All posts filed under: Camino del Norte 2016

Asturia. Region sprzyjający romantycznym duszom. [moje Camino]

Za oknem w najlepsze trwa ponura jesień. Deszcz stuka o szyby, a wiatr chce zmieść ludzi z powierzchni ziemi. Jest zimno. Nie lubię zimna. Gdybym mogła, chodziłabym z grzejnikiem na plecach, bo grzejnika na brzuchu to ja nigdy mieć nie będę. W sumie to nawet nie chcę. Nie pozostaje mi nic innego, jak przenieść się do słonecznej Hiszpanii i powspominać ciepłe, letnie wieczory. To czasy odległe jedynie o trzy miesiące, a czuję jakby to było kilka lat temu. O którym regionie będzie tym razem mowa? Odpowiedź jest prosta. Zabieram Cię do Asturii sprzyjającej romantycznym duszom. Idziesz ze mną? <<źródło>> Informacje praktyczne Asturia, a właściwie Księstwo Asturii (hiszp. Asturias, Principado de Asturias) to kolejna wspólnota autonomiczna położona na północy Hiszpanii. Znajduje się ona również na trasie Camino del Norte. Jej siedzibą jest Oviedo, czyli drugie pod względem wielkości miasto w regionie. Innymi znanymi ośrodkami są chociażby Gijon oraz Avilés. Ta część kraju to raj dla smakoszy serów. Znaleźć ich tam bowiem można ponad 40 gatunków! A co można wypić do sera zamiast wina? Oczywiście, że cydr. …

Kantabria. Czy potrafiłbyś ją docenić? [moje Camino]

Nasza wirtualna podróż po Hiszpanii wciąż trwa, dlatego zrobimy dziś następny krok i wkroczymy na terytorium Kantabrii. Jaka ona jest? Na co warto zwrócić uwagę podczas wędrowania Camino del Norte w tej części kraju? Jakie krajobrazy mogą towarzyszyć pielgrzymowi przez kolejne dni? Mam nadzieję, że pamiętasz mój przedostatni wpis dotyczący Camino. Wspominałam w nim intrygujący Kraj Basków i zachęcałam do odwiedzenia tej wspólnoty autonomicznej. Tym razem zabieram Cię do sąsiedniego regionu, czyli Kantabrii. Wyjątkowo skupię się przede wszystkim na zdjęciach, a nie na słowach, więc ten post będzie taką mini fotogalerią. Zaczynajmy!  <<źródło>> Informacje praktyczne Kantabria (j. hiszpański: Cantabria) znajduje się w północnej części Hiszpanii, a swoją stolicę posiada w mieście Santander. Jest stosunkowo niewielką wspólnotą autonomiczną pod względem zajmowanej powierzchni. Oferuje jednak ponad 200 kilometrów pięknego wybrzeża. Ale to nie wszystko! Dlaczego? Prawie 100 plaż na takim odcinku może zrobić wrażenie na odwiedzającym. Ocean kontra góry. Tak, tak. Kantabria to region kontrastów. Wiecie, że najwyższy szczyt na tym obszarze wynosi prawie 3000 m n.p.m.? Na południu górskie wędrówki, a na północy windsurfing, kitesurfing lub nurkowanie w jaskiniach. Brzmi …

Kraj Basków? Naturalnie! [moje Camino]

España es diferente. Hiszpania jest różna. Myślę, że po ponad miesiącu spędzonym w tym państwie mogę powiedzieć to zdanie z pełną świadomością. Jasne, to nie jest czas liczony w latach, a czas liczony zaledwie w dniach. Udało mi się jednak przebywać po kilkanaście dni w czterech częściach tego kraju. To już chyba coś, prawda? Generalnie, Hiszpania podzielona jest na siedemnaście regionów, które nazywane są wspólnotami autonomicznymi (hiszp. Comunidades Autónomas). Są to między innymi Baleary, Wyspy Kanaryjskie czy Madryt. Można powiedzieć, że każdy z nich wyróżnia się specyficzną kulturą, architekturą, mieszkańcami, a także w niektórych przypadkach językiem. Jesteście ciekawi, co na ten temat mam do powiedzenia? Zapraszam zatem serdecznie na pierwszy post dotyczący Kraju Basków!  Informacje praktyczne <<źródło>> Kraj Basków (j. hiszpański: Pais Vasco, j. baskijski: Euscadi) położony jest w północnej części Hiszpanii. Najważniejszymi miastami w tym regionie są: Bilbao, San Sebastian oraz Vitoria-Gasteiz. Co ciekawe, obowiązują tu dwa języki – hiszpański oraz baskijski (euskera). Szczerze powiedziawszy są one (jak dla mnie) zupełnie inne. Nie ma co się dziwić, gdyż drugi z nich pochodzi z grupy języków pre-indoeuropejskich, a jego pochodzenia nadal nie …

Hendaye. Skuś się, bo warto.

Po dość szybkim zwiedzeniu Saint-Jean-de-Luz oraz Ciboure, skierowałam się ku obrzeżom drugiego z nich. Musiałam bowiem znaleźć miejsce, aby rozbić swój namiot i jakoś przeżyć tę pierwszą nockę. Początkowo miałam zamiar kierować się oznaczeniami Camino. Szybko jednak uległo to zmianie, ponieważ w pewnym momencie po prostu je zgubiłam. Ostatnią żółtą strzałkę widziałam pod dużym kościołem położonym w otoczeniu baskijskiej zabudowy. Gdzie dalej powinnam iść? Tego nadal do końca nie jestem pewna. W każdym razie, w tamtej chwili, postanowiłam nie cofać się, a kierować się ku głównej drodze i iść na pamięć trasą, której przyglądałam się na domowym komputerze jeszcze przed wyjazdem do Francji. Jesteście ciekawi, jak to się dla mnie skończyło? Czytajcie zatem dalej… Mój pierwszy towarzysz  Po pewnym czasie zobaczyłam na przystanku starszego mężczyznę z plecakiem, który wyglądał na nieco zagubionego. Wymieniliśmy szybkie uśmiechy i… tak właśnie poznałam Pierre’a. Okazało się, że posługuje się on jedynie językiem francuskim, którego ja ni w ząb nie rozumiem. Jasne, jakieś tam podstawowe zwroty potrafię wypowiedzieć, ale na niezbyt wiele się one w takich okolicznościach przydają. Przecież chciałabym porozmawiać z nim o …

Urocze francuskie miejscowości, czyli Saint-Jean-de-Luz oraz Ciboure

Moje pierwsze Camino del Norte rozpoczęłam w Akwitanii, położonej w południowo-zachodniej części Francji. Wyruszyłam z  malowniczej francuskiej miejscowości Saint-Jean-de-Luz, minęłam równie urokliwe Ciboure i wędrowałam przed siebie, prosto w nieznane. Od hiszpańskiego Irun dzieliło mnie zaledwie szesnaśnie kilometrów. Dystans ten miał być dla mnie łatwą i przyjemną rozgrzewką. Miał być początkiem tej niezwykłej Drogi prowadzącej do Santiago de Compostela. Drogi przynoszącej chłodny wiatr w upalne dni i bajeczne widoki. Czy rzeczywiście ten pierwszy odcinek był tym, czego oczekiwałam? Oczywiście, że tak! Ocean Atlantycki od razu zawładnął moim sercem, baskijska architektura mnie oczarowała a spotkany Francuz stał się moim pierwszym kompanem podróży.   SAINT-JEAN-DE-LUZ Wieczorem, drugiego lipca 2016 roku, mój Flixbus jadący z Tuluzy, zatrzymał się przed niewielkim budynkiem miejscowego dworca (Gare de Saint Jean de Luz Ciboure). Moim oczom ukazało się dość duże rondo z wysokimi palmami, do moich uszu napływał elegancki język francuski, a ja przytłoczona ciężkością plecaka, ucieszyłam się jak małe dziecko. Czy ja śnię? Czy naprawdę zdecydowałam się na coś tak szalonego? Co ja tu w ogóle robię? Jaki właściwie mam plan? Gdzie będę …

Moje Camino. Pielgrzymi.

  „Praw­dzi­wie wiel­cy ludzie wy­wołują w nas poczu­cie, że sa­mi możemy się stać wielcy.” M. Twain Jedno jest pewne: Camino del Norte nie może obejść się bez ludzi. Zarówno bez tych, którzy wędrują tą trasą, jak i bez tych, którzy mieszkają na tych terenach. Jedni dają drugim coś, co jest trudne do opisania. Wzajemną radość, nadzieję i siłę, ale również smutek, złość czy rozczarowanie. Wiadomo, takie jest życie. Czasami bywa lepiej, czasami gorzej. Bez tych wszystkich osób nie byłoby Drogi. Nie byłoby żadnego sensu w jej przemierzaniu. Dlaczego tak uważam? Odpowiedź jest prosta. To właśnie ludzie wpływają na wyjątkowość Camino.  Wśród pielgrzymów spotkałam osoby z różnych części świata. Gdybym miała wymienić państwa, jakie reprezentowali to byłaby to dość długa lista. Długa i moim zdaniem ciekawa. Spróbuję to zrobić, abyście mogli zobaczyć jak różnorodne jest Camino. Jak wielu ludzi decyduje się na przejście bądź przejazd rowerem całej trasy lub jej fragmentu. Jak wielu ludzi decyduje się na codzienny trud wędrówki. Uwaga! Zaczynam: Australia. Austria. Belgia. Bułgaria. Czechy. Dania. Francja. Hiszpania. Holandia. Islandia. Kanada. Korea Południowa. Malezja. …

Moje Camino. Ból kontra siła.

Czy wspominałam już, że uwielbiam to wyjątkowe uczucie towarzyszące mi podczas podróży w nowe miejsce? Tę mieszaninę niepewności, zaskoczenia, radości i czegoś jeszcze, czego nie potrafię określić. Tą gęsią skórkę na rękach. Ten szum w głowie. Ten stukot w sercu. Uczucie wolności. Smak nowości. Pewnego rodzaju ryzyko. Nie wiem, co mnie spotka, ale nie boję się. Nie mam pojęcia, czy to dla mnie dobrze. Może byłoby lepiej gdybym choć trochę się bała? Przed rozpoczęciem Camino również nie miałam żadnych wątpliwości. Co prawda nie znałam ani hiszpańskiego, ani Hiszpanów, a wyjazd do Hiszpanii miał być moim pierwszym kontaktem z tym krajem. Znajomi mówili mi: „Jesteś szalona!”, rodzice: „Jesteś nieprzygotowana!”, a ja jak to ja poszłam chyba trochę na żywioł myśląc: „Co mi po trenowaniu, jak mogę skręcić nogę już pierwszego dnia i tak czy siak, pożegnać się z tą Drogą?!„. Ktoś z Was zapytał mnie: „Jak przygotowywałaś się do przejścia tak długiego dystansu?„. Będę szczera i się przyznam. Po czasie myślę, że musiałam być nieco stuknięta robiąc to co zrobiłam. Albo raczej czego nie zrobiłam. Specjalnie …

Moje Camino. Czy każde albergue zasługuje na miano zastępczego domu?

  „Są miejsca, w których nasza dusza doznaje ukojenia, choć są skromne, i są miejsca, których nigdy nie nazwiemy domem, choć niczego w nich nie brakuje.” R.P. Evans Wyobraź sobie następującą sytuację. Idziesz pół dnia, żar leje się z nieba, jesteś cały spocony, głodny i do tego jeszcze zabłądziłeś, a kiedy odnalazłeś drogę okazało się, że musisz wdrapać się na najbliższą górkę, aby dotrzeć do schroniska. Pokonujesz ją ostatnimi siłami, bo przecież co innego pozostało. Twoim oczom ukazuje się ogromny budynek, mnóstwo ludzi na zewnątrz i pierwsze o czym myślisz to: „Kurde, pewnie nie ma już miejsc!”. Nagle jednak pojawia się przed Tobą młody chłopak, mówi żebyś na chwilę położył plecak i odpoczął, a dodatkowo częstuje Cię szklanką wody. Potem zaprasza Cię do środka, gdzie okazuje się, że miejsc faktycznie już nie ma, ale możesz rozbić swój namiot lub przespać się na podłodze w jadalni. Twoja twarz promienieje ze szczęścia… Albergue. „Alberg”. Schronisko. Noclegownia. „Chrapalnia„. Przyznaję, że słyszałam przeróżne nazwy, które mniej lub bardziej pasowały do tego miejsca. Miejsca na swój sposób specyficznego. Miejsca, które zazwyczaj …

Moje Camino. Czy udało mi się dotrzeć do głównego celu?

Kochani, witajcie po tak długiej przerwie! Ile to już czasu upłynęło od mojego ostatniego posta? Miesiąc? Półtora?! Mam wrażenie, że nieco mniej, choć w tym czasie tyle się wydarzyło, że nie mam zielonego pojęcia od czego zacząć i jak to wszystko ogarnąć. Wracam na bloga, jednak nie jestem w stanie powiedzieć na jak długo i jak to wszystko rozwinie się po takim przestoju. Nie mam pojęcia, ilu Czytelników pozostało, ilu blogerów wciąż kręci się w blogosferze. Powoli nadrabiam zaległości rozglądając się na Waszych blogach i próbując stworzyć nowe posty, abyście mieli o czym czytać. Przyznaję, że jestem również ogromnie ciekawa, ilu z Was powróci tutaj. Liczba wyświetleń podczas mojej nieobecności zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, dlatego dziękuję osobom, które zaglądały, czytały i komentowały poprzednie posty. Mam nadzieję, że Wasze wakacje były (i są nadal) czasem odpoczynku, radości i niezapomnianych wrażeń. Zanim przejdę do sedna sprawy, chciałabym jeszcze podziękować wszystkim osobom, które życzyły mi powodzenia, trzymały kciuki, były ze mną w kontakcie podczas mojej podróży. Jesteście wielcy! Naprawdę cieszę się, że Was mam. Wasze wsparcie wiele dla …

Tajemniczy list [przemyślenia]

Mam nadzieję, że Hiszpania. Poniedziałek, 04.07.2016 r.   Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku,    Kiedy czytasz ten list, najprawdopodobniej jestem już w Hiszpanii. Jeśli po drodze nic mi się nie stało, oznaczać to może tylko jedno. W ciągu ostatnich dni, pokonałam tysiące kilometrów, zobaczyłam po raz kolejny Amsterdam i Paryż, a także po raz pierwszy odwiedziłam Tuluzę i Saint-Jean-de-Luz. Znając siebie, zapewne zdążyłam już także zakochać się w Oceanie Atlantyckim. Co prawda, nie mam zielonego pojęcia, co dokładnie robię w czasie, w którym ten post zostaje automatycznie opublikowany. Być może siedzę właśnie na piaszczystej plaży i odpoczywam, a być może wędruję pod górkę i wyzywam na to, w co się wpakowałam. Być może właśnie poznaję kogoś nowego, a być może tęsknię za kimś, kogo zostawiłam w kraju. Być może się cieszę, a być może smucę. Jedno jest pewne. Spełniam swoje marzenia. Podróżuję. Pokonuję odległości. Poszukuję siebie.    Lato. Wakacje. Początek lipca. Mam czas i to on może okazać się moim sprzymierzeńcem. Dwa miesiące brzmią dla mnie nieco niewiarygodnie i aż wierzyć się nie chce, że na dobrą …