieść o tym, że spontanicznie zakupiłam bilety autokarowe na kilka dni przed wycieczką. Nie jest ważne, że spędziłam zaledwie kilka godzin (prawie pięć) w niemieckim Fryburgu Bryzgowijskim oraz kilka (około dziewięciu) w szwajcarskiej Bazylei. Nie jest ważne, że dojazd w te miejsca zajął mi całą noc. Co tam czas! Co przeżyłam, to moje, prawda? Nie żałuję i gdybym miała okazję, to zrobiłabym to znowu. Jak podsumowałabym tę wycieczkę? – kawa rozlana w McDonaldzie – uderzenie muzułmanki siedzącej na fotelu obok, ponieważ byłam przekonana, że akurat spadam (te sny!) i próbowałam się czegoś uchwycić – godzinna kontrola autokaru w środku nocy – rozwalone trampki (w sumie to tylko wkładki) a do tego… : – poszukiwania rozkwitniętej magnolii – zachwycanie się wschodem słońca nad wzgórzami – …

Szwajcaria – chwile ulotne

Po wyjeździe z Zurychu kierowaliśmy się na południe, tak aby dotrzeć do Włoch. Po drodze mijaliśmy urocze miejscowości z drewnianymi domkami, zielone pastwiska i lasy. Nie widziałam jednak ani jednej krowy! To chyba zdecydowanie nie ta pora roku dla tych zwierząt albo są one jeszcze w wyższych partiach gór. W sumie nie znam się na tym, więc jeśli ktoś coś wie na temat zaginionych szwajcarskich krów – niech da mi koniecznie znać w komentarzu! 🙂 Po przejechaniu kilkunastu kilometrów moim oczom ukazały się pierwsze szczyty, które dzielnie skrywały się za chmurami i nie chciały się pokazać. Uparte jak nie wiem! Kiedy w końcu przyjrzałam się im nieco lepiej, to stwierdziłam, że są niskie, jednak za nimi skrywają się cudowne -podświetlone przez słońce – jasne chmury. Jakie było moje zdziwienie, gdy wytężając wzrok okazało się, że to nie chmury, a najprawdziwsze w świecie, wysokie Alpy! Były to wówczas najwyższe szczyty jakie w życiu widziałam, więc zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie! Moje pierwsze skojarzenia? Majestatyczne, nieziemskie, groźne, jednak mimo wszystko wyglądały jak z bajki o Królowej Śniegu. Hmm… …

Zurych – chwile ulotne

Szwajcaria powitała mnie… ponad godzinną kontrolą na granicy z Niemcami. Trzeba przyznać, że była ona bardzo szczegółowa – nie dość, że sprawdzono dokumenty każdego pasażera, to jeszcze w razie jakichkolwiek wątpliwości wzywano również do rewizji osobistej i pokazania zawartości bagażu. W sumie to chłopak, który siedział za mną w autokarze już do niego nie wrócił. Czy chciał tam zostać, czy po prostu go zatrzymano – tego nie wiem i już się nie dowiem. Ładny wschód słońca nad wzgórzami i niesamowite… korki! To właśnie z tym kojarzyć mi się będzie północna część tego państwa. Myślałam, że widziałam już korki na autostradzie, ale to co działo się w okolicy Bazylei, a potem Zurychu… Było jakoś przed siódmą rano, a sznur samochodów w obu kierunkach był tak długi, że praktycznie nie poruszaliśmy się w ogóle do przodu. Z każdego bocznego wjazdu pchali się kolejni kierowcy i czas mijał. Do Zurychu dojechaliśmy jakoś po ósmej, jednak słońce zbytnio nie chciało pojawić się na niebie, przez co wydało mi się ono dość… ponure. Zurych to największe miasto Szwajcarii, więc nie …

„Koła autobusu kręcą się, a autobus mknie…” [Włochy/Francja]

Uwielbiam podróżować autokarem! Niektórzy go nie znoszą, dlatego że nie mogą się w nim ułożyć, co potem skutkuje bólem pleców lub nóg. Nie każdy może też nim jeździć, bo od razu jest mu duszno lub boli go głowa. Niektórzy wolą własny samochód, pociąg czy samolot,bo uważają, że komfort jazdy jest wyższy. Także lubię auto, jednak w tym przypadku nie było takiej opcji. Samolotem nigdy nie leciałam, więc wolałam na początek ominąć ten środek transportu. Pociągi owszem kursują, jednak ceny były wyższe w niektórych przypadkach. Pozostał więc autokar. W sumie to nawet nie był on ostatecznym wyborem, a pierwszym i uparcie przy nim obstawałam. Ja na szczęście nie należę do grupy nieszczęśników, na których źle działa długa podróż autokarem. Właśnie przez to wybrałam europejskiego przewoźnika, z którym pokonałam całą trasę o której wspominałam w poprzednim poście. Flixbus, bo o nim mowa (https://www.flixbus.de/) pozwolił mi na zapoznanie się z komfortem jazdy kolejnego przewoźnika oraz z zasadami, które mają miejsce w ich przypadku. Działają od lutego 2013 roku i obecnie jeżdżą chyba do piętnastu państw (w tym od niedawna …

„Życie nasze składa się z krótkich momentów…”

Przyznaję, że początkowo miałam bardzo duży problem z tym, w jaki sposób rozpocząć cykl wpisów dotyczących mojej pierwszej samotnej podróży. Zastawiałam się, czy najlepiej będzie rozpocząć od całościowego podsumowania, czy może jednak od poszczególnych etapów i elementów. Spróbowałam zastanowić się, o co możecie mnie zapytać a jednocześnie czego może Wam brakować. Chciałam, aby to wszystko było spójne i aby gładko przechodziło z jednej tematyki do drugiej. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w trakcie wyjazdu zrobiłam notatki! W innym przypadku po prostu wyszłaby z tego jedna wielka klapa, bo moja pamięć nie należy już do najlepszych. Nie mam problemów z zapamiętaniem trasy, ale z innymi szczegółami jest niestety dużo gorzej. Ostatecznie postanowiłam na początku wyjaśnić, dlaczego wybrałam takie, a nie inne kierunki podróży oraz jak dokładnie wyglądała moja trasa. DLACZEGO WŁOCHY? To chyba powinno być jasne! Był to mój drugi wymarzony kierunek podróży (zaraz po Japonii) i od zawsze budził on we mnie pozytywne emocje. Nawet objazdówka po tym państwie śniła mi się niekiedy po nocach. Chyba obejrzałam stanowczo za dużo filmów oraz przeczytałam …