Latest Posts

Przeczytane w marcu

Jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w ubiegłym miesiącu? Oto książki przeczytane w marcu:

Tamte dni, tamte noce André Aciman (Wydawnictwo Poradnia K)

  • Czy już teraz, na samym początku powinnam otwarcie przyznać się do tego, że UWAGA: Pięćdziesiąt twarzy Greya podobało mi się bardziej niż Tamte dni, tamte noce? Albo może inaczej. Bohaterów Greya byłam w stanie bardziej ogarnąć, polubić i zrozumieć niż bohaterów tej pozycji.
  • Zacznę od plusów, żeby nieco załagodzić sytuację. Po pierwsze, obraz parnego Rzymu rozpalającego zmysły i niezwykle klimatyczna letnia willa, zlokalizowana gdzieś we Włoszech. Po drugie, postaci drugoplanowe, które skradły moje serce. Chodzi mi tutaj o tę uroczą chorą dziewczynkę, o wyrozumiałego ojca głównego bohatera i wszystkich pracowników willi. Po trzecie, stopniowe zdradzanie informacji o bohaterach. Podobało mi się, że dopiero z czasem dowiadujemy się o różnych faktach (m.in. o wyznaniach, zainteresowaniach). To byłoby na tyle, jeśli chodzi o pozytywne strony tej książki. Niestety to, czym zachwyca się większość odbiorców, mnie w tej pozycji okropnie denerwowało.
  • Jakie są zatem minusy? Przede wszystkim styl pisania. Ogromnie męczyłam się z rozbudowanymi zdaniami, które czasem brzmiały płytko i bezsensownie. Poza tym postać głównego bohatera. Rozumiem, że mając siedemnaście lat dużo myśli się o seksie, no ale niektóre uwagi były na poziomie chłopca z podstawówki. Zresztą, ile można czytać o espadrylach, kąpielówkach i oblizywaniu warg? 
  • Wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego ludzie tak krytykowali Greya a tej pozycji jakoś nie krytykują i zbiera ona praktycznie same pozytywne opinie. W moim odczuciu była ona miejscami równie obrzydliwa i niesmaczna. Nie wspominając nawet o tym, że wewnętrzna bogini była dla mnie mniej denerwująca niż myśli tego bohatera i jego ciągłe – obsesyjne wręcz – uwagi o fiucie. Serio?! Ja rozumiem, dojrzewanie, pożądanie i w ogóle, ale no. Szkoda, że autor nie dał nam bliżej poznać Oliviera, którego postać wydawała mi się ciekawsza.
  • O dziwo, mnie spodobało się zakończenie tej historii. Było normalne i życiowe. Nie wycisnęło ono moich łez, nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia ani nie zmieniło mojego życia. Podobnie jak cała książka.
  • moja ocena: 3/10

Jerozolima. Miasto Boga Ewelina Rubinstein (Wydawnictwo Psychoskok)

  • Była to pierwsza książka o Izraelu, jaką udało mi się w całości przeczytać. Dzięki niej poszerzyłam swoją wiedzę o tym państwie i o jego mieszkańcach. Ostatnio coraz bardziej przyciąga mnie ta część świata, więc miło było dowiedzieć się czegoś nowego i zgromadzić informacje praktyczne, które mogą przydać mi się podczas ewentualnego wyjazdu.
  • Plusy? Okładka przyciągająca wzrok. Krótkie rozdziały pozwalające na szybkie przeczytanie książki. Mało wymagający język (na pewno nie ma natłoku przytłaczających informacji jak w zwyczajnych przewodnikach) bogaty w zwroty typowe dla judaizmu i ortodoksyjnych Żydów. Opisy miast, kultury, tradycji, kuchni, polityki, życia codziennego, religii i orientacji seksualnej. Kolorowe zdjęcia będące uzupełnieniem tekstu. Mnóstwo ciekawostek zgrabnie wplecionych w tekst.
  • Polecam przede wszystkim czytelnikom rozpoczynającym swoją przygodę z Izraelem oraz osobom, które planują pierwszą podróż do tego kraju.
  • Książka przeczytana w ramach akcji #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 7/10

Bajki arabskie nie tylko dla dorosłych Georges Kass (Wydawnictwo Akademickie Dialog)

  • Krótki zbiór bajek, który jest dziełem Syryjczyka mieszkającego w Polsce.
  • Moim zdaniem ta pozycja przeznaczona jest przede wszystkim dla dorosłych. Myślę, że dojrzali czytelnicy więcej wyciągną z tych historii.
  • Książka o władzy, biedzie, uczuciach, poszukiwaniach, rodzinie. Miejscami jest okrutnie i przerażająco. Zwierzęta pojawiające się w bajkach idealnie odzwierciedlają zachowania ludzi. Mamy mysz jedzącą słowniki i gromadzącą w taki sposób wiedzę. Mamy karalucha, który zwiedził kawałek świata. Mamy myszkę, która poślubiła kocura. Mamy lisa, który sprzedawał tabletki na mądrość i niedźwiedzia kradnącego jabłka wiewiórkom. Niektóre historie są pouczające, inne niestety nudne.
  • Książka przeczytana w ramach akcji #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 4/10

Zaginiony symbol Dan Brown, cykl: Robert Langdon (tom 3) (Wydawnictwo Sonia Draga)

  • Jak dotąd najsłabsza powieść Dana Browna, którą miałam okazję przeczytać – bardzo ciężko było mi się wkręcić w fabułę (nie zaintrygowało mnie bowiem miejsce akcji) oraz naukowy język z mnóstwem zbędnych powtórzeń.
  • Książki tego autora są niezwykle schematyczne (główny bohater + kobieta + akcje nie z tej ziemi), ale ja i tak uwielbiam Langdona, któremu przytrafiają się te wszystkie historie.
  • Pościgi, zwroty akcji, tajemnicze miejsca, wciągające wątki (np. masoni w Stanach Zjednoczonych) oraz krótkie rozdziały sprawiają, że ta literatura rozrywkowa znajduje wielu odbiorców i fanów.
  • moja ocena: 5/10

Inferno Dan Brown, cykl: Robert Langdon (tom 4) (Wydawnictwo Sonia Draga)

  • Klimat włoskich miast, szybkość akcji, tajemnicze zagadki, niezwykłe zakamarki i ciekawi bohaterowie, składają się na mieszankę wybuchową, którą ja kupuję.
  • Akcja intryguje i wciąga od samego początku. Trzymałam kciuki za powodzenie wszystkich planów, łapałam się za głowę podczas wszelkich niepowodzeń i wręcz klaskałam, kiedy uświadomiłam sobie, co mogłoby się stać, gdyby takie sytuacje rzeczywiście miały miejsce.
  • moja ocena: 6/10

Vintage Living: Retro Style for Today’s Homes Anna Lambert, Nathalie Taverne (Lannoo Publishers)

  • Miejscami miałam spory problem z językiem angielskim i musiałam posiłkować się słownikiem. Książka zawiera bowiem bardzo dużo zwrotów z dziedziny historii sztuki i architektury wnętrz, których wcześniej nie znałam.
  • Jeśli chodzi o zdjęcia, to są one niewątpliwie plusem tej pozycji. Na widok części z nich, szybciej zabiło mi serducho.
  • Zebrany materiał jest niestety dość banalny. Samej treści jest całkiem sporo, ale większość z niej znałam już wcześniej. Wiadomo przecież, że dom mówi o jego mieszkańcach oraz że mieszkania urządzone przez nas samych powinny być równie unikalne jak my. Na pewno wiecie także o tym, że w dzisiejszych czasach wiele domów wypuszczanych jest hurtowo, przez co stają się one takie same i najzwyczajniej w świecie brakuje im indywidualności. Domownicy kupują to, co widzieli w Internecie zamiast skupić się na starannym wybieraniu tego, co pasuje do nich samych. Zastanówcie się, co czyni was w domu szczęśliwymi. Kto chciałby bowiem świetnie wyglądającą sofę, na której nawet nie da się posiedzieć, bo jest niewygodna? 😉 Nic odkrywczego, prawda?
  • moja ocena: 4/10

Wiem, że to było daaaawno temu, ale dajcie znać, co ciekawego przeczytaliście w marcu lub w ostatnim czasie. Życzę Wam również zaczytanej końcówki kwietnia!

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron następujących wydawnictw: Wydawnictwo Poradnia K., Wydawnictwo Sonia Draga, Wydawnictwo Psychoskok, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Lannoo Publishers.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

 

Przeczytane w lutym

Jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w ubiegłym miesiącu? Oto książki przeczytane w lutym:

Nieodnaleziona Remigiusz Mróz (Wydawnictwo Filia)

  • Chcecie bardzo szybki zarys fabuły? Ona. On. Opole. Brutalny napad. Niewyjaśnione zniknięcie bohaterki. Dziesięć lat ciszy. Zagadkowe pojawienie się na jednym ze zdjęć z koncertu. Poszukiwania. Zamęt. Niewyjaśnione sprawy. Pogoń. TO zakończenie.
  • Zacznę od plusów: wciągająca i szybko przeczytana (właśnie za to lubię twórczość tego autora). Poza tym podobało mi się umiejscowienie akcji w polskich miastach i miasteczkach oraz problem społeczny zawarty w tej książce (uprzedzam, są krwawe opisy przemocy domowej).
  • Po przeczytaniu tej pozycji, doszłam do wniosku, że co za dużo, to niezdrowo. Była to moja kolejna przygoda z Mrozem, ale w tym przypadku brak porządnego zakończenia (albo raczej wyjaśnienia) niektórych wątków, sprawił że część historii stała się po prostu niespójna i bezsensowna. Poza tym, bohaterowie bardzo przypominali postaci z innych książek tego autora. Szczerze mówiąc, miesiąc po ukończeniu Nieodnalezionej nie pamiętam nawet, jakie imiona nosili.
  • moja ocena: 5/10

Komu polecam?

  • najwierniejszym fanom twórczości autora i wielbicielom książek sensacyjnych

Everest. Na pewną śmierć Beck Weathers (Agora SA) 

  • Pozycja oparta na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce na najwyższej górze świata w maju 1996 roku.
  • Co podobało mi się w tej książce? Przede wszystkim emocje widoczne zarówno w wypowiedziach samego autora, jak i jego żony, członków rodziny czy znajomych. Poza tym różne punkty widzenia (widzimy reakcje władz, innych alpinistów, bliskich, itd.) oraz opisy (m.in. tego, co działo się podczas wspinaczki z ciałem człowieka). Wszystko to złożyło się na prawdziwość (autor nie próbował się wybielać i otwarcie mówił o tym, jak traktował rodzinę przed i po wypadku, widzimy również jasne i ciemne strony pasji).
  • Co mi nie przypadło do gustu? Uważam, że kilka wątków jest zupełnie niepotrzebnych a chaotyczność niektórych treści spowodowała kłopoty z czytaniem (w mojej wersji e-booka brakowało na przykład przerw pomiędzy poszczególnymi kwestiami lub akapitami, przez co nie wiedziałam, czy to wciąż wypowiedź autora, czy już innego bohatera tej książki.
  • Wiem, że ten tytuł ma wielu przeciwników, ale na mnie zrobił wrażenie. Cała pierwsza część trzymała w napięciu i grała na moich emocjach. Co prawda, nie rozumiałam postępowania głównego bohatera, ale starałam się go nie oceniać (jak zawsze w przypadku książek opartych na faktach). Druga część to taka bardziej autobiografia babki, wujka, dziadka, żony i piątej wody po kisielu, dlatego trochę się wynudziłam. Warto było jednak dotrwać do końca.
  • Książka przeczytana w ramach akcji: azjatyckie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą 
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • pasjonatom gór i górskich wypraw
  • wielbicielom książek opartych na faktach i pokazujących nie tylko rozwój wydarzeń, ale i ich psychologiczne aspekty

Droga utraconej niewinności Somaly Mam (Wydawnictwo Albatros) 

  • Niezwykle osobista autobiografia niosąca ze sobą odwagę, siłę, determinację i nadzieję. To pozycja prezentująca ciężką a jednocześnie bardzo ważną tematykę.
  • W Drodze utraconej niewinności poruszony jest temat prostytucji w Kambodży. Mamy zatem historie pięcioletnich dziewczynek i starszych mężczyzn wierzących w to, że seks z dziewicą może przynieść im same korzyści. Jest seksturystyka, wykorzystywanie kobiet i dzieci, łamanie praw człowieka oraz AIDS. Są kambodżańskie domy publiczne, porwania i okrutne metody alfonsów na zatrzymanie dziewczyn.
  • Na uwagę zasługuje postać głównej bohaterki, autorki tej pozycji. Jest to niesamowita, silna kobieta, która doskonale rozumie potrzeby dziewczynek, bo sama przeszła przez piekło. Somaly Mam pokazuje, że można pomagać, można wierzyć.
  • Minusami są liczne powtórzenia treści w poszczególnych rozdziałach, przez co książka wydaje się nie do końca dopracowana.
  • Co ciekawe, w 2014 roku pojawiła się informacja o sfabrykowaniu części historii przez samą autorkę… Nie mnie to jednak oceniać, dlatego odsyłam Was do artykułu, który znalazłam.
  • Książka przeczytana w ramach akcji: azjatyckie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 7/10

Komu polecam?

  • nie tylko kobietom, ale i mężczyznom
  • fanom książek opartych na faktach
  • miłośnikom pozycji prezentujących sytuację kobiet w różnych częściach świata

Skrucha Frode Granhus, cykl: Rino Carlsen (tom 3) (Wydawnictwo Świat Książki) 

  • To była najbardziej oczekiwana premiera tego roku. Czekałam na trzecią część, jak czekam na czekoladowe mleczko w tubce, za każdym razem, gdy wracam do Polski 😉
  • Zacznę od minusów. Nie podobała mi się bowiem tylko jedna rzecz. Chodzi mi o wątek głównego bohatera i jego koleżanki z pracy. Niektóre uwagi były na poziomie gimnazjalisty a nie dojrzałego faceta.
  • Zapytacie pewnie o plusy? Pamiętam to uczucie, gdy zaczęłam czytać pierwszą część (Wir). Wówczas kompletnie przepadłam. Podobnie było i tym razem. Mroźny świat Norwegii mnie oczarował. Opisy tworzyły klimat grozy, oddawały ducha kraju i wszystkich malowniczo zlokalizowanych miejscowości. Prolog budził pytania, które z biegiem akcji zyskiwały odpowiedzi. Autor potrafi zbudować napięcie i zaprezentować ciekawe problemy.
  • Co prawda, Skrucha nie zaskoczyła mnie tak bardzo jak dwie poprzednie pozycje, ale i tak bawiłam się świetnie. Czy wspominałam już, że uwielbiam tego autora i to w jaki sposób dopina wszystko na ostatni guzik? Zawsze wszystko wyjaśnia i rozwiewa moje wątpliwości. Za to go cenię i dlatego będę z niecierpliwością oczekiwała kolejnych jego książek. No i muszę w końcu kupić sobie papierowe wydania, aby móc po raz kolejny pochłonąć te tytuły.
  • moja ocena: 10/10

Komu polecam?

  • fanom Norwegii, zagadkowych rozwiązań, thillerów i kryminałów

Cierpienia młodego Wertera Johann Wolfgang von Goethe (Wydawnictwo GREG) 

  • Powinnam chyba zacząć od tego, że w czasach szkoły średniej nie przeczytałam tej lektury. Nie pamiętam, czy w ogóle po nią nie sięgnęłam, czy porzuciłam ją gdzieś w połowie. Wiecie, co jest najgorsze? Cieszę się z tego, że mogłam tę historię poznać dopiero teraz. Wcześniej bowiem bym jej nie zrozumiała.
  • Kurczę, to nie było wcale tak złe jak początkowo myślałam. Forma epistolarna przypadła mi do gustu. Dopiero gdzieś pod koniec, we fragmentach od wydawcy, zaczęłam wręcz ziewać z nudów.
  • Werter mnie nie denerwował. Ba! Nawet trochę go rozumiem. Większość ludzi zakochuje się bez pamięci, jest ślepo wpatrzona w obiekt swojego uwielbienia i traci głowę. Szczególnie, gdy ta druga osoba okazuje się być związana z kimś innym. Może nie każdy decyduje się na to, na co zdecydował się ostatecznie główny bohater, ale nie mam zamiaru tego oceniać.
  • Jestem nieco dziwna, ponieważ osobą, która denerwowała mnie w tej książce była Lotta. Nie będę wyjaśniała dlaczego, bo nie chcę zdradzić fabuły tym, którzy jeszcze są przed lekturą tej pozycji.
  • To zadziwiające, co teraz powiem, ale przeczytajcie tę smutną, przytłaczającą książkę. Dajcie się porwać szaleństwu. Zastanówcie się, czy i Wy kiedyś nie zachowywaliście się dziwnie podczas zakochania. Dopiero potem oceniajcie postępowania poszczególnych bohaterów.
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • osobom, które choć raz w życiu były zakochane bez pamięci
  • wszystkim, którzy nie przeczytali tej pozycji w czasach szkolnych

Poland Renata Grunwald – Kopeć, Christian Parma (Wydawnictwo: Parma Press) 

  • Poszukujecie prezentu dla anglojęzycznego znajomego? Właśnie znaleźliście!
  • Książka zawiera dużo ładnych (choć dość starych), kolorowych zdjęć prezentujących polskie miasta i wsie, góry, stroje ludowe, itp..
  • To zbiór podstawowych informacji na temat historii i geografii naszego kraju. Znajdziecie w nim ogólną wiedzę na temat poszczególnych województw (w każdym rozdziale podana jest np. liczba ludności, powierzchnia, złoża naturalne, parki narodowe, obiekty sakralne, zamki, najważniejsze miasta i miejsca warte uwagi).
  • Mnie zabrakło tylko jednej rzeczy: podania dwóch stolic przy opisach woj. kujawsko-pomorskiego oraz woj. lubuskiego.
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • osobom, które chciałby zacząć czytać po angielsku (język nie jest zbytnio wyszukany i naukowy, więc łatwiej zrozumieć przedstawiane zagadnienia)

Miłość Peonii Lisa See (Wydawnictwo Świat Książki) 

  • Comiesięczne krwawienie nie czyni z dziewczyny kobiety, nie przeistaczają jej także zaręczyny albo zdobycie nowych umiejętności… To miłość sprawiła, że dojrzałam i stałam się kobietą.
  • Prawda jest taka, że podczas czytania tej książki, historia strasznie mi się dłużyła. Nie potrafiłam zżyć się z główną bohaterką a jej choroba miłosna przyprawiała mnie o szybsze bicie serca. Po skończeniu Miłości Peoni zaczęłam ją jednak doceniać i nieco bardziej rozumieć. Doszłam nawet do wniosku, że jest to naprawdę dobra historia i że nigdy wcześniej niczego podobnego nie miałam okazji przeczytać.
  • Bardzo oryginalnie przedstawiona miłość i związane z nią uczucia bohaterów (nie tylko głównych, ale i drugoplanowych).
  • Interesujące wątki związane z kulturą, religią i tradycją obowiązującą w XVII-wiecznych Chinach, m.in. motyw krępowania stóp, który sprawił że obejrzałam ich zdjęcia w Internecie. Nie polecam. Poza tym ciekawe opisy życia chińskich kobiet.
  • Magiczne przenikanie się świata zmarłych i świata żywych.
  • Książka przeczytana w ramach akcji: azjatyckie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • wielbicielom książek o miłości
  • osobom zafascynowanym Azją lub samymi Chinami
  • miłośnikom pozycji prezentujących sytuację kobiet w różnych częściach świata

Harry Potter i Komnata Tajemnic Joanne Kathleen Rowling, cykl: Harry Potter (wydanie ilustrowane) (tom 2) (Wydawnictwo Media Rodzina) 

  • Napiszę krótko i wyraźnie: Harry to Harry, nigdy mi się nie znudzi.
  • Wersja ilustrowana z pracami Jima Kaya jest po prostu świetna. Szata graficzna niewątpliwie zasługuje na wyróżnienie, choć miejscami tekst jest niestety zbyt słabo widoczny.
  • moja ocena: 10/10

Komu polecam:

  • starszym i młodszym wielbicielom klimatycznych historii
  • czytelnikom, którzy lubią nie tylko słowa, ale i piękne ilustracje
  • miłośnikom Harrego Pottera, choć oni pewnie mają tę pozycję już za sobą 😉

Dajcie znać, co ciekawego przeczytaliście w lutym. Zaczytanego marca!

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron następujących wydawnictw: Wydawnictwo Filia, Wydawnictwo Świat Książki, Wydawnictwo Albatros, Wydawnictwo Media Rodzina, Wydawnictwo Agora SA, Wydawnictwo Greg, Wydawnictwo Parma Press.

WPIS POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z: 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Co zobaczyć w Apeldoorn?

Apeldoorn to średniej wielkości miasto zlokalizowane w holenderskiej prowincji Geldria. Powiem Wam, że znalezienie interesujących informacji na temat tego miasta, po prostu graniczyło z cudem. Wszędzie widziałam i czytałam to samo. Miałam wrażenie, że najbardziej znane atrakcje turystyczne wyskakują nawet z mojej lodówki. Postawiłam zatem na zwiedzanie bez konkretnego planu. Jeśli jesteście ciekawi, co można zobaczyć podczas jednodniowej wizyty w Apeldoorn to poniżej znajdziecie krótką ściągę.

HOOFDSTRAAT

Poszukujecie ulicy z duszą? Około kilometrowej długości Hoofdstraat ma już ponad sto lat i idealnie oddaje charakter Holandii. Dawniej była ona zwyczajną wiejską drogą prowadzącą prosto do pałacu królewskiego. Współcześnie przebiega przez centrum miasta a budynki przy niej zlokalizowane, pełnią funkcje usługowo-mieszkalne. Znajdziecie wzdłuż niej hotele, liczne restauracje, bary i sklepy. W jej bliskim sąsiedztwie mieści się także ratusz oraz rynek, na którym miałam okazję podziwiać ogromny sobotni targ (otwarty od 8:30 do 17:00).

ZABYTKI NARODOWE PRZY DEVENTERSTRAAT

Wszystkie niżej wymienione budynki to duże, wolnostojące wille.

Deventerstraat 33 (z 1901) oraz Deventerstraat 37 (z 1909) – zostały zbudowane przez słynnego architekta z Apeldoorn. Andries van Driesum zaprojektował je na zlecenie jednego z tamtejszych fabrykantów. Pod pierwszym adresem znajduje się obecnie hotel a pod drugim biuro.

Deventerstraat 39 (z 1912) – kiedyś był to budynek mieszkalny, obecnie mieści się w nim siedziba banku. Obiekt posiada charakterystyczną wieżę z iglicą i otwartą dzwonnicą.

BUDYNKI MIESZKALNE POŁOŻONE NAD KANAŁEM

Pomiędzy DeventerstraatWelgelegenbrug znajdują się nowoczesne budynki, położone nad samym Apeldoorns Kanaal. Jednym z nich jest kompleks mieszkalny Résidence Koningshaven powstały w 1996 roku. Posiada on ponad 50 metrów wysokości (16 pięter) oraz dość charakterystyczny kształt, przez który bywa nazywany ołówkiem (‚het potlood’). Architekt z Rotterdamu zaprojektował przestronne mieszkania wraz z podziemnymi garażami. Jesteście ciekawi cen? Proszę bardzo! Za 110 m² zlokalizowanych na trzynastym piętrze zapłacimy jedynie… 375 000 euro. Poczekajcie, bo to jeszcze nic. Kawałek dalej znajdziecie kolejny budynek, tym razem z 2001 roku. Apartament na ostatnim piętrze (187 m²) z przestronnym tarasem na dachu kosztuje tam zaledwie… 698 000 euro. Ktoś chętny? Ja pozostanę przy oglądaniu zdjęć.

TĘCZOWE PRZEJŚCIE DLA PIESZYCH

No właśnie, przejście czy jednak nie przejście? Tak naprawdę kolorowe pasy namalowano na chodniku a nie na drodze. Wszystko dlatego, aby nie mylić kierowców samochodów i nie stwarzać utrudnień w ruchu ulicznym. Tęczowe akcenty są zatem jedynie przedłużeniem istniejącego przejścia dla pieszych.

DWA MIEJSCA, KTÓRYCH NIE WIDZIAŁAM A KTÓRE ZOBACZYĆ BYM CHCIAŁA

Paleis Het Loo – dawna rezydencja królewska zbudowana pod koniec XVII wieku. Pałac otoczony jest przez niesamowity barokowy ogród, stajnie i wozownie. Obecnie mieści się tam muzeum.

Apenheul – park opanowany przez ponad 300 małp, w którym spotkasz między innymi orangutany, szympansy i kapucynki. Cała idea tego miejsca opiera się na tym, że człowiek jest jedynie gościem. Właśnie dlatego możecie oglądać małpki zarówno nad głowami, jak i robić sobie z nimi zdjęcia, jeśli tylko staną na Waszej drodze.

Przyznam szczerze, że Apeldoorn nie zrobił na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, po prostu mnie nie zachwycił. Nie chodzi o to, że jest to brzydkie miasto. Chodzi raczej o to, że w porównaniu do innych holenderskich miast jest dość… zwyczajne. Gdyby było ono celem mojej pierwszej wizyty w tym państwie, to pewnie bym się w nim zakochała. Na tę chwilę nie czuję, że muszę do niego wrócić. Apeldoorn może jednak oczarować turystę, ponieważ niczego mu nie brakuje. Próbowałam zresztą pokazać Wam to w tym poście. Mam nadzieję, że mi się udało i choć trochę chcielibyście odwiedzić tę część Holandii.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Przeczytane w styczniu

 

Pamiętacie moje książkowe postanowienia na ten rok? Jednym z nich było: poświęcać mniej czasu na czytanie. Jesteście ciekawi, jakie książki przeczytałam w styczniu i czy rzeczywiście rzadziej czytałam? Już dzielę się z Wami pięcioma tytułami. Pięcioma a nie kilkunastoma, jak w ubiegłym roku.

Fotografie, które nie zmieniły świata Krzysztof Miller (Agora SA) 

  • Niezwykły, wartościowy zbiór zdjęć znanego w Polsce fotoreportera wojennego śp. Krzysztofa Millera.
  • Poszczególne zdjęcia uzupełnione są o krótsze bądź dłuższe komentarze autora, dzięki którym możecie zapoznać się z intrygującymi historiami powstania wybranych fotografii (uprzedzam, że zobaczycie między innymi zniszczony afgański Kabul oraz małe, strasznie wychudzone afrykańskie dzieci).
  • Pozycja wzbudzająca wiele emocji (będziecie zniesmaczeni, zszokowani a jednocześnie zaintrygowani), książka jest niesamowicie prawdziwa a przez to wstrząsająca, brutalna, przerażająca. Ona otwiera oczy na zło tego świata.
  • Poznajemy ciężką pracę korespondentów wojennych. Pracę, która z jednej strony jest taka jak każda inna, a z drugiej jest tak specyficzna, że nie potrafimy znaleźć słów, aby ją opisać. To zarazem wyzwanie, ale i wielka pasja, która potrafi zniszczyć człowieka od wewnątrz. Osiada ona bowiem na ludzkiej psychice jak wojenny pył na obiektywie aparatu. To niejako pozycja o przekraczaniu własnych granic i walce z samym sobą. Przecież raz zobaczonych rzeczy nie da się tak łatwo wymazać z pamięci.
  • moja ocena: 10/10

Komu polecam?

  • wielbicielom fotografii, reportażu, prawdziwych historii i ciężkiej tematyki

Opowieść podręcznej Margaret Atwood (Wielka Litera) 

  • Historia, którą czyta się bardzo ciężko. Autorka prezentuje bowiem intrygującą, mroczną, antyutopijną wizję świata z charakterystycznym społeczeństwem, którego nie spotkałam w żadnej innej książce. Mamy twardych Komendantów, Żony które muszą znosić pewnego rodzaju upokorzenia i Podręczne, które w sumie nie mają zbyt wiele do powiedzenia w tym świecie.
  • Dawno z takim napięciem nie czekałam na zakończenie, na wyjaśnienie losów bohaterów, na ostateczne rozwiązanie pewnych wątków. Szkoda, że się nie doczekałam. W moje ręce trafiła chaotycznie poprowadzona książka z denerwującą główną bohaterką. Te luźno splecione wątki z przeszłości i teraźniejszości wielokrotnie doprowadziły mnie do niepotrzebnych nerwów. Przeszkadzały mi one w cieszeniu się lekturą.
  • Myślę, że jest to książka bardzo ważna ze względu na temat, jaki jest w niej poruszany. Styl pisania Margaret Atwood mnie osobiście nie zachwycił. Podobnie jak to nieszczęsne, otwarte zakończenie. Mimo wszystko polecam ze względu na wykreowany świat, w którym nikt z nas pewnie nie chciałby żyć.
  • książka z listy BBC
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • wielbicielom antyutopii, losów kobiet i ciekawie opisanych społeczeństw

Ubuntu. Motocyklowa odyseja samotnej kobiety przez Afrykę Heather Ellis (Wydawnictwo Kobiece) 

  • Opowieść o dzikiej Afryce i dzikości kobiecego serca. To książka o tym, że każda z nas ma prawo popełniać błędy a jednocześnie każda z nas ma obowiązek się na nich uczyć.
  • Miejscami nudna, ale i tak myślę, że warto wyruszyć w tą podróż razem z autorką. Poprowadzi Was ona przez kulturę mieszkańców tego kontynentu, przez świat wojen domowych i regionalnej kuchni. Razem z nią będziecie wpadać w kłopoty i zdobywać szczyty. Będziecie wspólnie poznawać Afrykę.
  • książka przeczytana w ramach akcji afrykańskie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • wielbicielom podróży, kobiecych historii, kontynentu afrykańskiego i niekoniecznie dobrych zakończeń

Englebert z rwandyjskich wzgórz Jean Hatzfeld (Wydawnictwo Czarne) 

  • Kto choć raz nie słyszał o Tutsi i Hutu, o ludobójstwie w Rwandzie, o krwawych i okrutnych wydarzeniach mających miejsce w 1994 roku? W tej książce autor przedstawia nam Engleberta, jednego z ocalałych. Poznajemy nie tylko jego historię, ale i straszny los jego bliskich.
  • Ta książka to całkiem niezły reportaż, który wciąga, miejscami przeraża a przede wszystkim zmusza do myślenia. Czy możliwe jest w ogóle pozbieranie się po takich przeżyciach?
  • Gdyby nie dość specyficzny styl pisania (który wybijał mnie z rytmu podczas czytania) to byłaby jeszcze wyższa ocena.
  • książka przeczytana w ramach akcji afrykańskie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 7/10

Komu polecam?

  • osobom lubiącym prawdziwe historie, brutalną prawdę i afrykańską rzeczywistość

Anne Frank: The Anne Frank House Authorized Graphic Biography Sid Jacobson, Ernie Colón (Hill and Wang)  

  • Biografia Anne Frank wydana w postaci powieści graficznej.
  • Książka napisana dość przystępnym językiem. W słowniku sprawdzałam jedynie znaczenie kilku typowo historycznych słówek.
  • Mapy były niestety bardzo… rozjechane i nie oddawały rzeczywistości, reszta obrazków była w porządku, choć czasem ułożenie tekstu było nieco chaotyczne.
  • moja ocena: 7/10

Komu polecam?

  • książkoholikom, którzy pragną rozpocząć przygodę z czytaniem po angielsku
  • wielbicielom tematyki żydowskiej

Dajcie znać, jakie przeczytane w styczniu książki zrobiły na Was największe wrażenie lub po które z powyższych pozycji mieliście okazję już sięgnąć.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron następujących wydawnictw: Agora SA, Wielka Litera, Wydawnictwo Kobiece, Wydawnictwo Czarne, Hill and Wang.

WPIS POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z: 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Hanza i bonanza, czyli Zutphen

 

Ostatni weekend stycznia będzie kojarzył mi się ze spełnianiem marzeń, niezbyt poważnymi rozmowami o życiu, nalewką smakującą jak rozpuszczone gumy owocowe oraz z czterema miastami, które wówczas odwiedziłam. Pierwszym z nich było Zutphen, czyli holenderska perełka położona w Geldrii, tuż nad brzegiem leniwie płynącej rzeki IJssel. Zabieram Was w podróż po mieście wież i kupieckich domów.

Hanza, bonanza i Berkel, czyli powrót do przeszłości

Wiecie, co moim zdaniem przyciąga turystów do Zutphen? Jego interesująca historia i relikty przeszłości. Początki tego miasta sięgają bowiem XI wieku. To właśnie wtedy założono w tym miejscu pierwszą osadę o nazwie Zuidveen, oznaczającej torfowisko południowe. Mieszkańcy żyli w symbiozie z rzeką Berkel i codziennie spławiali nią drewno. Powstały w ten sposób port handlowy, w 1312 roku stał się członkiem Hanzy. Wiadomo, jak jest się uczestnikiem związku kupców w średniowiecznej Europie, to można liczyć na bonanzę. Wielkie korzyści to w tym przypadku nic innego, jak okres rozkwitu miasta, który trwał aż do XVI wieku. Handel z Danią, Anglią i miastami położonymi nad Morzem Bałtyckim był wówczas na porządku dziennym. Zgadnijcie, kto najechał na Zutphen, kiedy stało się ono potęgą handlową? Hiszpanie, ole! Zaszaleli i dokonali takiej masakry, że w starciach zginęło ponad 800 mieszkańców. Dopiero po prawie dwudziestu latach Holendrzy odzyskali swoje miasto i zadbali o… rozwój demograficzny. Wskaźnik urodzeń podskoczył wtedy w górę.

Podczas drugiej wojny światowej miasto wpadło w ręce Niemców, którzy przyczynili się do kolejnych zniszczeń tkanki miejskiej. Poza tym, z roku na rok zamulenie IJssel wzrastało, przez co Zutphen ostatecznie straciło swoją pozycję handlową. Zostało ono jedynie bramą do holenderskiego regionu granicznego (tzw. Achterhoek).

Czym obecnie szczyci się Zutphen? Przede wszystkim odgrywa ważną rolę w regionie i stanowi węzeł przesiadkowy. Z tamtejszej stacji kolejowej dojedziecie między innymi do Zwolle, Nijmegen, Apeldoorn oraz Arnhem. Poza tym, w granicach administracyjnych miasta znajdują się dwie przystanie jachtoweGelrehaven (na południu) i Marshaven (na północy) oraz historyczna stacja dokująca Houthaven (cumują w niej np. łodzie mieszkalne). Średniowieczne centrum to skupisko przeróżnych sklepów specjalistycznych a także przytulnych restauracji i barów. Poza tym w mieście można znaleźć wiele różnego typu atrakcji, o których zresztą zaraz napiszę.

Spełnione marzenie, czyli potęga wody

Jak przystało na osobę kochającą wodę, miałam marzenie, aby zobaczyć jej potęgę. Udało mi się w końcu zrealizować ten punkt, właśnie w Zutphen. Na własne oczy doświadczyłam #hoogwater , czyli wysokiego poziomu wody w rzece. IJssel, którą na co dzień suną barki, przekroczyła stan ostrzegawczy i rozlała się po okolicznym terenie. Woda sięgała aż do punktu widokowego Tichelbeeksewaard. Dziwnym uczuciem było schodzić po schodach prowadzących wprost do ciemnej, złowrogo wyglądającej wody. Jakby tego było mało, jej poziom był tak wysoki, że statki nie były w stanie przepływać pod Oude IJsselbrug. Całe szczęście ten most  jest zwodzony. Jego podnoszenie powodowało jednak ponad dwudziestominutowe korki (nie tylko samochodowe, ale i piesze oraz rowerowe).

Wiecie, że będąc w Zutphen możecie skorzystać z szerokiej oferty turystycznej związanej bezpośrednio z wodą? Miasto zlokalizowane jest nad ujściem rzeki Berkel do IJssel, przez co odbywają się tu zorganizowane rejsy łodziami z przewodnikiem. Jeśli nie lubisz tego typu wydarzeń to możesz wynająć kajak bądź łódkę i samodzielnie odkrywać miasto od strony wody.

Miej oczy szeroko otwarte, czyli targ w Zutphen

Miałam to szczęście, że postanowiłam odwiedzić Zutphen w sobotę. Dlaczego szczęście, zapytacie? Miejcie oczy szeroko otwarte. Zabieram Was na sobotni targ, który odbywał się we wschodniej części Houtmarkt oraz wzdłuż Zaadmarkt (w godzinach 8:00 – 17:00). To właśnie tam w powietrzu unosiły się zapachy holenderskiego sera, śledzia, smażonych frytek i świeżych kwiatów.

Zutphania turrita, czyli miasto-wieża

Zutphen ma bardzo charakterystyczną panoramę, na tle której wyróżnić można co najmniej trzy wieże: Walburgiskerk, Wijnhuis i Drogenapstoren. Co ciekawe sylwetkę miasta z wieloma wieżami przedstawiano na zanczkach pocztowych już w XIII wieku. O samych wieżach znajdziecie więcej poniżej.

Panorama van Zutphen, ets van Caspar Merian uit 1654 http://www.wikiwand.com

Boski raj, czyli biblioteka w ex-świątyni

Średniowieczne centrum hanzeatyckiego miasta jest naprawdę dobrze zachowane, przez co znaleźć można tam liczne zabytkowe budynki. Jednym z nich jest Broederenkerk, w którym od 1983 roku mieści się biblioteka. Co mnie zaskoczyło? Bezproblemowy wstęp. Przechodzisz przez bramki, uśmiechasz się do pani w okienku i robisz co chcesz. Możesz fotografować i czytać książki z księgozbioru, ale nie możesz ich wynosić poza bibliotekę. Większość pozycji jest oczywiście w języku niderlandzkim, ale dwa dość duże regały to książki po angielsku. Praktycznie same nowości! Mój wzrok skakał po tytułach i żałowałam, że nie mogę zostać tam na dłużej niż kilkanaście minut.

Czy to jeszcze nie koniec? Inne (ale jakże ciekawe) atrakcje Zutphen. 

Walburgiskerk Zutphen – gotycki kościół z niesamowitą biblioteką łańcuchową pochodzącą z XVI wieku (Librije). To jedna z nielicznych tego typu bibliotek na świecie. W swoich zbiorach posiada prawie 800 unikalnych tytułów, w tym… pierwsze wydanie dzieła Mikołaja Kopernika De revolutionibus orbium coelestium (O obrotach sfer niebieskich). Z kościelnej wieży można podziwiać panoramę miasta. Niestety podczas mojej wizyty kościół był nieczynny z powodu remontów. Ubolewam nad tym ogromnie.

Berkelpoort – ruiny bramy wodnej położonej nad rzeką Berkel. Stanowią część fortyfikacji miejskiej pochodzącej z XIV-XV wieku.

Drogenapstoren – dawna brama miejska z 1444 roku, późniejsza wieża ciśnień. Obecnie została podobno przekształcona w budynek mieszkalny (nie jest to jednak potwierdzona informacja).

Beeld Thonis Drogenap – pomnik ulicznego muzyka pochodzącego z Zutphen. Jego autorem jest Oscar Rambonnet.

Bourgonjetoren – fragment muru miejskiego pochodzący z XV wieku. Dawniej mieściła się tam wieża strzelnicza, dlatego mury mają prawie cztery metry grubości. Ukryta wśród zieleni, w pobliżu przystani jachtowej.

Wijnhuistoren – wieża pochodząca z XVI wieku. Pełniła funkcje administracyjne, a obecnie w jej piwnicy mieści się włoska restauracja. Podobno można wspiąć się na wieżę i podziwiać z niej miasto. Niestety nie przetestowałam, bo dowiedziałam się o tym w trakcie tworzenia tego wpisu.

Wijnhuistoren, Zutphen, Holandia

Oude Stadhuis Zutphen – stary ratusz pochodzący z XVIII wieku.

Hanze-Stadsbrouwerij – browar, który nadal warzy własne piwa specjalne. W jego skład wchodzi również kawiarnia i sala degustacyjna.

Muzea Stedelijk i Henriette Polak – archeologia i współczesna sztuka wizualna w postaci muzealnej.

Theater en Congrescentrum Hanzehof – czyli wydarzenia kulturalne w Zutphen.

Podsumowując, Zutphen stało się dla mnie miejscem, do którego na dobrą sprawę mogłabym wrócić już teraz. To jedna z moich holenderskich perełek, dzięki której mogę cofnąć się w czasie aż do średniowiecza. Spacer wzdłuż brzegu rzeki IJssel, zadzieranie głowy do góry w celu poszukiwania wież i domów kupieckich oraz stukanie obcasami po brukowanych uliczkach, to idealny pomysł na krótszą bądź dłuższą wycieczkę. Szkoda, że takimi tłumami zaglądamy do popularnego Amsterdamu a zapominamy o mniej znanych atrakcjach Holandii. Ten kraj ma tak wiele do zaoferowania, Zutphen ma tak wiele do zaoferowania. Oryginalny charakter, przytulna atmosfera i spokój, którego nie doświadczymy na ulicach większych miast. Pozostaje mi tylko napisać: pakujcie swoje walizki i ruszajcie do Zutphen! A może już w nim byliście? 

 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarze pod postem. Lubię z Wami rozmawiać a tym samym bliżej Was poznawać.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsie, instagramie, goodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Gdzie szukać informacji o Camino de Santiago

Gdzie szukać informacji o Camino de Santiago?

Minęły prawie dwa lata od ukończenia mojego Camino del Norte a ja nadal co jakiś czas otrzymuję od Was pytania w stylu: Czy mogłabyś napisać mi, gdzie mogę znaleźć jakiekolwiek informacje o Camino de Santiago? Od czego zacząć? Co warto zobaczyć, żeby wczuć się w klimat Drogi? Chyba najlepiej będzie, jeśli opiszę to raz a porządnie. Podrzucam Wam zatem listę mniej i bardziej przydatnych linków. Może znajdziecie w tym wszystkim coś dla siebie. 

1. BLOGI PODRÓŻNICZE ORAZ RELACJE RÓŻNYCH OSÓB

polskie:

zagraniczne:

2. FACEBOOK (grupy/strony/osoby/itd.)

3. FILMY/SERIALE/ITD.

  • Droga życia (2010) – film o ojcu, który decyduje się na przejście Camino po śmierci syna i dokończenie Drogi, której on nie ukończył
  • Pielgrzym (2016) – film dokumentalny opisujący przejście Camino przez Marka Kamińskiego
  • Strangers On The Earth (2016) – Strangers on the Earth examines the physical, mental and spiritual aspects of the concept of ‚journey’ and the vital role it can play as part of the human experience
  • Ślady stóp (2016) – film dokumentalny o dziesięciu podróżnikach, którzy zgłosili się, by przejść 1000 kilometrów w 40 dni
  • W międzyczasie (2017) – film dokumentalny prezentujący Camino Portugalskie, radości i trudy Drogi oraz świat pielgrzymów spotkanych na trasie

4. INSTAGRAM (konta osób, regionów, miejsc i szlaków/wybrane hasztagi/itd.)

#caminodesantiago  #caminodelnorte #jakobsweg #pelegrino #pilgrim #caminofrances #buencamino #compostelle #caminodesantiagopage

@pilgrim.es @womantosantiago @caminobnw @caminodesantiagopage @wisepilgrimguides @elcaminodesantiago @walktosantiago @jakobsweg.de @iperegrinos

5. LITERATURA I PRASA (książki/czasopisma podróżnicze/magazyny naukowe/itd.) – niestety nie przeczytałam wszystkich niżej wymienionych pozycji, ale chętnie to zrobię i wtedy dopiszę o nich kilka słów

6. PINTEREST (możesz obserwować tylko poszczególne tablice lub całe konta użytkowników)

7. STRONY INTERNETOWE

8. YOUTUBE I INNE TAKIE (podcasty/wywiady/filmiki/itd.)

Jeśli znacie inne teksty/strony/filmy/itd. na temat Camino, a nie ma ich na powyższej liście, to dajcie znać. Chętnie coś jeszcze dopiszę.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarze pod postem. Lubię z Wami rozmawiać a tym samym bliżej Was poznawać.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsie, instagramie, goodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Czytelnicze podsumowanie 2017 roku

Rok 2017 był dla mnie wystarczająco interesujący pod względem czytelniczym. Co prawda nie pobiłam swojego rocznego rekordu z 2016 roku (118 książek), ale i tak przekroczyłam magiczną setkę, która jeszcze dwa, trzy lata temu była dla mnie jedynie marzeniem. W moje ręce wpadło mnóstwo nie dość, że różnorodnych, to jeszcze wartościowych pozycji. Wiele z nich było naprawdę dobrych, dlatego miałam kłopot z wybraniem tych najlepszych z najlepszych. Wzięłam zatem pod uwagę nie tylko ich ogólną wartość dla innych czytelników, ale i ten osobisty element, który podziałał wyłącznie na mnie. Zapraszam Was na czytelnicze podsumowanie 2017 roku.

TBR (TO BE READ) 2017

Pamiętacie moje czytelnicze podsumowanie 2016 roku? Zdradziłam Wam wówczas, jakie książki chciałabym przeczytać w 2017 roku. Było ich tylko siedemnaście. Albo AŻ siedemnaście. Okazało się bowiem, że przeczytałam zaledwie siedem z nich. To i tak lepiej niż poprzednim razem (czyli w 2016), bo wtedy ukończyłam sześć.

Naprawdę kiepsko idzie mi realizacja tego typu list czytelniczych. Postanowiłam odpuścić i z góry nie zakładać, po jakie pozycje mogłabym sięgnąć tym razem. To, że w styczniu mam ochotę czytać o podróżach, nie oznacza że w marcu też tak będzie. Nie ma zatem sensu ciągnąć tego na siłę.

Oto książki, po które w ogóle nie sięgnęłam:


Oto książki, po które sięgnęłam, ale z różnych względów nie dokończyłam ich czytania:


Oto książki, które przeczytałam:

PRZECZYTA(ŁA)M 52 KSIĄŻKI W 2017 ROKU

Realizacja tego postanowienia noworocznego zawsze sprawia mi wielką radość. W 2017 roku również wywiązałam się z przeczytania tych kilkudziesięciu książek. W sumie to przeczytałam prawie połowę więcej niż początkowo zamierzałam, bo łącznie sięgnęłam po 103 pozycje. To tyle różnych historii, bohaterów i miejsc akcji. To godziny śmiechu, łez smutku i odrzucania książki na bok z czystej złości. Co jest powodem takiego wyniku?

67 książek elektronicznych i 36 wydań papierowych
66 autorów zagranicznych i 37 autorów polskich
97 książek po polsku i 6 po angielsku


Listę większości przeczytanych przeze mnie książek znajdziecie na Lubimy Czytać oraz Goodreads.

WIELKOBUKOWE WYZWANIE 2017 #WB2017 (opisy poszczególnych kategorii pochodzą ze strony Olgi z Wielkiego Buka)

NA WODACH OCEANU (opowieści z wodą w tle, marynistyczne, których akcja dzieje się na oceanie, na morzu, w okolicznych portach, na wyspach i wszędzie tam, gdzie wielka woda odgrywa najważniejszą rolę) – „Podróż Wędrowca do Świtu” C.S. Lewis

W KRAJU KWITNĄCEJ WIŚNI (opowieści z Japonią w tle, których akcja rozgrywa się w Japonii, lub japońskiego autora, albo książki dotyczące japońskiej kultury jako takiej, reportaże, czy poradniki) – „Nokturny” K.Ishiguro

PÓŁNOCNY WIATR (przenosimy się na północną półkulę, np. do Skandynawii, na Grenlandię, na koło podbiegunowe, wybieramy autorów z północy, czytamy reportaże, sięgamy po opowieści, których akcja rozgrywa się w północnych krajach) – „Nela na kole podbiegunowym” Nela

AMERYKAŃSKA SIELANKA (do wyboru, do koloru, mamy całe Stany Zjednoczone i Kanadę do zdobycia! Westerny, południowy gotyk, granica teksańsko-meksykańska, kanadyjskie lasy, alaskańskie pustkowia, nowojorskie historie, rozgrzanie słońce Kalifornii, kukurydziane pola Iowa, a to dopiero początek!) – „Nebraska” Z. Białas

PIEROGI RUSKIE (za wschodnią granicą czeka kraina opowieściowej obfitości – Ukraina, Białoruś, Rosja, Litwa, Gruzja, Estonia, aż do mongolskich stepów. Sięgamy po autorów ze wschodu, po tych, których wschód inspiruje, wracamy do klasyki i korzeni rosyjskiej kultury) – „Poza trasą” R. Urbanelis (za rozdział o Gruzji)

ZIELONE WZGÓRZA AFRYKI (opowieści z Czarnego Lądu, legendy, baśnie, historie prawdziwe, wspomnienia, powrót do czasów kolonializmu, współczesny reportaż, powieści o powrotach) – „Jądro ciemności” J. Conrad

PUSTYNNE NOCE (odwiedzamy arabskie kraje maghrebu, czyli idziemy za piaskiem Sahary, słuchamy śpiewu beduinów, zwiedzamy Maroko, Tunezję, Algierię, a nawet Egipt, nie zapominając, że pustynie to nie tylko północ Afryki) – „Gorzka pomarańcza” N. Hamid

W KRAINIE KANGURÓW (przenosimy się na Antypody! Australijskie bezkresne przestrzenie, pisarze, którzy powoli podbijają serca czytelników z całego świata, unikatowe lokacje i kultura Aborygenów, która powoli odchodzi w przeszłość) – „Busem Przez Świat. Australia za 8 dolarów” K. Lewandowski

NA WYSPACH PACYFIKU (mamy cały ocean z wyspami do penetrowania) – „Blondynka w Japonii” B. Pawlikowska

LATYNOSKI SZAŁ (od Meksyku aż po Argentynę, przez pustynię Sonory, góry Peru, równiny Amazonki aż po pampę) – „Patagonia” T. Wodzicki

HERBATKA U KRÓLOWEJ (poznajemy literaturę Wysp Brytyjskich, sięgamy po klasykę, albo zakochujemy się we współczesnych opowieściach, niekoniecznie spod pióra Brytyjczyków z dziada pradziada) – „Duma i uprzedzenie” J. Austen

NA JEDWABNYM SZLAKU (przez kraje Bliskiego Wschodu, przez Indie, aż do Chin. Wybór opowieści i autorów jest ogromny, fascynujący, do odkrywania wciąż na nowo) – „Chłopiec z latawcem” K. Hosseini

POLSKA DUSZA (polska literatura, polskich autorów, o Polsce, w Polsce, z polskim akcentem, czyli po naszemu, w rodzimych klimatach) – „Czarna Madonna” R. Mróz

NAJLEPSZE KSIĄŻKI PRZECZYTANE W 2017 ROKU (POLSKIE)

NAJLEPSZE KSIĄŻKI PRZECZYTANE W 2017 ROKU (ZAGRANICZNE)

KLASYCZNE TOP 3  

ROZCZAROWANIA 2017 ROKU

KSIĄŻKOWE PLANY NA 2018 ROK?

Czytać, czytać i jeszcze… mniej czytać. Tak, tak, dobrze przeczytaliście. Chciałabym czytać mniej. Wiem, to dziwne i pewnie dla większości osób w ogóle niezrozumiałe. Wyznając, że chcę czytać mniej, mam na myśli ilość czasu jaką na czytanie poświęcam a nie ilość książek. Chodzi mi po prostu o to, aby w tym roku częściej odkładać lekturę na bok na rzecz innych pasji bądź zwyczajnych spotkań z ludźmi.

***
Chciałabym wrócić do częstszego pisania o książkach. W 2017 roku bardzo zaniedbałam tę czynność. Do tej pory nie oceniłam ani nie opisałam większości przeczytanych pozycji. Spodziewajcie się zatem powrotu zaczytanej serii z podsumowaniami poszczególnych miesięcy. Będą się one pojawiać na blogu oraz na Instagramie. Zapraszam na: imbirowa_o_ksiazkach . To żaden poważny #bookstagram a jedynie miejsce, w którym będę mogła wyżyć się książkowo. Nie tyle zdjęciami co słowami.

***
Moja droga listo stu książek BBC, nadal będę cię odkrywać. W końcu, w tym roku nie ukończyłam ani rozpoczętej Biblii ani Opowieści z Narnii. Nie rozpoczęłam też lektury pozostałych kilkudziesięciu pozycji. Wszystko jeszcze przede mną.

Koniecznie dajcie mi znać, jakie książki najbardziej przypadły Wam do gustu w ubiegłym roku! 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarze pod postem. Lubię z Wami rozmawiać a tym samym bliżej Was poznawać.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsie, instagramie, goodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Blogowe podsumowanie 2017 roku

Ten rok był naprawdę dziwny. Niby na blogu nie działo się wiele, ale jednak ja sama zauważyłam postęp. Mogę wręcz powiedzieć, że nieco uwierzyłam w siebie. Dostrzegłam, że mam wiedzę i możliwości, ale nie potrafię ich skutecznie wykorzystać. Jest tyle tematów, które mogłabym poruszyć, tyle miejsc które mogłabym opisać. Z różnych względów tego nie zrobiłam. Nie mówię jednak, że w przyszłości tego nie zrobię. To blogowe podsumowanie 2017 roku pełne jest nie tylko liczb, ale i ogromnej wdzięczności, prawdziwego szczęścia oraz nadziei na lepsze jutro. Choć tego Wy nie zobaczycie. To jest bowiem głęboko we mnie.

CYFERKI, CZYLI TO CO KOTY LUBIĄ NAJBARDZIEJ

  • jedna wygrana w czerwcowej edycji konkursu Wasze wyprawy, organizowanego przez miesięcznik Podróże (tekst ukazał się w numerze 6/2017)

TOP 20, CZYLI NAJCHĘTNIEJ CZYTANE POSTY

  1. (Nad)bagaż. Co zabrać na Camino del Norte? (+1000 wyświetleń) – post z listą rzeczy mniej lub bardziej (nie)przydatnych podczas wędrówki szlakiem Camino del Norte
  2. Lista stu książek BBC, które trzeba przeczytać. Ile już przeczytałam? (+1000 wyświetleń) – spis stu różnych książek, które podobno warto przeczytać w swoim życiu
  3. Przeczytane #1 (+800 wyświetleń) – pierwsza dziesiątka książek przeczytanych w 2017 roku
  4. Czytelnicze podsumowanie 2016 roku
  5. A Ty czego się wstydzisz?
  6. Czy coś się zmieniło?
  7. Przeczytane #3
  8. Przeczytane #2
  9. Chwytaj chwile
  10. Landy, rejencje i takie tam
  11. Byłam w Barcelonie i…
  12. Sarajewo – co, gdzie, kiedy i jak? Informacje praktyczne.
  13. Podsumowanie 2016 roku
  14. Ludzie. Zapiski z pamiętnika #2
  15. Flamingi w Niemczech? Oczywiście! Zwillbrocker Venn – rezerwat przyrody.
  16. Co czułam? Zapiski z pamiętnika #1
  17. Łoś Superktoś i Trollveggen
  18. Pielęgnuję swoje wspomnienia – fotoksiążka od Saal Digital
  19. Co warto zobaczyć w Bazylei?
  20. Subiektywny przewodnik po Fryburgu Bryzgowijskim

SOCIAL MEDIA

77 zdjęć. 9 596 serduszek. 388 komentarzy. 339 nowych obserwatorów ♥
 
Instagram #2017bestnine
#2017bestnine @Instagram


BLOGOWE PLANY NA 2018 ROK?

Wydaje mi się, że w końcu dojrzałam do tego, aby przenieść się z Bloggera na WordPress. Przyznaję, ta myśl kiełkowała w mojej głowie od kwietnia. Porzuciłam ją jednak na jakiś czas ze względu na to, że mało działo się w moim blogowym życiu. Nie miałoby zatem sensu, angażować się wówczas w tak poważne (jak dla mnie) zmiany. W grudniu ponownie zaczęłam czytać różne artykuły dostępne w sieci, korzystać z rad specjalistów oraz dowiadywać się, jak przeżyli tę zmianę inni blogerzy. Kombinuję, oglądam szablony, rozważam możliwości. Trzymajcie kciuki!
Zapytacie pewnie, dlaczego chcę zmienić coś w tej kwestii? No cóż. W szybkim skrócie: coraz bardziej denerwują mnie pewne hmm… braki na Bloggerze. Może i część z nich dałoby się rozwiązać, ale potrzeba by na to o wiele więcej czasu, energii i żmudnej pracy. Łatwiej i przyjemniej osiągnąć to na innej platformie.
Pozostaje mi zatem napisać: każda Wasza rada odnośnie tej kwestii będzie mile widziana. Może sami widzicie jakieś wady na WordPressie? Koniecznie dajcie znać!
***
Co dalej? Chciałabym w końcu otworzyć się na ludzi i poznać choć kilkoro z Czytelników bloga. Tyle ciepłych wiadomości otrzymuję, tyle różnych pytań, rad, poleceń, że w końcu wypadałoby dać coś od siebie. Rzadko mnie widzicie na zdjęciach. Nigdy nic do Was nie mówiłam. Ciągle tylko wystukuję słowa na klawiaturze. Przecież mogłabym dać się lepiej poznać, a komuś po prostu podarować swój czas i swoją obecność. Te zaproszenia na herbatę i ciacha kuszą. Oj kuszą! Ze względu na rzadsze wizyty w Polsce, rozważam również jakiegoś live’a na Instagramie. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy!
***
Na koniec, najważniejsze. Muszę pisać. Choć muszę to chyba złe określenie. Powinnam napisać, że chcę pisać. Chcę to robić lepiej niż w 2017 roku. Chcę iść do przodu. Rozwijać się. Nie być aż tak dokładna i surowa wobec siebie. Chcę zdać sobie sprawę z tego, że wszystkiego nie jestem w stanie na blogu opisać, bo chyba musiałabym publikować posty codziennie (nie ma nawet takiej opcji). Jednocześnie pragnę się tym cieszyć, nie spinać się niepotrzebnie, nie narzucać sobie żadnych terminów.
Blog znów ma być dla mnie przyjemnością, którą gdzieś zatraciłam w drugiej połowie roku. Nie mogę Wam obiecać postów co tydzień. Ba! Nie mogę Wam nawet obiecać postów co miesiąc.  Nie chcę pisać czegokolwiek. Dlaczego? No cóż, założyłam sobie, że rok 2018 będzie dla mnie samej przełomowy (mam nadzieję, że naprawdę taki będzie!). Czuję gdzieś w podświadomości, że to właśnie na niego czekałam całe swoje dotychczasowe życie. Jestem pewna, że to nie blog znajdzie się w tym nadchodzącym roku na pierwszym miejscu. On będzie jedynie dodatkiem. Dodatkiem do wartościowego życia pełnego zmian. O tym jednak innym razem.
  

Dziękuję Wam za ten wspólnie spędzony 2017 r., za zaangażowanie i za poświęcony czas ♥

Oczywiście mam nadzieję, że zobaczymy się również za rok! 

 
 
Zdjęcie główne: Photo by Nick Morrison on Unsplash

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Podróżniczy TAG

Dość często zadajecie mi pytania odnośnie mojego sposobu podróżowania. Jesteście ciekawi, jakim środkiem transportu najchętniej podróżuję, co zazwyczaj ze sobą zabieram, jakie pamiątki przywożę, w jaki sposób przygotowuję się do wyjazdów oraz z kim najczęściej zwiedzam różne zakątki Europy. Postaram się rozwiać Wasze wątpliwości i dlatego odpowiem na kilka pytań, składających się na Podróżniczy TAG autorstwa Ani z bloga Piosenka jest dobra na wszystko

 

1. JAKI JEST TWÓJ ULUBIONY ŚRODEK TRANSPORTU PODCZAS PODRÓŻY?

Zacznę może od tego, że do tej pory miałam okazję podróżować zaledwie kilkoma środkami transportu. W moim podróżniczym życiorysie były już i krótsze trasy pokonane na rowerze (np. z niemieckiego Borken-Burlo do holenderskiego Bredevoort), i dłuższe trasy pokonane w inny sposób. Wśród tej drugiej grupy najczęściej dominują: wycieczki autokarowe (np. Amsterdam, Berlin, Paryż, Wenecja) oraz samochodowe (zawsze w roli pasażera) (np. Arnhem, Harderwijk). Kilkukrotnie przemieszczałam się pociągami (np. Borken – Essen, Łódź – Gdańsk czy Zumaia – Bilbao) i busami (np. Konin, Uniejów, Wilno). Tylko dwa razy płynęłam większym promem (Gdynia – Karlskrona i z powrotem). Zdarzało mi się korzystać również z taksówek, mniejszych przepraw promowych (np. Świbno – Mikoszewo, Laredo – Santoña) czy łódek (np. Somo – Santander). Co ciekawe, nigdy nie leciałam samolotem! Ta atrakcja nadal jest przede mną.Odpowiadając jednak na powyższe pytanie, najchętniej podróżuję… autokarem. Pewnie chcecie wiedzieć: dlaczego? Mam chyba całkiem niezłe szczęście do przewoźników, z których usług już korzystałam, ponieważ w moim odczuciu komfort jazdy był przeważnie bardzo wysoki. Nie należę do osób, które mają chorobę lokomocyjną, dlatego zupełnie nie przeszkadzają mi szybko migające widoki za oknem. Jeśli o nie chodzi to są o niebo lepsze niż z jakiegokolwiek niższego pojazdu. Poza tym często do dyspozycji pasażerów jest toaleta, więc nie ma większych problemów z potrzebą nagłych postojów. Po prostu wsiadam i jadę. Tak naprawdę nic mnie wówczas nie obchodzi, bo to kierowca zawiezie mnie od punktu A do punktu B a ja w tym czasie mam chwilę dla siebie. Słucham muzyki, czytam książki, podziwiam krajobrazy, nawiązuję nowe znajomości, śpię. Uwierzycie, że o wiele lepiej śpi mi się w autokarze niż w samochodzie osobowym? Jadąc z kimś autem, mam taką nieco złudną nadzieję, że przecież w każdej chwili możemy się zatrzymać, bo nic nas nie ogranicza. Często jest jednak inaczej, gdyż kierowca chce jechać dalej a nie podziwiać okoliczne widoki. Wtedy przeżywam zawód. W autobusie nie mam takich problemów, bo z góry jestem nastawiona na to, że nie ma możliwości zatrzymania się, kiedy tylko będę miała ochotę zrobić kolejne zdjęcie na bloga. W sumie to samochód mógłby stać się moim ulubionym środkiem transportu, gdyby nie fakt, że zazwyczaj pokonuję nim stosunkowo krótkie odległości oraz trasy bardzo dobrze mi znane. Poza tym, może odpowiadałby mi bardziej, gdybym to ja kierowała? Nie wiem, okazałoby się w praniu. Tymczasem wygrywa autokar.

Rower, Holandia, wycieczka rowerowa

 

2. WOLISZ PODRÓŻOWAĆ W GRUPIE CZY INDYWIDUALNIE? 

Podróżowałam i w grupie (np. do Wilna), i indywidualnie (np. Camino del Norte). Wiadomo, tak naprawdę wszystko ma swoje plusy i minusy. Swoje ciemne i jasne strony. Jak to mówią, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Coś w tym jest!Przyznaję, że na chwilę obecną wolę jeździć sama niż z kimś. Jestem trochę taką egoistką, jeśli chodzi o podróżowanie. Lubię bowiem samodzielnie decydować o tym, co, gdzie i kiedy zwiedzam. Chodzę wówczas swoimi ścieżkami i tempem, na który pozwala mój organizm. Jem, gdy mam na to ochotę, a nie gdy większość mnie po prostu przegłosuje. Mogę (a nawet muszę!) być odpowiedzialna sama za siebie i za swoje samopoczucie.Jasne, świetnie jest dzielić z kimś ogrom przygotowań i obowiązków z nich wynikających. Cudownie jest dzielić z kimś wspomnienia, zapisywać je na wspólnych kartach pamięci. Uważam jednak, że trzeba do czegoś takiego dorosnąć. Dla jednych wyzwaniem będzie podróż w pojedynkę a dla drugich wyjazd w towarzystwie choć jednej innej osoby. Kto wie, może przyjdzie taki czas w moim życiu, że z radością będę wyczekiwała podróży z tą drugą osobą?

Myślę, że najwyższa pora przygotować osobny wpis na temat samotnego podróżowania.

 

3. CZY JESTEŚ TYPEM PODRÓŻNIKA AKTYWNEGO, CZY BIERNEGO (WYPOCZYNKOWEGO)? 

Zdecydowanie jestem typem podróżnika aktywnego. Podczas wyjazdów chcę zobaczyć jak najwięcej, dlatego często wstaję wcześniej niż normalnie bądź kładę się spać później niż zazwyczaj. Dzień w podróży to dzień intensywny. Staram się bowiem wykorzystać każdą chwilę, aby lepiej poznać odwiedzane miejsce. Chłonę je całą sobą. Wdycham, smakuję, dotykam, penetruję. Rzadko leżę plackiem na plaży (chyba, że właśnie taki był cel wyjazdu). Wolę wspinać się na okoliczne wydmy, pływać w morzu, gubić się w przestrzeni pobliskiego miasta a na plażę zawsze można wrócić wieczorem. Najlepiej z dobrym winem i ciepłym kocem.

Winterswijk, Holandia, jezioro w Holandii, odpoczynek nad jeziorem

 

4. JESTEŚ W PODRÓŻY I WIDZISZ PRZED SOBĄ STOISKO/SKLEPIK Z PAMIĄTKAMI. CO NAJCZĘŚCIEJ KUPUJESZ Z PAMIĄTEK?

Zapewne nikogo to nie zdziwi, ale najczęściej przywożę z podróży pocztówki. Coraz częściej sięgam również po magnesy. W sumie to  żałuję, że w każdym odwiedzonym mieście nie zakupiłam takiej właśnie pamiątki. Moja lodówka mogłaby wyglądać teraz całkiem przyjemnie dla oka.Czasem w moim bagażu znaleźć można lokalne wino, słodycze i wszystkie zgromadzone w danej podróży rachunki, ulotki, plany miast, rozkładówki metra, bilety komunikacyjne, świstki za hostele czy monety i banknoty.Staram się nie kupować czegoś, na co po prostu nie mam miejsca albo w plecaku, albo w mieszkaniu. Zdecydowanie rzadziej sięgam zatem po inne przedmioty, takie jak na przykład: zakładki do książek, elementy biżuterii, piasek z miejscowej plaży, muszelki, kamyki, chusty, kubki, tace, itd.

Jejku, zapomniałabym napisać o prezentach dla moich bliskich! Zazwyczaj są to drobne upominki, takie jak otwieracze do piwa, lokalne wyroby w postaci aniołków, obrazki, figurki czy poszewki na poduszki. Dla każdego coś miłego w zależności od tego, co kto lubi.

Paryż, Francja, pocztówki

 

5. GDY WYBIERASZ SIĘ W PODRÓŻ TO NAJPIERW CZYTASZ O DANYM MIEJSCU (CO MOŻNA ZOBACZYĆ/ZWIEDZIĆ) I TO ZWIEDZASZ CZY NAJPIERW ZWIEDZASZ A PO POWROCIE DO DOMU CZYTASZ O TYM MIEJSCU?

Większość pracy związanej z organizacją podróży wykonuję jeszcze przed wyjazdem. Zazwyczaj zaczynam od Instagrama i Pinteresta. To tam wyszukuję interesującą mnie lokalizację i przeglądam dostępne hashtagi ze zdjęciami. Zapisuję fotografie, które prezentują ciekawe miejsca i przeszukuję strony internetowe (w tym blogi podróżnicze) w celu wyszukania dokładniejszych informacji na temat przedstawionych miejsc.Pod ręką mam zawsze notes, w którym tworzę wstępną listę miejsc, które chciałabym zobaczyć w danym mieście. Na początku zawiera ona całkiem sporo punktów w przestrzeni miasta, z czasem staje się ich coraz mniej. W zależności od długości mojego pobytu, staram się wybrać kilka głównych punktów, których zobaczenia po prostu nie jestem w stanie sobie odmówić. To takie moje must see, bez którego wypad do danego miasta byłby w pewien sposób niepełny. Poza tym mam listę dodatkową z kolejnymi lokalizacjami, których mogę użyć w razie niepogody, nagłych zmian lub złego samopoczucia.Mając w dłoni plan miasta (papierowy lub elektroniczny) i zaznaczoną na nim listę miejsc, wyruszam w podróż. Niby zwiedzam według ustalonej wcześniej trasy, ale jednocześnie od czasu do czasu odbijam w inną ulicę/dzielnicę, aby odkryć nieznane mi zakamarki miasta. Staram się nie śpieszyć, bo przecież nic się nie stanie, jeśli nieco dłużej posiedzę bez celu na ławce i poprzyglądam się ludziom czy wypiję kawę w barze, którego wcale nie miałam w planach.

Po zakończeniu wyjazdu, wyszukuję jedynie dodatkowych informacji, potrzebnych do stworzenia danego wpisu na blogu. 

Przemyśl, Polska, mapa, z mapą w podróży

 

6. CZY LUBISZ POZNAWAĆ ŻYCIE CODZIENNE MIESZKAŃCÓW DANEGO MIASTA/MIEJSCOWOŚCI/WSI? 

Lubię! Nawet bardzo lubię. Interesują mnie lokalni ludzie, ich codzienne życie, zwyczaje i tradycje. Jasne, pewną barierą w tym zakresie może być język i związana z nim komunikacja międzyludzka. Nie zawsze mam odwagę, aby tak zwyczajnie do kogoś podejść i nawiązać z nim rozmowę. Często to ktoś podchodzi do mnie i wykonuje ten pierwszy, trudny krok. W kontakcie z inną osobą staram się być zawsze uśmiechnięta, aby przełamać bariery wynikające z różnic wieku, płci czy religii. Lubię być otwarta na ludzi. Oni wiele wnoszą do moich podróży, choć na blogu zbytnio tego nie widać.
Winterswijk, Holandia, Holendrzy, holenderskie zwyczaje

 

7. WOLISZ PAKOWAĆ SWOJE RZECZY DO WALIZKI CZY PLECAKA?

Wszystko zależy od okoliczności i rodzaju podróży. Jeśli nastawiam się na intensywne zwiedzanie to zdecydowanie wybieram plecak. Ręce mam wówczas wolne, nie muszę zastanawiać się jak przetransportować swój bagaż po schodach czy jak wsiąść z nim do metra.Jeśli natomiast wybieram się na rodzinną uroczystość i nie chcę, aby ubrania się pogniotły, to wybieram walizkę. Generalnie wolę swój bagaż taszczyć na plecach niż ciągnąć go za sobą. Wszelkie krawężniki są chociaż łatwiejsze do pokonania!

 

8. WOLISZ KRÓTKIE WYJAZDY (NP. WEEKENDOWE) CZY DŁUGIE (TYGODNIOWE/DWUTYGODNIOWE)? 

To jest naprawdę trudne pytanie. Jasne, że wolałabym wyjeżdżać na tydzień, dwa bądź jeszcze dłużej, bo mogłabym wtedy bardziej wczuć się w podróż i lepiej poznać odwiedzane miejsca. Z drugiej strony weekendowe wyjazdy również mają swoje plusy. Chociażby to, że rozkładamy przyjemność podróżowania na kilka(naście) terminów w ciągu danego roku. Kurde, w sumie to ja lubię i jednodniówki (np. Fryburg Bryzgowijski) i wyjazdy miesięczne (np. Hiszpania). Każda podróż daje mi kopa!

 

9. CZY LUBISZ JEŚĆ W MIEJSCACH, DO KTÓRYCH PODRÓŻUJESZ? 

Lubię próbować lokalnych specjałów podczas wizyty w nowym miejscu, jednak otwarcie przyznaję, że nie jest to dla mnie priorytetem. Może właśnie dlatego często… zapominam czegoś skosztować. Ja po prostu tak skupiam się na przeżywaniu tych wszystkich momentów w podróży, na podziwianiu architektury, obserwowaniu ludzi, czy chwytaniu przelotnych chwil, że nie mam czasu na jedzenie. Zdarzyło się tak już nie raz i nie dwa. Zdradzę Wam, że ja, wielka fanka pizzy, będąc we Włoszech (w kilku miastach, przez kilka dni) nie spróbowałam pizzy! Za to na przykład w Sarajewie, objadłam się tak, że nie miałam siły się potem ruszyć. Chyba dojrzewam do roli kulinarnego podróżnika! 😉

Sarajewo, Bośnia i Hercegowina, jedzenie, jedzenie w BiH,

 

10. CZY LUBISZ ROBIĆ ZDJĘCIA W CZASIE PODRÓŻY I CZY OPISUJESZ GDZIEŚ SWOJE PRZEŻYCIA PODRÓŻNICZE? 

Uwielbiam robić zdjęcia w trakcie podróży! Robię ich jednak zbyt wiele. Co za tym idzie, mam potem problem, które z nich pokazać publicznie, a które lepiej pozostawić głęboko na dysku. Zawsze jest tak, że z podróży wracam z mnóstwem zdjęć, a przeglądając je, uświadamiam sobie, że jestem na zaledwie kilku(nastu) z nich. Wolę być chyba po drugiej stronie obiektywu, choć fotografie są dla mnie oczywiście wspaniałą pamiątką.

Jeżeli chodzi o drugą część pytania, to przeżycia podróżnicze opisuję przede wszystkim na blogu. Część wspomnień zachowuję tylko dla siebie bądź najbliższych znajomych, a część udostępniam w Internecie. Są bowiem takie sytuacje, które nie wydają mi się aż tak istotne, aby wspominać o nich w tym miejscu albo takie wizerunki osób, których nie chcę upubliczniać. Szanuję bowiem prywatność ludzi, którzy mnie o to proszą.Dodatkowo, w trakcie każdego wyjazdu prowadzę dziennik, dzięki któremu o niczym po czasie nie zapominam. Gromadzę w nim te wszystkie ulotne chwile i z pozoru nic nieznaczące momenty, bez których dana podróż nie byłaby taka sama. To również miejsce na kontakty do osób poznanych w drodze czy zapisanie wszelkich przydatnych informacji (np. o konkretnych cenach wybranych produktów) i nowych, interesujących słówek.

Nadrenia Północna-Westfalia, Borken, Niemcy, zachód słońca, zachód słońca w Niemczech, w drodze

 

Było, minęło. Listopad 2017

#BLOG I INNE TAKIE

Niedawno opisywałam mój październik a tu już skończył się listopad. Czy czas oszalał, czy to ja zwolniłam?
W szybkim skrócie:
– nawiązałam dość interesujące współprace, dzięki którym podzieliłam się z Wami kodami rabatowymi 
– podjęłam się napisania artykułu, który już wkrótce będziecie mogli przeczytać (szczegółów póki co nie zdradzę)
– rozpoczęłam cykl #kotpolecainsta, w którym na fanpejdżu polecam instagramowe konta
– na insta story zasypywałam Was zdjęciami książek, które czytałam
#SAMOŻYCIE
Początek ubiegłego miesiąca spędziłam przede wszystkim w moim rodzinnym Tuliszkowie. To właśnie tam, pierwszego listopada odwiedziłam groby bliskich osób. Jak zwykle Wszystkich Świętych wzbudziło we mnie wiele wewnętrznych emocji. Pominę fakt, że na cmentarzach była wielka rewia mody i niejedna osoba zachowywała się tak, jakby nowe futro z norek i ułożona pod linijkę fryzura były w tym dniu najważniejszymi sprawami. Pominę fakt corocznych dyskusji, które znicze będą najlepiej prezentowały się na pomniku i jakie wrażenie zrobią one na „tych sąsiadach z lewej”. Naprawdę, niektóre ludzkie zachowania mnie przerażają. Szczególnie w takich dniach zadumy, refleksji i chwili spokoju.
Ze smutkiem zauważyłam również, że z roku na rok zniczy na pomnikach moich znajomych jest coraz mniej. Czas biegnie nieubłaganie a przy tych grobach nie spotykam już tych samych osób, co dawniej. Nie wiem, czy to pamięć się zaciera, czy przyczyna takich zachowań jest zupełnie inna.  Zawsze, kiedy stoję przy nagrobkach Adriana, Lidki, Piotrka czy obu Marcinów to mam przed oczami wszystkie wspólne chwile, jakie kiedyś gdzieś nas połączyły. Od niektórych z tych wydarzeń upłynęło już dobre osiemnaście lat, ale i tak trzymam je głęboko w swojej pamięci. Mam nadzieję, że gdziekolwiek teraz przebywają to moja modlitwa i ciepłe wspomnienia, zapewniają im po prostu spokój.

Wiem, wiem, zrobiło się jakoś tak poważnie. Już zmieniam temat.

W listopadzie udało mi się wyskoczyć na jedną nockę do mojej ukochanej Łodzi, która ponownie przywitała mnie deszczem. Oczywiście nie zrealizowałam wszystkiego, co sobie założyłam, ale i tak było interesująco. Zatrzymałam się (jak zwykle) w Hostelu Flamingo, dzięki czemu odbyłam kilka krótkich spacerów po słynnej Pietrynie, wpadłam do księgarni Tak Czytam oraz odwiedziłam mój ulubiony antykwariat Gratka z jedynym i niepowtarzalnym, przemiłym sprzedawcą. Do mojej biblioteczki dołączyły dzięki temu dwie książki: „Ostatni wykład” R. Pausch’a (9 zł) oraz „Katedra Marii Panny w Paryżu” V. Hugo (całe 2 zł). Wieczór spędziłam w przemiłym towarzystwie Beti, Przemka i ich chomika o imieniu Chomik. Co tu dużo mówić, ósme piętro znowu dało radę.
Co jeszcze przyniósł mi listopad? Mnóstwo dobrego polskiego jedzenia, ponowny powrót do Niemiec, czekanie do północy aby złożyć komuś urodzinowe życzenia, dziwne plany sylwestrowe zmieniające się jak w kalejdoskopie, kupno ulubionej ozdoby do włosów, pierwsze przedświąteczne zakupy i… problem z zębem.
Czarny piątek okazał się dla mnie naprawdę czarny. Wieczorem tak rozbolał mnie ząb, że nawet tabletki nie działały. Budziłam się co godzinę z nadzieją, że jest już ranek. W Niemczech dentyści zazwyczaj nie przyjmują w soboty i niedziele. Dodatkowo w miejscowym szpitalu nie ma żadnego dyżuru tego typu specjalisty. Dziękuję zatem osobom, które pomogły mi w podjęciu dalszych decyzji. Gdyby nie oni, nie wiedziałabym, że jest coś takiego jak pogotowie stomatologiczne. Nigdy wcześniej nie byłam bowiem w takiej sytuacji. Na wizytę pojechałam z bólem, okazało się, że zgromadziła mi się ropa nad koronką, którą miałam robioną w tym roku. Szczegółów Wam oszczędzę, ale wiecie co? Nie życzę tego nawet największemu wrogowi…
Przez tydzień walczyłam z ponad 38 stopniami Celsjusza, z drgawkami i lekkimi mdłościami. Wyglądałam jak chomik, czułam się jak kupa nieszczęścia. Opuchlizna była tak duża, że wiedziałam, jak czuje się ktoś, kto dostał cios prosto w oko. Prawie codziennie byłam u stomatologa na czyszczeniu nacięcia, które mi wykonano i przyjmowałam dzielnie antybiotyk mimo, że nie mogłam już patrzeć na tabletki.
Teraz jest już lepiej, ale ze względu na sytuację jaka miała miejsce, muszę wybrać się do chirurga szczękowego. To on musi znaleźć przyczynę tego wszystkiego. Trzymajcie kciuki, bo sprawa nie jest jeszcze zakończona a mnie szykuje się emocjonująca końcówka roku.

#MUZYKA

 

 *********************
JAKI BYŁ WASZ LISTOPAD?