Latest Posts

Czytelnicze podsumowanie 2018 roku

Zawsze świetnie się bawię podczas tworzenia czytelniczego podsumowania roku. Tak było i tym razem! Ile książek przeczytałam? Które z nich były najciekawsze a które mnie najbardziej rozczarowały? Zapraszam do czytania a wszystkiego się dowiecie. Może znajdziecie tu także coś dla siebie.

 

PAMIĘTACIE MOJE KSIĄŻKOWE PLANY NA 2018 ROK?

Przede wszystkim chciałam mniej czasu poświęcać na czytanie. Patrząc na listę przeczytanych tytułów, odnoszę wrażenie, że wcale a wcale nie udało mi się zrealizować tego punktu. Gdybym jednak w taki sposób do tego podeszła, to po prostu bym się pomyliła. Może mi nie uwierzycie, ale ja naprawdę czytałam rzadziej niż wcześniej (szczególnie w drugiej połowie roku). Brałam udział w różnych wydarzeniach kulturalnych, oglądałam filmy (tak, dobrze przeczytaliście!), wybierałam spacer zamiast autobusu, więc nie było opcji, aby wziąć do ręki kolejną pozycję. Nagle okazało się, że wieczorem wcale nie chcę czytać a jedynie delektować się winem. Wygląda na to, że każde uzależnienie można jakoś pokonać.

Żeby nie było aż tak cudownie, to szczerze wyznam, że przy drugim celu całkowicie poległam. Miałam w planach częstsze pisanie o książkach. Chyba sami najlepiej wiecie, że mi to nie wyszło. Zabrakło wielu miesięcznych podsumowań na blogu, opinii na Lubimy Czytać i Goodreads oraz krótkich wzmianek na Facebooku. Jedyne co udało mi się w miarę ogarnąć, to mój książkowy Instagram. Tam w dość regularnych odstępach czasu pojawiały się zdjęcia i inne czytelnicze aktualności. Widzę, że podczas ubiegłorocznego podsumowania napisałam o nim: miejsce, w którym będę mogła wyżyć się książkowo. Rzeczywiście tak jest! Mało tego, dał mi on możliwość nawiązania kolejnych współprac z wydawnictwami, dzięki czemu przeczytałam kilka interesujących tytułów.

Ostatnim punktem było dalsze odkrywanie pozycji znajdujących się na liście stu książek BBC. Czy mi się to udało? Raczej tak, ponieważ ukończyłam aż dwanaście książek, z czego dwie przeczytałam po raz kolejny. Jestem w miarę zadowolona z tego wyniku, choć nadal wiele przede mną.

PRZECZYTA(ŁA)M 52 KSIĄŻKI W 2018 ROKU

Nie jestem do końca przekonana, czy zapisałam wszystkie przeczytane tytuły. Obawiam się, że gdzieś umknęła mi jakaś książka (albo nawet dwie). Przyznaję, że uwielbiam realizować to noworoczne postanowienie. Już od kilku lat biorę w nim udział i zawsze się przy tym dobrze bawię. Nie spinam się, nie denerwuję, nie zerkam nerwowo w kalendarz licząc, ile jeszcze dni zostało na osiągnięcie końcowego wyniku. Ta symboliczna liczba mobilizuje mnie do codziennego czytania (nawet 5 minut dziennie robi przecież różnicę). Jasne, czytam więcej, ale nigdy nie przyszło mi na myśl, aby podwyższyć ten próg (na przykład do 100 tytułów rocznie). Dlaczego? Bo to nie byłaby już dla mnie zabawa a czytanie mogłoby stać się tylko przykrym obowiązkiem. Ktoś może powiedzieć, że nie idę do przodu, że stoję w miejscu, bo tak naprawdę przeczytanie tych 52 książek nie jest dla mnie żadnym wyzwaniem. Ano, poniekąd ten ktoś miałby rację, bo to rzeczywiście nie jest dla mnie żadne wyzwanie. To jest dla mnie zabawa, w której po prostu lubię brać udział.

Rok 2018 prawdopodobnie zakończyłam z 113 książkami na koncie*. Były wśród nich książki cienkie i grube, elektroniczne i papierowe, z domowej półki i wypożyczone z biblioteki. Była literatura faktu, znane tytuły z klasyki, książki dla dzieci i młodzieży, obyczajówki oraz thillery. Jak zwykle było dość różnorodnie. Poniżej krótkie podsumowanie.

48 książek elektronicznych i 65 wydań papierowych
74 autorów zagranicznych i 39 autorów polskich
109 książek po polsku i 4 po angielsku

*na obrazku widnieje 115, ponieważ dwie książki przeczytałam dwukrotnie w ciągu tego roku

Czytelnicze podsumowanie 2018 roku

Listę większości przeczytanych przeze mnie książek znajdziecie na Lubimy Czytać oraz Goodreads.

NAJLEPSZE KSIĄŻKI PRZECZYTANE W 2018 ROKU (POLSKIE)

Najlepsza polska literatura 2018 roku

Jerozolima. Miasto Boga Ewelina Rubinstein – pozycja dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z Izraelem. Bogata w opisy miast, kultury, tradycji, kuchni, polityki, życia codziennego, religii i orientacji seksualnej.

Dygot Jakub Małecki – książka o życiu, rodzinie, skrywanych uczuciach, rodzicielstwie i pokusach. Pokazuje magię chwili, niepewność i ogromne cierpienie. Znajdziemy w niej to, co nas przeraża. Dowiemy się, że nasze myśli bywają niebezpieczne i potrafią nas otoczyć bez żadnego ostrzeżenia.

Droga na koniec świata Marcin Kretkiewicz – pozycja porusza tematy codzienne, takie jak poszukiwanie miłości, toksyczne znajomości, spełnianie wymagań bliskich, umiejętność zarządzania czasem czy zwyczajna załamująca człowieka bezsilność. Dzięki autorowi miałam wrażenie, że po raz drugi wędruję Camino de Santiago. Pokonywałam kolejne kilometry w pełnym słońcu, ocierałam pot z twarzy i rozglądałam się z utęsknieniem za szklanką chłodnej wody. Poznawałam osoby, z którymi połączyły mnie niezwykłe zbiegi okoliczności oraz jadłam kolację w otoczeniu chłodnych murów i gorących serc. Ponownie rozważałam wszystkie dostępne opcje przyszłości, grzebałam w swojej przeszłości i płakałam nad toczącą się teraźniejszością.

Jutro przypłynie królowa Maciej Wasilewski – niesamowity reportaż o Pitcairn położonym na Oceanie Spokojnym. W czytelniku wzbudza on gniew i poczucie zażenowania tamtejszą sytuacją.

Był sobie chłopczyk Ewa Winnicka – ta historia wstrząsa i przyprawia o ból serca. Wciąga od pierwszych stron, ponieważ to nie jest normalne, że młodzi chłopcy odnajdują w stawie martwe ciało dziecka.

Kopnij piłkę ponad chmury. Reportaże z Nepalu Iwona Szelezińska – interesujący zbiór reportaży o kraju wciśniętym pomiędzy Indie a Chiny. Ta książka to nie tylko cały zbiór problemów, z jakimi muszą mierzyć się mieszkańcy Nepalu, ale także przekrój tamtejszego społeczeństwa. Prostytucja, bezrobocie, samotność, aranżacja małżeństw, bezpłodność, poczucie bezpieczeństwa, rytuały niemowlaków. O tym wszystkim przeczytacie w tej pozycji.

Bałtyk. Historie zza parawanu Aleksandra Arendt – ten reportaż to zbiór rzeczy istotnych dla Bałtyku. To książka dla ludzi o ludziach, którzy w jakiś sposób przyczynili się do rozwoju tej części Polski.

Fotografie, które nie zmieniły świata Krzysztof Miller – to pozycja prawdziwa a przez to wstrząsająca, brutalna, przerażająca. To pozycja otwierająca oczy na zło tego świata. Dzięki tej książce poznajemy ciężką pracę korespondentów wojennych. Pracę, która z jednej strony jest taka jak każda inna, a z drugiej jest tak specyficzna, że nie potrafimy znaleźć słów, aby ją opisać. To zarazem wyzwanie, ale i wielka pasja, która potrafi zniszczyć człowieka od wewnątrz. Osiada ona bowiem na ludzkiej psychice jak wojenny pył na obiektywie aparatu. To niejako pozycja o przekraczaniu własnych granic i walce z samym sobą. Przecież raz zobaczonych rzeczy nie da się tak łatwo wymazać z pamięci.

Podróż dziewczyny spłukanej Karolina Ponzo – za wszystkie wylane podczas lektury łzy i historię, która może łączyć nieznające się kobiety.

NAJLEPSZE KSIĄŻKI PRZECZYTANE W 2018 ROKU (ZAGRANICZNE)

Najlepsza literatura zagraniczna 2018 roku

Czarownice z Pirenejów Luz Gabas – za magię i czar francusko-hiszpańskiego pogranicza.

Wielka samotność Kristin Hannah – za dziką przyrodę, jeszcze bardziej dzikie zwierzęta i najbardziej dzikich ludzi.

Tatuażysta z Auschwitz Heather Morris – za bestialstwo i okrucieństwo mieszające się z codzienną walką i nadzieją na lepsze jutro.

Zazdrośnice Eric-Emmanuel Schmitt – za kreację nastoletnich bohaterek.

Przyjaciel z szafy A.F. Harrold – za strach, który totalnie mnie zaskoczył.

W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy Barbara Demick – za prawdę, która sprawia, że na ciele mamy dreszcze.

Strażnicy światła Abby Geni – za przerażający obraz człowieka i nieujarzmione piękno wysp.

KLASYCZNE TOP 3

Klasyczne top 3

ROZCZAROWANIA 2018 ROKU

Książkowe rozczarowania 2018 roku

KSIĄŻKOWE PLANY NA 2019 ROK?

Po prostu czytać i dobrze się przy tym bawić.

Koniecznie dajcie mi znać, jakie książki najbardziej przypadły Wam do gustu w ubiegłym roku! 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarze pod postem. Lubię z Wami rozmawiać a tym samym bliżej Was poznawać.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Przeczytane (nie powiem kiedy, bo już sama się pogubiłam)

Naprawdę to już grudzień? Gdzie podział się ten rok?! Gdzie podziały się te wszystkie książki, które chciałam przeczytać jeszcze na początku 2018 roku? Mam wrażenie, że moje czytelnicze życie przewróciło się do góry nogami, ale o tym napiszę więcej już w styczniu… Tymczasem łapcie kilka tytułów, które udało mi się przeczytać w ostatnim czasie. Dajcie mi też koniecznie znać, co Wy przeczytaliście w grudniu lub listopadzie.

Kopnij piłkę ponad chmury. Reportaże z Nepalu Iwona Szelezińska (Wydawnictwo MarginesyKopnij piłkę ponad chmury

  • Widać, że autorka dobrze zna Nepal i społeczeństwo w nim zamieszkujące. „Kopnij piłkę ponad chmury” to interesujący zbiór reportaży o kraju wciśniętym pomiędzy Indie a Chiny.
  • Chcielibyście wiedzieć, kim jest Kumari i jakie obowiązki na niej spoczywają? Ja co prawda już o tym słyszałam, ale jakoś nikt wcześniej nie sprawił, żebym zaczęła zastanawiać się nad problemami jej dnia codziennego. Autorka pozwoliła mi otworzyć oczy na wyzwania, z jakimi musi się ona zmierzyć po zakończeniu swojej kadencji. Poza tym w książce przeczytamy również o analfabetyzmie, izolacji, potrzebie miłości i takiej wewnętrznej dzikości. Szczerze mówiąc, myślę że to świetny pomysł na kolejną książkę, ponieważ te kilkanaście stron już teraz wzbudza wiele pytań: Czy to odbieranie dzieciństwa, czy jednak tradycja, którą warto kontynuować? Jak powinni postępować rodzice oraz władze kraju? Jak poradzić sobie z konsekwencjami płynącymi z tych wszystkich lat posługi?
  • Ta książka to nie tylko cały zbiór problemów, z jakimi muszą mierzyć się mieszkańcy Nepalu, ale także przekrój tamtejszego społeczeństwa. Poznajemy zarówno bohaterów, dla których każdy dzień jest drogą do piekła, jak i dojrzałe kobiety, od których nikt się siły nie spodziewał. Jaką trzeba mieć wolę walki, aby codziennie pomagać nie tylko sobie, ale przede wszystkim innym? Jaką trzeba mieć wewnętrzną motywację, aby się nie poddawać w trudnych chwilach zwątpienia? Superbohaterki. To także o nich są te historie.
  • Iwona Szelezińska zgromadziła mnóstwo informacji, wzbudzających w czytelniku dreszcze. Autorka gra na naszych emocjach. Sami powiedzcie, jak obojętnie przejść obok więziennych dzieci czy nieletnich prostytutek? Tak naprawdę poruszyła ona tematy, o których w telewizji nie usłyszymy. Kto z nas bowiem słyszał, że po trzęsieniu ziemi w Nepalu istniało ryzyko trafienia w ręce handlarzy żywym towarem? Takie tematy są potrzebne. Niby dotyczą drugiego końca świata, ale i tak trzeba je poruszać. Nie można przechodzić obok nich obojętnie. Sytuacja tamtejszych kobiet jest w dużej mierze tragiczna. Dzieci także nie mają tam łatwo. Prostytucja, bezrobocie, samotność, aranżacja małżeństw, bezpłodność, poczucie bezpieczeństwa, rytuały niemowlaków. O tym wszystkim przeczytacie w tej pozycji.
  • Ciągle zastanawiałam się, co łączy te wszystkie rozdziały. Nepal jako kraj czy jednak sytuacja mieszkańców? Wydaje mi się, że opis tej książki jest trochę źle napisany. Można bowiem odnieść wrażenie, że znajdują się w niej tylko momenty po trzęsieniu ziemi. Tak naprawdę ono nie jest nawet punktem wyjścia, bo pierwsza historia zupełnie go nie dotyczy.
  • Czy mam jakieś zarzuty do tej książki? Chyba jedynie to, że fotografie są czarno-białe a ja chciałabym zobaczyć je w kolorze.
  • Iwonie Szelezińskiej życzę kolejnych pięknych podróży do kraju, który zachwycił ją nie tylko widokami, ale przede wszystkim ludźmi. To zresztą widać w tej pozycji. A co Wam mam do powiedzenia? Czytajcie, czytajcie, czytajcie. Moim zdaniem warto.
  • moja ocena: 8/10

Złote Myśli Sebastian Kaleta (Wydawnictwo PoligrafZłote myśli Sebastian Kaleta

  • To zbiór krótkich form zawartych w czterech aktach: 1. Krzyk w otchłań zawiera rozliczenie z przeszłością. Poruszony jest w nim temat pamięci o minionych już chwilach. Odniosłam wrażenie, że to typowe rozterki dorastającego nastolatka, gorzkie wspomnienia okraszone bólem, żalem i złudną nadzieją. 2. Kultura człowieczeństwa nawiązuje do kontaktów międzyludzkich i traktowania drugiego człowieka. To właśnie ta część najbardziej do mnie przemówiła. Moim zdaniem autor zamieścił w niej mnóstwo trafnych spostrzeżeń i istotnych tematów. Zrozumienie, wiara w innych ludzi, granice dobrego postępowania a do tego inteligentne spojrzenie na samego siebie. Polecam. 3. Świat zewnętrzny to nic innego jak nasza codzienność i próby radzenia sobie z nią. W tym akcie autor nawiązuje do dorosłości, jej wymagań i czasu, który przepływa nam przez palce. Poznajemy duszę podróżnika-odkrywcy, przez co w tekście pojawiają się nawiązania do natury oraz najbliższego otoczenia. 4. Miłość uczuciem niedoskonałym to z założenia chwytające za serce rozterki miłosne. To właśnie po tej części spodziewałam się najwięcej. Niestety te wiersze najmniej do mnie trafiły.
  • Co więcej mogłabym powiedzieć o tej książce? Niby konstrukcja zdań była dla mnie dziwaczna, niby słowa użyte w wierszach były zbyt proste, ale jednak prawdziwość wypływająca z części tych utworów była nie do podrobienia. W moim zeszycie zapisałam kilkanaście tekstów, do których będę chciała w przyszłości wracać. Sprawdźcie, może i Wy znajdziecie coś dla siebie.
  • Czy mam jakieś zarzuty do samego wydania tej pozycji? Niestety tak. Przede wszystkim okładka, na której widać wszystkie odciski palców. Szkoda, że tak istotny szczegół nie został dopracowany. Poza tym moją uwagę zwróciła zbyt wygórowana cena. Mam wrażenie, że 39,90 zł to zdecydowanie zbyt dużo jak na taki tomik wierszy.
  • moja ocena: 5/10

Drogami wokół Bogoty. Podróże po nowej Kolumbii Tom Feiling (Wydawnictwo MagnusDrogami wokół Bogoty. Podróże po nowej Kolumbii.

  • Bądźmy szczerzy. Z czym kojarzy się nam Kolumbia? Z kokainą, z nielegalnymi organizacjami zbrojnymi, z ciągłym poczuciem zagrożenia? Na pewno znamy również Shakirę, Pablo Escobara i Gabriela Márqueza. Być może wiemy również o kolorowym miasteczku kolonialnym Salento, o magicznej Las Lajas lub bajecznym Jeziorze Guatape. Z mediów nadal wynika, że lepiej odpuścić sobie wyjazd do tego państwa. Wojny gangów i karteli narkotykowych przecież wciąż mają tam miejsce. Czy tak jest jednak naprawdę? Na co powinniśmy być przygotowani przed podróżą do Kolumbii? Czy ten kraj w ogóle zaczyna się zmieniać?
  • Muszę przyznać, że ta pozycja przyprawiła mnie o mocne bóle głowy. Tom Feiling rzuca czytelnikowi pod nogi kłody w postaci długich zdań przepełnionych datami i nazwiskami. Tej książki nie można czytać ot tak. Wręcz przeciwnie, trzeba się maksymalnie skupić na tym, co autor chce nam przekazać. Co prawda przemierzamy wraz z nim interesujące zakamarki slumsów w Bogocie, dzikie połacie dżungli czy małe kolumbijskie wioski, ale to nie jest wcale taka przyjemna wędrówka. Męczy ona niesamowicie, zmusza do bycia na wysokich obrotach i ciągłych rozważań na temat przeczytanych treści. Poznajemy południowoamerykański kraj, który pomimo trudnej sytuacji na arenie międzynarodowej, bardzo szybko rozwija się pod względem gospodarczym. Widzimy ludzi pochodzących z różnych warstw społecznych. Biali członkowie bogatych elit przeplatają się na kartach tej książki z osobami, które każdego dnia walczą o to, aby mieć co włożyć do garnka.
  • Odniosłam wrażenie, że z tej pozycji wcale nie można wyciągnąć niczego nowego. Czy wynika to z nagromadzenia dużej ilości informacji historycznych? No cóż, Tom Feiling zrzucił na mnie całą masę politycznych zagadnień, przez co poczułam się przytłoczona ich ciężarem. Duża część tej książki poświęcona jest Rewolucyjnym Siłom Zbrojnym Kolumbii, czyli grupie partyzanckiej, która przez około 50 lat walczyła z rządem. Poznajemy historie jej członków, z którymi autor miał okazję porozmawiać podczas swoich wizyt. Słyszymy o porwaniach, odcinaniu kończyn i innych okropnych działaniach wojennych.
  • Sam temat jest interesujący, jednak sposób jego prezentacji mnie do siebie nie przekonał. Nie wiem, czy jest to kwestia wydania, czy samego stylu pisania autora. Książkę czyta się naprawdę ciężko a do tego bardzo powoli. Nagromadzenie tych wszystkich historycznych, politycznych, ekonomicznych faktów sprawia, że odnajdzie się w niej jedynie ten, kto po prostu lubi taką tematykę. Czy jest to reportaż? Myślę, że nie. Tom Feiling często porusza jakieś ciekawe zagadnienie, ale po krótkiej rozmowie z bohaterem porzuca je na rzecz kolejnych faktów dotyczących historii. Wynika zatem, że jest to bardziej książka podróżnicza. Ale czy na pewno? Autor opowiada o swoich obserwacjach i przeskakuje z miejsca na miejsce, ale nie wnosi żadnego świeżego spojrzenia na nowoczesną stronę Kolumbii. Mnie ten tytuł skojarzył się z obszernymi podręcznikami do nauki historii, które niby zawierają mnóstwo informacji, które mogłyby zaciekawić czytelnika, ale z tajemniczych względów tego nie robią. Drogami wokół Bogoty. Podróże po nowej Kolumbii czytałam przez blisko dwa miesiące. To powinno być najlepsze podsumowanie mojej opinii.
  • moja ocena: 5/10

Teatr świata. Mapy, które tworzą historię Thomas Reinertsen Berg (Wydawnictwo ZnakTeatr świata. Mapy, które tworzą historię

  • Nie jestem pewna, czy przebrnęłabym przez tę pozycję, gdyby nie moja miłość do geografii. Ta książka to bowiem ogromny (naprawdę ogromny!) zbiór faktów i szczegółów.
  • Autor zabiera nas w podróż nie tylko po Norwegii, ale przede wszystkim po dziejach kartografii oraz pokrewnych jej dziedzin. Czy można jednak zebrać całe lata historii w zaledwie kilku rozdziałach? Thomas Reinertsen Berg systematyzuje naszą wiedzę na temat map i pokazuje jak różnorodne przyjmują one formy. Poza tym prezentuje cały proces ich tworzenia a także konsekwencje z tego wynikające. Mapy budujące naszą historię są niezwykłe. Dostarczają nam wielu informacji na temat nie tylko dawnego, ale i obecnego otoczenia człowieka. One po prostu sprawiają, że każdy z nas może utożsamiać się z konkretnym punktem na ich płaszczyźnie.
  • Wydaje się Wam, że wykonanie jednej mapy to proces szybki i przyjemny? Oj nie! Gdzieś między wierszami autor świetnie ukazuje drogę postępu kartografii. Od pierwszych rysunków naskalnych, przez dokładniejsze obserwacje i obliczenia astronomiczne, aż po współczesne mapy odczytywane na telefonach komórkowych. To nawet nie jest praca jednego człowieka a całych grup osób, które z pasją i zapałem wyznaczały co jakiś czas nowe ścieżki.
  • Warto zaznaczyć, że Wydawnictwo Znak wykonało kawał dobrej roboty jeśli chodzi o wydanie tej pozycji. Większy format pozwala na dostrzeżenie szczegółów zawartych na poszczególnych mapach a sam projekt okładki autorstwa Anny Niklewicz, to dla mnie strzał w dziesiątkę. Przyciąga wzrok i rozbudza wyobraźnię. Muszę przyznać, że mnie przeszkadzało jedynie to, że wyjaśnienia przypisów znajdowały się na samym końcu, przez co ciągle musiałam przerzucać kartki zamiast skupić się na lekturze.
  • Moim zdaniem nie jest to książka dla każdego. Nie każdy bowiem odnajdzie się w tej całej masie różnorodnych historii. Należy wziąć pod uwagę fakt, że znajdują się w niej liczne odniesienia do książek innych autorów i inteligentnych poglądów uczonych. Czasem to przytłacza. Wtedy należy odłożyć czytanie na bok a do lektury wrócić po jakimś czasie. Tej pozycji nie da się przeczytać na raz. Trzeba się nią delektować.
  • Po zakończeniu lektury ciągle mam w głowie pytanie: A co jest Twoim środkiem świata?
  • Na koniec dodam, że to idealna pozycja na prezent dla wszystkich osób, które uwielbiają nieco akademicki styl pisania i tematykę szeroko pojętej kartografii. Święta się zbliżają, więc wiecie co robić!
  • moja ocena: 6/10

Pocałunki Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (Wydawnictwo Ad Oculus) 

  • Andrzej Żmuda napisał naprawdę świetny i wartościowy wstęp. Warto się z nim zapoznać. Nie pomijajcie go.
  • Zacznę od tego, że część utworów ze zbioru Pocałunki nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Po prostu moje spojrzenie na niektóre sprawy jest zupełnie inne niż spojrzenie autorki. Rozumiem jednak dobór słów przez nią użytych oraz to, jaki ma on znaczenie dla innych czytelników. Trzeba bowiem przyznać, że to są naprawdę piękne i bardzo dobre wiersze. Nie musi nam jednak odpowiadać każdy z nich.
  • Najczęściej utwory Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej dotykają takich tematów jak miłość, przywiązanie, tęsknota czy samotność. Może i są słodkie, pełne nawiązań do natury i ociekające lukrem, ale są też prawdziwe. Polecam czytać je na głos, bo wtedy można odnaleźć ich ukryty sens.
  • Przyznam, że podczas lektury udało mi się niejednokrotnie wzruszyć, roześmiać i zastanowić nad sensem życia. Chyba o to właśnie chodzi w poezji. Ma ona poruszać najczulsze struny naszych serc. Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej się to po części udało.
  • Jeśli chodzi o tę konkretną książkę to dla mnie czegoś w niej zabrakło. O ile pierwsza część mnie zachwyciła, tak Szkicownik poetycki zupełnie do mnie nie trafił. Niestety podczas jego czytania nie doświadczyłam żadnych emocji. Jako wydawca zdecydowałabym się na inną kolejność publikacji tekstów oraz wyrzucenie kilku, które według mnie nie pasują do całości. Patrząc na samo wydanie, jest ono urocze w swojej wielkości i formie prezentacji treści.
  • W mojej pamięci pozostaną następujące wiersze: Babcia, List, Miłość, Liście, Wydarty bukiet, Listy, Fotografia oraz Kto chce, bym go kochała
  • moja ocena: 5/10

Więzień Labiryntu James Dashner, cykl: Więzień Labiryntu (tom 1) (Wydawnictwo Papierowy Księżyc

  • Zastanawiam się, czy jestem ostatnią osobą na świecie, która sięgnęła po tę pozycję? Mam wrażenie, że wszyscy dawno ją przeczytali i zdążyli już nawet o niej zapomnieć. Przyznaję, zabrałam się do czytania tej serii, ponieważ byłam bardzo ciekawa filmów, które powstały na jej podstawie. Dwie części za mną i jakoś nie potrafię zabrać się za kolejne. O ile filmy mnie zainteresowały, tak książki niekoniecznie.
  • Więzień labiryntu co prawda wzbudził we mnie zaciekawienie od pierwszej strony, ale kolejne kartki sprawiały, że w ogóle nie kibicowałam bohaterom. No właśnie, wydaje mi się, że nie potrafię przywiązać się do tej historii, ponieważ jej bohaterowie są dość przezroczyści i niczym szczególnym się nie wyróżniają. Nikt nie wzbudził we mnie większych emocji, nikogo nie wspierałam, o nikim nie myślałam po odłożeniu książki na bok.
  • Specyficzny język, którym posługują się bohaterowie działał mi na nerwy. Poza tym w pierwszej części zabrakło mi wyjaśnienia wielu istotnych spraw, które pomogłyby mi zrozumieć świat przedstawiony. Wydaje mi się, że opisów było zbyt mało i nie wnosiły one niczego interesującego do fabuły. Ciężko było mi wyobrazić sobie miejsce, w którym na co dzień żyły te dzieci. Niby walczyły każdego dnia o przetrwanie, ale przed czym konkretnie uciekały?
  • moja opinia: 4/10

Próby ognia James Dashner, cykl: Więzień Labiryntu (tom 2) (Wydawnictwo Papierowy Księżyc

  • Mam problem. Pamiętam akcję z filmu a nie z książki. Obie fabuły bardzo się od siebie różnią. Druga część podobała mi się nieco bardziej niż pierwsza.
  • Postaci w końcu zaczęły wywoływać we mnie jakieś emocje. Thomas jest niezdecydowany i ma tylko jedno w głowie. Naprawdę chłopcy w jego wieku, w chwilach zagrożenia życia, myślą o dziewczynach? Jak ten wątek mnie denerwował… . Teresa działała mi na nerwy swoim zachowaniem. Jak można zrobić coś takiego i potem jak gdyby nigdy nic udawać, że nic się nie stało? Bohaterowie zachowują się jak dzieci a nie jak młodzież, która właśnie pokonała to, co pokonała. Minho i Newt to moi ulubieńcy. Zabawni, dojrzali emocjonalnie i prawdziwi, w tym co robią każdego dnia.  Uzgodniliśmy zatem, że bohaterowie w dalszym ciągu nie są mocną stroną tych książek.
  • Może zatem autor przekazał nam coś więcej na temat wykreowanego świata? Muszę przyznać, że Próby ognia są pod tym względem nieco lepsze niż Więzień labiryntu. Nie ma co jednak oczekiwać zachwytów. James Dashner w dalszym ciągu podejmuje jakiś interesujący wątek, rzuca dwa opisy na krzyż i nagle przenosi nas gdzieś indziej, jakby skończyły mu się pomysły na fabułę. Niby dzieje się dużo, ale to nie wciąga, nie budzi emocji.
  • Normalnie, trzecia część byłaby już dawno za mną, bo chciałabym dowiedzieć się, jak zakończy się cała historia, czy DRESZCZ jest w końcu dobry, czy nie. Ciągle mi jednak czegoś brakuje. Czegoś, co trzymałoby mnie w napięciu i nie pozwalałoby na tak długie przerwy w czytaniu. Może dostarczy mi tego Lek na śmierć?
  • moja opinia: 5/10

 

Wybaczcie, ale nie uda mi się przedstawić wszystkich przeczytanych przeze mnie książek w tym roku. To bowiem nierealne, abym do końca grudnia zdążyła wcisnąć tu jeszcze około pięćdziesięciu pozycji, o których do tej pory nic nie napisałam. Chciałabym (już po Nowym Roku) podzielić się z Wami najlepszymi tytułami, po jakie udało mi się sięgnąć w 2018 roku. Mam nadzieję, że wtedy sami podsuniecie mi kilka książek, które Wam najbardziej przypadły do gustu w ubiegłym roku. Możecie się już zastanawiać nad taką listą! Będę niecierpliwie czekała na Wasze propozycje.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron poszczególnych wydawnictw.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsie, podróżniczym instagramie, książkowym instagramie, goodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu!

 

Przeczytane (sama nie wiem kiedy)

Sama nie wiem, kiedy dokładnie przeczytałam te książki, dlatego łapcie nieuporządkowany zbiór krótkich opinii na temat dwunastu wybranych przeze mnie tytułów.

Rozważna i romantyczna Jane Austen (Wydawnictwo OXFORD Educational Sp. z o. o.) 

  • Rozważna i romantyczna nie zrobiła na mnie aż tak dużego wrażenia jak Duma i uprzedzenie. Styl pisania Jane Austen ciągle uważam za świetny, ale jednak mała ilość dialogów i za długie, nużące wręcz opisy przyrody, zrobiły w tym wypadku swoje. Poza tym, ta książka wydała mi się niestety mało zabawna, co w porównaniu do pierwszego spotkania z tą autorką wypadło dość blado. Zresztą nawet zakończenia rozdziałów były takie… nagłe. Wielokrotnie odniosłam wrażenie urywanej gwałtownie rozmowy.
  • Podobały mi się za to realistyczne opisy rzeczywistości, w jakich dzieje się akcja powieści. Te wszystkie polowania, sprawy majątkowe, dziedziczenia ziemi i starania o panny. Wiecie na pewno, o co mi chodzi.
  • No i nie rozumiem, po co autorka stworzyła trzy córki, skoro ciągle była mowa jedynie o dwóch z nich 😉
  • Książka z listy BBC.
  • moja ocena: 5/10

Słońce i jej kwiaty Rupi Kaur (Wydawnictwo Otwarte) 

  • Odniosłam wrażenie, że ten tomik przepełniony jest wewnętrznym bólem, smutkiem i żalem. Z czego on wynika? Z trudnego życia i ciężkiej do opisania miłości, ze zdrady i odejścia bliskich osób oraz rozstań, które wcale nie powinny mieć miejsca?
  • Każdy interpretuje poezję na swój sposób, jednak dla mnie Słońce i jej kwiaty to twórczość kobiety ze złamanym sercem, która pragnie zaprezentować odbiorcy swoją codzienność. Czy jest to zatem pozycja dla każdego? Szczerze mówiąc, wątpię. Sporo tu bowiem erotycznej treści, którą nie każdy czytelnik zrozumie i doceni.
  • Jakie tematy porusza Rupi Kaur? Kobiecość, emigrację, przywiązanie do ojczyzny, stratę, bunt, poczucie własnej wartości. Dla niej to bardzo osobiste tematy. Dla mnie niekoniecznie.
  • Moim zdaniem średniej długości teksty są najlepsze i zawierają przekaz, który można łatwo i przyjemnie zinterpretować.
  • Denerwowały mnie za to liczne odniesienia do przyrody i otaczającego świata, które zaburzały mój odbiór poszczególnych utworów.
  • Poza tym, dość często zadawałam sobie pytanie: To ma być wiersz? Hmm. Okej.. Przykładowo, w ogóle nie trafił do mnie tekst Rozbijasz kobiety jak buty. Oczywiście były też takie fragmenty, które wywołały we mnie wzruszenie i reakcję WOW! Ale to prawdziwe!. Przykładem jest poniższy wiersz:
  • ♥ najważniejsze rozmowy
    będziemy prowadzili palcami
    gdy twoje będą nerwowo głaskały moje
    przy pierwszej kolacji
    albo zesztywnieją ze strachu
    gdy spytasz czy spotkam się z tobą za tydzień
    lecz jak tylko odpowiem że tak
    rozluźnią się i uspokoją
    gdy nasze palce chwycą się
    w pościeli
    obydwoje będziemy udawać
    że nie miękną nam kolana
    gdy się rozzłoszczę
    będą pulsowały gorzkim krzykiem
    lecz gdy zadrżą prosząc o przebaczenie
    poznasz co to przeprosiny
    a gdy jedno z nas będzie umierało
    w szpitalnym łóżku w wieku osiemdziesięciu pięciu lat
    twoje palce będą ściskały moje
    mówiąc to czego słowa nie potrafią ♥
  • Jeśli chodzi o plusy tej pozycji to podoba mi się sam pomysł na poszczególne części: więdnięcie, opadanie, zapuszczanie korzeni, wschodzenie i zakwitanie. Poza tym ogromny szacunek za urocze wydanie i pobudzające wyobraźnię rysunki.
  • Poezja jest tak indywidualną sprawą, że ciężko coś takiego w ogóle oceniać. Nie zidentyfikujesz się – nie polubisz – nie zrozumiesz. Proste.
  • moja ocena: 5/10

Dygot Jakub Małecki (Wydawnictwo Sine Qua Non) 

  • Jakub Małecki potrafi czarować. Za sprawą słów zabiera czytelnika w świat codziennej niezwyczajności. Pokazuje magię chwili, niepewność i ogromne cierpienie. To książka o życiu, rodzinie, skrywanych uczuciach, rodzicielstwie i pokusach.
  • Ta pozycja ma tak żywe postaci, że aż głowa mała. To odmieńcy oraz ich postrzeganie przez małe, lokalne społeczności. To kochające się rodziny i nienawidzący się nieznajomi.
  • W Dygocie znajdziemy to, co nas przeraża. Dowiemy się, że nasze myśli bywają niebezpieczne i potrafią otoczyć człowieka bez żadnego ostrzeżenia.
  • Uwielbiam takie zgrabne połączenia poszczególnych bohaterów i miejsc akcji. Kawał dobrej literatury.
  • moja ocena: 7,5/10

13 powodów Jay Asher (Wydawnictwo Rebis) 

  • Na początku napiszę, że w ogóle nie mogłam wciągnąć się tę książkę. Kursywa, brak większych odstępów pomiędzy wierszami a do tego przeplatanie myśli i uwag osób odsłuchujących nagrania. Moim zdaniem, masakra. Poza tym ciągle miałam wrażenie, że coś podobnego już gdzieś czytałam. Nadal nie mogę jednak skojarzyć żadnego konkretnego tytułu.
  • Myślę, że tę pozycję młodzież powinna omawiać na zajęciach z języka polskiego lub na godzinie wychowawczej. To przecież zbiór nastoletnich problemów – wyśmiewanie, szkodliwe plotki, przechwałki, arogancja, gwałt, samobójstwo i masa innych ważnych tematów, których nie powinno zamiatać się pod dywan.
  • Według mnie zakończenie jest bez sensu. Zabrakło mi również odpowiedzi na kilka istotnych pytań.
  • Niestety nie przekonała mnie ta historia. Mam wrażenie, że główny problem potraktowano w tej książce troszkę po macoszemu. Może serial jest lepszy. (P.S. Jestem po pierwszym sezonie serialu i podoba mi się o wiele bardziej niż książka.)
  • moja ocena: 3/10

Confess Colleen Hoover (Wydawnictwo Otwarte) 

  • Z jednej strony to nie była zła książka. Z drugiej strony czegoś mi w niej zabrakło.
  • Bardzo podoba mi się przewodni motyw anonimowych wyznań oraz wszystkie drobne smaczki, jak na przykład drugie imię kota czy sposób, w jaki obraz trafił do głównej bohaterki. Uwielbiam też jej współlokatorkę, która jak dla mnie jest najlepszą z postaci występujących w tej książce.
  • Nie przypadło mi do gustu zakończenie, które w ogóle mnie nie zaskoczyło. Przewidywalność to mój główny zarzut w stosunku do tej pozycji.
  • To książka dla osób lubiących lekką, niewymagającą większego zaangażowania akcję.
  • Po tych wszystkich zachwytach nad twórczością Colleen Hoover spodziewałam się czegoś o wiele lepszego.
  • moja ocena: 5/10

Bałtyk. Historie zza parawanu Aleksandra Arendt (Wydawnictwo Poznańskie) 

  • Czytam opinie innych użytkowników i po prostu uwierzyć nie mogę. Naprawdę tylko mnie tak oczarowała ta książka?
  • Bałtyk. Historie zza parawanów to typowo wakacyjna lektura. Autorka zabrała mnie w niezapomnianą podróż po polskim wybrzeżu. Razem z nią mijałam latarnie morskie, poznawałam szczegóły pracy latarników, zakopywałam się w piasku i przemierzałam kolejne kilometry.
  • Ten reportaż to zbiór rzeczy istotnych dla Bałtyku. Fragmenty rozmów, mapy, plany miast, rysunki, stare zdjęcia – kocham takie dodatki, które pozwalają czytelnikowi poruszyć wyobraźnię.
  • Aleksandra Arendt wykonała kawał dobrej roboty, zbierając wszystkie dostępne materiały. Swoim stylem pisania sprawiła, że przepłynęłam przez tę pozycję jak przez morze. Raz było naprawdę poważnie a raz śmiesznie aż do łez. Ta książka porusza tematy nawiązujące do historii, geografii, archeologii i biologii, dzięki czemu stanowi niekończące się źródło informacji.
  • Dla mnie to książka dla ludzi o ludziach, którzy w jakiś sposób przyczynili się do rozwoju tej części Polski. Czy to pracą, czy własnymi zainteresowaniami. Moim zdaniem ta pozycja to ukłon w ich stronę, specjalny hołd dla nich.
  • Mam dwa zastrzeżenia. Po pierwsze tytuł, który niestety wprowadza w błąd, dając mylne wyobrażenie na temat samej treści. Po drugie, rozdział o skoczkach, który strasznie mnie wynudził. Jak dla mnie ma on niewiele wspólnego z Morzem Bałtyckim.
  • Dlaczego na plaży pojawiały się dwumetrowe płoty? Dlaczego pary wynajmowały dzieci od miejscowych rybaków? Ile latarni morskich znajduje się na polskim wybrzeżu? Czy Stary Hel był naprawdę stary? Która miejscowość miała kiedyś windę zjeżdżającą na plażę? Co działo się na Stefanie Batorym? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania, to koniecznie sięgnijcie po Bałtyk. Historie zza parawanów.
  • Książka leci do moich ulubieńców a ja koniecznie muszę sprawić sobie papierowe wydanie.
  • moja ocena: 9/10

Historia pszczół Maja Lunde, cykl: Kwartet klimatyczny (tom 1), (Wydawnictwo Literackie) 

  • Bardzo ważny temat omówiony w całkiem przyjemny sposób. Niestety pszczeli klimat poczułam jedynie w 2/3 tej powieści.
  • Najbardziej podobała mi się część dotycząca życia w Chinach. To bowiem naprawdę przerażająca wizja przyszłości. Współczuję robotnicy Tao i wszystkim, którzy musieli żyć w świecie bez pszczół.
  • Najmniej przypadła mi do gustu opowieść dotycząca XXI wieku i nagłego znikania pszczół z powierzchni Ziemi. Historia Georga i jego rodziny była momentami strasznie rozciągnięta.
  • Poza tym podoba mi się język autorki i chętnie sięgnę po jej kolejne książki.
  • moja ocena: 7/10

Znowu pragnę ciemnej miłości Joanna Lech (Wydawnictwo W.A.B.) 

  • Doceniam pracę wykonaną przez autorkę. Wyszukanie i zebranie tych wszystkich miłosnych wierszy w jedną całość, na pewno zabrało trochę czasu. Niestety są to utwory zauważone przez Joannę Lech a nie przeze mnie.
  • Do mnie one po prostu nie trafiły. Nie poruszyły czułych strun mego serca, nie wywołały wzruszenia ani w ogóle żadnych emocji. Nie potrafię się niestety z nimi zidentyfikować a przez to ich docenić.
  • Uważam, że siedem interesujących wierszy to zdecydowanie za mało, abym mogła dać tej pozycji więcej gwiazdek.
  • Szczerze mówiąc to jestem zawiedziona tą pozycją.
  • moja ocena: 3/10

Z dala od zgiełku Thomas Hardy (Wydawnictwo Nasa Księgarnia) 

  • Thomas Hardy ponownie oczarował mnie wiejską atmosferą i pełnokrwistymi bohaterami. Z dala od zgiełku to klasyka, przy której świetnie można się zabawić. Ta historia pokazuje czytelnikowi różne oblicza miłości. Są ciche westchnienia i dzika namiętność. Są pierwsze, ukradkowe spojrzenia i długo oczekiwana radość po upragnionym ślubie. Są sercowe rozterki i ogromny ból po stracie partnera. Jest nie tylko niewinne uczucie, ale i szaleńczy obłęd doprowadzający do tragedii.
  • Na wyróżnienie zasługuje sam styl pisania autora, który wzbudza całą gamę emocji. Od zaciekawienia przez wzruszenie, złość, onieśmielenie aż po współczucie. Poza tym uwielbiam poczucie humoru przekazywane w rzucanych ukradkowo uwagach, które po tylu latach mogłyby być ciągle aktualne.
  • Co jeszcze przypadło mi do gustu? Opisy przyrody i przedstawienie współpracy człowieka z naturą. Te wszystkie burze, mgły i deszcze dostarczyły wyjątkowego klimatu tej powieści. Świetny jest również sam motyw owcy. Życie tych zwierząt wplecione zostało w bieg życia gospodarzy. Poznajemy ich zwyczaje i chłoniemy ciekawostki o rozdętych owcach, o ich strzyżeniu oraz o rodzeniu bliźniąt.
  • Autor idealnie oddaje klimat dziewiętnastowiecznej angielskiej prowincji. Język został dopasowany do środowiska, z którego wywodzi się dana postać. Hardy przedstawia swojską gwarę po spożyciu zbyt dużej ilości alkoholu oraz lekki i zaczepny ton podczas opowiadania śmiesznych historii z dawnych czasów. Opisy obowiązków służby i chłopów wnoszą do tekstu sporo ciekawostek o ówczesnych mieszkańcach.
  • Czwórka głównych bohaterów wzbudza zaciekawienie. Gabriel Oak to spokojny pasterz grający na flecie i uparcie dążący do swoich marzeń. William Boldwood to facet, z którym nie chciałabym mieć nigdy do czynienia. Natrętny, upierdliwy i egoistyczny dupek. Francis Troy to typ hulaki, bad boya do którego wzdychają wszystkie panny z okolicy. No i Betsaba Everdene, czyli farmerka w społeczeństwie mężczyzn. Jak dla mnie to typowa kobieta. Z zewnątrz opanowana i chłodna. Wewnątrz pragnie miłości jak każda z nas.
  • Na pewno trzeba zwrócić też uwagę na postaci drugoplanowe. Każda z nich jest inna i przez to wyjątkowa. Mamy jąkałę, dominującą żonę, wesołego staruszka, biednego ale uczynnego pasterza i oddaną powierniczkę tajemnic. Razem tworzą małą, wiejską społeczność, idealnie pasującą do otaczającego ich świata.
  • Mam do zarzucenia tej książce tylko jedno – bardzo przewidywalne zakończenie, które mnie osobiście nieco rozczarowało.
  • Co mi teraz pozostało? Obejrzeć film, który powstał na podstawie tej książki.
  • Książka z listy BBC.
  • moja ocena: 7/10

Lato Tove Jansson (Wydawnictwo Nasza Księgarnia) 

  • Lato to niezbyt skomplikowana opowieść o życiu. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Ta książka pomimo prostoty w pewien sposób chwyta czytelnika za serce.
  • To nic innego jak relacja babci z wnuczką. Najśmieszniejsze jest to, że czasem zastanawiałam się, która z nich jest bardziej dojrzała i odpowiedzialna. Wiadomo, że kochająca babcia uchyli nieba dla swojej pociechy. Tak jest i tym razem. To właśnie ona otwiera drzwi świata przed młodszą bohaterką. Pokazuje jej wartości, które powinny mieć znaczenie. Wyjaśnia sprawy łatwe i te bardziej zawiłe. Tłumaczy, czym jest tolerancja, wiara, relacje rodzinne, cieszenie się z małych chwil, przezwyciężanie własnych barier i lęków, przyjaźń czy miłość.
  • Starość kontra młodość czy raczej starość i młodość? Idealne współgranie i wzajemny szacunek czy zupełnie odmienne światy?
  • Ta książka uczy cierpliwości, ponieważ nie każdy rozdział ma coś do zaoferowania i nie każdy jest równie interesujący. Momentami wzbudza ona strach, współczucie i niedowierzanie po to tylko, aby za chwilę przejść obojętnie obok kolejnej historii. Według mnie Tove Jansson stworzyła nierówną lekturę, przez co moja ocena będzie niższa.
  • Cieszę się, że autorka przemyciła liczne opisy fińskiej rzeczywistości. Życie na tak ograniczonej przestrzeni to nie bajka. Skały i otaczająca wyspę woda wzbudzają respekt, uczą współpracy z przyrodą i północnym klimatem.
  • Początkowo uważałam, że w tej pozycji jest za mało lata w lecie. Pojawiły się bowiem i wiosenne noce, i przygotowania do nadchodzącej jesieni. Po przemyśleniu sądzę, że wcale nie miałam racji. Ta książka to lato w pełni! Zapytacie: dlaczego? Zastanówmy się. Kiedy najlepiej odkrywa się nieznane lądy i błąka bez celu po okolicy? Kiedy beztroska miesza się z długimi dniami i opowieściami o przeżytych dawniej przygodach? Kiedy człowieka rozpiera energia pozwalająca mu na cieszenie się każdym promykiem słońca? Już znacie odpowiedź. Lato jest zatem pełne lata mimo, że nie widać tego w opisach przyrody.
  • Komu poleciłabym ten tytuł? Wielbicielom twórczości Tove Jansson oraz osobom lubiącym nieśpieszne historie o życiu.
  • moja ocena: 7/10

Był sobie chłopczyk Ewa Winnicka (Wydawnictwo Czarne) 

  • Był sobie chłopczyk wciąga od pierwszych stron, ponieważ to nie jest normalne, że młodzi chłopcy odnajdują w stawie martwe ciało dziecka.
  • Ewa Winnicka prezentuje chronologiczny rozwój zaistniałej sytuacji. Początkowo śledzimy podejmowane działania godzina po godzinie, potem dzień po dniu, a następnie miesiąc po miesiącu. Śladów jest niewiele, pracy dla służb naprawdę sporo.
  • Poznajemy sylwetki strażaków, policjantów, sąsiadów i innych ludzi zaangażowanych w jakimś stopniu, w tę sprawę. Podoba mi się, że niektórzy z nich nie radzą sobie z tą trudną sytuacją, mają wątpliwości, zadają nurtujące pytania. Po prostu mają uczucia. Z drugiej strony podziwiam, że pracownicy służb potrafią pracować w takich warunkach, odciąć się od pracy po przyjściu do domu i tak chłodno odnosić się do dostarczanych dowodów.
  • Ton autorki jest surowy, rzeczowy, wręcz obdarty z emocji. Ona nie ocenia, nie dopowiada, nie podaje wszystkiego na tacy. Może właśnie dlatego ten tekst wzbudzał we mnie miejscami dreszcze i działał na moją wyobraźnię?
  • Co zatem najbardziej uderzyło mnie w tej książce? Język nienawiści i wyzwiska w kierunku sprawców, którzy jeszcze nie byli nawet znani. Okrutne komentarze, nawoływanie do linczu i ta smutna, polska rzeczywistość. Poza tym wścibskość dziennikarzy, którzy pomimo próśb publikowali zdjęcia z miejsca zbrodni. Ja rozumiem, że to ich obowiązki, ale… trudno mi to ogarnąć. Na koniec zostawiłam sobie wisienkę, czyli tę rodzinną patologię. Bo jak inaczej mam nazwać takie życie?
  • Jaką trzeba być matką, aby porzucać dzieci dla faceta? Jak można tak żyć? Dlaczego człowiek tak okropnie traktuje bliźniego? W głowie mi się to wszystko nie mieści. Ta historia wstrząsa i przyprawia o ból serca.
  • Przykro mi to mówić, ale książka zostawiła mnie z mnóstwem niedopowiedzeń i pytań. Kto zawinił? Gdzie byli pracownicy socjalni i sąsiedzi? Czy zawsze musi dojść do tragedii, aby ktoś w końcu odważył się powiedzieć „nie!„? Czy rodzice mają wyrzuty sumienia? No i najważniejsze, co się tak naprawdę stało w tym mieszkaniu? Zresztą czy ma to większe znaczenie, która z prezentowanych opcji była prawdą, która kłamstwem? Chłopiec był. Już go nie ma. I nie będzie. To smutne. Tak po ludzku smutne.
  • To była podobno bardzo głośna sprawa medialna, jednak ja jej wcześniej nie znałam. Być może dlatego zrobiła na mnie aż takie wrażenie.
  • Czy mam jakieś zastrzeżenia? Owszem i to całkiem sporo. Po pierwsze, końcowy opis i historia Zagłębia. Ten tekst nie jest moim zdaniem potrzebny. Poza tym wybija czytelnika z rytmu. Po drugie, głośna sprawa Madzi i jej matki. To wątek poboczny, który nic nie daje czytelnikowi. Po trzecie, brak jakichkolwiek podpisów pod zdjęciami. Co przedstawiają? Co wnoszą do sprawy? Czy były w ogóle potrzebne?
  • Ciągle łapię się za głowę, gdy myślę o tych słowach: „Jarek proponuje, żeby spalić ciało w piecu, który znajduje się w kuchni. Albo zamurować. Dla Beaty te pomysły są zbyt ekscentryczne. Późnym popołudniem decydują się wywieźć Szymka i wyrzucić.
  • moja ocena: 7/10

Strażnicy światła Abby Geni (Wydawnictwo Kobiece) 

  • Aż chciałoby się rzec: wow, wow, woooooow! . Jaki ta książka ma klimat. Normalnie brakuje mi słów.
  • Zacznę od tego, że akcja powieści dzieje się na Wyspach Farallońskich, zlokalizowanych na zachód od San Francisco, na Oceanie Spokojnym. Już samo trudno dostępne położenie wzbudza w czytelniku niepokój i niepewność. Taki tajemniczy wyspiarski świat to coś, co w pewien sposób mnie intryguje. Przypadkowi ludzie nie mają tam wstępu a wiadomo, że to, co niedostępne jest też najbardziej pociągające. To skaliste wybrzeże budzi grozę, podnosi ciśnienie i powoduje dreszcze na ciele. Do atmosfery miejsca dochodzi jeszcze duch kobiety przemykający od czasu do czasu po wyspie. Kim jest ten cień? Dlaczego spotkał go taki los? Czy wniesie coś do historii ukazanej w książce?
  • Wydawać by się mogło, że największym plusem tej powieści są barwne opisy przyrody. Autorka stworzyła bowiem coś genialnego i niepowtarzalnego. Wraz z bohaterami poznajemy życie wielorybów, rekinów, fok, lwów morskich i złowieszczych ptaków. Śledzimy losy pojedynczych osobników i całych rodzin. Zaglądamy nawet do sypialni, poznając ich seksualne wzloty i upadki. Do tego dochodzą nieprzeniknione mgły, surowe wzgórza, wzburzone morze. Muszę jednak ostrzec osoby zainteresowane. Jeśli nie lubicie opisów otaczającego świata, to nie jest to pozycja dla Was.
  • Co wzbudziło we mnie największe emocje? Co najbardziej spodobało mi się w Strażnikach światła? Odpowiedź jest prosta. Ludzie.
  • Abby Geni potrafi tworzyć pełnokrwiste postaci. Ba! Ona robi to naprawdę dobrze. Czy czytaliście kiedyś książkę, w której główna bohaterka była fotografem dzikiej przyrody? Pewnie nie, bo zawsze trafia się na sekretarki, nauczycielki czy dziennikarki. W końcu pojawiło się jednak coś innego. Nieoklepany zawód, który intryguje. Może nie zawsze byłam w stanie zrozumieć jej postępowanie, ale i tak postać ta została świetnie wykreowana. Te ataki złości, zwidy, dziwne zachowania…
  • W tej powieści pojawiają się oczywiście także inni bohaterowie warci uwagi. Ze mną na dłużej pozostaną: Andrew, który od samego początku podsycał we mnie niepokój i powodował szybsze bicie serca oraz Galen, którego wiedza wzbudziła mój szacunek. Piękne jest to, że każdy z tych naukowców był inny, ale jednocześnie łączyła ich wspólna pasja.
  • Strażnicy światła to interesujące studium życia na ograniczonej przestrzeni. Taka izolacja tak różnych od siebie siedmiu osób prowadzi nie tylko do obserwacji zwierząt, ale przede wszystkim do śledzenia ludzkich zachowań. Wyspy tworzą atmosferę grozy i niepokoju. Wciągają, onieśmielają i zmuszają do przemyśleń.
  • To powieść uniwersalna. Opowiada o życiu w izolacji, o biciu się z własnymi myślami, o macierzyństwie, stracie, tęsknocie i krzywdzie, jaką może wyrządzić jednemu człowiekowi drugi człowiek.
  • Nie byłabym sobą, gdybym na koniec nie napisała o tym, co strasznie mnie irytowało w tej pozycji. Chodzi mi o powtórzenia, które były po prostu nie do zniesienia. Ile razy można czytać o tym, że Miranda zabrała ze sobą sześć aparatów, że każdy z nich inaczej się nazywa, że wieczorami usuwa zdjęcia z cyfrówki, bla, bla, bla...? Tego było za dużo, żeby dało się przejść obok tego obojętnie.
  • moja ocena: 9/10

Dajcie mi znać, co ciekawego pochłonęliście w ostatnim czasie albo co myślicie o książkach z powyższej listy. Może sami sięgnęliście kiedyś po te tytuły? Trzymajcie się ciepło, Kinga.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron poszczególnych wydawnictw.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

 

 

 

Przeczytane w maju i czerwcu

Jest sierpień, ale… może jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w maju i w drugiej połowie czerwca? 😛

Ogień wśród nocy Teresa Messineo (Wydawnictwo Prószyński i S-ka)

 

Poczuli niesmak do samych siebie za to, że stali się zobojętniali, znużeni, przepełnieni własnym cierpieniem, zmarznięci, głodni i brudni w środku i na zewnątrz, pokryci brudem, którego nie zmyje żadna woda. Wiedzieli, że odkąd sami przestali być ludźmi, nikogo nie trzymali za rękę, nie mówiąc o całowaniu, ich świat był światem przetrwania, zwierzęcym światem kąsania, szarpania i rozrywania, a niekiedy lizania ran.

 

  • Ogień wśród nocy‚ to chwytająca za serce opowieść o kobietach i ich wewnętrznej sile do walki. To straszliwe ludzkie historie toczące się w latach okrutnej wojny, w których codziennie trzeba walczyć o takie wartości jak miłość czy przyjaźń.
  • Podczas czytania, poznajemy losy dwóch głównych bohaterek: Kay i Jo. Od samego początku wyczuwamy różnice pomiędzy nimi. Różni ich pochodzenie, osobowość, podejście do rodziny. Łączy ich chęć zrobienia czegoś dla innych. To właśnie dlatego w dalszej części akcji śledzimy ich poczynania w korpusie medycznym armii amerykańskiej. Taka służba kosztuje wiele wyrzeczeń. Poza tym przepełniona jest licznymi wewnętrznymi rozterkami i wyzwaniami dnia codziennego. Choroby, cierpienie, walka o życie to tylko podstawowe z nich.
  • Autorka rzuca nas w wir wydarzeń, toczących się na dwóch wojennych frontach. Trudne warunki szpitala polowego, regularne bombardowania, brak odpowiednich środków higienicznych i dostaw świeżego jedzenia oraz uciążliwi pacjenci. To tylko część problemów, z którymi muszą zmierzyć się nasze bohaterki. Z dala od bliskich skazane są bowiem tylko na siebie.
  • To nie jest jakaś wybitna literatura, jednak losy poszczególnych postaci tak wciągają czytelnika, że nieświadomie przewraca on kolejne strony powieści w oczekiwaniu na ostateczne zakończenie akcji. Warto przeczytać, aby choć trochę zapoznać się ze światem pielęgniarek wojennych.
  • moja ocena: 6/10

Portret Doriana Graya Oscar Wilde (Wydawnictwo Vesper) 

  • Portret Doriana Graya” to skarbnica mądrych, życiowych cytatów.
  • Cieszę się, że w końcu mam tę książkę za sobą. Podchodziłam do niej już wielokrotnie, czytałam kilka stron i wciąż odkładałam ją na później. Kiedy uparłam się, że przebrnę przez tę historię, to wcale lekko nie było. Styl pisania autora to kompletnie nie moja bajka, główny bohater denerwował mnie swoim zapatrzeniem w siebie a lord Henry wkurzał rzucanymi na prawo i lewo uwagami. Do tego wszystkiego miałam dziwne wrażenie, że gdzieś już to czytałam. Po namyśle uznałam, że z tajemniczych względów fabuła kojarzy mi się z „Kiedy byłem dziełem sztuki” E.-E. Schmitta.
  • Doceniam przekaz tej historii i jej przerażającą aktualność w dzisiejszych czasach. Czy będę ją polecać na prawo i lewo? Niekoniecznie. Dla mnie była to bowiem jednorazowa przygoda.
  • moja ocena: 5/10

Zerwa Remigiusz Mróz, cykl: Komisarz Forst (tom 5) (Wydawnictwo Filia) 

  • Uwaga spoiler (zaznacz tekst, aby odczytać): Wiktor, Ty to jesteś kozak! Trochę chciałabym być Tobą. Łazisz po tych górach, latasz do słonecznej Hiszpanii i zawsze wychodzisz cało z każdej opresji. Nie straszne Ci słone wody, wysokie szczyty i zapyziałe nory. Normalnie niezniszczalny facet z Ciebie. To głupie, ale ciekawe co musiałbyś zrobić, żeby zginąć?
  • No i co ja zwyczajna, krucha dziewczyna mogę napisać o tej całej „Zerwie”? Ano, podobała mi się. Nie mogłam się powstrzymać przed przesuwaniem kolejnych stron i z niecierpliwością czekałam na finał całej pentalogii. Ukradkiem spoglądałam na telefon, kiedy nie mogłam poświęcić czasu na czytanie. Pociły mi się dłonie, myśli krążyły wokół Zakopanego, ba! ja nawet obgryzłam dwa paznokcie. W sumie mogłam pominąć ten ostatni fakt.
  • Mogłabym teraz rozważyć wszystkie za i przeciw, ale ciężko jest mi to zrobić bez zdradzania szczegółowych fragmentów z książki. Wyznam zatem: co działo się w „Zerwie„, zostaje w „Zerwie„.
  • Zdradzę jedynie, że cieszę się, ponieważ pewne furtki nareszcie zostały zamknięte. Oby bezpowrotnie. Smucę się, bo Remigiusz Mróz zostawił mnie z dziurą w sercu. No cóż, nie potrafię sobie poradzić z losem mojej ulubionej bohaterki.
  • Dodam zatem jeszcze dwie rzeczy: 1. Mam nadzieję, że kolejnych przygód Forsta już nie będzie. Nawet w innej serii. 2. Satysfakcjonuje mnie zakończenie całej historii, choć nadal uważam, że powinna pozostać jedynie trylogią.
  • moja ocena: 6/10

Tatuażysta z Auschwitz Heather Morris (Wydawnictwo Marginesy) 

  • Lale żył zgodnie z mottem: „Jeśli budzisz się rano, to znaczy, że jest dobry dzień.”.”
  • Gdybym powiedziała, że ta książka przypadła mi do gustu, to pewnie spojrzelibyście na mnie z pewną niepewnością w oczach. Jakim bowiem cudem pozycja o takiej tematyce, może się komuś spodobać?
  • To niesamowite, co zrobił ze mną „Tatuażysta z Auschwitz„. Nie wiedziałam, gdzie się schować, jak przyswoić to, co czytam. To niezwykła opowieść, która wzbudziła we mnie bardzo skrajne emocje.
  • Przez głowę wciąż przelatywały mi nowe pytania: Jak ja bym postąpiła w sytuacji zagrożenia życia? Czy byłabym w stanie ryzykować? Czy miałabym odwagę tatuować innych więźniów? Czy bohater miał wyrzuty sumienia? Czy miał inne wyjście? Czy śniły mu się koszmary? Dylemat za dylematem. Odpowiedzi nadal nie znalazłam, choć minęło już kilka miesięcy od przeczytania tej książki.
  • Ta historia jest przerażająca, bezlitosna, drastyczna i budująca zarazem. Bestialstwo i okrucieństwo miesza się z codzienną walką i nadzieją na lepsze jutro. Z jednej strony, bohaterowie pokazują, że miłość rodzi się wszędzie. Nawet w największym bagnie. Z drugiej strony, na każdej stronie śmierć bezczelnie wyłazi z kartek i wpycha się z buciorami w nasze życie. Nie daje o sobie zapomnieć. Nie daje zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Powinniśmy pamiętać. Takie pozycje powinny powstawać i uświadamiać ludzi w różnych krajach. To kolejny kawałek naszej historii, historii świata. Historii, która może się niestety powtórzyć. Nikt bowiem nie zagwarantuje nam, że kiedyś nie będziemy zmuszeni codziennie walczyć o swoje człowieczeństwo.
  • moja ocena: 8/10

Minione chwile Gabriela Gargaś (Wydawnictwo Filia) 

  • Kiedy mam ochotę na ciepłe, wzruszające historie, sięgam po twórczość Gabrieli Gargaś. Nie wymagam od tych książek zbyt wiele. Nie spodziewam się żadnych fajerwerków a jedynie mile spędzonego wieczoru. Pozycje napisane przez tę autorkę mają po prostu ukoić moje skołatane serduszko. Czy „Minione chwile” spełniły swoje zadanie?
  • Podczas lektury skupiłam się na tle opowieści, czyli Szkocji. Wrzosowiska, wzburzone morze, skaliste klify, brukowane uliczki, zakamarki miast i wielkie stare dwory. Ajjj ♡ Niby nie ma tego zbyt wiele, ale czytelnicze oko osoby kochającej podróże, na pewno to wszystko uchwyci. Szczególnie, że te opisy tworzą niezły klimat. Trochę niedostępny i dziki, ale jednocześnie przepełniony ludźmi.
  • Gabriela Gargaś zaprezentowała bowiem życie polskich emigrantów. Widoczne są ich problemy ze znalezieniem pracy i mieszkania, kontakty z innymi mieszkańcami szkockich miasteczek oraz dylematy typu: zostać czy może jednak wrócić do Polski? Cieszy mnie to, że autorka nie wybieliła tego wszystkiego i pokazała ciemne strony życia poza ojczystym krajem.
  • Jeśli chodzi o same historie głównych bohaterek, to nawet przypadły mi one do gustu. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, równolegle poznajemy dzieje Anny oraz jej pracodawczyni, Lady Abigail. Żadna z tych kobiet nie jest idealna, dlatego ich historie także takie nie są. Miłość przeplata się z nienawiścią, wielka radość z ogromnym smutkiem, pożądanie z buntem i niechęcią. Nic nie jest takie, jak się początkowo wydaje. Szczególnie uczucia pomiędzy dwojgiem ludzi.
  • Niestety miałam spory problem z konstrukcją powieści. Czegoś mi zabrakło, trudno było mi się przyzwyczaić do skoków w czasie i szybkich zmian zachowań bohaterów. Do tego strasznie irytował mnie były facet Anny. Po czasie muszę również przyznać, że zupełnie nie pamiętam zakończenia tej książki, mimo że była ona całkiem dobra i mogłabym polecić ją fankom lekkich historii na jeden (najlepiej jesienny) wieczór.
  • moja ocena: 6/10

Tajemna historia czarownic Louisa Morgan (Wydawnictwo Prószyński i S-ka) 

  • Co tam powtarzalność czy wymyślne nawiązania do historii Europy. Co to była za klimatyczna książka!
  • Lubicie magię? Te wszystkie fiolki z tajemniczą zawartością, eliksiry przyrządzane potajemnie w piwnicy, zioła zbierane na okolicznych łąkach w czasie mglistych poranków, dziwne talizmany i księgi chowane przed wzrokiem ludzi. No i to życie w zgodzie z matką naturą oraz zgromadzenia mające miejsce w ukrytej grocie. Brzmi cudownie, prawda?
  • Tajemna historia czarownic” to niezwykła saga historyczna, która prezentuje czytelnikom losy aż pięciu pokoleń. Poznajemy niesamowite matki i córki, które są obdarzone magicznymi mocami. Śledzimy dzieje silnych kobiet, które ze względu na liczne zagrożenia, ukrywają swoje zainteresowania i pochodzenie nawet przed najbliższymi.
  • To ciągła walka ze złymi mocami, ucieczki przed łowcami czarownic i wewnętrzne rozterki bohaterek. Używając otrzymanego daru do własnych celów, muszą czasem płacić bardzo wysoką cenę.
  • Czy historie babć czegoś ich nauczą, czy każda z nich obierze własną drogę? Czy mężczyźni w końcu zrozumieją przeznaczenie swoich kobiet, czy ciągle będą one musiały ciągle potajemnie wymykać się z domu? Przeczytajcie tę książkę a na pewno znajdziecie w niej odpowiedzi na te pytania.
  • moja ocena: 7/10

Droga na koniec świata Marcin Kretkiewicz (Wydawnictwo Novae Res) 

 

Szlak świętego Jakuba to tylko droga, którą codziennie wędrujecie do celu. Prawdziwą drogę przemierzacie zaś w swym sercu. To właśnie tam zachodzą najbardziej znaczące zmiany, których teraz jeszcze nie jesteście w stanie dostrzec. Kiedyś być może uda się wam je zobaczyć. Teraz jedyne, co musicie robić, to po prostu iść.

 

 

  • Droga na koniec świata” to najlepsza książka opowiadająca o Camino de Santiago, jaką dotychczas przeczytałam.
  • Ten europejski szlak pielgrzymkowy co roku przyciąga zagubionych ludzi, poszukujących własnej ścieżki życia. Jednym z nich jest Paweł, główny bohater tej historii. Człowiek młody i pełen obaw. Ktoś, z kim wielu z nas może się utożsamić.
  • Marcin Kretkiewicz stworzył coś, co czyta się bardzo płynnie i przyjemnie. Zawarł w tej książce całą prawdę o Camino. Dzięki autorowi miałam wrażenie, że po raz drugi wędruję tą drogą. Pokonywałam kolejne kilometry w pełnym słońcu, ocierałam pot z twarzy i rozglądałam się z utęsknieniem za szklanką chłodnej wody. Poznawałam osoby, z którymi połączyły mnie niezwykłe zbiegi okoliczności oraz jadłam kolację w otoczeniu chłodnych murów i gorących serc. Ponownie rozważałam wszystkie dostępne opcje przyszłości, grzebałam w swojej przeszłości i płakałam nad toczącą się teraźniejszością.
  • Owszem, w „Drodze na koniec świata” znaleźć można sporo filozoficznych rozważań i fragmentów dotyczących wiary w Boga. Mnie one jednak zupełnie nie przeszkadzały. Może wynikać to z tego, że z większością tych myśli, po prostu potrafię się zgodzić. Ta wybuchowa mieszanka porusza także tematy codzienne, takie jak poszukiwanie miłości, toksyczne znajomości, spełnianie wymagań bliskich, umiejętność zarządzania czasem czy zwyczajna załamująca człowieka bezsilność. Tematy trudne, ale zarazem niesamowicie potrzebne.
  • To idealna pozycja dla osób, które Drogę św. Jakuba mają już za sobą oraz dla tych, którzy dopiero myślą nad jej pokonaniem. Wartość tej książki określa jej użyteczność. Niektórym przypomni ona bowiem o tym, co w tym szlaku jest najważniejsze. Innych może ona zainspirować do wzruszenia w tę podróż. Do zrobienia tego najtrudniejszego, pierwszego kroku.
  • Musicie jednak wiedzieć, że dla każdego z was droga ma inną odpowiedź. To zaś, czy uda się wam do niej dotrzeć, nie zależy tylko od was. Nie zawsze bowiem ktoś jest gotów, by ją poznać. Camino to taki niezwykły szlak, który każdemu z osobna i w najlepszy dla niego sposób ukazuje jedynie to, co w danym momencie gotów jest zrozumieć. Dlatego musicie być cierpliwi i z uwagą nasłuchiwać tego, co ma wam do powiedzenia wasze serce. I nie oczekujcie zbyt wiele. Przyjmujcie wszystko z wdzięcznością.
  • moja ocena: 7/10

Pył z landrynek Katarzyna Kobylarczyk (Wydawnictwo Czarne) 

  • Jestem rozczarowana. Spodziewałam się wyczerpującego spojrzenia reporterki a otrzymałam ogólnikowe opowieści turystki, która tu była, tam była, na to tylko zerknęła, ale książkę napisała.
  • Podtytuł: „hiszpańskie fiesty” dał mi nadzieję na intrygujący zbiór reportaży dotyczących różnorodnych wydarzeń, mających miejsce w słonecznej i gorącej Hiszpanii. Opis wskazywał na to, że pogoń za fiestami dostarczy mi dzikości, magii chwili i opisów przenoszących mnie z miejsca na miejsce. Owoc trzech lat zbierania materiałów jest moim zdaniem totalnym niewypałem.
  • Wydaje mi się, że te krótkie formy to raczej luźne notatki z dziennika lub wpisy dobre na bloga podróżniczego. Teoretycznie powinny być one bardzo ciekawe, praktycznie jest z tym już dużo gorzej. Według mnie nie są one dopracowane, przez co w książce pojawia się mnóstwo nieistotnych informacji. Historie poszczególnych wydarzeń zostały zmieszane z zachowaniami mieszkańców i dużą ilością osobistych uwag, niewnoszących nic do tekstu.
  • Styl pisania Katarzyny Kobylarczyk również pozostawia wiele do życzenia. Jest po prostu irytujący. Autorka ciągle używa denerwującej formy my, nie tłumacząc przy tym, kogo ma na myśli.
  • Autorka wprowadza zamęt. Często zaczyna jakiś temat i po chwili sama go urywa. Nie docieka, nie obchodzą jej szczegóły, woli uciekać niż zgłębiać dane zagadnienie. Kilkukrotnie odchodzi z niczym, porzucając temat. Biorąc pod uwagę, że to z założenia reportaż, jest to co najmniej dziwne.
  • Poza tym w „Pyle z landrynek” panuje chaos. Różne miejsca, daty, sytuacje. Brak jakiegokolwiek sensownego ułożenia zgromadzonych treści.
  • Moim zdaniem, hiszpańskie fiesty to temat z ogromnym potencjałem, którego Katarzynie Kobylarczyk nie udało się udźwignąć.
  • Na koniec dodam, że mnie zabrakło także zdjęć, które pokazywałyby te wszystkie wydarzenia.
  • moja ocena: 3/10

W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy Barbara Demick (Wydawnictwo Czarne) 

  • Gdzie indziej też można cieszyć się życiem, ale nie tak jak w Sarajewie. To miasto ma wyjątkową duszę.
  • Sarajewo to moje ulubione europejskie miasto. Rok temu wręcz bezczelnie zrzuciło z pierwszego miejsca magiczny Rzym i bez ostrzeżeń rozgościło się w moim sercu. Ta stolica posiada wszystko to, co lubię. Z zewnątrz wydaje się szarym i owianym ponurą historią miastem, ale wewnątrz wszystko jest takie, jakie być powinno.
  • To dziwne wrażenie spacerować po ulicy, o której później czyta się w książce. Widzieć codzienność, która jeszcze kilkanaście lat temu była zupełnie inna. Zachwycać się budynkami, które tak wiele przeszły. Podziwiać starszych ludzi, którzy radzą sobie w takiej okolicy i śmiało podchodzą z ciężkimi zakupami pod górkę. Tak naprawdę, ta pozycja nie porusza tylko i wyłącznie tematu życia na jednej z sarajewskich ulic, ale także omawia realia wojny toczącej się w całej przestrzeni tego miasta.
  • Autorka wielokrotnie dopuszcza się powtórzeń niektórych szczegółów oraz nieco chaotycznie opisuje pewne sprawy. Zarzuty w stosunku do niej nie są tu jednak najważniejsze. To opisywana rzeczywistość budzi przerażenie w czytelniku. Potrząsa nim, zmusza go do refleksji.
  • W oblężeniu. Życie na sarajewskiej ulicy” prezentuje tyle faktów, ile była w stanie zgromadzić autorka przez lata swojej ciężkiej pracy. W książce śledzimy dzieje całych rodzin oraz losy poszczególnych bohaterów, mieszkańców, osób z krwi i kości. Podążamy z nimi do pracy, szkoły czy nocnego klubu. Chowamy się w ciemnych piwnicach przed ostrzałem snajperów. Walczymy o lepszy byt dla bliskich i nielegalnie ciągniemy prąd, aby móc ugotować posiłek z resztek dostępnych produktów. Udajemy się po wodę na drugi koniec miasta, choć nie jesteśmy pewni, czy będziemy w stanie potem wrócić do domu. Martwimy się o osoby zaginione oraz modlimy za tych, których los nie oszczędził. Jesteśmy bezsilni i łzy płyną nam z oczu. Nic nie możemy zrobić. Musimy czekać.
  • Ta pozycja to codzienność, w której nikt z nas nie chciałby żyć. Właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.
  • moja ocena: 10/10, polecam! ♥

Wielka samotność Kristin Hannah (Wydawnictwo Świat Książki) 

  • Prawda jest taka, że choć „Słowik” wywołał we mnie szybsze bicie serca, to najnowsza książka Kristin Hannah od początku mnie do siebie nie przyciągała. Niby ucieszyłam się, że autorka wydaje kolejną powieść, ale nie czekałam na nią z niecierpliwością ani nie liczyłam na palcach dni do premiery. Szczerze mówiąc, początkowo nawet nie miałam jej w swoich czytelniczych planach.
  • Po książkę jednak sięgnęłam, choć sama nie wiem dlaczego. Okładka nie budziła we mnie przecież żadnych emocji a opisu przed rozpoczęciem lektury w ogóle nie przeczytałam. Coś mnie podkusiło, no i… chyba nie żałuję.
  • Styl pisania autorki ponownie mnie zauroczył, ale tak naprawdę to Alaska zrobiła mi dobrze. Jejku, jakie to było pod tym kątem wyśmienite! W sensie ta część Stanów Zjednoczonych, te zapierające krew w żyłach opisy. Dzika przyroda, jeszcze bardziej dzikie zwierzęta i najbardziej dzicy ludzie. Taka Alaska mnie pociąga, kusi, wabi. Chciałabym spróbować życia w tym miejscu. Chciałabym obawiać się zimowej ciemności i oczekiwać nadchodzącego lata. Chciałabym żyć w takiej niewielkiej społeczności, w której wszyscy się znają. W ogóle drugoplanowi bohaterowie to dla mnie kolejny bardzo duży plus tej książki. Każdy z nich jest inny, ma swoje ciemne i jasne strony.
  • Wielka samotność” to dramat nawet nie jednej a dwóch rodzin. Ta książka budzi przerażenie, zniesmaczenie, smutek, złość. To nie jest łatwa pozycja. Wielokrotnie miałam ochotę wziąć matkę głównej bohaterki, porządnie nią potrząsnąć i czekać na jej reakcję. Dla mnie ta postać była tak irytująca, że odbierała mi całą przyjemność z czytania. Nigdy nie zrozumiem kobiet, które są w takiej sytuacji i nie potrafią, nie chcą się sprzeciwić. Nawet późniejsze wydarzenia to dla mnie marne pocieszenie.
  • Denerwowało mnie także powtarzanie drobnych szczegółów, których na pierwszy rzut oka czytelnik nie byłby w stanie wyłapać, ale ja po prostu uwielbiam tego typu rzeczy i zwracam na nie uwagę. Poza tym zakończenie również okazało się niestety dość przewidywalne.
  • moja ocena: 6/10

Zaplątana miłość Karolina Wilczyńska, cykl: Stacja Jagodno (tom 1) – Wydawnictwo Czwarta Strona 

  • Bo zrezygnować z czegoś, co lubimy, tylko dlatego, żeby komuś zrobić na złość, wiele kosztuje. Zwłaszcza, gdy tak naprawdę mamy na to coś ochotę.
  • Poszukując książek odpowiednich na nadchodzące lato, trafiłam na propozycję Marty z instagramowego konta @marta.mrowiec .
  • Po przeczytaniu całkiem przyjemnego i lekkiego opisu „Zaplątanej miłości”, postanowiłam sięgnąć po tę właśnie książkę. Oczekiwałam uroczej historii z bohaterami, których da się polubić. Chciałam swojskości, do której będę mogła wracać w ciepłe wieczory.
  • Szczerze mówiąc, wszystko to otrzymałam a ta historia, wciągnęła mnie na dobre. Nie mogłam się oderwać od sięgania po kolejne tytuły z tej serii. Zresztą autorka celowo nie zakończyła kilku wątków w pierwszej części, tak aby zainteresowany czytelnik przeczytał również dalsze losy bohaterów.
  • Rozdziały są krótkie i zawierają sporo dialogów, dlatego tę książkę połknęłam w ciągu kilku godzin, nie wiedząc nawet, kiedy ten czas upłynął. Przeniosłam się na polską wieś pełną tajemnic i do Kielc, które pokazały mi swoje nowe oblicze.
  • Co uważam za największy plus tej historii? Różnorodne, pełnokrwiste postaci. Jestem przekonana, że każdy czytelnik odnajdzie swojego ulubieńca i będzie mógł się z nim w jakimś stopniu utożsamić. Dlaczego? Tak naprawdę to nie jest wcale taka płytka pozycja, jak niektórzy mogą uważać. Autorka poruszyła w niej bowiem sporo ważnych tematów, które są mniej lub bardziej opisane. Nie ma co ukrywać, że ta obyczajówka skierowana jest przede wszystkim dla kobiet. Mężczyźni mogą się nie odnaleźć w stylu pisania Karoliny Wilczyńskiej, choć patrząc na treść, faceci powinni przeczytać tę książkę. Mogliby wiele się z niej nauczyć a nam kobietom, byłoby później nieco łatwiej 😉
  • Wracając jednak do wątków zawartych w „Zaplątanej miłości”. Książkoholicy otrzymają między innymi radzenie sobie z samotnym macierzyństwem i kłopotami związanymi z dorastająca nastolatką, pracoholizm, samotność, spełnianie wygórowanych wymagań rodziców czy handel narkotykami. Bardzo podoba mi się, że nie wszystko w tej historii jest takie idealne. Nie ma wyidealizowanych mężczyzn ani kobiet mających figury modelek prosto z okładek czasopism. Nie ma pięknej, śnieżnej Wigilii, która pojawia się w wielu podobnych pozycjach. Jest za to taka zwyczajna codzienność, przedstawiona w bardzo realistyczny sposób: rozlana kawa, stłuczony talerz i małżeńska kłótnia. Co do samych postaci, moją ulubienicą jest Róża. Ta staruszka o wielkim sercu i wspaniałym charakterze dzieli się przemyśleniami, które otulają ciepłem i spokojem ducha. Złote rady udzielane przez tę bohaterkę są odpowiednie dla ludzi w każdym wieku. Na tę chwilę nie polubiłam Marysi, choć jej buntowniczy charakter został świetnie wykreowany. Mam nadzieję, że z biegiem czasu ta postać zmieni nieco swoje nastawienie do otaczającego ją świata.
  • Na koniec dodam, że zakochałam się w krajobrazie Jagodna i Borowej. Są gęste lasy i polne dróżki. Jest zalew ze skarpą i okolica, w której większość mieszkańców zna się nawzajem. Są fiołkowe konfitury, mały biały domek i rąbanie sterty drewna. Klimat miasteczka gminnego i świętokrzyskiej wsi to zdecydowanie moja bajka.
  • Dlaczego po tylu miłych słowach dałam tej pozycji tylko sześć gwiazdek? Co mam jej do zarzucenia? Chyba jedynie to, że jest ona zbyt prosta. W moim odczuciu zabrakło jej takiej magii, która uczyniłaby tę książkę wyjątkową dla mnie. Nie dla innych a dla mnie samej. Czy jednak zwyczajnością nie można się cieszyć i miło spędzić przy niej czasu? Ależ oczywiście, że można! Właśnie dlatego nie żałuję ani minuty spędzonej przy „Zaplątanej miłości”.
  • moja ocena: 6/10

Marzenia szyte na miarę Karolina Wilczyńska, cykl: Stacja Jagodno (tom 2) – Wydawnictwo Czwarta Strona  

 

– Może dawniej ludzie mieli więcej czasu na miłość?
– Więcej czasu?
– No tak. Nie spieszyli się. Powoli poznawali, musieli się dłużej starać, czekać na pocałunek czy seks. A potem nie spieszyli się tak ciągle, mieli czas na rozmowy, na przyjrzenie się drugiej osobie, zauważenie jej. A teraz – wszystko szybko – od razu do łóżka, potem ciągła gonitwa, bo przecież praca i zarobić trzeba na tyle rzeczy, nie? No i nie ma kiedy popatrzeć na tego, obok kogo się budzisz. Zresztą po co? Zawsze można zamienić na inną osobę. Tak jak z ciuchami – wiesz, że jakość kiepska, tu odstaje, tu uciska, ale ważne, że na początku dobrze wygląda, bo i tak w kolejnym sezonie spodoba ci się coś innego. A dawniej kupowało się rzeczy na lata, więc trzeba było dobrze wybrać, dopasować i dbać.

  • Prawda jest taka, że choć trochę skarżyłam się na zwyczajność „Zaplątanej miłości„, to i tak nie potrafiłam odmówić sobie sięgnięcia po drugą część Stacji Jagodno. Tak bardzo polubiłam niektórych bohaterów, że po prostu musiałam zobaczyć, jak zakończą się pewne wątki poruszone jeszcze w pierwszej części. Autorka jednak wciąż nie przestaje mnie zaskakiwać. Pojawiły się bowiem kolejne historie, których zakończenia znowu chciałabym poznać. Wyczuwam potencjał w wielu wydarzeniach i czuję, że trzecia książka będzie petardą 😉
  • Czym zatem kusi nas Karolina Wilczyńska? Tajemniczym starym domem na leśnej polanie, dziwnym leśniczym który nie wzbudził mojego zaufania, znikającym od czasu do czasu Łukaszem, małą uroczą Nikolką i panną Zuzanną, której po prostu nie da się nie lubić.
  • W „Marzeniach szytych na miarę” zwróciłam uwagę przede wszystkim na barwne opisy. Całe otoczenie dworku zostało przedstawione w interesujący sposób. Aż ma się ochotę napić herbaty razem z jego mieszkankami. Sielskość polskiej wsi była o wiele ciekawsza niż przestrzeń samych Kielc. W książce znajdziemy także fragmenty opisujące wojnę i życie podczas jej trwania, dzięki czemu cofniemy się w przeszłość niektórych bohaterów.
  • Poza tym w tej części widać kobiecą siłę i pomysłowość. Oczywiście nie obyło się bez typowych rozterek sercowych, zapachów unoszących się w kuchni i prostoty dnia codziennego. Emocje grają tu jednak dość istotną rolę. Razem z bohaterami doświadczamy złości, smutku, radości, zniecierpliwienia, bezsilności i stanu zakochania. Doświadczamy życia. Prawdziwego, chwytającego za serce życia.
  • moja ocena: 7/10

Nie zapytam, co przeczytaliście w maju. Pewnie nawet już o tym nie pamiętacie. Dajcie mi zatem znać, co ciekawego pochłonęliście w ostatnim czasie albo co myślicie o książkach z powyższej listy. Może sami sięgnęliście kiedyś po te tytuły? Trzymajcie się ciepło, Kinga.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron poszczególnych wydawnictw.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Przeczytane w kwietniu

Jest czerwiec, ale… może jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w kwietniu? 🙂

Trzeci biegun Marek Kamiński (Wydawnictwo Agora) 

  • Do książek o Camino de Santiago podchodzę z cichą nadzieją, że przeniosą mnie one w świat, który już opuściłam, a do którego na pewno chciałabym kiedyś wrócić. Zawsze przeżywam wszystko razem z bohaterami, śmieję się ze znanych zachowań i zachwycam się mijanymi po drodze miejscami.
  • Jestem zawiedziona, że nie znalazłam w tej książce niczego dla siebie. Momentami naprawdę ciężko czytało się to wszystko. Podejmowane tematy po prostu mnie przytłoczyły. Miałam dość. Zabierałam się za tę pozycję z wielkim entuzjazmem, ponieważ byłam ciekawa jak Marek Kamiński opisał swoje przeżycia związane z Camino de Santiago. Liczyłam na opis przygotowań, samej Drogi i wrażeń po jej zakończeniu.
  • Niestety Trzeci biegun mnie pokonał. Jak dla mnie w książce pojawiło się zbyt wiele opisów historycznych oraz rozważań filozoficznych i duchowych. Zabrakło mi między innymi pociągnięcia wątków związanych z poznanymi w trasie ludźmi. Zapowiadały się one bowiem świetnie i aż szkoda, że nie wykorzystano ich potencjału w pełni.
  • Wiem, że ta pozycja nie wszystkim przypadnie do gustu. Na pewno znajdą się czytelnicy podobni do mnie oraz tacy, którzy odkryją w tej książce coś więcej niż słowa. Oby tych drugich było więcej.
  • moja ocena: 4/10

Ostatnia bitwa C. S. Lewis, cykl: Opowieści z Narnii (tom 7) (Wydawnictwo Media Rodzina) 

  • Cieszę się, że w końcu zakończyłam czytanie tej serii i mogę skreślić z listy BBC wszystkie przeczytane tytuły.
  • Ostatnia część przypadła mi do gustu, choć zdecydowanie nie zostanie ona moją ulubioną. Trochę się dłużyła a niektóre postaci nie były tak ciekawe jak w poprzednich tomach.
  • Polecam jako całość a nie osobne tytuły.
  • moja ocena: 6/10

Cabin Porn. Podróż przez marzenia – lasy i chaty na krańcach świata Zach Klain, Steven Leckart i inni… (Wydawnictwo Smak Słowa)  

  • Przez ostatnie lata autorzy książki zgromadzili setki opowieści i zdjęcia ponad 12 tysięcy chatek własnoręcznie wzniesionych przez ludzi, którzy robili, co mogli, by być blisko ważnych dla siebie miejsc. W niniejszej książce prezentują ponad dwieście małych domów, które wybrali ze swojego obszernego archiwum z nadzieją, że staną się one inspiracją dla Czytelnika. Ponadto, udostępnili dziesięć niezwykłych, ilustrowanych zdjęciami opowieści (opis pochodzi ze strony wydawnictwa).
  • Czytajcie, oglądajcie, podziwiajcie!
  • moja ocena: 10/10 ♥

Rok 1984 George Orwell (Wydawnictwo Muza) 

  • Bardzo ciężko oceniać klasyki. Szczególnie te, które przypadły do gustu szerokiemu gronu czytelników.
  • Co oceniam na plus? Uniwersalność treści i idące za tym (nawet współcześnie) przerażenie. Świat, w którym nikt z nas nie chciałby żyć. Aneks o nowomowie, który wyjaśnił mi wiele wątpliwości. Opisy londyńskiej rzeczywistości i dnia codziennego (te wszystkie teleekrany, palenie książek, produkcja dzieci, tworzenie wygodnej historii i nowego języka). Przedstawienie Londynu bez tak ważnej w życiu zmysłowości i czułości. Samą historię głównych bohaterów, która jest ciekawa i świetnie się ją czyta.
  • Co oceniam na minus? Bardzo dużo trudnych do ogarnięcia fragmentów politycznych (mogą stać się one zmorą dla osób, które polityki nie rozumieją i za nią po prostu nie przepadają). Nudne fragmenty osobistych rozważań głównego bohatera. Treści, których przekaz powtarza się co kilka, kilkanaście stron. Motyw książki w książce (urywki podręcznika były dla mnie jednym z gorszych elementów).
  • Przez cały czas czytania, zastanawiałam się, czy wolałabym żyć jako człowiek z ministerstwa, czy jako prol. Nadal nie znalazłam dobrej odpowiedzi. Może Wam się to uda.
  • moja ocena: 4/10

Oczy czarne, oczy niebieskie Maria Wiernikowska (Wydawnictwo Zwierciadło) 

  • To nie do końca książka, której się spodziewałam jeszcze przed rozpoczęciem czytania. Znalazłam w niej bowiem sporo fragmentów o… pracy korespondenta wojennego. Poza tym ta historia przepełniona jest osobistymi momentami z życia sprzed Camino oraz uwagami i przekonaniami autorki, z którymi za żadne skarby nie mogłabym się zgodzić. To jak Maria Wiernikowska wypowiada się na temat innych kobiet czy ludzi w ogóle, przeszkadzało mi w pozytywnym odbiorze tej pozycji. Każdy ma jednak prawo głosić swoje zdanie, dlatego postaram się nie rozwijać tego wątku.
  • Jeśli chodzi o samo Camino de Santiago, to znajdziecie w tej książce naprawdę niewiele opisów i przydatnych informacji praktycznych dotyczących Drogi Francuskiej. Najciekawsze były fragmenty o pielgrzymach spotykanych na szlaku, caminowej rzeczywistości i małych cudach, które miały tam miejsce.
  • Gdybym miała podsumować swoją opinię to powiedziałabym, że treści dotyczące samego Camino są całkiem spoko i da się je czytać, jednak treści nawiązujące do życiorysu autorki zupełnie mnie do siebie nie przekonały i odebrały mi przyjemność z czytania.
  • moja ocena: 4/10 

Dobra Przystań Anna Łajkowska (Wydawnictwo Prószyński i S-ka) 

  • Piękna okładka książki to nie wszystko. Liczy się również interesujące wnętrze, którego w tym przypadku niestety zabrakło. Czym jest zatem Dobra Przystań? Prostą historią osadzoną w malowniczej scenerii. Powiedziałabym nawet, że prostą, niczym niewyróżniającą się a miejscami wręcz irytującą historią.
  • Marianna jest typową panią domu: matką i żoną w jednym. Dba o rodzinne ciepło, opiekuje się najbliższymi, a do tego nie posiada własnego zdania i popełnia czyny, którymi sama gardzi u innych. Pewnego dnia jej mąż oznajmia, że odchodzi. Wtedy kończy się sielanka a zaczyna prawdziwa komedia, w której szczegóły wchodzić nie będę, bo nie chcę zdradzać fabuły osobom zainteresowanym. Dodam tylko, że Dobra Przystań porusza kilka ważnych tematów, które zostały wręcz przygniecione wątkami miłosnymi. Szkoda, bo widziałam w nich potencjał.
  • Jestem przekonana, że ta pozycja podzieli czytelników. Jedni będą stali po stronie Marianny, inni po stronie Huberta. Jedni będą wspierać samotną kobietę, którą porzucił mąż a drudzy będą kibicować facetowi, który zostawił zaborczą żonę. Mnie w tej całej historii zabrakło psychologicznego wyjaśnienia niektórych zachowań bohaterów. Nie rozumiałam postępowania głównej bohaterki ani nie potrafiłam się z nią zidentyfikować. Ona naprawdę mnie irytowała!
  • Zakończenie tej książki nie ma niestety większego sensu.
  • Jakie jeszcze minusy zauważyłam? Przeszkadzała mi konstrukcja samego tekstu. Fragmenty skierowane bezpośrednio do czytelnika nie wnosiły nic nowego do historii i były po prostu banalne. Czasem miałam również wrażenie, że coś mnie… ominęło, choć to akurat trudno wytłumaczyć bez konkretnych przykładów.
  • Nie chcę być aż tak okrutna w stosunku do tej pozycji, dlatego na zakończenie napiszę, że uwielbiam ten małomiasteczkowy klimat. Każdy każdego zna, rzeka wije się leniwie wśród pól a mieszkańcy mają domki z ogródkami ♥
  • Książkę niestety odradzam, ponieważ uważam, że na rynku mamy sporo lepszych polskich obyczajówek.
  • moja ocena: 3/10

Początek Dan Brown, cykl: Robert Langdon (tom 5) (Wydawnictwo Sonia Draga) 

  • Podchodziłam do tej książki z dość dużą rezerwą, ponieważ wielu fanów Browna było nią zawiedzionych. Nie interesowałam się fabułą ani nie czytałam pojawiających się wszędzie recenzji. Zdawałam sobie jedynie sprawę z tego, że to wielki powrót autora i że akcja dzieje się w słonecznej Hiszpanii, do której mam tak wielki sentyment.
  • Swoje wrażenia mogę podsumować następująco: za mało Langdona w Langdonie. Głównego bohatera odłożę jednak na bok i zajmę się teraz innymi sprawami.
  • W trakcie lektury starałam się wyłapać wszystkie podobieństwa do innych pozycji z tej serii. Myślałam, że Początek mnie wciągnie, potrzyma w napięciu do ostatniej strony i pozwoli biegać za bohaterami po pięknych zakątkach Półwyspu Iberyjskiego. Niestety nie do końca tak było.
  • Po pierwsze, prolog nie był tak interesujący jak prologi w poprzednich książkach. Po drugie, rozdziały były miejscami zbyt długie i naładowane mało ciekawymi opisami, przez co po prostu wiało nudą. Po trzecie, zakończenia poszczególnych rozdziałów nie były tak niespodziewane, jak na przykład w Inferno. Po czwarte, historia była tak przewidywalna, że aż szkoda jej potencjału. W ogóle nie zaskoczyło mnie, kto jest winien temu wszystkiemu.
  • Wracając do Langdona. Widać, że ten bohater się postarzał. Z jednej strony to nic dziwnego, z drugiej odniosłam wrażenie, że nie ma już przez to dawnej charyzmy, siły i uroku osobistego.
  • Jakie zatem są plusy tej książki? Na pewno opisy hiszpańskiej architektury i kultury. Cudownie czytać o Bilbao i Barcelonie. Przez to znów miałam ochotę tam wrócić. Poza tym sama tematyka wydała mi się interesująca. Było powiązanie różnych dziedzin nauki, choć nie tak spektakularne jak można by było się tego spodziewać po napięciu budowanym od samego początku akcji.
  • Fanom Browna polecam. Możecie wyrobić sobie własną opinię na temat powrotu autora. Osobom zaczynającym przygodę z Brownem odradzam. Na rynku jest sporo jego lepszych książek.
  • moja ocena: 5/10

451° Fahrenheita Ray Bradbury (Wydawnictwo MAG) 

  • Cieszę się, że w końcu miałam szansę przeczytać tę książkę. Utwierdziła mnie ona w przekonaniu, że kartek z książek nie powinnam spalać nawet po to, aby zrobić ładne zdjęcia. Obiecuję, że będę wciskać 451 stopni Fahrenheita wszystkim osobom, u których zobaczę podobne fotografie. Bójcie się zatem! 😉
  • Nigdy nie czytałam niczego podobnego i na swój sposób tak straszliwie przerażającego. Jaki może być bowiem świat, w którym zakazuje się posiadania i czytania książek? Okrutny? Beznadziejny? A może niepełny? Wiem jedno. Nigdy nie chciałabym żyć w takich czasach. Nigdy.
  • Brałam kiedyś udział w Krajowych Zawodach Sportowo – Pożarniczych MDP. Biegałam z wężami strażackimi, spinałam łączniki, pokonywałam przeszkody i czułam się jak strażak. Może właśnie dlatego tak wciągnął mnie codzienny świat głównego bohatera, który wykonywał właśnie ten zawód. Tyle tylko, że on zamiast gasić, wzniecał. Guy Montag miał żonę i to jej postawa najbardziej irytowała mnie w tej pozycji. Pozostali bohaterowie zostali całkiem nieźle przedstawieni i pomimo niewielkiej liczby stron, można było się do nich przyzwyczaić i z zaparciem śledzić ich losy.
  • Tak naprawdę, ta książka pokazuje nam, jak wiele zyskujemy dzięki czytaniu i jak wiele możemy stracić, jeśli nie będziemy tego robić.
  • moja ocena: 8/10, polecam!

Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice Olga Kuczyńska (Wydawnictwo Burda Publishing Polska) 

  • Od dłuższego czasu śledzę profile społecznościowe Olgi i przyznaję, że bardzo lubię jej zaangażowanie oraz energię, którą wokół siebie roztacza. Niestety pozytywna osobowość to nie wszystko i z przykrością muszę wyznać, że w książce Życie stewardesy czegoś mi zabrakło. W moim odczuciu była to jedynie przeciętna pozycja.
  • Zacznę od plusów: lekkość pióra autorki (o dziwo, mnie nie przeszkadzał ten blogowy styl pisania, na który skarży się tak wiele osób), szczerość, pokazanie, że życie to nie tylko słodkie chwile, ale i gorzkie, trudne momenty. Poza tym wartości płynące z książki (są marzenia o które można walczyć i trzeba wierzyć, wspierać, być i ufać, tak po prostu) oraz fragmenty dotyczące osobistego życia Olgi (widać, że jest to ciepła, wierna, miła, uczciwa, dojrzała kobieta, która ma cudowną rodzinę i bliskich). Zapomniałabym o najważniejszym, czyli opisy szkoleń, sytuacji awaryjnych, wyposażenia samolotów (generalnie wszystko, co dotyczy lotnictwa).
  • Za minus uznałam natomiast powtórzenia, na które początkowo nie zwracałam większej uwagi, ale z każdą kolejną stroną stawały się one dla mnie nie do zniesienia. W drugiej części tej pozycji główna bohaterka zeszła na drugi plan, ponieważ pokazane są losy dziewczyny, której Olga próbowała pomóc (dla mnie ten materiał mógł znaleźć się w kolejnej książce autorki). Zresztą nie spodziewałam się, że historia zakończy się w takim momencie, myślałam że będzie ona zawierać więcej losów bohaterki. Na koniec dodam, że część zdjęć nic nie wnosiła i jak dla mnie mogłoby ich po prostu nie być.
  • Polecam głównie fanom życia w przestworzach oraz osobom, które śledzą losy Olgi.
  • moja ocena: 5/10

Nie zapytam, co przeczytaliście w kwietniu. Pewnie nawet już o tym nie pamiętacie. Dajcie mi zatem znać, co ciekawego pochłonęliście w ostatnim czasie albo co myślicie o książkach z powyższej listy. Może sami sięgnęliście kiedyś po te tytuły? Trzymajcie się ciepło, Kinga.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron poszczególnych wydawnictw.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Przeczytane w marcu

Jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w ubiegłym miesiącu? Oto książki przeczytane w marcu:

Tamte dni, tamte noce André Aciman (Wydawnictwo Poradnia K)

  • Czy już teraz, na samym początku powinnam otwarcie przyznać się do tego, że UWAGA: Pięćdziesiąt twarzy Greya podobało mi się bardziej niż Tamte dni, tamte noce? Albo może inaczej. Bohaterów Greya byłam w stanie bardziej ogarnąć, polubić i zrozumieć niż bohaterów tej pozycji.
  • Zacznę od plusów, żeby nieco załagodzić sytuację. Po pierwsze, obraz parnego Rzymu rozpalającego zmysły i niezwykle klimatyczna letnia willa, zlokalizowana gdzieś we Włoszech. Po drugie, postaci drugoplanowe, które skradły moje serce. Chodzi mi tutaj o tę uroczą chorą dziewczynkę, o wyrozumiałego ojca głównego bohatera i wszystkich pracowników willi. Po trzecie, stopniowe zdradzanie informacji o bohaterach. Podobało mi się, że dopiero z czasem dowiadujemy się o różnych faktach (m.in. o wyznaniach, zainteresowaniach). To byłoby na tyle, jeśli chodzi o pozytywne strony tej książki. Niestety to, czym zachwyca się większość odbiorców, mnie w tej pozycji okropnie denerwowało.
  • Jakie są zatem minusy? Przede wszystkim styl pisania. Ogromnie męczyłam się z rozbudowanymi zdaniami, które czasem brzmiały płytko i bezsensownie. Poza tym postać głównego bohatera. Rozumiem, że mając siedemnaście lat dużo myśli się o seksie, no ale niektóre uwagi były na poziomie chłopca z podstawówki. Zresztą, ile można czytać o espadrylach, kąpielówkach i oblizywaniu warg? 
  • Wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego ludzie tak krytykowali Greya a tej pozycji jakoś nie krytykują i zbiera ona praktycznie same pozytywne opinie. W moim odczuciu była ona miejscami równie obrzydliwa i niesmaczna. Nie wspominając nawet o tym, że wewnętrzna bogini była dla mnie mniej denerwująca niż myśli tego bohatera i jego ciągłe – obsesyjne wręcz – uwagi o fiucie. Serio?! Ja rozumiem, dojrzewanie, pożądanie i w ogóle, ale no. Szkoda, że autor nie dał nam bliżej poznać Oliviera, którego postać wydawała mi się ciekawsza.
  • O dziwo, mnie spodobało się zakończenie tej historii. Było normalne i życiowe. Nie wycisnęło ono moich łez, nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia ani nie zmieniło mojego życia. Podobnie jak cała książka.
  • moja ocena: 3/10

Jerozolima. Miasto Boga Ewelina Rubinstein (Wydawnictwo Psychoskok)

  • Była to pierwsza książka o Izraelu, jaką udało mi się w całości przeczytać. Dzięki niej poszerzyłam swoją wiedzę o tym państwie i o jego mieszkańcach. Ostatnio coraz bardziej przyciąga mnie ta część świata, więc miło było dowiedzieć się czegoś nowego i zgromadzić informacje praktyczne, które mogą przydać mi się podczas ewentualnego wyjazdu.
  • Plusy? Okładka przyciągająca wzrok. Krótkie rozdziały pozwalające na szybkie przeczytanie książki. Mało wymagający język (na pewno nie ma natłoku przytłaczających informacji jak w zwyczajnych przewodnikach) bogaty w zwroty typowe dla judaizmu i ortodoksyjnych Żydów. Opisy miast, kultury, tradycji, kuchni, polityki, życia codziennego, religii i orientacji seksualnej. Kolorowe zdjęcia będące uzupełnieniem tekstu. Mnóstwo ciekawostek zgrabnie wplecionych w tekst.
  • Polecam przede wszystkim czytelnikom rozpoczynającym swoją przygodę z Izraelem oraz osobom, które planują pierwszą podróż do tego kraju.
  • Książka przeczytana w ramach akcji #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 7/10

Bajki arabskie nie tylko dla dorosłych Georges Kass (Wydawnictwo Akademickie Dialog)

  • Krótki zbiór bajek, który jest dziełem Syryjczyka mieszkającego w Polsce.
  • Moim zdaniem ta pozycja przeznaczona jest przede wszystkim dla dorosłych. Myślę, że dojrzali czytelnicy więcej wyciągną z tych historii.
  • Książka o władzy, biedzie, uczuciach, poszukiwaniach, rodzinie. Miejscami jest okrutnie i przerażająco. Zwierzęta pojawiające się w bajkach idealnie odzwierciedlają zachowania ludzi. Mamy mysz jedzącą słowniki i gromadzącą w taki sposób wiedzę. Mamy karalucha, który zwiedził kawałek świata. Mamy myszkę, która poślubiła kocura. Mamy lisa, który sprzedawał tabletki na mądrość i niedźwiedzia kradnącego jabłka wiewiórkom. Niektóre historie są pouczające, inne niestety nudne.
  • Książka przeczytana w ramach akcji #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 4/10

Zaginiony symbol Dan Brown, cykl: Robert Langdon (tom 3) (Wydawnictwo Sonia Draga)

  • Jak dotąd najsłabsza powieść Dana Browna, którą miałam okazję przeczytać – bardzo ciężko było mi się wkręcić w fabułę (nie zaintrygowało mnie bowiem miejsce akcji) oraz naukowy język z mnóstwem zbędnych powtórzeń.
  • Książki tego autora są niezwykle schematyczne (główny bohater + kobieta + akcje nie z tej ziemi), ale ja i tak uwielbiam Langdona, któremu przytrafiają się te wszystkie historie.
  • Pościgi, zwroty akcji, tajemnicze miejsca, wciągające wątki (np. masoni w Stanach Zjednoczonych) oraz krótkie rozdziały sprawiają, że ta literatura rozrywkowa znajduje wielu odbiorców i fanów.
  • moja ocena: 5/10

Inferno Dan Brown, cykl: Robert Langdon (tom 4) (Wydawnictwo Sonia Draga)

  • Klimat włoskich miast, szybkość akcji, tajemnicze zagadki, niezwykłe zakamarki i ciekawi bohaterowie, składają się na mieszankę wybuchową, którą ja kupuję.
  • Akcja intryguje i wciąga od samego początku. Trzymałam kciuki za powodzenie wszystkich planów, łapałam się za głowę podczas wszelkich niepowodzeń i wręcz klaskałam, kiedy uświadomiłam sobie, co mogłoby się stać, gdyby takie sytuacje rzeczywiście miały miejsce.
  • moja ocena: 6/10

Vintage Living: Retro Style for Today’s Homes Anna Lambert, Nathalie Taverne (Lannoo Publishers)

  • Miejscami miałam spory problem z językiem angielskim i musiałam posiłkować się słownikiem. Książka zawiera bowiem bardzo dużo zwrotów z dziedziny historii sztuki i architektury wnętrz, których wcześniej nie znałam.
  • Jeśli chodzi o zdjęcia, to są one niewątpliwie plusem tej pozycji. Na widok części z nich, szybciej zabiło mi serducho.
  • Zebrany materiał jest niestety dość banalny. Samej treści jest całkiem sporo, ale większość z niej znałam już wcześniej. Wiadomo przecież, że dom mówi o jego mieszkańcach oraz że mieszkania urządzone przez nas samych powinny być równie unikalne jak my. Na pewno wiecie także o tym, że w dzisiejszych czasach wiele domów wypuszczanych jest hurtowo, przez co stają się one takie same i najzwyczajniej w świecie brakuje im indywidualności. Domownicy kupują to, co widzieli w Internecie zamiast skupić się na starannym wybieraniu tego, co pasuje do nich samych. Zastanówcie się, co czyni was w domu szczęśliwymi. Kto chciałby bowiem świetnie wyglądającą sofę, na której nawet nie da się posiedzieć, bo jest niewygodna? 😉 Nic odkrywczego, prawda?
  • moja ocena: 4/10

Wiem, że to było daaaawno temu, ale dajcie znać, co ciekawego przeczytaliście w marcu lub w ostatnim czasie. Życzę Wam również zaczytanej końcówki kwietnia!

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron następujących wydawnictw: Wydawnictwo Poradnia K., Wydawnictwo Sonia Draga, Wydawnictwo Psychoskok, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Lannoo Publishers.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

 

Przeczytane w lutym

Jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w ubiegłym miesiącu? Oto książki przeczytane w lutym:

Nieodnaleziona Remigiusz Mróz (Wydawnictwo Filia)

  • Chcecie bardzo szybki zarys fabuły? Ona. On. Opole. Brutalny napad. Niewyjaśnione zniknięcie bohaterki. Dziesięć lat ciszy. Zagadkowe pojawienie się na jednym ze zdjęć z koncertu. Poszukiwania. Zamęt. Niewyjaśnione sprawy. Pogoń. TO zakończenie.
  • Zacznę od plusów: wciągająca i szybko przeczytana (właśnie za to lubię twórczość tego autora). Poza tym podobało mi się umiejscowienie akcji w polskich miastach i miasteczkach oraz problem społeczny zawarty w tej książce (uprzedzam, są krwawe opisy przemocy domowej).
  • Po przeczytaniu tej pozycji, doszłam do wniosku, że co za dużo, to niezdrowo. Była to moja kolejna przygoda z Mrozem, ale w tym przypadku brak porządnego zakończenia (albo raczej wyjaśnienia) niektórych wątków, sprawił że część historii stała się po prostu niespójna i bezsensowna. Poza tym, bohaterowie bardzo przypominali postaci z innych książek tego autora. Szczerze mówiąc, miesiąc po ukończeniu Nieodnalezionej nie pamiętam nawet, jakie imiona nosili.
  • moja ocena: 5/10

Komu polecam?

  • najwierniejszym fanom twórczości autora i wielbicielom książek sensacyjnych

Everest. Na pewną śmierć Beck Weathers (Agora SA) 

  • Pozycja oparta na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce na najwyższej górze świata w maju 1996 roku.
  • Co podobało mi się w tej książce? Przede wszystkim emocje widoczne zarówno w wypowiedziach samego autora, jak i jego żony, członków rodziny czy znajomych. Poza tym różne punkty widzenia (widzimy reakcje władz, innych alpinistów, bliskich, itd.) oraz opisy (m.in. tego, co działo się podczas wspinaczki z ciałem człowieka). Wszystko to złożyło się na prawdziwość (autor nie próbował się wybielać i otwarcie mówił o tym, jak traktował rodzinę przed i po wypadku, widzimy również jasne i ciemne strony pasji).
  • Co mi nie przypadło do gustu? Uważam, że kilka wątków jest zupełnie niepotrzebnych a chaotyczność niektórych treści spowodowała kłopoty z czytaniem (w mojej wersji e-booka brakowało na przykład przerw pomiędzy poszczególnymi kwestiami lub akapitami, przez co nie wiedziałam, czy to wciąż wypowiedź autora, czy już innego bohatera tej książki.
  • Wiem, że ten tytuł ma wielu przeciwników, ale na mnie zrobił wrażenie. Cała pierwsza część trzymała w napięciu i grała na moich emocjach. Co prawda, nie rozumiałam postępowania głównego bohatera, ale starałam się go nie oceniać (jak zawsze w przypadku książek opartych na faktach). Druga część to taka bardziej autobiografia babki, wujka, dziadka, żony i piątej wody po kisielu, dlatego trochę się wynudziłam. Warto było jednak dotrwać do końca.
  • Książka przeczytana w ramach akcji: azjatyckie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą 
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • pasjonatom gór i górskich wypraw
  • wielbicielom książek opartych na faktach i pokazujących nie tylko rozwój wydarzeń, ale i ich psychologiczne aspekty

Droga utraconej niewinności Somaly Mam (Wydawnictwo Albatros) 

  • Niezwykle osobista autobiografia niosąca ze sobą odwagę, siłę, determinację i nadzieję. To pozycja prezentująca ciężką a jednocześnie bardzo ważną tematykę.
  • W Drodze utraconej niewinności poruszony jest temat prostytucji w Kambodży. Mamy zatem historie pięcioletnich dziewczynek i starszych mężczyzn wierzących w to, że seks z dziewicą może przynieść im same korzyści. Jest seksturystyka, wykorzystywanie kobiet i dzieci, łamanie praw człowieka oraz AIDS. Są kambodżańskie domy publiczne, porwania i okrutne metody alfonsów na zatrzymanie dziewczyn.
  • Na uwagę zasługuje postać głównej bohaterki, autorki tej pozycji. Jest to niesamowita, silna kobieta, która doskonale rozumie potrzeby dziewczynek, bo sama przeszła przez piekło. Somaly Mam pokazuje, że można pomagać, można wierzyć.
  • Minusami są liczne powtórzenia treści w poszczególnych rozdziałach, przez co książka wydaje się nie do końca dopracowana.
  • Co ciekawe, w 2014 roku pojawiła się informacja o sfabrykowaniu części historii przez samą autorkę… Nie mnie to jednak oceniać, dlatego odsyłam Was do artykułu, który znalazłam.
  • Książka przeczytana w ramach akcji: azjatyckie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 7/10

Komu polecam?

  • nie tylko kobietom, ale i mężczyznom
  • fanom książek opartych na faktach
  • miłośnikom pozycji prezentujących sytuację kobiet w różnych częściach świata

Skrucha Frode Granhus, cykl: Rino Carlsen (tom 3) (Wydawnictwo Świat Książki) 

  • To była najbardziej oczekiwana premiera tego roku. Czekałam na trzecią część, jak czekam na czekoladowe mleczko w tubce, za każdym razem, gdy wracam do Polski 😉
  • Zacznę od minusów. Nie podobała mi się bowiem tylko jedna rzecz. Chodzi mi o wątek głównego bohatera i jego koleżanki z pracy. Niektóre uwagi były na poziomie gimnazjalisty a nie dojrzałego faceta.
  • Zapytacie pewnie o plusy? Pamiętam to uczucie, gdy zaczęłam czytać pierwszą część (Wir). Wówczas kompletnie przepadłam. Podobnie było i tym razem. Mroźny świat Norwegii mnie oczarował. Opisy tworzyły klimat grozy, oddawały ducha kraju i wszystkich malowniczo zlokalizowanych miejscowości. Prolog budził pytania, które z biegiem akcji zyskiwały odpowiedzi. Autor potrafi zbudować napięcie i zaprezentować ciekawe problemy.
  • Co prawda, Skrucha nie zaskoczyła mnie tak bardzo jak dwie poprzednie pozycje, ale i tak bawiłam się świetnie. Czy wspominałam już, że uwielbiam tego autora i to w jaki sposób dopina wszystko na ostatni guzik? Zawsze wszystko wyjaśnia i rozwiewa moje wątpliwości. Za to go cenię i dlatego będę z niecierpliwością oczekiwała kolejnych jego książek. No i muszę w końcu kupić sobie papierowe wydania, aby móc po raz kolejny pochłonąć te tytuły.
  • moja ocena: 10/10

Komu polecam?

  • fanom Norwegii, zagadkowych rozwiązań, thillerów i kryminałów

Cierpienia młodego Wertera Johann Wolfgang von Goethe (Wydawnictwo GREG) 

  • Powinnam chyba zacząć od tego, że w czasach szkoły średniej nie przeczytałam tej lektury. Nie pamiętam, czy w ogóle po nią nie sięgnęłam, czy porzuciłam ją gdzieś w połowie. Wiecie, co jest najgorsze? Cieszę się z tego, że mogłam tę historię poznać dopiero teraz. Wcześniej bowiem bym jej nie zrozumiała.
  • Kurczę, to nie było wcale tak złe jak początkowo myślałam. Forma epistolarna przypadła mi do gustu. Dopiero gdzieś pod koniec, we fragmentach od wydawcy, zaczęłam wręcz ziewać z nudów.
  • Werter mnie nie denerwował. Ba! Nawet trochę go rozumiem. Większość ludzi zakochuje się bez pamięci, jest ślepo wpatrzona w obiekt swojego uwielbienia i traci głowę. Szczególnie, gdy ta druga osoba okazuje się być związana z kimś innym. Może nie każdy decyduje się na to, na co zdecydował się ostatecznie główny bohater, ale nie mam zamiaru tego oceniać.
  • Jestem nieco dziwna, ponieważ osobą, która denerwowała mnie w tej książce była Lotta. Nie będę wyjaśniała dlaczego, bo nie chcę zdradzić fabuły tym, którzy jeszcze są przed lekturą tej pozycji.
  • To zadziwiające, co teraz powiem, ale przeczytajcie tę smutną, przytłaczającą książkę. Dajcie się porwać szaleństwu. Zastanówcie się, czy i Wy kiedyś nie zachowywaliście się dziwnie podczas zakochania. Dopiero potem oceniajcie postępowania poszczególnych bohaterów.
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • osobom, które choć raz w życiu były zakochane bez pamięci
  • wszystkim, którzy nie przeczytali tej pozycji w czasach szkolnych

Poland Renata Grunwald – Kopeć, Christian Parma (Wydawnictwo: Parma Press) 

  • Poszukujecie prezentu dla anglojęzycznego znajomego? Właśnie znaleźliście!
  • Książka zawiera dużo ładnych (choć dość starych), kolorowych zdjęć prezentujących polskie miasta i wsie, góry, stroje ludowe, itp..
  • To zbiór podstawowych informacji na temat historii i geografii naszego kraju. Znajdziecie w nim ogólną wiedzę na temat poszczególnych województw (w każdym rozdziale podana jest np. liczba ludności, powierzchnia, złoża naturalne, parki narodowe, obiekty sakralne, zamki, najważniejsze miasta i miejsca warte uwagi).
  • Mnie zabrakło tylko jednej rzeczy: podania dwóch stolic przy opisach woj. kujawsko-pomorskiego oraz woj. lubuskiego.
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • osobom, które chciałby zacząć czytać po angielsku (język nie jest zbytnio wyszukany i naukowy, więc łatwiej zrozumieć przedstawiane zagadnienia)

Miłość Peonii Lisa See (Wydawnictwo Świat Książki) 

  • Comiesięczne krwawienie nie czyni z dziewczyny kobiety, nie przeistaczają jej także zaręczyny albo zdobycie nowych umiejętności… To miłość sprawiła, że dojrzałam i stałam się kobietą.
  • Prawda jest taka, że podczas czytania tej książki, historia strasznie mi się dłużyła. Nie potrafiłam zżyć się z główną bohaterką a jej choroba miłosna przyprawiała mnie o szybsze bicie serca. Po skończeniu Miłości Peoni zaczęłam ją jednak doceniać i nieco bardziej rozumieć. Doszłam nawet do wniosku, że jest to naprawdę dobra historia i że nigdy wcześniej niczego podobnego nie miałam okazji przeczytać.
  • Bardzo oryginalnie przedstawiona miłość i związane z nią uczucia bohaterów (nie tylko głównych, ale i drugoplanowych).
  • Interesujące wątki związane z kulturą, religią i tradycją obowiązującą w XVII-wiecznych Chinach, m.in. motyw krępowania stóp, który sprawił że obejrzałam ich zdjęcia w Internecie. Nie polecam. Poza tym ciekawe opisy życia chińskich kobiet.
  • Magiczne przenikanie się świata zmarłych i świata żywych.
  • Książka przeczytana w ramach akcji: azjatyckie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • wielbicielom książek o miłości
  • osobom zafascynowanym Azją lub samymi Chinami
  • miłośnikom pozycji prezentujących sytuację kobiet w różnych częściach świata

Harry Potter i Komnata Tajemnic Joanne Kathleen Rowling, cykl: Harry Potter (wydanie ilustrowane) (tom 2) (Wydawnictwo Media Rodzina) 

  • Napiszę krótko i wyraźnie: Harry to Harry, nigdy mi się nie znudzi.
  • Wersja ilustrowana z pracami Jima Kaya jest po prostu świetna. Szata graficzna niewątpliwie zasługuje na wyróżnienie, choć miejscami tekst jest niestety zbyt słabo widoczny.
  • moja ocena: 10/10

Komu polecam:

  • starszym i młodszym wielbicielom klimatycznych historii
  • czytelnikom, którzy lubią nie tylko słowa, ale i piękne ilustracje
  • miłośnikom Harrego Pottera, choć oni pewnie mają tę pozycję już za sobą 😉

Dajcie znać, co ciekawego przeczytaliście w lutym. Zaczytanego marca!

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron następujących wydawnictw: Wydawnictwo Filia, Wydawnictwo Świat Książki, Wydawnictwo Albatros, Wydawnictwo Media Rodzina, Wydawnictwo Agora SA, Wydawnictwo Greg, Wydawnictwo Parma Press.

WPIS POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z: 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Co zobaczyć w Apeldoorn?

Apeldoorn to średniej wielkości miasto zlokalizowane w holenderskiej prowincji Geldria. Powiem Wam, że znalezienie interesujących informacji na temat tego miasta, po prostu graniczyło z cudem. Wszędzie widziałam i czytałam to samo. Miałam wrażenie, że najbardziej znane atrakcje turystyczne wyskakują nawet z mojej lodówki. Postawiłam zatem na zwiedzanie bez konkretnego planu. Jeśli jesteście ciekawi, co można zobaczyć podczas jednodniowej wizyty w Apeldoorn to poniżej znajdziecie krótką ściągę.

HOOFDSTRAAT

Poszukujecie ulicy z duszą? Około kilometrowej długości Hoofdstraat ma już ponad sto lat i idealnie oddaje charakter Holandii. Dawniej była ona zwyczajną wiejską drogą prowadzącą prosto do pałacu królewskiego. Współcześnie przebiega przez centrum miasta a budynki przy niej zlokalizowane, pełnią funkcje usługowo-mieszkalne. Znajdziecie wzdłuż niej hotele, liczne restauracje, bary i sklepy. W jej bliskim sąsiedztwie mieści się także ratusz oraz rynek, na którym miałam okazję podziwiać ogromny sobotni targ (otwarty od 8:30 do 17:00).

ZABYTKI NARODOWE PRZY DEVENTERSTRAAT

Wszystkie niżej wymienione budynki to duże, wolnostojące wille.

Deventerstraat 33 (z 1901) oraz Deventerstraat 37 (z 1909) – zostały zbudowane przez słynnego architekta z Apeldoorn. Andries van Driesum zaprojektował je na zlecenie jednego z tamtejszych fabrykantów. Pod pierwszym adresem znajduje się obecnie hotel a pod drugim biuro.

Deventerstraat 39 (z 1912) – kiedyś był to budynek mieszkalny, obecnie mieści się w nim siedziba banku. Obiekt posiada charakterystyczną wieżę z iglicą i otwartą dzwonnicą.

BUDYNKI MIESZKALNE POŁOŻONE NAD KANAŁEM

Pomiędzy DeventerstraatWelgelegenbrug znajdują się nowoczesne budynki, położone nad samym Apeldoorns Kanaal. Jednym z nich jest kompleks mieszkalny Résidence Koningshaven powstały w 1996 roku. Posiada on ponad 50 metrów wysokości (16 pięter) oraz dość charakterystyczny kształt, przez który bywa nazywany ołówkiem (‚het potlood’). Architekt z Rotterdamu zaprojektował przestronne mieszkania wraz z podziemnymi garażami. Jesteście ciekawi cen? Proszę bardzo! Za 110 m² zlokalizowanych na trzynastym piętrze zapłacimy jedynie… 375 000 euro. Poczekajcie, bo to jeszcze nic. Kawałek dalej znajdziecie kolejny budynek, tym razem z 2001 roku. Apartament na ostatnim piętrze (187 m²) z przestronnym tarasem na dachu kosztuje tam zaledwie… 698 000 euro. Ktoś chętny? Ja pozostanę przy oglądaniu zdjęć.

TĘCZOWE PRZEJŚCIE DLA PIESZYCH

No właśnie, przejście czy jednak nie przejście? Tak naprawdę kolorowe pasy namalowano na chodniku a nie na drodze. Wszystko dlatego, aby nie mylić kierowców samochodów i nie stwarzać utrudnień w ruchu ulicznym. Tęczowe akcenty są zatem jedynie przedłużeniem istniejącego przejścia dla pieszych.

DWA MIEJSCA, KTÓRYCH NIE WIDZIAŁAM A KTÓRE ZOBACZYĆ BYM CHCIAŁA

Paleis Het Loo – dawna rezydencja królewska zbudowana pod koniec XVII wieku. Pałac otoczony jest przez niesamowity barokowy ogród, stajnie i wozownie. Obecnie mieści się tam muzeum.

Apenheul – park opanowany przez ponad 300 małp, w którym spotkasz między innymi orangutany, szympansy i kapucynki. Cała idea tego miejsca opiera się na tym, że człowiek jest jedynie gościem. Właśnie dlatego możecie oglądać małpki zarówno nad głowami, jak i robić sobie z nimi zdjęcia, jeśli tylko staną na Waszej drodze.

Przyznam szczerze, że Apeldoorn nie zrobił na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, po prostu mnie nie zachwycił. Nie chodzi o to, że jest to brzydkie miasto. Chodzi raczej o to, że w porównaniu do innych holenderskich miast jest dość… zwyczajne. Gdyby było ono celem mojej pierwszej wizyty w tym państwie, to pewnie bym się w nim zakochała. Na tę chwilę nie czuję, że muszę do niego wrócić. Apeldoorn może jednak oczarować turystę, ponieważ niczego mu nie brakuje. Próbowałam zresztą pokazać Wam to w tym poście. Mam nadzieję, że mi się udało i choć trochę chcielibyście odwiedzić tę część Holandii.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Przeczytane w styczniu

 

Pamiętacie moje książkowe postanowienia na ten rok? Jednym z nich było: poświęcać mniej czasu na czytanie. Jesteście ciekawi, jakie książki przeczytałam w styczniu i czy rzeczywiście rzadziej czytałam? Już dzielę się z Wami pięcioma tytułami. Pięcioma a nie kilkunastoma, jak w ubiegłym roku.

Fotografie, które nie zmieniły świata Krzysztof Miller (Agora SA) 

  • Niezwykły, wartościowy zbiór zdjęć znanego w Polsce fotoreportera wojennego śp. Krzysztofa Millera.
  • Poszczególne zdjęcia uzupełnione są o krótsze bądź dłuższe komentarze autora, dzięki którym możecie zapoznać się z intrygującymi historiami powstania wybranych fotografii (uprzedzam, że zobaczycie między innymi zniszczony afgański Kabul oraz małe, strasznie wychudzone afrykańskie dzieci).
  • Pozycja wzbudzająca wiele emocji (będziecie zniesmaczeni, zszokowani a jednocześnie zaintrygowani), książka jest niesamowicie prawdziwa a przez to wstrząsająca, brutalna, przerażająca. Ona otwiera oczy na zło tego świata.
  • Poznajemy ciężką pracę korespondentów wojennych. Pracę, która z jednej strony jest taka jak każda inna, a z drugiej jest tak specyficzna, że nie potrafimy znaleźć słów, aby ją opisać. To zarazem wyzwanie, ale i wielka pasja, która potrafi zniszczyć człowieka od wewnątrz. Osiada ona bowiem na ludzkiej psychice jak wojenny pył na obiektywie aparatu. To niejako pozycja o przekraczaniu własnych granic i walce z samym sobą. Przecież raz zobaczonych rzeczy nie da się tak łatwo wymazać z pamięci.
  • moja ocena: 10/10

Komu polecam?

  • wielbicielom fotografii, reportażu, prawdziwych historii i ciężkiej tematyki

Opowieść podręcznej Margaret Atwood (Wielka Litera) 

  • Historia, którą czyta się bardzo ciężko. Autorka prezentuje bowiem intrygującą, mroczną, antyutopijną wizję świata z charakterystycznym społeczeństwem, którego nie spotkałam w żadnej innej książce. Mamy twardych Komendantów, Żony które muszą znosić pewnego rodzaju upokorzenia i Podręczne, które w sumie nie mają zbyt wiele do powiedzenia w tym świecie.
  • Dawno z takim napięciem nie czekałam na zakończenie, na wyjaśnienie losów bohaterów, na ostateczne rozwiązanie pewnych wątków. Szkoda, że się nie doczekałam. W moje ręce trafiła chaotycznie poprowadzona książka z denerwującą główną bohaterką. Te luźno splecione wątki z przeszłości i teraźniejszości wielokrotnie doprowadziły mnie do niepotrzebnych nerwów. Przeszkadzały mi one w cieszeniu się lekturą.
  • Myślę, że jest to książka bardzo ważna ze względu na temat, jaki jest w niej poruszany. Styl pisania Margaret Atwood mnie osobiście nie zachwycił. Podobnie jak to nieszczęsne, otwarte zakończenie. Mimo wszystko polecam ze względu na wykreowany świat, w którym nikt z nas pewnie nie chciałby żyć.
  • książka z listy BBC
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • wielbicielom antyutopii, losów kobiet i ciekawie opisanych społeczeństw

Ubuntu. Motocyklowa odyseja samotnej kobiety przez Afrykę Heather Ellis (Wydawnictwo Kobiece) 

  • Opowieść o dzikiej Afryce i dzikości kobiecego serca. To książka o tym, że każda z nas ma prawo popełniać błędy a jednocześnie każda z nas ma obowiązek się na nich uczyć.
  • Miejscami nudna, ale i tak myślę, że warto wyruszyć w tą podróż razem z autorką. Poprowadzi Was ona przez kulturę mieszkańców tego kontynentu, przez świat wojen domowych i regionalnej kuchni. Razem z nią będziecie wpadać w kłopoty i zdobywać szczyty. Będziecie wspólnie poznawać Afrykę.
  • książka przeczytana w ramach akcji afrykańskie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • wielbicielom podróży, kobiecych historii, kontynentu afrykańskiego i niekoniecznie dobrych zakończeń

Englebert z rwandyjskich wzgórz Jean Hatzfeld (Wydawnictwo Czarne) 

  • Kto choć raz nie słyszał o Tutsi i Hutu, o ludobójstwie w Rwandzie, o krwawych i okrutnych wydarzeniach mających miejsce w 1994 roku? W tej książce autor przedstawia nam Engleberta, jednego z ocalałych. Poznajemy nie tylko jego historię, ale i straszny los jego bliskich.
  • Ta książka to całkiem niezły reportaż, który wciąga, miejscami przeraża a przede wszystkim zmusza do myślenia. Czy możliwe jest w ogóle pozbieranie się po takich przeżyciach?
  • Gdyby nie dość specyficzny styl pisania (który wybijał mnie z rytmu podczas czytania) to byłaby jeszcze wyższa ocena.
  • książka przeczytana w ramach akcji afrykańskie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 7/10

Komu polecam?

  • osobom lubiącym prawdziwe historie, brutalną prawdę i afrykańską rzeczywistość

Anne Frank: The Anne Frank House Authorized Graphic Biography Sid Jacobson, Ernie Colón (Hill and Wang)  

  • Biografia Anne Frank wydana w postaci powieści graficznej.
  • Książka napisana dość przystępnym językiem. W słowniku sprawdzałam jedynie znaczenie kilku typowo historycznych słówek.
  • Mapy były niestety bardzo… rozjechane i nie oddawały rzeczywistości, reszta obrazków była w porządku, choć czasem ułożenie tekstu było nieco chaotyczne.
  • moja ocena: 7/10

Komu polecam?

  • książkoholikom, którzy pragną rozpocząć przygodę z czytaniem po angielsku
  • wielbicielom tematyki żydowskiej

Dajcie znać, jakie przeczytane w styczniu książki zrobiły na Was największe wrażenie lub po które z powyższych pozycji mieliście okazję już sięgnąć.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron następujących wydawnictw: Agora SA, Wielka Litera, Wydawnictwo Kobiece, Wydawnictwo Czarne, Hill and Wang.

WPIS POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z: 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Hanza i bonanza, czyli Zutphen

 

Ostatni weekend stycznia będzie kojarzył mi się ze spełnianiem marzeń, niezbyt poważnymi rozmowami o życiu, nalewką smakującą jak rozpuszczone gumy owocowe oraz z czterema miastami, które wówczas odwiedziłam. Pierwszym z nich było Zutphen, czyli holenderska perełka położona w Geldrii, tuż nad brzegiem leniwie płynącej rzeki IJssel. Zabieram Was w podróż po mieście wież i kupieckich domów.

Hanza, bonanza i Berkel, czyli powrót do przeszłości

Wiecie, co moim zdaniem przyciąga turystów do Zutphen? Jego interesująca historia i relikty przeszłości. Początki tego miasta sięgają bowiem XI wieku. To właśnie wtedy założono w tym miejscu pierwszą osadę o nazwie Zuidveen, oznaczającej torfowisko południowe. Mieszkańcy żyli w symbiozie z rzeką Berkel i codziennie spławiali nią drewno. Powstały w ten sposób port handlowy, w 1312 roku stał się członkiem Hanzy. Wiadomo, jak jest się uczestnikiem związku kupców w średniowiecznej Europie, to można liczyć na bonanzę. Wielkie korzyści to w tym przypadku nic innego, jak okres rozkwitu miasta, który trwał aż do XVI wieku. Handel z Danią, Anglią i miastami położonymi nad Morzem Bałtyckim był wówczas na porządku dziennym. Zgadnijcie, kto najechał na Zutphen, kiedy stało się ono potęgą handlową? Hiszpanie, ole! Zaszaleli i dokonali takiej masakry, że w starciach zginęło ponad 800 mieszkańców. Dopiero po prawie dwudziestu latach Holendrzy odzyskali swoje miasto i zadbali o… rozwój demograficzny. Wskaźnik urodzeń podskoczył wtedy w górę.

Podczas drugiej wojny światowej miasto wpadło w ręce Niemców, którzy przyczynili się do kolejnych zniszczeń tkanki miejskiej. Poza tym, z roku na rok zamulenie IJssel wzrastało, przez co Zutphen ostatecznie straciło swoją pozycję handlową. Zostało ono jedynie bramą do holenderskiego regionu granicznego (tzw. Achterhoek).

Czym obecnie szczyci się Zutphen? Przede wszystkim odgrywa ważną rolę w regionie i stanowi węzeł przesiadkowy. Z tamtejszej stacji kolejowej dojedziecie między innymi do Zwolle, Nijmegen, Apeldoorn oraz Arnhem. Poza tym, w granicach administracyjnych miasta znajdują się dwie przystanie jachtoweGelrehaven (na południu) i Marshaven (na północy) oraz historyczna stacja dokująca Houthaven (cumują w niej np. łodzie mieszkalne). Średniowieczne centrum to skupisko przeróżnych sklepów specjalistycznych a także przytulnych restauracji i barów. Poza tym w mieście można znaleźć wiele różnego typu atrakcji, o których zresztą zaraz napiszę.

Spełnione marzenie, czyli potęga wody

Jak przystało na osobę kochającą wodę, miałam marzenie, aby zobaczyć jej potęgę. Udało mi się w końcu zrealizować ten punkt, właśnie w Zutphen. Na własne oczy doświadczyłam #hoogwater , czyli wysokiego poziomu wody w rzece. IJssel, którą na co dzień suną barki, przekroczyła stan ostrzegawczy i rozlała się po okolicznym terenie. Woda sięgała aż do punktu widokowego Tichelbeeksewaard. Dziwnym uczuciem było schodzić po schodach prowadzących wprost do ciemnej, złowrogo wyglądającej wody. Jakby tego było mało, jej poziom był tak wysoki, że statki nie były w stanie przepływać pod Oude IJsselbrug. Całe szczęście ten most  jest zwodzony. Jego podnoszenie powodowało jednak ponad dwudziestominutowe korki (nie tylko samochodowe, ale i piesze oraz rowerowe).

Wiecie, że będąc w Zutphen możecie skorzystać z szerokiej oferty turystycznej związanej bezpośrednio z wodą? Miasto zlokalizowane jest nad ujściem rzeki Berkel do IJssel, przez co odbywają się tu zorganizowane rejsy łodziami z przewodnikiem. Jeśli nie lubisz tego typu wydarzeń to możesz wynająć kajak bądź łódkę i samodzielnie odkrywać miasto od strony wody.

Miej oczy szeroko otwarte, czyli targ w Zutphen

Miałam to szczęście, że postanowiłam odwiedzić Zutphen w sobotę. Dlaczego szczęście, zapytacie? Miejcie oczy szeroko otwarte. Zabieram Was na sobotni targ, który odbywał się we wschodniej części Houtmarkt oraz wzdłuż Zaadmarkt (w godzinach 8:00 – 17:00). To właśnie tam w powietrzu unosiły się zapachy holenderskiego sera, śledzia, smażonych frytek i świeżych kwiatów.

Zutphania turrita, czyli miasto-wieża

Zutphen ma bardzo charakterystyczną panoramę, na tle której wyróżnić można co najmniej trzy wieże: Walburgiskerk, Wijnhuis i Drogenapstoren. Co ciekawe sylwetkę miasta z wieloma wieżami przedstawiano na zanczkach pocztowych już w XIII wieku. O samych wieżach znajdziecie więcej poniżej.

Panorama van Zutphen, ets van Caspar Merian uit 1654 http://www.wikiwand.com

Boski raj, czyli biblioteka w ex-świątyni

Średniowieczne centrum hanzeatyckiego miasta jest naprawdę dobrze zachowane, przez co znaleźć można tam liczne zabytkowe budynki. Jednym z nich jest Broederenkerk, w którym od 1983 roku mieści się biblioteka. Co mnie zaskoczyło? Bezproblemowy wstęp. Przechodzisz przez bramki, uśmiechasz się do pani w okienku i robisz co chcesz. Możesz fotografować i czytać książki z księgozbioru, ale nie możesz ich wynosić poza bibliotekę. Większość pozycji jest oczywiście w języku niderlandzkim, ale dwa dość duże regały to książki po angielsku. Praktycznie same nowości! Mój wzrok skakał po tytułach i żałowałam, że nie mogę zostać tam na dłużej niż kilkanaście minut.

Czy to jeszcze nie koniec? Inne (ale jakże ciekawe) atrakcje Zutphen. 

Walburgiskerk Zutphen – gotycki kościół z niesamowitą biblioteką łańcuchową pochodzącą z XVI wieku (Librije). To jedna z nielicznych tego typu bibliotek na świecie. W swoich zbiorach posiada prawie 800 unikalnych tytułów, w tym… pierwsze wydanie dzieła Mikołaja Kopernika De revolutionibus orbium coelestium (O obrotach sfer niebieskich). Z kościelnej wieży można podziwiać panoramę miasta. Niestety podczas mojej wizyty kościół był nieczynny z powodu remontów. Ubolewam nad tym ogromnie.

Berkelpoort – ruiny bramy wodnej położonej nad rzeką Berkel. Stanowią część fortyfikacji miejskiej pochodzącej z XIV-XV wieku.

Drogenapstoren – dawna brama miejska z 1444 roku, późniejsza wieża ciśnień. Obecnie została podobno przekształcona w budynek mieszkalny (nie jest to jednak potwierdzona informacja).

Beeld Thonis Drogenap – pomnik ulicznego muzyka pochodzącego z Zutphen. Jego autorem jest Oscar Rambonnet.

Bourgonjetoren – fragment muru miejskiego pochodzący z XV wieku. Dawniej mieściła się tam wieża strzelnicza, dlatego mury mają prawie cztery metry grubości. Ukryta wśród zieleni, w pobliżu przystani jachtowej.

Wijnhuistoren – wieża pochodząca z XVI wieku. Pełniła funkcje administracyjne, a obecnie w jej piwnicy mieści się włoska restauracja. Podobno można wspiąć się na wieżę i podziwiać z niej miasto. Niestety nie przetestowałam, bo dowiedziałam się o tym w trakcie tworzenia tego wpisu.

Wijnhuistoren, Zutphen, Holandia

Oude Stadhuis Zutphen – stary ratusz pochodzący z XVIII wieku.

Hanze-Stadsbrouwerij – browar, który nadal warzy własne piwa specjalne. W jego skład wchodzi również kawiarnia i sala degustacyjna.

Muzea Stedelijk i Henriette Polak – archeologia i współczesna sztuka wizualna w postaci muzealnej.

Theater en Congrescentrum Hanzehof – czyli wydarzenia kulturalne w Zutphen.

Podsumowując, Zutphen stało się dla mnie miejscem, do którego na dobrą sprawę mogłabym wrócić już teraz. To jedna z moich holenderskich perełek, dzięki której mogę cofnąć się w czasie aż do średniowiecza. Spacer wzdłuż brzegu rzeki IJssel, zadzieranie głowy do góry w celu poszukiwania wież i domów kupieckich oraz stukanie obcasami po brukowanych uliczkach, to idealny pomysł na krótszą bądź dłuższą wycieczkę. Szkoda, że takimi tłumami zaglądamy do popularnego Amsterdamu a zapominamy o mniej znanych atrakcjach Holandii. Ten kraj ma tak wiele do zaoferowania, Zutphen ma tak wiele do zaoferowania. Oryginalny charakter, przytulna atmosfera i spokój, którego nie doświadczymy na ulicach większych miast. Pozostaje mi tylko napisać: pakujcie swoje walizki i ruszajcie do Zutphen! A może już w nim byliście? 

 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarze pod postem. Lubię z Wami rozmawiać a tym samym bliżej Was poznawać.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsie, instagramie, goodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥