Latest Posts

Przeczytane w maju i czerwcu

Jest sierpień, ale… może jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w maju i w drugiej połowie czerwca? 😛

Ogień wśród nocy Teresa Messineo (Wydawnictwo Prószyński i S-ka)

 

Poczuli niesmak do samych siebie za to, że stali się zobojętniali, znużeni, przepełnieni własnym cierpieniem, zmarznięci, głodni i brudni w środku i na zewnątrz, pokryci brudem, którego nie zmyje żadna woda. Wiedzieli, że odkąd sami przestali być ludźmi, nikogo nie trzymali za rękę, nie mówiąc o całowaniu, ich świat był światem przetrwania, zwierzęcym światem kąsania, szarpania i rozrywania, a niekiedy lizania ran.

 

  • Ogień wśród nocy‚ to chwytająca za serce opowieść o kobietach i ich wewnętrznej sile do walki. To straszliwe ludzkie historie toczące się w latach okrutnej wojny, w których codziennie trzeba walczyć o takie wartości jak miłość czy przyjaźń.
  • Podczas czytania, poznajemy losy dwóch głównych bohaterek: Kay i Jo. Od samego początku wyczuwamy różnice pomiędzy nimi. Różni ich pochodzenie, osobowość, podejście do rodziny. Łączy ich chęć zrobienia czegoś dla innych. To właśnie dlatego w dalszej części akcji śledzimy ich poczynania w korpusie medycznym armii amerykańskiej. Taka służba kosztuje wiele wyrzeczeń. Poza tym przepełniona jest licznymi wewnętrznymi rozterkami i wyzwaniami dnia codziennego. Choroby, cierpienie, walka o życie to tylko podstawowe z nich.
  • Autorka rzuca nas w wir wydarzeń, toczących się na dwóch wojennych frontach. Trudne warunki szpitala polowego, regularne bombardowania, brak odpowiednich środków higienicznych i dostaw świeżego jedzenia oraz uciążliwi pacjenci. To tylko część problemów, z którymi muszą zmierzyć się nasze bohaterki. Z dala od bliskich skazane są bowiem tylko na siebie.
  • To nie jest jakaś wybitna literatura, jednak losy poszczególnych postaci tak wciągają czytelnika, że nieświadomie przewraca on kolejne strony powieści w oczekiwaniu na ostateczne zakończenie akcji. Warto przeczytać, aby choć trochę zapoznać się ze światem pielęgniarek wojennych.
  • moja ocena: 6/10

Portret Doriana Graya Oscar Wilde (Wydawnictwo Vesper) 

  • Portret Doriana Graya” to skarbnica mądrych, życiowych cytatów.
  • Cieszę się, że w końcu mam tę książkę za sobą. Podchodziłam do niej już wielokrotnie, czytałam kilka stron i wciąż odkładałam ją na później. Kiedy uparłam się, że przebrnę przez tę historię, to wcale lekko nie było. Styl pisania autora to kompletnie nie moja bajka, główny bohater denerwował mnie swoim zapatrzeniem w siebie a lord Henry wkurzał rzucanymi na prawo i lewo uwagami. Do tego wszystkiego miałam dziwne wrażenie, że gdzieś już to czytałam. Po namyśle uznałam, że z tajemniczych względów fabuła kojarzy mi się z „Kiedy byłem dziełem sztuki” E.-E. Schmitta.
  • Doceniam przekaz tej historii i jej przerażającą aktualność w dzisiejszych czasach. Czy będę ją polecać na prawo i lewo? Niekoniecznie. Dla mnie była to bowiem jednorazowa przygoda.
  • moja ocena: 5/10

Zerwa Remigiusz Mróz, cykl: Komisarz Forst (tom 5) (Wydawnictwo Filia) 

  • Uwaga spoiler (zaznacz tekst, aby odczytać): Wiktor, Ty to jesteś kozak! Trochę chciałabym być Tobą. Łazisz po tych górach, latasz do słonecznej Hiszpanii i zawsze wychodzisz cało z każdej opresji. Nie straszne Ci słone wody, wysokie szczyty i zapyziałe nory. Normalnie niezniszczalny facet z Ciebie. To głupie, ale ciekawe co musiałbyś zrobić, żeby zginąć?
  • No i co ja zwyczajna, krucha dziewczyna mogę napisać o tej całej „Zerwie”? Ano, podobała mi się. Nie mogłam się powstrzymać przed przesuwaniem kolejnych stron i z niecierpliwością czekałam na finał całej pentalogii. Ukradkiem spoglądałam na telefon, kiedy nie mogłam poświęcić czasu na czytanie. Pociły mi się dłonie, myśli krążyły wokół Zakopanego, ba! ja nawet obgryzłam dwa paznokcie. W sumie mogłam pominąć ten ostatni fakt.
  • Mogłabym teraz rozważyć wszystkie za i przeciw, ale ciężko jest mi to zrobić bez zdradzania szczegółowych fragmentów z książki. Wyznam zatem: co działo się w „Zerwie„, zostaje w „Zerwie„.
  • Zdradzę jedynie, że cieszę się, ponieważ pewne furtki nareszcie zostały zamknięte. Oby bezpowrotnie. Smucę się, bo Remigiusz Mróz zostawił mnie z dziurą w sercu. No cóż, nie potrafię sobie poradzić z losem mojej ulubionej bohaterki.
  • Dodam zatem jeszcze dwie rzeczy: 1. Mam nadzieję, że kolejnych przygód Forsta już nie będzie. Nawet w innej serii. 2. Satysfakcjonuje mnie zakończenie całej historii, choć nadal uważam, że powinna pozostać jedynie trylogią.
  • moja ocena: 6/10

Tatuażysta z Auschwitz Heather Morris (Wydawnictwo Marginesy) 

  • Lale żył zgodnie z mottem: „Jeśli budzisz się rano, to znaczy, że jest dobry dzień.”.”
  • Gdybym powiedziała, że ta książka przypadła mi do gustu, to pewnie spojrzelibyście na mnie z pewną niepewnością w oczach. Jakim bowiem cudem pozycja o takiej tematyce, może się komuś spodobać?
  • To niesamowite, co zrobił ze mną „Tatuażysta z Auschwitz„. Nie wiedziałam, gdzie się schować, jak przyswoić to, co czytam. To niezwykła opowieść, która wzbudziła we mnie bardzo skrajne emocje.
  • Przez głowę wciąż przelatywały mi nowe pytania: Jak ja bym postąpiła w sytuacji zagrożenia życia? Czy byłabym w stanie ryzykować? Czy miałabym odwagę tatuować innych więźniów? Czy bohater miał wyrzuty sumienia? Czy miał inne wyjście? Czy śniły mu się koszmary? Dylemat za dylematem. Odpowiedzi nadal nie znalazłam, choć minęło już kilka miesięcy od przeczytania tej książki.
  • Ta historia jest przerażająca, bezlitosna, drastyczna i budująca zarazem. Bestialstwo i okrucieństwo miesza się z codzienną walką i nadzieją na lepsze jutro. Z jednej strony, bohaterowie pokazują, że miłość rodzi się wszędzie. Nawet w największym bagnie. Z drugiej strony, na każdej stronie śmierć bezczelnie wyłazi z kartek i wpycha się z buciorami w nasze życie. Nie daje o sobie zapomnieć. Nie daje zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Powinniśmy pamiętać. Takie pozycje powinny powstawać i uświadamiać ludzi w różnych krajach. To kolejny kawałek naszej historii, historii świata. Historii, która może się niestety powtórzyć. Nikt bowiem nie zagwarantuje nam, że kiedyś nie będziemy zmuszeni codziennie walczyć o swoje człowieczeństwo.
  • moja ocena: 8/10

Minione chwile Gabriela Gargaś (Wydawnictwo Filia) 

  • Kiedy mam ochotę na ciepłe, wzruszające historie, sięgam po twórczość Gabrieli Gargaś. Nie wymagam od tych książek zbyt wiele. Nie spodziewam się żadnych fajerwerków a jedynie mile spędzonego wieczoru. Pozycje napisane przez tę autorkę mają po prostu ukoić moje skołatane serduszko. Czy „Minione chwile” spełniły swoje zadanie?
  • Podczas lektury skupiłam się na tle opowieści, czyli Szkocji. Wrzosowiska, wzburzone morze, skaliste klify, brukowane uliczki, zakamarki miast i wielkie stare dwory. Ajjj ♡ Niby nie ma tego zbyt wiele, ale czytelnicze oko osoby kochającej podróże, na pewno to wszystko uchwyci. Szczególnie, że te opisy tworzą niezły klimat. Trochę niedostępny i dziki, ale jednocześnie przepełniony ludźmi.
  • Gabriela Gargaś zaprezentowała bowiem życie polskich emigrantów. Widoczne są ich problemy ze znalezieniem pracy i mieszkania, kontakty z innymi mieszkańcami szkockich miasteczek oraz dylematy typu: zostać czy może jednak wrócić do Polski? Cieszy mnie to, że autorka nie wybieliła tego wszystkiego i pokazała ciemne strony życia poza ojczystym krajem.
  • Jeśli chodzi o same historie głównych bohaterek, to nawet przypadły mi one do gustu. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, równolegle poznajemy dzieje Anny oraz jej pracodawczyni, Lady Abigail. Żadna z tych kobiet nie jest idealna, dlatego ich historie także takie nie są. Miłość przeplata się z nienawiścią, wielka radość z ogromnym smutkiem, pożądanie z buntem i niechęcią. Nic nie jest takie, jak się początkowo wydaje. Szczególnie uczucia pomiędzy dwojgiem ludzi.
  • Niestety miałam spory problem z konstrukcją powieści. Czegoś mi zabrakło, trudno było mi się przyzwyczaić do skoków w czasie i szybkich zmian zachowań bohaterów. Do tego strasznie irytował mnie były facet Anny. Po czasie muszę również przyznać, że zupełnie nie pamiętam zakończenia tej książki, mimo że była ona całkiem dobra i mogłabym polecić ją fankom lekkich historii na jeden (najlepiej jesienny) wieczór.
  • moja ocena: 6/10

Tajemna historia czarownic Louisa Morgan (Wydawnictwo Prószyński i S-ka) 

  • Co tam powtarzalność czy wymyślne nawiązania do historii Europy. Co to była za klimatyczna książka!
  • Lubicie magię? Te wszystkie fiolki z tajemniczą zawartością, eliksiry przyrządzane potajemnie w piwnicy, zioła zbierane na okolicznych łąkach w czasie mglistych poranków, dziwne talizmany i księgi chowane przed wzrokiem ludzi. No i to życie w zgodzie z matką naturą oraz zgromadzenia mające miejsce w ukrytej grocie. Brzmi cudownie, prawda?
  • Tajemna historia czarownic” to niezwykła saga historyczna, która prezentuje czytelnikom losy aż pięciu pokoleń. Poznajemy niesamowite matki i córki, które są obdarzone magicznymi mocami. Śledzimy dzieje silnych kobiet, które ze względu na liczne zagrożenia, ukrywają swoje zainteresowania i pochodzenie nawet przed najbliższymi.
  • To ciągła walka ze złymi mocami, ucieczki przed łowcami czarownic i wewnętrzne rozterki bohaterek. Używając otrzymanego daru do własnych celów, muszą czasem płacić bardzo wysoką cenę.
  • Czy historie babć czegoś ich nauczą, czy każda z nich obierze własną drogę? Czy mężczyźni w końcu zrozumieją przeznaczenie swoich kobiet, czy ciągle będą one musiały ciągle potajemnie wymykać się z domu? Przeczytajcie tę książkę a na pewno znajdziecie w niej odpowiedzi na te pytania.
  • moja ocena: 7/10

Droga na koniec świata Marcin Kretkiewicz (Wydawnictwo Novae Res) 

 

Szlak świętego Jakuba to tylko droga, którą codziennie wędrujecie do celu. Prawdziwą drogę przemierzacie zaś w swym sercu. To właśnie tam zachodzą najbardziej znaczące zmiany, których teraz jeszcze nie jesteście w stanie dostrzec. Kiedyś być może uda się wam je zobaczyć. Teraz jedyne, co musicie robić, to po prostu iść.

 

 

  • Droga na koniec świata” to najlepsza książka opowiadająca o Camino de Santiago, jaką dotychczas przeczytałam.
  • Ten europejski szlak pielgrzymkowy co roku przyciąga zagubionych ludzi, poszukujących własnej ścieżki życia. Jednym z nich jest Paweł, główny bohater tej historii. Człowiek młody i pełen obaw. Ktoś, z kim wielu z nas może się utożsamić.
  • Marcin Kretkiewicz stworzył coś, co czyta się bardzo płynnie i przyjemnie. Zawarł w tej książce całą prawdę o Camino. Dzięki autorowi miałam wrażenie, że po raz drugi wędruję tą drogą. Pokonywałam kolejne kilometry w pełnym słońcu, ocierałam pot z twarzy i rozglądałam się z utęsknieniem za szklanką chłodnej wody. Poznawałam osoby, z którymi połączyły mnie niezwykłe zbiegi okoliczności oraz jadłam kolację w otoczeniu chłodnych murów i gorących serc. Ponownie rozważałam wszystkie dostępne opcje przyszłości, grzebałam w swojej przeszłości i płakałam nad toczącą się teraźniejszością.
  • Owszem, w „Drodze na koniec świata” znaleźć można sporo filozoficznych rozważań i fragmentów dotyczących wiary w Boga. Mnie one jednak zupełnie nie przeszkadzały. Może wynikać to z tego, że z większością tych myśli, po prostu potrafię się zgodzić. Ta wybuchowa mieszanka porusza także tematy codzienne, takie jak poszukiwanie miłości, toksyczne znajomości, spełnianie wymagań bliskich, umiejętność zarządzania czasem czy zwyczajna załamująca człowieka bezsilność. Tematy trudne, ale zarazem niesamowicie potrzebne.
  • To idealna pozycja dla osób, które Drogę św. Jakuba mają już za sobą oraz dla tych, którzy dopiero myślą nad jej pokonaniem. Wartość tej książki określa jej użyteczność. Niektórym przypomni ona bowiem o tym, co w tym szlaku jest najważniejsze. Innych może ona zainspirować do wzruszenia w tę podróż. Do zrobienia tego najtrudniejszego, pierwszego kroku.
  • Musicie jednak wiedzieć, że dla każdego z was droga ma inną odpowiedź. To zaś, czy uda się wam do niej dotrzeć, nie zależy tylko od was. Nie zawsze bowiem ktoś jest gotów, by ją poznać. Camino to taki niezwykły szlak, który każdemu z osobna i w najlepszy dla niego sposób ukazuje jedynie to, co w danym momencie gotów jest zrozumieć. Dlatego musicie być cierpliwi i z uwagą nasłuchiwać tego, co ma wam do powiedzenia wasze serce. I nie oczekujcie zbyt wiele. Przyjmujcie wszystko z wdzięcznością.
  • moja ocena: 7/10

Pył z landrynek Katarzyna Kobylarczyk (Wydawnictwo Czarne) 

  • Jestem rozczarowana. Spodziewałam się wyczerpującego spojrzenia reporterki a otrzymałam ogólnikowe opowieści turystki, która tu była, tam była, na to tylko zerknęła, ale książkę napisała.
  • Podtytuł: „hiszpańskie fiesty” dał mi nadzieję na intrygujący zbiór reportaży dotyczących różnorodnych wydarzeń, mających miejsce w słonecznej i gorącej Hiszpanii. Opis wskazywał na to, że pogoń za fiestami dostarczy mi dzikości, magii chwili i opisów przenoszących mnie z miejsca na miejsce. Owoc trzech lat zbierania materiałów jest moim zdaniem totalnym niewypałem.
  • Wydaje mi się, że te krótkie formy to raczej luźne notatki z dziennika lub wpisy dobre na bloga podróżniczego. Teoretycznie powinny być one bardzo ciekawe, praktycznie jest z tym już dużo gorzej. Według mnie nie są one dopracowane, przez co w książce pojawia się mnóstwo nieistotnych informacji. Historie poszczególnych wydarzeń zostały zmieszane z zachowaniami mieszkańców i dużą ilością osobistych uwag, niewnoszących nic do tekstu.
  • Styl pisania Katarzyny Kobylarczyk również pozostawia wiele do życzenia. Jest po prostu irytujący. Autorka ciągle używa denerwującej formy my, nie tłumacząc przy tym, kogo ma na myśli.
  • Autorka wprowadza zamęt. Często zaczyna jakiś temat i po chwili sama go urywa. Nie docieka, nie obchodzą jej szczegóły, woli uciekać niż zgłębiać dane zagadnienie. Kilkukrotnie odchodzi z niczym, porzucając temat. Biorąc pod uwagę, że to z założenia reportaż, jest to co najmniej dziwne.
  • Poza tym w „Pyle z landrynek” panuje chaos. Różne miejsca, daty, sytuacje. Brak jakiegokolwiek sensownego ułożenia zgromadzonych treści.
  • Moim zdaniem, hiszpańskie fiesty to temat z ogromnym potencjałem, którego Katarzynie Kobylarczyk nie udało się udźwignąć.
  • Na koniec dodam, że mnie zabrakło także zdjęć, które pokazywałyby te wszystkie wydarzenia.
  • moja ocena: 3/10

W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy Barbara Demick (Wydawnictwo Czarne) 

  • Gdzie indziej też można cieszyć się życiem, ale nie tak jak w Sarajewie. To miasto ma wyjątkową duszę.
  • Sarajewo to moje ulubione europejskie miasto. Rok temu wręcz bezczelnie zrzuciło z pierwszego miejsca magiczny Rzym i bez ostrzeżeń rozgościło się w moim sercu. Ta stolica posiada wszystko to, co lubię. Z zewnątrz wydaje się szarym i owianym ponurą historią miastem, ale wewnątrz wszystko jest takie, jakie być powinno.
  • To dziwne wrażenie spacerować po ulicy, o której później czyta się w książce. Widzieć codzienność, która jeszcze kilkanaście lat temu była zupełnie inna. Zachwycać się budynkami, które tak wiele przeszły. Podziwiać starszych ludzi, którzy radzą sobie w takiej okolicy i śmiało podchodzą z ciężkimi zakupami pod górkę. Tak naprawdę, ta pozycja nie porusza tylko i wyłącznie tematu życia na jednej z sarajewskich ulic, ale także omawia realia wojny toczącej się w całej przestrzeni tego miasta.
  • Autorka wielokrotnie dopuszcza się powtórzeń niektórych szczegółów oraz nieco chaotycznie opisuje pewne sprawy. Zarzuty w stosunku do niej nie są tu jednak najważniejsze. To opisywana rzeczywistość budzi przerażenie w czytelniku. Potrząsa nim, zmusza go do refleksji.
  • W oblężeniu. Życie na sarajewskiej ulicy” prezentuje tyle faktów, ile była w stanie zgromadzić autorka przez lata swojej ciężkiej pracy. W książce śledzimy dzieje całych rodzin oraz losy poszczególnych bohaterów, mieszkańców, osób z krwi i kości. Podążamy z nimi do pracy, szkoły czy nocnego klubu. Chowamy się w ciemnych piwnicach przed ostrzałem snajperów. Walczymy o lepszy byt dla bliskich i nielegalnie ciągniemy prąd, aby móc ugotować posiłek z resztek dostępnych produktów. Udajemy się po wodę na drugi koniec miasta, choć nie jesteśmy pewni, czy będziemy w stanie potem wrócić do domu. Martwimy się o osoby zaginione oraz modlimy za tych, których los nie oszczędził. Jesteśmy bezsilni i łzy płyną nam z oczu. Nic nie możemy zrobić. Musimy czekać.
  • Ta pozycja to codzienność, w której nikt z nas nie chciałby żyć. Właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.
  • moja ocena: 10/10, polecam! ♥

Wielka samotność Kristin Hannah (Wydawnictwo Świat Książki) 

  • Prawda jest taka, że choć „Słowik” wywołał we mnie szybsze bicie serca, to najnowsza książka Kristin Hannah od początku mnie do siebie nie przyciągała. Niby ucieszyłam się, że autorka wydaje kolejną powieść, ale nie czekałam na nią z niecierpliwością ani nie liczyłam na palcach dni do premiery. Szczerze mówiąc, początkowo nawet nie miałam jej w swoich czytelniczych planach.
  • Po książkę jednak sięgnęłam, choć sama nie wiem dlaczego. Okładka nie budziła we mnie przecież żadnych emocji a opisu przed rozpoczęciem lektury w ogóle nie przeczytałam. Coś mnie podkusiło, no i… chyba nie żałuję.
  • Styl pisania autorki ponownie mnie zauroczył, ale tak naprawdę to Alaska zrobiła mi dobrze. Jejku, jakie to było pod tym kątem wyśmienite! W sensie ta część Stanów Zjednoczonych, te zapierające krew w żyłach opisy. Dzika przyroda, jeszcze bardziej dzikie zwierzęta i najbardziej dzicy ludzie. Taka Alaska mnie pociąga, kusi, wabi. Chciałabym spróbować życia w tym miejscu. Chciałabym obawiać się zimowej ciemności i oczekiwać nadchodzącego lata. Chciałabym żyć w takiej niewielkiej społeczności, w której wszyscy się znają. W ogóle drugoplanowi bohaterowie to dla mnie kolejny bardzo duży plus tej książki. Każdy z nich jest inny, ma swoje ciemne i jasne strony.
  • Wielka samotność” to dramat nawet nie jednej a dwóch rodzin. Ta książka budzi przerażenie, zniesmaczenie, smutek, złość. To nie jest łatwa pozycja. Wielokrotnie miałam ochotę wziąć matkę głównej bohaterki, porządnie nią potrząsnąć i czekać na jej reakcję. Dla mnie ta postać była tak irytująca, że odbierała mi całą przyjemność z czytania. Nigdy nie zrozumiem kobiet, które są w takiej sytuacji i nie potrafią, nie chcą się sprzeciwić. Nawet późniejsze wydarzenia to dla mnie marne pocieszenie.
  • Denerwowało mnie także powtarzanie drobnych szczegółów, których na pierwszy rzut oka czytelnik nie byłby w stanie wyłapać, ale ja po prostu uwielbiam tego typu rzeczy i zwracam na nie uwagę. Poza tym zakończenie również okazało się niestety dość przewidywalne.
  • moja ocena: 6/10

Zaplątana miłość Karolina Wilczyńska, cykl: Stacja Jagodno (tom 1) – Wydawnictwo Czwarta Strona 

  • Bo zrezygnować z czegoś, co lubimy, tylko dlatego, żeby komuś zrobić na złość, wiele kosztuje. Zwłaszcza, gdy tak naprawdę mamy na to coś ochotę.
  • Poszukując książek odpowiednich na nadchodzące lato, trafiłam na propozycję Marty z instagramowego konta @marta.mrowiec .
  • Po przeczytaniu całkiem przyjemnego i lekkiego opisu „Zaplątanej miłości”, postanowiłam sięgnąć po tę właśnie książkę. Oczekiwałam uroczej historii z bohaterami, których da się polubić. Chciałam swojskości, do której będę mogła wracać w ciepłe wieczory.
  • Szczerze mówiąc, wszystko to otrzymałam a ta historia, wciągnęła mnie na dobre. Nie mogłam się oderwać od sięgania po kolejne tytuły z tej serii. Zresztą autorka celowo nie zakończyła kilku wątków w pierwszej części, tak aby zainteresowany czytelnik przeczytał również dalsze losy bohaterów.
  • Rozdziały są krótkie i zawierają sporo dialogów, dlatego tę książkę połknęłam w ciągu kilku godzin, nie wiedząc nawet, kiedy ten czas upłynął. Przeniosłam się na polską wieś pełną tajemnic i do Kielc, które pokazały mi swoje nowe oblicze.
  • Co uważam za największy plus tej historii? Różnorodne, pełnokrwiste postaci. Jestem przekonana, że każdy czytelnik odnajdzie swojego ulubieńca i będzie mógł się z nim w jakimś stopniu utożsamić. Dlaczego? Tak naprawdę to nie jest wcale taka płytka pozycja, jak niektórzy mogą uważać. Autorka poruszyła w niej bowiem sporo ważnych tematów, które są mniej lub bardziej opisane. Nie ma co ukrywać, że ta obyczajówka skierowana jest przede wszystkim dla kobiet. Mężczyźni mogą się nie odnaleźć w stylu pisania Karoliny Wilczyńskiej, choć patrząc na treść, faceci powinni przeczytać tę książkę. Mogliby wiele się z niej nauczyć a nam kobietom, byłoby później nieco łatwiej 😉
  • Wracając jednak do wątków zawartych w „Zaplątanej miłości”. Książkoholicy otrzymają między innymi radzenie sobie z samotnym macierzyństwem i kłopotami związanymi z dorastająca nastolatką, pracoholizm, samotność, spełnianie wygórowanych wymagań rodziców czy handel narkotykami. Bardzo podoba mi się, że nie wszystko w tej historii jest takie idealne. Nie ma wyidealizowanych mężczyzn ani kobiet mających figury modelek prosto z okładek czasopism. Nie ma pięknej, śnieżnej Wigilii, która pojawia się w wielu podobnych pozycjach. Jest za to taka zwyczajna codzienność, przedstawiona w bardzo realistyczny sposób: rozlana kawa, stłuczony talerz i małżeńska kłótnia. Co do samych postaci, moją ulubienicą jest Róża. Ta staruszka o wielkim sercu i wspaniałym charakterze dzieli się przemyśleniami, które otulają ciepłem i spokojem ducha. Złote rady udzielane przez tę bohaterkę są odpowiednie dla ludzi w każdym wieku. Na tę chwilę nie polubiłam Marysi, choć jej buntowniczy charakter został świetnie wykreowany. Mam nadzieję, że z biegiem czasu ta postać zmieni nieco swoje nastawienie do otaczającego ją świata.
  • Na koniec dodam, że zakochałam się w krajobrazie Jagodna i Borowej. Są gęste lasy i polne dróżki. Jest zalew ze skarpą i okolica, w której większość mieszkańców zna się nawzajem. Są fiołkowe konfitury, mały biały domek i rąbanie sterty drewna. Klimat miasteczka gminnego i świętokrzyskiej wsi to zdecydowanie moja bajka.
  • Dlaczego po tylu miłych słowach dałam tej pozycji tylko sześć gwiazdek? Co mam jej do zarzucenia? Chyba jedynie to, że jest ona zbyt prosta. W moim odczuciu zabrakło jej takiej magii, która uczyniłaby tę książkę wyjątkową dla mnie. Nie dla innych a dla mnie samej. Czy jednak zwyczajnością nie można się cieszyć i miło spędzić przy niej czasu? Ależ oczywiście, że można! Właśnie dlatego nie żałuję ani minuty spędzonej przy „Zaplątanej miłości”.
  • moja ocena: 6/10

Marzenia szyte na miarę Karolina Wilczyńska, cykl: Stacja Jagodno (tom 2) – Wydawnictwo Czwarta Strona  

 

– Może dawniej ludzie mieli więcej czasu na miłość?
– Więcej czasu?
– No tak. Nie spieszyli się. Powoli poznawali, musieli się dłużej starać, czekać na pocałunek czy seks. A potem nie spieszyli się tak ciągle, mieli czas na rozmowy, na przyjrzenie się drugiej osobie, zauważenie jej. A teraz – wszystko szybko – od razu do łóżka, potem ciągła gonitwa, bo przecież praca i zarobić trzeba na tyle rzeczy, nie? No i nie ma kiedy popatrzeć na tego, obok kogo się budzisz. Zresztą po co? Zawsze można zamienić na inną osobę. Tak jak z ciuchami – wiesz, że jakość kiepska, tu odstaje, tu uciska, ale ważne, że na początku dobrze wygląda, bo i tak w kolejnym sezonie spodoba ci się coś innego. A dawniej kupowało się rzeczy na lata, więc trzeba było dobrze wybrać, dopasować i dbać.

  • Prawda jest taka, że choć trochę skarżyłam się na zwyczajność „Zaplątanej miłości„, to i tak nie potrafiłam odmówić sobie sięgnięcia po drugą część Stacji Jagodno. Tak bardzo polubiłam niektórych bohaterów, że po prostu musiałam zobaczyć, jak zakończą się pewne wątki poruszone jeszcze w pierwszej części. Autorka jednak wciąż nie przestaje mnie zaskakiwać. Pojawiły się bowiem kolejne historie, których zakończenia znowu chciałabym poznać. Wyczuwam potencjał w wielu wydarzeniach i czuję, że trzecia książka będzie petardą 😉
  • Czym zatem kusi nas Karolina Wilczyńska? Tajemniczym starym domem na leśnej polanie, dziwnym leśniczym który nie wzbudził mojego zaufania, znikającym od czasu do czasu Łukaszem, małą uroczą Nikolką i panną Zuzanną, której po prostu nie da się nie lubić.
  • W „Marzeniach szytych na miarę” zwróciłam uwagę przede wszystkim na barwne opisy. Całe otoczenie dworku zostało przedstawione w interesujący sposób. Aż ma się ochotę napić herbaty razem z jego mieszkankami. Sielskość polskiej wsi była o wiele ciekawsza niż przestrzeń samych Kielc. W książce znajdziemy także fragmenty opisujące wojnę i życie podczas jej trwania, dzięki czemu cofniemy się w przeszłość niektórych bohaterów.
  • Poza tym w tej części widać kobiecą siłę i pomysłowość. Oczywiście nie obyło się bez typowych rozterek sercowych, zapachów unoszących się w kuchni i prostoty dnia codziennego. Emocje grają tu jednak dość istotną rolę. Razem z bohaterami doświadczamy złości, smutku, radości, zniecierpliwienia, bezsilności i stanu zakochania. Doświadczamy życia. Prawdziwego, chwytającego za serce życia.
  • moja ocena: 7/10

Nie zapytam, co przeczytaliście w maju. Pewnie nawet już o tym nie pamiętacie. Dajcie mi zatem znać, co ciekawego pochłonęliście w ostatnim czasie albo co myślicie o książkach z powyższej listy. Może sami sięgnęliście kiedyś po te tytuły? Trzymajcie się ciepło, Kinga.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron poszczególnych wydawnictw.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Przeczytane w kwietniu

Jest czerwiec, ale… może jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w kwietniu? 🙂

Trzeci biegun Marek Kamiński (Wydawnictwo Agora) 

  • Do książek o Camino de Santiago podchodzę z cichą nadzieją, że przeniosą mnie one w świat, który już opuściłam, a do którego na pewno chciałabym kiedyś wrócić. Zawsze przeżywam wszystko razem z bohaterami, śmieję się ze znanych zachowań i zachwycam się mijanymi po drodze miejscami.
  • Jestem zawiedziona, że nie znalazłam w tej książce niczego dla siebie. Momentami naprawdę ciężko czytało się to wszystko. Podejmowane tematy po prostu mnie przytłoczyły. Miałam dość. Zabierałam się za tę pozycję z wielkim entuzjazmem, ponieważ byłam ciekawa jak Marek Kamiński opisał swoje przeżycia związane z Camino de Santiago. Liczyłam na opis przygotowań, samej Drogi i wrażeń po jej zakończeniu.
  • Niestety Trzeci biegun mnie pokonał. Jak dla mnie w książce pojawiło się zbyt wiele opisów historycznych oraz rozważań filozoficznych i duchowych. Zabrakło mi między innymi pociągnięcia wątków związanych z poznanymi w trasie ludźmi. Zapowiadały się one bowiem świetnie i aż szkoda, że nie wykorzystano ich potencjału w pełni.
  • Wiem, że ta pozycja nie wszystkim przypadnie do gustu. Na pewno znajdą się czytelnicy podobni do mnie oraz tacy, którzy odkryją w tej książce coś więcej niż słowa. Oby tych drugich było więcej.
  • moja ocena: 4/10

Ostatnia bitwa C. S. Lewis, cykl: Opowieści z Narnii (tom 7) (Wydawnictwo Media Rodzina) 

  • Cieszę się, że w końcu zakończyłam czytanie tej serii i mogę skreślić z listy BBC wszystkie przeczytane tytuły.
  • Ostatnia część przypadła mi do gustu, choć zdecydowanie nie zostanie ona moją ulubioną. Trochę się dłużyła a niektóre postaci nie były tak ciekawe jak w poprzednich tomach.
  • Polecam jako całość a nie osobne tytuły.
  • moja ocena: 6/10

Cabin Porn. Podróż przez marzenia – lasy i chaty na krańcach świata Zach Klain, Steven Leckart i inni… (Wydawnictwo Smak Słowa)  

  • Przez ostatnie lata autorzy książki zgromadzili setki opowieści i zdjęcia ponad 12 tysięcy chatek własnoręcznie wzniesionych przez ludzi, którzy robili, co mogli, by być blisko ważnych dla siebie miejsc. W niniejszej książce prezentują ponad dwieście małych domów, które wybrali ze swojego obszernego archiwum z nadzieją, że staną się one inspiracją dla Czytelnika. Ponadto, udostępnili dziesięć niezwykłych, ilustrowanych zdjęciami opowieści (opis pochodzi ze strony wydawnictwa).
  • Czytajcie, oglądajcie, podziwiajcie!
  • moja ocena: 10/10 ♥

Rok 1984 George Orwell (Wydawnictwo Muza) 

  • Bardzo ciężko oceniać klasyki. Szczególnie te, które przypadły do gustu szerokiemu gronu czytelników.
  • Co oceniam na plus? Uniwersalność treści i idące za tym (nawet współcześnie) przerażenie. Świat, w którym nikt z nas nie chciałby żyć. Aneks o nowomowie, który wyjaśnił mi wiele wątpliwości. Opisy londyńskiej rzeczywistości i dnia codziennego (te wszystkie teleekrany, palenie książek, produkcja dzieci, tworzenie wygodnej historii i nowego języka). Przedstawienie Londynu bez tak ważnej w życiu zmysłowości i czułości. Samą historię głównych bohaterów, która jest ciekawa i świetnie się ją czyta.
  • Co oceniam na minus? Bardzo dużo trudnych do ogarnięcia fragmentów politycznych (mogą stać się one zmorą dla osób, które polityki nie rozumieją i za nią po prostu nie przepadają). Nudne fragmenty osobistych rozważań głównego bohatera. Treści, których przekaz powtarza się co kilka, kilkanaście stron. Motyw książki w książce (urywki podręcznika były dla mnie jednym z gorszych elementów).
  • Przez cały czas czytania, zastanawiałam się, czy wolałabym żyć jako człowiek z ministerstwa, czy jako prol. Nadal nie znalazłam dobrej odpowiedzi. Może Wam się to uda.
  • moja ocena: 4/10

Oczy czarne, oczy niebieskie Maria Wiernikowska (Wydawnictwo Zwierciadło) 

  • To nie do końca książka, której się spodziewałam jeszcze przed rozpoczęciem czytania. Znalazłam w niej bowiem sporo fragmentów o… pracy korespondenta wojennego. Poza tym ta historia przepełniona jest osobistymi momentami z życia sprzed Camino oraz uwagami i przekonaniami autorki, z którymi za żadne skarby nie mogłabym się zgodzić. To jak Maria Wiernikowska wypowiada się na temat innych kobiet czy ludzi w ogóle, przeszkadzało mi w pozytywnym odbiorze tej pozycji. Każdy ma jednak prawo głosić swoje zdanie, dlatego postaram się nie rozwijać tego wątku.
  • Jeśli chodzi o samo Camino de Santiago, to znajdziecie w tej książce naprawdę niewiele opisów i przydatnych informacji praktycznych dotyczących Drogi Francuskiej. Najciekawsze były fragmenty o pielgrzymach spotykanych na szlaku, caminowej rzeczywistości i małych cudach, które miały tam miejsce.
  • Gdybym miała podsumować swoją opinię to powiedziałabym, że treści dotyczące samego Camino są całkiem spoko i da się je czytać, jednak treści nawiązujące do życiorysu autorki zupełnie mnie do siebie nie przekonały i odebrały mi przyjemność z czytania.
  • moja ocena: 4/10 

Dobra Przystań Anna Łajkowska (Wydawnictwo Prószyński i S-ka) 

  • Piękna okładka książki to nie wszystko. Liczy się również interesujące wnętrze, którego w tym przypadku niestety zabrakło. Czym jest zatem Dobra Przystań? Prostą historią osadzoną w malowniczej scenerii. Powiedziałabym nawet, że prostą, niczym niewyróżniającą się a miejscami wręcz irytującą historią.
  • Marianna jest typową panią domu: matką i żoną w jednym. Dba o rodzinne ciepło, opiekuje się najbliższymi, a do tego nie posiada własnego zdania i popełnia czyny, którymi sama gardzi u innych. Pewnego dnia jej mąż oznajmia, że odchodzi. Wtedy kończy się sielanka a zaczyna prawdziwa komedia, w której szczegóły wchodzić nie będę, bo nie chcę zdradzać fabuły osobom zainteresowanym. Dodam tylko, że Dobra Przystań porusza kilka ważnych tematów, które zostały wręcz przygniecione wątkami miłosnymi. Szkoda, bo widziałam w nich potencjał.
  • Jestem przekonana, że ta pozycja podzieli czytelników. Jedni będą stali po stronie Marianny, inni po stronie Huberta. Jedni będą wspierać samotną kobietę, którą porzucił mąż a drudzy będą kibicować facetowi, który zostawił zaborczą żonę. Mnie w tej całej historii zabrakło psychologicznego wyjaśnienia niektórych zachowań bohaterów. Nie rozumiałam postępowania głównej bohaterki ani nie potrafiłam się z nią zidentyfikować. Ona naprawdę mnie irytowała!
  • Zakończenie tej książki nie ma niestety większego sensu.
  • Jakie jeszcze minusy zauważyłam? Przeszkadzała mi konstrukcja samego tekstu. Fragmenty skierowane bezpośrednio do czytelnika nie wnosiły nic nowego do historii i były po prostu banalne. Czasem miałam również wrażenie, że coś mnie… ominęło, choć to akurat trudno wytłumaczyć bez konkretnych przykładów.
  • Nie chcę być aż tak okrutna w stosunku do tej pozycji, dlatego na zakończenie napiszę, że uwielbiam ten małomiasteczkowy klimat. Każdy każdego zna, rzeka wije się leniwie wśród pól a mieszkańcy mają domki z ogródkami ♥
  • Książkę niestety odradzam, ponieważ uważam, że na rynku mamy sporo lepszych polskich obyczajówek.
  • moja ocena: 3/10

Początek Dan Brown, cykl: Robert Langdon (tom 5) (Wydawnictwo Sonia Draga) 

  • Podchodziłam do tej książki z dość dużą rezerwą, ponieważ wielu fanów Browna było nią zawiedzionych. Nie interesowałam się fabułą ani nie czytałam pojawiających się wszędzie recenzji. Zdawałam sobie jedynie sprawę z tego, że to wielki powrót autora i że akcja dzieje się w słonecznej Hiszpanii, do której mam tak wielki sentyment.
  • Swoje wrażenia mogę podsumować następująco: za mało Langdona w Langdonie. Głównego bohatera odłożę jednak na bok i zajmę się teraz innymi sprawami.
  • W trakcie lektury starałam się wyłapać wszystkie podobieństwa do innych pozycji z tej serii. Myślałam, że Początek mnie wciągnie, potrzyma w napięciu do ostatniej strony i pozwoli biegać za bohaterami po pięknych zakątkach Półwyspu Iberyjskiego. Niestety nie do końca tak było.
  • Po pierwsze, prolog nie był tak interesujący jak prologi w poprzednich książkach. Po drugie, rozdziały były miejscami zbyt długie i naładowane mało ciekawymi opisami, przez co po prostu wiało nudą. Po trzecie, zakończenia poszczególnych rozdziałów nie były tak niespodziewane, jak na przykład w Inferno. Po czwarte, historia była tak przewidywalna, że aż szkoda jej potencjału. W ogóle nie zaskoczyło mnie, kto jest winien temu wszystkiemu.
  • Wracając do Langdona. Widać, że ten bohater się postarzał. Z jednej strony to nic dziwnego, z drugiej odniosłam wrażenie, że nie ma już przez to dawnej charyzmy, siły i uroku osobistego.
  • Jakie zatem są plusy tej książki? Na pewno opisy hiszpańskiej architektury i kultury. Cudownie czytać o Bilbao i Barcelonie. Przez to znów miałam ochotę tam wrócić. Poza tym sama tematyka wydała mi się interesująca. Było powiązanie różnych dziedzin nauki, choć nie tak spektakularne jak można by było się tego spodziewać po napięciu budowanym od samego początku akcji.
  • Fanom Browna polecam. Możecie wyrobić sobie własną opinię na temat powrotu autora. Osobom zaczynającym przygodę z Brownem odradzam. Na rynku jest sporo jego lepszych książek.
  • moja ocena: 5/10

451° Fahrenheita Ray Bradbury (Wydawnictwo MAG) 

  • Cieszę się, że w końcu miałam szansę przeczytać tę książkę. Utwierdziła mnie ona w przekonaniu, że kartek z książek nie powinnam spalać nawet po to, aby zrobić ładne zdjęcia. Obiecuję, że będę wciskać 451 stopni Fahrenheita wszystkim osobom, u których zobaczę podobne fotografie. Bójcie się zatem! 😉
  • Nigdy nie czytałam niczego podobnego i na swój sposób tak straszliwie przerażającego. Jaki może być bowiem świat, w którym zakazuje się posiadania i czytania książek? Okrutny? Beznadziejny? A może niepełny? Wiem jedno. Nigdy nie chciałabym żyć w takich czasach. Nigdy.
  • Brałam kiedyś udział w Krajowych Zawodach Sportowo – Pożarniczych MDP. Biegałam z wężami strażackimi, spinałam łączniki, pokonywałam przeszkody i czułam się jak strażak. Może właśnie dlatego tak wciągnął mnie codzienny świat głównego bohatera, który wykonywał właśnie ten zawód. Tyle tylko, że on zamiast gasić, wzniecał. Guy Montag miał żonę i to jej postawa najbardziej irytowała mnie w tej pozycji. Pozostali bohaterowie zostali całkiem nieźle przedstawieni i pomimo niewielkiej liczby stron, można było się do nich przyzwyczaić i z zaparciem śledzić ich losy.
  • Tak naprawdę, ta książka pokazuje nam, jak wiele zyskujemy dzięki czytaniu i jak wiele możemy stracić, jeśli nie będziemy tego robić.
  • moja ocena: 8/10, polecam!

Życie stewardesy, czyli o tym, jak mierzyć wysoko i przekraczać granice Olga Kuczyńska (Wydawnictwo Burda Publishing Polska) 

  • Od dłuższego czasu śledzę profile społecznościowe Olgi i przyznaję, że bardzo lubię jej zaangażowanie oraz energię, którą wokół siebie roztacza. Niestety pozytywna osobowość to nie wszystko i z przykrością muszę wyznać, że w książce Życie stewardesy czegoś mi zabrakło. W moim odczuciu była to jedynie przeciętna pozycja.
  • Zacznę od plusów: lekkość pióra autorki (o dziwo, mnie nie przeszkadzał ten blogowy styl pisania, na który skarży się tak wiele osób), szczerość, pokazanie, że życie to nie tylko słodkie chwile, ale i gorzkie, trudne momenty. Poza tym wartości płynące z książki (są marzenia o które można walczyć i trzeba wierzyć, wspierać, być i ufać, tak po prostu) oraz fragmenty dotyczące osobistego życia Olgi (widać, że jest to ciepła, wierna, miła, uczciwa, dojrzała kobieta, która ma cudowną rodzinę i bliskich). Zapomniałabym o najważniejszym, czyli opisy szkoleń, sytuacji awaryjnych, wyposażenia samolotów (generalnie wszystko, co dotyczy lotnictwa).
  • Za minus uznałam natomiast powtórzenia, na które początkowo nie zwracałam większej uwagi, ale z każdą kolejną stroną stawały się one dla mnie nie do zniesienia. W drugiej części tej pozycji główna bohaterka zeszła na drugi plan, ponieważ pokazane są losy dziewczyny, której Olga próbowała pomóc (dla mnie ten materiał mógł znaleźć się w kolejnej książce autorki). Zresztą nie spodziewałam się, że historia zakończy się w takim momencie, myślałam że będzie ona zawierać więcej losów bohaterki. Na koniec dodam, że część zdjęć nic nie wnosiła i jak dla mnie mogłoby ich po prostu nie być.
  • Polecam głównie fanom życia w przestworzach oraz osobom, które śledzą losy Olgi.
  • moja ocena: 5/10

Nie zapytam, co przeczytaliście w kwietniu. Pewnie nawet już o tym nie pamiętacie. Dajcie mi zatem znać, co ciekawego pochłonęliście w ostatnim czasie albo co myślicie o książkach z powyższej listy. Może sami sięgnęliście kiedyś po te tytuły? Trzymajcie się ciepło, Kinga.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron poszczególnych wydawnictw.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Przeczytane w marcu

Jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w ubiegłym miesiącu? Oto książki przeczytane w marcu:

Tamte dni, tamte noce André Aciman (Wydawnictwo Poradnia K)

  • Czy już teraz, na samym początku powinnam otwarcie przyznać się do tego, że UWAGA: Pięćdziesiąt twarzy Greya podobało mi się bardziej niż Tamte dni, tamte noce? Albo może inaczej. Bohaterów Greya byłam w stanie bardziej ogarnąć, polubić i zrozumieć niż bohaterów tej pozycji.
  • Zacznę od plusów, żeby nieco załagodzić sytuację. Po pierwsze, obraz parnego Rzymu rozpalającego zmysły i niezwykle klimatyczna letnia willa, zlokalizowana gdzieś we Włoszech. Po drugie, postaci drugoplanowe, które skradły moje serce. Chodzi mi tutaj o tę uroczą chorą dziewczynkę, o wyrozumiałego ojca głównego bohatera i wszystkich pracowników willi. Po trzecie, stopniowe zdradzanie informacji o bohaterach. Podobało mi się, że dopiero z czasem dowiadujemy się o różnych faktach (m.in. o wyznaniach, zainteresowaniach). To byłoby na tyle, jeśli chodzi o pozytywne strony tej książki. Niestety to, czym zachwyca się większość odbiorców, mnie w tej pozycji okropnie denerwowało.
  • Jakie są zatem minusy? Przede wszystkim styl pisania. Ogromnie męczyłam się z rozbudowanymi zdaniami, które czasem brzmiały płytko i bezsensownie. Poza tym postać głównego bohatera. Rozumiem, że mając siedemnaście lat dużo myśli się o seksie, no ale niektóre uwagi były na poziomie chłopca z podstawówki. Zresztą, ile można czytać o espadrylach, kąpielówkach i oblizywaniu warg? 
  • Wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego ludzie tak krytykowali Greya a tej pozycji jakoś nie krytykują i zbiera ona praktycznie same pozytywne opinie. W moim odczuciu była ona miejscami równie obrzydliwa i niesmaczna. Nie wspominając nawet o tym, że wewnętrzna bogini była dla mnie mniej denerwująca niż myśli tego bohatera i jego ciągłe – obsesyjne wręcz – uwagi o fiucie. Serio?! Ja rozumiem, dojrzewanie, pożądanie i w ogóle, ale no. Szkoda, że autor nie dał nam bliżej poznać Oliviera, którego postać wydawała mi się ciekawsza.
  • O dziwo, mnie spodobało się zakończenie tej historii. Było normalne i życiowe. Nie wycisnęło ono moich łez, nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia ani nie zmieniło mojego życia. Podobnie jak cała książka.
  • moja ocena: 3/10

Jerozolima. Miasto Boga Ewelina Rubinstein (Wydawnictwo Psychoskok)

  • Była to pierwsza książka o Izraelu, jaką udało mi się w całości przeczytać. Dzięki niej poszerzyłam swoją wiedzę o tym państwie i o jego mieszkańcach. Ostatnio coraz bardziej przyciąga mnie ta część świata, więc miło było dowiedzieć się czegoś nowego i zgromadzić informacje praktyczne, które mogą przydać mi się podczas ewentualnego wyjazdu.
  • Plusy? Okładka przyciągająca wzrok. Krótkie rozdziały pozwalające na szybkie przeczytanie książki. Mało wymagający język (na pewno nie ma natłoku przytłaczających informacji jak w zwyczajnych przewodnikach) bogaty w zwroty typowe dla judaizmu i ortodoksyjnych Żydów. Opisy miast, kultury, tradycji, kuchni, polityki, życia codziennego, religii i orientacji seksualnej. Kolorowe zdjęcia będące uzupełnieniem tekstu. Mnóstwo ciekawostek zgrabnie wplecionych w tekst.
  • Polecam przede wszystkim czytelnikom rozpoczynającym swoją przygodę z Izraelem oraz osobom, które planują pierwszą podróż do tego kraju.
  • Książka przeczytana w ramach akcji #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 7/10

Bajki arabskie nie tylko dla dorosłych Georges Kass (Wydawnictwo Akademickie Dialog)

  • Krótki zbiór bajek, który jest dziełem Syryjczyka mieszkającego w Polsce.
  • Moim zdaniem ta pozycja przeznaczona jest przede wszystkim dla dorosłych. Myślę, że dojrzali czytelnicy więcej wyciągną z tych historii.
  • Książka o władzy, biedzie, uczuciach, poszukiwaniach, rodzinie. Miejscami jest okrutnie i przerażająco. Zwierzęta pojawiające się w bajkach idealnie odzwierciedlają zachowania ludzi. Mamy mysz jedzącą słowniki i gromadzącą w taki sposób wiedzę. Mamy karalucha, który zwiedził kawałek świata. Mamy myszkę, która poślubiła kocura. Mamy lisa, który sprzedawał tabletki na mądrość i niedźwiedzia kradnącego jabłka wiewiórkom. Niektóre historie są pouczające, inne niestety nudne.
  • Książka przeczytana w ramach akcji #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 4/10

Zaginiony symbol Dan Brown, cykl: Robert Langdon (tom 3) (Wydawnictwo Sonia Draga)

  • Jak dotąd najsłabsza powieść Dana Browna, którą miałam okazję przeczytać – bardzo ciężko było mi się wkręcić w fabułę (nie zaintrygowało mnie bowiem miejsce akcji) oraz naukowy język z mnóstwem zbędnych powtórzeń.
  • Książki tego autora są niezwykle schematyczne (główny bohater + kobieta + akcje nie z tej ziemi), ale ja i tak uwielbiam Langdona, któremu przytrafiają się te wszystkie historie.
  • Pościgi, zwroty akcji, tajemnicze miejsca, wciągające wątki (np. masoni w Stanach Zjednoczonych) oraz krótkie rozdziały sprawiają, że ta literatura rozrywkowa znajduje wielu odbiorców i fanów.
  • moja ocena: 5/10

Inferno Dan Brown, cykl: Robert Langdon (tom 4) (Wydawnictwo Sonia Draga)

  • Klimat włoskich miast, szybkość akcji, tajemnicze zagadki, niezwykłe zakamarki i ciekawi bohaterowie, składają się na mieszankę wybuchową, którą ja kupuję.
  • Akcja intryguje i wciąga od samego początku. Trzymałam kciuki za powodzenie wszystkich planów, łapałam się za głowę podczas wszelkich niepowodzeń i wręcz klaskałam, kiedy uświadomiłam sobie, co mogłoby się stać, gdyby takie sytuacje rzeczywiście miały miejsce.
  • moja ocena: 6/10

Vintage Living: Retro Style for Today’s Homes Anna Lambert, Nathalie Taverne (Lannoo Publishers)

  • Miejscami miałam spory problem z językiem angielskim i musiałam posiłkować się słownikiem. Książka zawiera bowiem bardzo dużo zwrotów z dziedziny historii sztuki i architektury wnętrz, których wcześniej nie znałam.
  • Jeśli chodzi o zdjęcia, to są one niewątpliwie plusem tej pozycji. Na widok części z nich, szybciej zabiło mi serducho.
  • Zebrany materiał jest niestety dość banalny. Samej treści jest całkiem sporo, ale większość z niej znałam już wcześniej. Wiadomo przecież, że dom mówi o jego mieszkańcach oraz że mieszkania urządzone przez nas samych powinny być równie unikalne jak my. Na pewno wiecie także o tym, że w dzisiejszych czasach wiele domów wypuszczanych jest hurtowo, przez co stają się one takie same i najzwyczajniej w świecie brakuje im indywidualności. Domownicy kupują to, co widzieli w Internecie zamiast skupić się na starannym wybieraniu tego, co pasuje do nich samych. Zastanówcie się, co czyni was w domu szczęśliwymi. Kto chciałby bowiem świetnie wyglądającą sofę, na której nawet nie da się posiedzieć, bo jest niewygodna? 😉 Nic odkrywczego, prawda?
  • moja ocena: 4/10

Wiem, że to było daaaawno temu, ale dajcie znać, co ciekawego przeczytaliście w marcu lub w ostatnim czasie. Życzę Wam również zaczytanej końcówki kwietnia!

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron następujących wydawnictw: Wydawnictwo Poradnia K., Wydawnictwo Sonia Draga, Wydawnictwo Psychoskok, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Lannoo Publishers.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

 

Przeczytane w lutym

Jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w ubiegłym miesiącu? Oto książki przeczytane w lutym:

Nieodnaleziona Remigiusz Mróz (Wydawnictwo Filia)

  • Chcecie bardzo szybki zarys fabuły? Ona. On. Opole. Brutalny napad. Niewyjaśnione zniknięcie bohaterki. Dziesięć lat ciszy. Zagadkowe pojawienie się na jednym ze zdjęć z koncertu. Poszukiwania. Zamęt. Niewyjaśnione sprawy. Pogoń. TO zakończenie.
  • Zacznę od plusów: wciągająca i szybko przeczytana (właśnie za to lubię twórczość tego autora). Poza tym podobało mi się umiejscowienie akcji w polskich miastach i miasteczkach oraz problem społeczny zawarty w tej książce (uprzedzam, są krwawe opisy przemocy domowej).
  • Po przeczytaniu tej pozycji, doszłam do wniosku, że co za dużo, to niezdrowo. Była to moja kolejna przygoda z Mrozem, ale w tym przypadku brak porządnego zakończenia (albo raczej wyjaśnienia) niektórych wątków, sprawił że część historii stała się po prostu niespójna i bezsensowna. Poza tym, bohaterowie bardzo przypominali postaci z innych książek tego autora. Szczerze mówiąc, miesiąc po ukończeniu Nieodnalezionej nie pamiętam nawet, jakie imiona nosili.
  • moja ocena: 5/10

Komu polecam?

  • najwierniejszym fanom twórczości autora i wielbicielom książek sensacyjnych

Everest. Na pewną śmierć Beck Weathers (Agora SA) 

  • Pozycja oparta na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce na najwyższej górze świata w maju 1996 roku.
  • Co podobało mi się w tej książce? Przede wszystkim emocje widoczne zarówno w wypowiedziach samego autora, jak i jego żony, członków rodziny czy znajomych. Poza tym różne punkty widzenia (widzimy reakcje władz, innych alpinistów, bliskich, itd.) oraz opisy (m.in. tego, co działo się podczas wspinaczki z ciałem człowieka). Wszystko to złożyło się na prawdziwość (autor nie próbował się wybielać i otwarcie mówił o tym, jak traktował rodzinę przed i po wypadku, widzimy również jasne i ciemne strony pasji).
  • Co mi nie przypadło do gustu? Uważam, że kilka wątków jest zupełnie niepotrzebnych a chaotyczność niektórych treści spowodowała kłopoty z czytaniem (w mojej wersji e-booka brakowało na przykład przerw pomiędzy poszczególnymi kwestiami lub akapitami, przez co nie wiedziałam, czy to wciąż wypowiedź autora, czy już innego bohatera tej książki.
  • Wiem, że ten tytuł ma wielu przeciwników, ale na mnie zrobił wrażenie. Cała pierwsza część trzymała w napięciu i grała na moich emocjach. Co prawda, nie rozumiałam postępowania głównego bohatera, ale starałam się go nie oceniać (jak zawsze w przypadku książek opartych na faktach). Druga część to taka bardziej autobiografia babki, wujka, dziadka, żony i piątej wody po kisielu, dlatego trochę się wynudziłam. Warto było jednak dotrwać do końca.
  • Książka przeczytana w ramach akcji: azjatyckie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą 
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • pasjonatom gór i górskich wypraw
  • wielbicielom książek opartych na faktach i pokazujących nie tylko rozwój wydarzeń, ale i ich psychologiczne aspekty

Droga utraconej niewinności Somaly Mam (Wydawnictwo Albatros) 

  • Niezwykle osobista autobiografia niosąca ze sobą odwagę, siłę, determinację i nadzieję. To pozycja prezentująca ciężką a jednocześnie bardzo ważną tematykę.
  • W Drodze utraconej niewinności poruszony jest temat prostytucji w Kambodży. Mamy zatem historie pięcioletnich dziewczynek i starszych mężczyzn wierzących w to, że seks z dziewicą może przynieść im same korzyści. Jest seksturystyka, wykorzystywanie kobiet i dzieci, łamanie praw człowieka oraz AIDS. Są kambodżańskie domy publiczne, porwania i okrutne metody alfonsów na zatrzymanie dziewczyn.
  • Na uwagę zasługuje postać głównej bohaterki, autorki tej pozycji. Jest to niesamowita, silna kobieta, która doskonale rozumie potrzeby dziewczynek, bo sama przeszła przez piekło. Somaly Mam pokazuje, że można pomagać, można wierzyć.
  • Minusami są liczne powtórzenia treści w poszczególnych rozdziałach, przez co książka wydaje się nie do końca dopracowana.
  • Co ciekawe, w 2014 roku pojawiła się informacja o sfabrykowaniu części historii przez samą autorkę… Nie mnie to jednak oceniać, dlatego odsyłam Was do artykułu, który znalazłam.
  • Książka przeczytana w ramach akcji: azjatyckie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 7/10

Komu polecam?

  • nie tylko kobietom, ale i mężczyznom
  • fanom książek opartych na faktach
  • miłośnikom pozycji prezentujących sytuację kobiet w różnych częściach świata

Skrucha Frode Granhus, cykl: Rino Carlsen (tom 3) (Wydawnictwo Świat Książki) 

  • To była najbardziej oczekiwana premiera tego roku. Czekałam na trzecią część, jak czekam na czekoladowe mleczko w tubce, za każdym razem, gdy wracam do Polski 😉
  • Zacznę od minusów. Nie podobała mi się bowiem tylko jedna rzecz. Chodzi mi o wątek głównego bohatera i jego koleżanki z pracy. Niektóre uwagi były na poziomie gimnazjalisty a nie dojrzałego faceta.
  • Zapytacie pewnie o plusy? Pamiętam to uczucie, gdy zaczęłam czytać pierwszą część (Wir). Wówczas kompletnie przepadłam. Podobnie było i tym razem. Mroźny świat Norwegii mnie oczarował. Opisy tworzyły klimat grozy, oddawały ducha kraju i wszystkich malowniczo zlokalizowanych miejscowości. Prolog budził pytania, które z biegiem akcji zyskiwały odpowiedzi. Autor potrafi zbudować napięcie i zaprezentować ciekawe problemy.
  • Co prawda, Skrucha nie zaskoczyła mnie tak bardzo jak dwie poprzednie pozycje, ale i tak bawiłam się świetnie. Czy wspominałam już, że uwielbiam tego autora i to w jaki sposób dopina wszystko na ostatni guzik? Zawsze wszystko wyjaśnia i rozwiewa moje wątpliwości. Za to go cenię i dlatego będę z niecierpliwością oczekiwała kolejnych jego książek. No i muszę w końcu kupić sobie papierowe wydania, aby móc po raz kolejny pochłonąć te tytuły.
  • moja ocena: 10/10

Komu polecam?

  • fanom Norwegii, zagadkowych rozwiązań, thillerów i kryminałów

Cierpienia młodego Wertera Johann Wolfgang von Goethe (Wydawnictwo GREG) 

  • Powinnam chyba zacząć od tego, że w czasach szkoły średniej nie przeczytałam tej lektury. Nie pamiętam, czy w ogóle po nią nie sięgnęłam, czy porzuciłam ją gdzieś w połowie. Wiecie, co jest najgorsze? Cieszę się z tego, że mogłam tę historię poznać dopiero teraz. Wcześniej bowiem bym jej nie zrozumiała.
  • Kurczę, to nie było wcale tak złe jak początkowo myślałam. Forma epistolarna przypadła mi do gustu. Dopiero gdzieś pod koniec, we fragmentach od wydawcy, zaczęłam wręcz ziewać z nudów.
  • Werter mnie nie denerwował. Ba! Nawet trochę go rozumiem. Większość ludzi zakochuje się bez pamięci, jest ślepo wpatrzona w obiekt swojego uwielbienia i traci głowę. Szczególnie, gdy ta druga osoba okazuje się być związana z kimś innym. Może nie każdy decyduje się na to, na co zdecydował się ostatecznie główny bohater, ale nie mam zamiaru tego oceniać.
  • Jestem nieco dziwna, ponieważ osobą, która denerwowała mnie w tej książce była Lotta. Nie będę wyjaśniała dlaczego, bo nie chcę zdradzić fabuły tym, którzy jeszcze są przed lekturą tej pozycji.
  • To zadziwiające, co teraz powiem, ale przeczytajcie tę smutną, przytłaczającą książkę. Dajcie się porwać szaleństwu. Zastanówcie się, czy i Wy kiedyś nie zachowywaliście się dziwnie podczas zakochania. Dopiero potem oceniajcie postępowania poszczególnych bohaterów.
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • osobom, które choć raz w życiu były zakochane bez pamięci
  • wszystkim, którzy nie przeczytali tej pozycji w czasach szkolnych

Poland Renata Grunwald – Kopeć, Christian Parma (Wydawnictwo: Parma Press) 

  • Poszukujecie prezentu dla anglojęzycznego znajomego? Właśnie znaleźliście!
  • Książka zawiera dużo ładnych (choć dość starych), kolorowych zdjęć prezentujących polskie miasta i wsie, góry, stroje ludowe, itp..
  • To zbiór podstawowych informacji na temat historii i geografii naszego kraju. Znajdziecie w nim ogólną wiedzę na temat poszczególnych województw (w każdym rozdziale podana jest np. liczba ludności, powierzchnia, złoża naturalne, parki narodowe, obiekty sakralne, zamki, najważniejsze miasta i miejsca warte uwagi).
  • Mnie zabrakło tylko jednej rzeczy: podania dwóch stolic przy opisach woj. kujawsko-pomorskiego oraz woj. lubuskiego.
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • osobom, które chciałby zacząć czytać po angielsku (język nie jest zbytnio wyszukany i naukowy, więc łatwiej zrozumieć przedstawiane zagadnienia)

Miłość Peonii Lisa See (Wydawnictwo Świat Książki) 

  • Comiesięczne krwawienie nie czyni z dziewczyny kobiety, nie przeistaczają jej także zaręczyny albo zdobycie nowych umiejętności… To miłość sprawiła, że dojrzałam i stałam się kobietą.
  • Prawda jest taka, że podczas czytania tej książki, historia strasznie mi się dłużyła. Nie potrafiłam zżyć się z główną bohaterką a jej choroba miłosna przyprawiała mnie o szybsze bicie serca. Po skończeniu Miłości Peoni zaczęłam ją jednak doceniać i nieco bardziej rozumieć. Doszłam nawet do wniosku, że jest to naprawdę dobra historia i że nigdy wcześniej niczego podobnego nie miałam okazji przeczytać.
  • Bardzo oryginalnie przedstawiona miłość i związane z nią uczucia bohaterów (nie tylko głównych, ale i drugoplanowych).
  • Interesujące wątki związane z kulturą, religią i tradycją obowiązującą w XVII-wiecznych Chinach, m.in. motyw krępowania stóp, który sprawił że obejrzałam ich zdjęcia w Internecie. Nie polecam. Poza tym ciekawe opisy życia chińskich kobiet.
  • Magiczne przenikanie się świata zmarłych i świata żywych.
  • Książka przeczytana w ramach akcji: azjatyckie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • wielbicielom książek o miłości
  • osobom zafascynowanym Azją lub samymi Chinami
  • miłośnikom pozycji prezentujących sytuację kobiet w różnych częściach świata

Harry Potter i Komnata Tajemnic Joanne Kathleen Rowling, cykl: Harry Potter (wydanie ilustrowane) (tom 2) (Wydawnictwo Media Rodzina) 

  • Napiszę krótko i wyraźnie: Harry to Harry, nigdy mi się nie znudzi.
  • Wersja ilustrowana z pracami Jima Kaya jest po prostu świetna. Szata graficzna niewątpliwie zasługuje na wyróżnienie, choć miejscami tekst jest niestety zbyt słabo widoczny.
  • moja ocena: 10/10

Komu polecam:

  • starszym i młodszym wielbicielom klimatycznych historii
  • czytelnikom, którzy lubią nie tylko słowa, ale i piękne ilustracje
  • miłośnikom Harrego Pottera, choć oni pewnie mają tę pozycję już za sobą 😉

Dajcie znać, co ciekawego przeczytaliście w lutym. Zaczytanego marca!

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron następujących wydawnictw: Wydawnictwo Filia, Wydawnictwo Świat Książki, Wydawnictwo Albatros, Wydawnictwo Media Rodzina, Wydawnictwo Agora SA, Wydawnictwo Greg, Wydawnictwo Parma Press.

WPIS POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z: 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Co zobaczyć w Apeldoorn?

Apeldoorn to średniej wielkości miasto zlokalizowane w holenderskiej prowincji Geldria. Powiem Wam, że znalezienie interesujących informacji na temat tego miasta, po prostu graniczyło z cudem. Wszędzie widziałam i czytałam to samo. Miałam wrażenie, że najbardziej znane atrakcje turystyczne wyskakują nawet z mojej lodówki. Postawiłam zatem na zwiedzanie bez konkretnego planu. Jeśli jesteście ciekawi, co można zobaczyć podczas jednodniowej wizyty w Apeldoorn to poniżej znajdziecie krótką ściągę.

HOOFDSTRAAT

Poszukujecie ulicy z duszą? Około kilometrowej długości Hoofdstraat ma już ponad sto lat i idealnie oddaje charakter Holandii. Dawniej była ona zwyczajną wiejską drogą prowadzącą prosto do pałacu królewskiego. Współcześnie przebiega przez centrum miasta a budynki przy niej zlokalizowane, pełnią funkcje usługowo-mieszkalne. Znajdziecie wzdłuż niej hotele, liczne restauracje, bary i sklepy. W jej bliskim sąsiedztwie mieści się także ratusz oraz rynek, na którym miałam okazję podziwiać ogromny sobotni targ (otwarty od 8:30 do 17:00).

ZABYTKI NARODOWE PRZY DEVENTERSTRAAT

Wszystkie niżej wymienione budynki to duże, wolnostojące wille.

Deventerstraat 33 (z 1901) oraz Deventerstraat 37 (z 1909) – zostały zbudowane przez słynnego architekta z Apeldoorn. Andries van Driesum zaprojektował je na zlecenie jednego z tamtejszych fabrykantów. Pod pierwszym adresem znajduje się obecnie hotel a pod drugim biuro.

Deventerstraat 39 (z 1912) – kiedyś był to budynek mieszkalny, obecnie mieści się w nim siedziba banku. Obiekt posiada charakterystyczną wieżę z iglicą i otwartą dzwonnicą.

BUDYNKI MIESZKALNE POŁOŻONE NAD KANAŁEM

Pomiędzy DeventerstraatWelgelegenbrug znajdują się nowoczesne budynki, położone nad samym Apeldoorns Kanaal. Jednym z nich jest kompleks mieszkalny Résidence Koningshaven powstały w 1996 roku. Posiada on ponad 50 metrów wysokości (16 pięter) oraz dość charakterystyczny kształt, przez który bywa nazywany ołówkiem (‚het potlood’). Architekt z Rotterdamu zaprojektował przestronne mieszkania wraz z podziemnymi garażami. Jesteście ciekawi cen? Proszę bardzo! Za 110 m² zlokalizowanych na trzynastym piętrze zapłacimy jedynie… 375 000 euro. Poczekajcie, bo to jeszcze nic. Kawałek dalej znajdziecie kolejny budynek, tym razem z 2001 roku. Apartament na ostatnim piętrze (187 m²) z przestronnym tarasem na dachu kosztuje tam zaledwie… 698 000 euro. Ktoś chętny? Ja pozostanę przy oglądaniu zdjęć.

TĘCZOWE PRZEJŚCIE DLA PIESZYCH

No właśnie, przejście czy jednak nie przejście? Tak naprawdę kolorowe pasy namalowano na chodniku a nie na drodze. Wszystko dlatego, aby nie mylić kierowców samochodów i nie stwarzać utrudnień w ruchu ulicznym. Tęczowe akcenty są zatem jedynie przedłużeniem istniejącego przejścia dla pieszych.

DWA MIEJSCA, KTÓRYCH NIE WIDZIAŁAM A KTÓRE ZOBACZYĆ BYM CHCIAŁA

Paleis Het Loo – dawna rezydencja królewska zbudowana pod koniec XVII wieku. Pałac otoczony jest przez niesamowity barokowy ogród, stajnie i wozownie. Obecnie mieści się tam muzeum.

Apenheul – park opanowany przez ponad 300 małp, w którym spotkasz między innymi orangutany, szympansy i kapucynki. Cała idea tego miejsca opiera się na tym, że człowiek jest jedynie gościem. Właśnie dlatego możecie oglądać małpki zarówno nad głowami, jak i robić sobie z nimi zdjęcia, jeśli tylko staną na Waszej drodze.

Przyznam szczerze, że Apeldoorn nie zrobił na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, po prostu mnie nie zachwycił. Nie chodzi o to, że jest to brzydkie miasto. Chodzi raczej o to, że w porównaniu do innych holenderskich miast jest dość… zwyczajne. Gdyby było ono celem mojej pierwszej wizyty w tym państwie, to pewnie bym się w nim zakochała. Na tę chwilę nie czuję, że muszę do niego wrócić. Apeldoorn może jednak oczarować turystę, ponieważ niczego mu nie brakuje. Próbowałam zresztą pokazać Wam to w tym poście. Mam nadzieję, że mi się udało i choć trochę chcielibyście odwiedzić tę część Holandii.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Przeczytane w styczniu

 

Pamiętacie moje książkowe postanowienia na ten rok? Jednym z nich było: poświęcać mniej czasu na czytanie. Jesteście ciekawi, jakie książki przeczytałam w styczniu i czy rzeczywiście rzadziej czytałam? Już dzielę się z Wami pięcioma tytułami. Pięcioma a nie kilkunastoma, jak w ubiegłym roku.

Fotografie, które nie zmieniły świata Krzysztof Miller (Agora SA) 

  • Niezwykły, wartościowy zbiór zdjęć znanego w Polsce fotoreportera wojennego śp. Krzysztofa Millera.
  • Poszczególne zdjęcia uzupełnione są o krótsze bądź dłuższe komentarze autora, dzięki którym możecie zapoznać się z intrygującymi historiami powstania wybranych fotografii (uprzedzam, że zobaczycie między innymi zniszczony afgański Kabul oraz małe, strasznie wychudzone afrykańskie dzieci).
  • Pozycja wzbudzająca wiele emocji (będziecie zniesmaczeni, zszokowani a jednocześnie zaintrygowani), książka jest niesamowicie prawdziwa a przez to wstrząsająca, brutalna, przerażająca. Ona otwiera oczy na zło tego świata.
  • Poznajemy ciężką pracę korespondentów wojennych. Pracę, która z jednej strony jest taka jak każda inna, a z drugiej jest tak specyficzna, że nie potrafimy znaleźć słów, aby ją opisać. To zarazem wyzwanie, ale i wielka pasja, która potrafi zniszczyć człowieka od wewnątrz. Osiada ona bowiem na ludzkiej psychice jak wojenny pył na obiektywie aparatu. To niejako pozycja o przekraczaniu własnych granic i walce z samym sobą. Przecież raz zobaczonych rzeczy nie da się tak łatwo wymazać z pamięci.
  • moja ocena: 10/10

Komu polecam?

  • wielbicielom fotografii, reportażu, prawdziwych historii i ciężkiej tematyki

Opowieść podręcznej Margaret Atwood (Wielka Litera) 

  • Historia, którą czyta się bardzo ciężko. Autorka prezentuje bowiem intrygującą, mroczną, antyutopijną wizję świata z charakterystycznym społeczeństwem, którego nie spotkałam w żadnej innej książce. Mamy twardych Komendantów, Żony które muszą znosić pewnego rodzaju upokorzenia i Podręczne, które w sumie nie mają zbyt wiele do powiedzenia w tym świecie.
  • Dawno z takim napięciem nie czekałam na zakończenie, na wyjaśnienie losów bohaterów, na ostateczne rozwiązanie pewnych wątków. Szkoda, że się nie doczekałam. W moje ręce trafiła chaotycznie poprowadzona książka z denerwującą główną bohaterką. Te luźno splecione wątki z przeszłości i teraźniejszości wielokrotnie doprowadziły mnie do niepotrzebnych nerwów. Przeszkadzały mi one w cieszeniu się lekturą.
  • Myślę, że jest to książka bardzo ważna ze względu na temat, jaki jest w niej poruszany. Styl pisania Margaret Atwood mnie osobiście nie zachwycił. Podobnie jak to nieszczęsne, otwarte zakończenie. Mimo wszystko polecam ze względu na wykreowany świat, w którym nikt z nas pewnie nie chciałby żyć.
  • książka z listy BBC
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • wielbicielom antyutopii, losów kobiet i ciekawie opisanych społeczeństw

Ubuntu. Motocyklowa odyseja samotnej kobiety przez Afrykę Heather Ellis (Wydawnictwo Kobiece) 

  • Opowieść o dzikiej Afryce i dzikości kobiecego serca. To książka o tym, że każda z nas ma prawo popełniać błędy a jednocześnie każda z nas ma obowiązek się na nich uczyć.
  • Miejscami nudna, ale i tak myślę, że warto wyruszyć w tą podróż razem z autorką. Poprowadzi Was ona przez kulturę mieszkańców tego kontynentu, przez świat wojen domowych i regionalnej kuchni. Razem z nią będziecie wpadać w kłopoty i zdobywać szczyty. Będziecie wspólnie poznawać Afrykę.
  • książka przeczytana w ramach akcji afrykańskie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 6/10

Komu polecam?

  • wielbicielom podróży, kobiecych historii, kontynentu afrykańskiego i niekoniecznie dobrych zakończeń

Englebert z rwandyjskich wzgórz Jean Hatzfeld (Wydawnictwo Czarne) 

  • Kto choć raz nie słyszał o Tutsi i Hutu, o ludobójstwie w Rwandzie, o krwawych i okrutnych wydarzeniach mających miejsce w 1994 roku? W tej książce autor przedstawia nam Engleberta, jednego z ocalałych. Poznajemy nie tylko jego historię, ale i straszny los jego bliskich.
  • Ta książka to całkiem niezły reportaż, który wciąga, miejscami przeraża a przede wszystkim zmusza do myślenia. Czy możliwe jest w ogóle pozbieranie się po takich przeżyciach?
  • Gdyby nie dość specyficzny styl pisania (który wybijał mnie z rytmu podczas czytania) to byłaby jeszcze wyższa ocena.
  • książka przeczytana w ramach akcji afrykańskie #bookiswiata zorganizowanej przez Olę z Book z Tobą
  • moja ocena: 7/10

Komu polecam?

  • osobom lubiącym prawdziwe historie, brutalną prawdę i afrykańską rzeczywistość

Anne Frank: The Anne Frank House Authorized Graphic Biography Sid Jacobson, Ernie Colón (Hill and Wang)  

  • Biografia Anne Frank wydana w postaci powieści graficznej.
  • Książka napisana dość przystępnym językiem. W słowniku sprawdzałam jedynie znaczenie kilku typowo historycznych słówek.
  • Mapy były niestety bardzo… rozjechane i nie oddawały rzeczywistości, reszta obrazków była w porządku, choć czasem ułożenie tekstu było nieco chaotyczne.
  • moja ocena: 7/10

Komu polecam?

  • książkoholikom, którzy pragną rozpocząć przygodę z czytaniem po angielsku
  • wielbicielom tematyki żydowskiej

Dajcie znać, jakie przeczytane w styczniu książki zrobiły na Was największe wrażenie lub po które z powyższych pozycji mieliście okazję już sięgnąć.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron następujących wydawnictw: Agora SA, Wielka Litera, Wydawnictwo Kobiece, Wydawnictwo Czarne, Hill and Wang.

WPIS POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z: 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Hanza i bonanza, czyli Zutphen

 

Ostatni weekend stycznia będzie kojarzył mi się ze spełnianiem marzeń, niezbyt poważnymi rozmowami o życiu, nalewką smakującą jak rozpuszczone gumy owocowe oraz z czterema miastami, które wówczas odwiedziłam. Pierwszym z nich było Zutphen, czyli holenderska perełka położona w Geldrii, tuż nad brzegiem leniwie płynącej rzeki IJssel. Zabieram Was w podróż po mieście wież i kupieckich domów.

Hanza, bonanza i Berkel, czyli powrót do przeszłości

Wiecie, co moim zdaniem przyciąga turystów do Zutphen? Jego interesująca historia i relikty przeszłości. Początki tego miasta sięgają bowiem XI wieku. To właśnie wtedy założono w tym miejscu pierwszą osadę o nazwie Zuidveen, oznaczającej torfowisko południowe. Mieszkańcy żyli w symbiozie z rzeką Berkel i codziennie spławiali nią drewno. Powstały w ten sposób port handlowy, w 1312 roku stał się członkiem Hanzy. Wiadomo, jak jest się uczestnikiem związku kupców w średniowiecznej Europie, to można liczyć na bonanzę. Wielkie korzyści to w tym przypadku nic innego, jak okres rozkwitu miasta, który trwał aż do XVI wieku. Handel z Danią, Anglią i miastami położonymi nad Morzem Bałtyckim był wówczas na porządku dziennym. Zgadnijcie, kto najechał na Zutphen, kiedy stało się ono potęgą handlową? Hiszpanie, ole! Zaszaleli i dokonali takiej masakry, że w starciach zginęło ponad 800 mieszkańców. Dopiero po prawie dwudziestu latach Holendrzy odzyskali swoje miasto i zadbali o… rozwój demograficzny. Wskaźnik urodzeń podskoczył wtedy w górę.

Podczas drugiej wojny światowej miasto wpadło w ręce Niemców, którzy przyczynili się do kolejnych zniszczeń tkanki miejskiej. Poza tym, z roku na rok zamulenie IJssel wzrastało, przez co Zutphen ostatecznie straciło swoją pozycję handlową. Zostało ono jedynie bramą do holenderskiego regionu granicznego (tzw. Achterhoek).

Czym obecnie szczyci się Zutphen? Przede wszystkim odgrywa ważną rolę w regionie i stanowi węzeł przesiadkowy. Z tamtejszej stacji kolejowej dojedziecie między innymi do Zwolle, Nijmegen, Apeldoorn oraz Arnhem. Poza tym, w granicach administracyjnych miasta znajdują się dwie przystanie jachtoweGelrehaven (na południu) i Marshaven (na północy) oraz historyczna stacja dokująca Houthaven (cumują w niej np. łodzie mieszkalne). Średniowieczne centrum to skupisko przeróżnych sklepów specjalistycznych a także przytulnych restauracji i barów. Poza tym w mieście można znaleźć wiele różnego typu atrakcji, o których zresztą zaraz napiszę.

Spełnione marzenie, czyli potęga wody

Jak przystało na osobę kochającą wodę, miałam marzenie, aby zobaczyć jej potęgę. Udało mi się w końcu zrealizować ten punkt, właśnie w Zutphen. Na własne oczy doświadczyłam #hoogwater , czyli wysokiego poziomu wody w rzece. IJssel, którą na co dzień suną barki, przekroczyła stan ostrzegawczy i rozlała się po okolicznym terenie. Woda sięgała aż do punktu widokowego Tichelbeeksewaard. Dziwnym uczuciem było schodzić po schodach prowadzących wprost do ciemnej, złowrogo wyglądającej wody. Jakby tego było mało, jej poziom był tak wysoki, że statki nie były w stanie przepływać pod Oude IJsselbrug. Całe szczęście ten most  jest zwodzony. Jego podnoszenie powodowało jednak ponad dwudziestominutowe korki (nie tylko samochodowe, ale i piesze oraz rowerowe).

Wiecie, że będąc w Zutphen możecie skorzystać z szerokiej oferty turystycznej związanej bezpośrednio z wodą? Miasto zlokalizowane jest nad ujściem rzeki Berkel do IJssel, przez co odbywają się tu zorganizowane rejsy łodziami z przewodnikiem. Jeśli nie lubisz tego typu wydarzeń to możesz wynająć kajak bądź łódkę i samodzielnie odkrywać miasto od strony wody.

Miej oczy szeroko otwarte, czyli targ w Zutphen

Miałam to szczęście, że postanowiłam odwiedzić Zutphen w sobotę. Dlaczego szczęście, zapytacie? Miejcie oczy szeroko otwarte. Zabieram Was na sobotni targ, który odbywał się we wschodniej części Houtmarkt oraz wzdłuż Zaadmarkt (w godzinach 8:00 – 17:00). To właśnie tam w powietrzu unosiły się zapachy holenderskiego sera, śledzia, smażonych frytek i świeżych kwiatów.

Zutphania turrita, czyli miasto-wieża

Zutphen ma bardzo charakterystyczną panoramę, na tle której wyróżnić można co najmniej trzy wieże: Walburgiskerk, Wijnhuis i Drogenapstoren. Co ciekawe sylwetkę miasta z wieloma wieżami przedstawiano na zanczkach pocztowych już w XIII wieku. O samych wieżach znajdziecie więcej poniżej.

Panorama van Zutphen, ets van Caspar Merian uit 1654 http://www.wikiwand.com

Boski raj, czyli biblioteka w ex-świątyni

Średniowieczne centrum hanzeatyckiego miasta jest naprawdę dobrze zachowane, przez co znaleźć można tam liczne zabytkowe budynki. Jednym z nich jest Broederenkerk, w którym od 1983 roku mieści się biblioteka. Co mnie zaskoczyło? Bezproblemowy wstęp. Przechodzisz przez bramki, uśmiechasz się do pani w okienku i robisz co chcesz. Możesz fotografować i czytać książki z księgozbioru, ale nie możesz ich wynosić poza bibliotekę. Większość pozycji jest oczywiście w języku niderlandzkim, ale dwa dość duże regały to książki po angielsku. Praktycznie same nowości! Mój wzrok skakał po tytułach i żałowałam, że nie mogę zostać tam na dłużej niż kilkanaście minut.

Czy to jeszcze nie koniec? Inne (ale jakże ciekawe) atrakcje Zutphen. 

Walburgiskerk Zutphen – gotycki kościół z niesamowitą biblioteką łańcuchową pochodzącą z XVI wieku (Librije). To jedna z nielicznych tego typu bibliotek na świecie. W swoich zbiorach posiada prawie 800 unikalnych tytułów, w tym… pierwsze wydanie dzieła Mikołaja Kopernika De revolutionibus orbium coelestium (O obrotach sfer niebieskich). Z kościelnej wieży można podziwiać panoramę miasta. Niestety podczas mojej wizyty kościół był nieczynny z powodu remontów. Ubolewam nad tym ogromnie.

Berkelpoort – ruiny bramy wodnej położonej nad rzeką Berkel. Stanowią część fortyfikacji miejskiej pochodzącej z XIV-XV wieku.

Drogenapstoren – dawna brama miejska z 1444 roku, późniejsza wieża ciśnień. Obecnie została podobno przekształcona w budynek mieszkalny (nie jest to jednak potwierdzona informacja).

Beeld Thonis Drogenap – pomnik ulicznego muzyka pochodzącego z Zutphen. Jego autorem jest Oscar Rambonnet.

Bourgonjetoren – fragment muru miejskiego pochodzący z XV wieku. Dawniej mieściła się tam wieża strzelnicza, dlatego mury mają prawie cztery metry grubości. Ukryta wśród zieleni, w pobliżu przystani jachtowej.

Wijnhuistoren – wieża pochodząca z XVI wieku. Pełniła funkcje administracyjne, a obecnie w jej piwnicy mieści się włoska restauracja. Podobno można wspiąć się na wieżę i podziwiać z niej miasto. Niestety nie przetestowałam, bo dowiedziałam się o tym w trakcie tworzenia tego wpisu.

Wijnhuistoren, Zutphen, Holandia

Oude Stadhuis Zutphen – stary ratusz pochodzący z XVIII wieku.

Hanze-Stadsbrouwerij – browar, który nadal warzy własne piwa specjalne. W jego skład wchodzi również kawiarnia i sala degustacyjna.

Muzea Stedelijk i Henriette Polak – archeologia i współczesna sztuka wizualna w postaci muzealnej.

Theater en Congrescentrum Hanzehof – czyli wydarzenia kulturalne w Zutphen.

Podsumowując, Zutphen stało się dla mnie miejscem, do którego na dobrą sprawę mogłabym wrócić już teraz. To jedna z moich holenderskich perełek, dzięki której mogę cofnąć się w czasie aż do średniowiecza. Spacer wzdłuż brzegu rzeki IJssel, zadzieranie głowy do góry w celu poszukiwania wież i domów kupieckich oraz stukanie obcasami po brukowanych uliczkach, to idealny pomysł na krótszą bądź dłuższą wycieczkę. Szkoda, że takimi tłumami zaglądamy do popularnego Amsterdamu a zapominamy o mniej znanych atrakcjach Holandii. Ten kraj ma tak wiele do zaoferowania, Zutphen ma tak wiele do zaoferowania. Oryginalny charakter, przytulna atmosfera i spokój, którego nie doświadczymy na ulicach większych miast. Pozostaje mi tylko napisać: pakujcie swoje walizki i ruszajcie do Zutphen! A może już w nim byliście? 

 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarze pod postem. Lubię z Wami rozmawiać a tym samym bliżej Was poznawać.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsie, instagramie, goodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Gdzie szukać informacji o Camino de Santiago

Gdzie szukać informacji o Camino de Santiago?

Minęły prawie dwa lata od ukończenia mojego Camino del Norte a ja nadal co jakiś czas otrzymuję od Was pytania w stylu: Czy mogłabyś napisać mi, gdzie mogę znaleźć jakiekolwiek informacje o Camino de Santiago? Od czego zacząć? Co warto zobaczyć, żeby wczuć się w klimat Drogi? Chyba najlepiej będzie, jeśli opiszę to raz a porządnie. Podrzucam Wam zatem listę mniej i bardziej przydatnych linków. Może znajdziecie w tym wszystkim coś dla siebie. 

1. BLOGI PODRÓŻNICZE ORAZ RELACJE RÓŻNYCH OSÓB

polskie:

zagraniczne:

2. FACEBOOK (grupy/strony/osoby/itd.)

3. FILMY/SERIALE/ITD.

  • Droga życia (2010) – film o ojcu, który decyduje się na przejście Camino po śmierci syna i dokończenie Drogi, której on nie ukończył
  • Pielgrzym (2016) – film dokumentalny opisujący przejście Camino przez Marka Kamińskiego
  • Strangers On The Earth (2016) – Strangers on the Earth examines the physical, mental and spiritual aspects of the concept of ‚journey’ and the vital role it can play as part of the human experience
  • Ślady stóp (2016) – film dokumentalny o dziesięciu podróżnikach, którzy zgłosili się, by przejść 1000 kilometrów w 40 dni
  • W międzyczasie (2017) – film dokumentalny prezentujący Camino Portugalskie, radości i trudy Drogi oraz świat pielgrzymów spotkanych na trasie

4. INSTAGRAM (konta osób, regionów, miejsc i szlaków/wybrane hasztagi/itd.)

#caminodesantiago  #caminodelnorte #jakobsweg #pelegrino #pilgrim #caminofrances #buencamino #compostelle #caminodesantiagopage

@pilgrim.es @womantosantiago @caminobnw @caminodesantiagopage @wisepilgrimguides @elcaminodesantiago @walktosantiago @jakobsweg.de @iperegrinos

5. LITERATURA I PRASA (książki/czasopisma podróżnicze/magazyny naukowe/itd.) – niestety nie przeczytałam wszystkich niżej wymienionych pozycji, ale chętnie to zrobię i wtedy dopiszę o nich kilka słów

6. PINTEREST (możesz obserwować tylko poszczególne tablice lub całe konta użytkowników)

7. STRONY INTERNETOWE

8. YOUTUBE I INNE TAKIE (podcasty/wywiady/filmiki/itd.)

Jeśli znacie inne teksty/strony/filmy/itd. na temat Camino, a nie ma ich na powyższej liście, to dajcie znać. Chętnie coś jeszcze dopiszę.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarze pod postem. Lubię z Wami rozmawiać a tym samym bliżej Was poznawać.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsie, instagramie, goodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Czytelnicze podsumowanie 2017 roku

Rok 2017 był dla mnie wystarczająco interesujący pod względem czytelniczym. Co prawda nie pobiłam swojego rocznego rekordu z 2016 roku (118 książek), ale i tak przekroczyłam magiczną setkę, która jeszcze dwa, trzy lata temu była dla mnie jedynie marzeniem. W moje ręce wpadło mnóstwo nie dość, że różnorodnych, to jeszcze wartościowych pozycji. Wiele z nich było naprawdę dobrych, dlatego miałam kłopot z wybraniem tych najlepszych z najlepszych. Wzięłam zatem pod uwagę nie tylko ich ogólną wartość dla innych czytelników, ale i ten osobisty element, który podziałał wyłącznie na mnie. Zapraszam Was na czytelnicze podsumowanie 2017 roku.

TBR (TO BE READ) 2017

Pamiętacie moje czytelnicze podsumowanie 2016 roku? Zdradziłam Wam wówczas, jakie książki chciałabym przeczytać w 2017 roku. Było ich tylko siedemnaście. Albo AŻ siedemnaście. Okazało się bowiem, że przeczytałam zaledwie siedem z nich. To i tak lepiej niż poprzednim razem (czyli w 2016), bo wtedy ukończyłam sześć.

Naprawdę kiepsko idzie mi realizacja tego typu list czytelniczych. Postanowiłam odpuścić i z góry nie zakładać, po jakie pozycje mogłabym sięgnąć tym razem. To, że w styczniu mam ochotę czytać o podróżach, nie oznacza że w marcu też tak będzie. Nie ma zatem sensu ciągnąć tego na siłę.

Oto książki, po które w ogóle nie sięgnęłam:


Oto książki, po które sięgnęłam, ale z różnych względów nie dokończyłam ich czytania:


Oto książki, które przeczytałam:

PRZECZYTA(ŁA)M 52 KSIĄŻKI W 2017 ROKU

Realizacja tego postanowienia noworocznego zawsze sprawia mi wielką radość. W 2017 roku również wywiązałam się z przeczytania tych kilkudziesięciu książek. W sumie to przeczytałam prawie połowę więcej niż początkowo zamierzałam, bo łącznie sięgnęłam po 103 pozycje. To tyle różnych historii, bohaterów i miejsc akcji. To godziny śmiechu, łez smutku i odrzucania książki na bok z czystej złości. Co jest powodem takiego wyniku?

67 książek elektronicznych i 36 wydań papierowych
66 autorów zagranicznych i 37 autorów polskich
97 książek po polsku i 6 po angielsku


Listę większości przeczytanych przeze mnie książek znajdziecie na Lubimy Czytać oraz Goodreads.

WIELKOBUKOWE WYZWANIE 2017 #WB2017 (opisy poszczególnych kategorii pochodzą ze strony Olgi z Wielkiego Buka)

NA WODACH OCEANU (opowieści z wodą w tle, marynistyczne, których akcja dzieje się na oceanie, na morzu, w okolicznych portach, na wyspach i wszędzie tam, gdzie wielka woda odgrywa najważniejszą rolę) – „Podróż Wędrowca do Świtu” C.S. Lewis

W KRAJU KWITNĄCEJ WIŚNI (opowieści z Japonią w tle, których akcja rozgrywa się w Japonii, lub japońskiego autora, albo książki dotyczące japońskiej kultury jako takiej, reportaże, czy poradniki) – „Nokturny” K.Ishiguro

PÓŁNOCNY WIATR (przenosimy się na północną półkulę, np. do Skandynawii, na Grenlandię, na koło podbiegunowe, wybieramy autorów z północy, czytamy reportaże, sięgamy po opowieści, których akcja rozgrywa się w północnych krajach) – „Nela na kole podbiegunowym” Nela

AMERYKAŃSKA SIELANKA (do wyboru, do koloru, mamy całe Stany Zjednoczone i Kanadę do zdobycia! Westerny, południowy gotyk, granica teksańsko-meksykańska, kanadyjskie lasy, alaskańskie pustkowia, nowojorskie historie, rozgrzanie słońce Kalifornii, kukurydziane pola Iowa, a to dopiero początek!) – „Nebraska” Z. Białas

PIEROGI RUSKIE (za wschodnią granicą czeka kraina opowieściowej obfitości – Ukraina, Białoruś, Rosja, Litwa, Gruzja, Estonia, aż do mongolskich stepów. Sięgamy po autorów ze wschodu, po tych, których wschód inspiruje, wracamy do klasyki i korzeni rosyjskiej kultury) – „Poza trasą” R. Urbanelis (za rozdział o Gruzji)

ZIELONE WZGÓRZA AFRYKI (opowieści z Czarnego Lądu, legendy, baśnie, historie prawdziwe, wspomnienia, powrót do czasów kolonializmu, współczesny reportaż, powieści o powrotach) – „Jądro ciemności” J. Conrad

PUSTYNNE NOCE (odwiedzamy arabskie kraje maghrebu, czyli idziemy za piaskiem Sahary, słuchamy śpiewu beduinów, zwiedzamy Maroko, Tunezję, Algierię, a nawet Egipt, nie zapominając, że pustynie to nie tylko północ Afryki) – „Gorzka pomarańcza” N. Hamid

W KRAINIE KANGURÓW (przenosimy się na Antypody! Australijskie bezkresne przestrzenie, pisarze, którzy powoli podbijają serca czytelników z całego świata, unikatowe lokacje i kultura Aborygenów, która powoli odchodzi w przeszłość) – „Busem Przez Świat. Australia za 8 dolarów” K. Lewandowski

NA WYSPACH PACYFIKU (mamy cały ocean z wyspami do penetrowania) – „Blondynka w Japonii” B. Pawlikowska

LATYNOSKI SZAŁ (od Meksyku aż po Argentynę, przez pustynię Sonory, góry Peru, równiny Amazonki aż po pampę) – „Patagonia” T. Wodzicki

HERBATKA U KRÓLOWEJ (poznajemy literaturę Wysp Brytyjskich, sięgamy po klasykę, albo zakochujemy się we współczesnych opowieściach, niekoniecznie spod pióra Brytyjczyków z dziada pradziada) – „Duma i uprzedzenie” J. Austen

NA JEDWABNYM SZLAKU (przez kraje Bliskiego Wschodu, przez Indie, aż do Chin. Wybór opowieści i autorów jest ogromny, fascynujący, do odkrywania wciąż na nowo) – „Chłopiec z latawcem” K. Hosseini

POLSKA DUSZA (polska literatura, polskich autorów, o Polsce, w Polsce, z polskim akcentem, czyli po naszemu, w rodzimych klimatach) – „Czarna Madonna” R. Mróz

NAJLEPSZE KSIĄŻKI PRZECZYTANE W 2017 ROKU (POLSKIE)

NAJLEPSZE KSIĄŻKI PRZECZYTANE W 2017 ROKU (ZAGRANICZNE)

KLASYCZNE TOP 3  

ROZCZAROWANIA 2017 ROKU

KSIĄŻKOWE PLANY NA 2018 ROK?

Czytać, czytać i jeszcze… mniej czytać. Tak, tak, dobrze przeczytaliście. Chciałabym czytać mniej. Wiem, to dziwne i pewnie dla większości osób w ogóle niezrozumiałe. Wyznając, że chcę czytać mniej, mam na myśli ilość czasu jaką na czytanie poświęcam a nie ilość książek. Chodzi mi po prostu o to, aby w tym roku częściej odkładać lekturę na bok na rzecz innych pasji bądź zwyczajnych spotkań z ludźmi.

***
Chciałabym wrócić do częstszego pisania o książkach. W 2017 roku bardzo zaniedbałam tę czynność. Do tej pory nie oceniłam ani nie opisałam większości przeczytanych pozycji. Spodziewajcie się zatem powrotu zaczytanej serii z podsumowaniami poszczególnych miesięcy. Będą się one pojawiać na blogu oraz na Instagramie. Zapraszam na: imbirowa_o_ksiazkach . To żaden poważny #bookstagram a jedynie miejsce, w którym będę mogła wyżyć się książkowo. Nie tyle zdjęciami co słowami.

***
Moja droga listo stu książek BBC, nadal będę cię odkrywać. W końcu, w tym roku nie ukończyłam ani rozpoczętej Biblii ani Opowieści z Narnii. Nie rozpoczęłam też lektury pozostałych kilkudziesięciu pozycji. Wszystko jeszcze przede mną.

Koniecznie dajcie mi znać, jakie książki najbardziej przypadły Wam do gustu w ubiegłym roku! 

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarze pod postem. Lubię z Wami rozmawiać a tym samym bliżej Was poznawać.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsie, instagramie, goodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥

Blogowe podsumowanie 2017 roku

Ten rok był naprawdę dziwny. Niby na blogu nie działo się wiele, ale jednak ja sama zauważyłam postęp. Mogę wręcz powiedzieć, że nieco uwierzyłam w siebie. Dostrzegłam, że mam wiedzę i możliwości, ale nie potrafię ich skutecznie wykorzystać. Jest tyle tematów, które mogłabym poruszyć, tyle miejsc które mogłabym opisać. Z różnych względów tego nie zrobiłam. Nie mówię jednak, że w przyszłości tego nie zrobię. To blogowe podsumowanie 2017 roku pełne jest nie tylko liczb, ale i ogromnej wdzięczności, prawdziwego szczęścia oraz nadziei na lepsze jutro. Choć tego Wy nie zobaczycie. To jest bowiem głęboko we mnie.

CYFERKI, CZYLI TO CO KOTY LUBIĄ NAJBARDZIEJ

  • jedna wygrana w czerwcowej edycji konkursu Wasze wyprawy, organizowanego przez miesięcznik Podróże (tekst ukazał się w numerze 6/2017)

TOP 20, CZYLI NAJCHĘTNIEJ CZYTANE POSTY

  1. (Nad)bagaż. Co zabrać na Camino del Norte? (+1000 wyświetleń) – post z listą rzeczy mniej lub bardziej (nie)przydatnych podczas wędrówki szlakiem Camino del Norte
  2. Lista stu książek BBC, które trzeba przeczytać. Ile już przeczytałam? (+1000 wyświetleń) – spis stu różnych książek, które podobno warto przeczytać w swoim życiu
  3. Przeczytane #1 (+800 wyświetleń) – pierwsza dziesiątka książek przeczytanych w 2017 roku
  4. Czytelnicze podsumowanie 2016 roku
  5. A Ty czego się wstydzisz?
  6. Czy coś się zmieniło?
  7. Przeczytane #3
  8. Przeczytane #2
  9. Chwytaj chwile
  10. Landy, rejencje i takie tam
  11. Byłam w Barcelonie i…
  12. Sarajewo – co, gdzie, kiedy i jak? Informacje praktyczne.
  13. Podsumowanie 2016 roku
  14. Ludzie. Zapiski z pamiętnika #2
  15. Flamingi w Niemczech? Oczywiście! Zwillbrocker Venn – rezerwat przyrody.
  16. Co czułam? Zapiski z pamiętnika #1
  17. Łoś Superktoś i Trollveggen
  18. Pielęgnuję swoje wspomnienia – fotoksiążka od Saal Digital
  19. Co warto zobaczyć w Bazylei?
  20. Subiektywny przewodnik po Fryburgu Bryzgowijskim

SOCIAL MEDIA

77 zdjęć. 9 596 serduszek. 388 komentarzy. 339 nowych obserwatorów ♥
 
Instagram #2017bestnine
#2017bestnine @Instagram


BLOGOWE PLANY NA 2018 ROK?

Wydaje mi się, że w końcu dojrzałam do tego, aby przenieść się z Bloggera na WordPress. Przyznaję, ta myśl kiełkowała w mojej głowie od kwietnia. Porzuciłam ją jednak na jakiś czas ze względu na to, że mało działo się w moim blogowym życiu. Nie miałoby zatem sensu, angażować się wówczas w tak poważne (jak dla mnie) zmiany. W grudniu ponownie zaczęłam czytać różne artykuły dostępne w sieci, korzystać z rad specjalistów oraz dowiadywać się, jak przeżyli tę zmianę inni blogerzy. Kombinuję, oglądam szablony, rozważam możliwości. Trzymajcie kciuki!
Zapytacie pewnie, dlaczego chcę zmienić coś w tej kwestii? No cóż. W szybkim skrócie: coraz bardziej denerwują mnie pewne hmm… braki na Bloggerze. Może i część z nich dałoby się rozwiązać, ale potrzeba by na to o wiele więcej czasu, energii i żmudnej pracy. Łatwiej i przyjemniej osiągnąć to na innej platformie.
Pozostaje mi zatem napisać: każda Wasza rada odnośnie tej kwestii będzie mile widziana. Może sami widzicie jakieś wady na WordPressie? Koniecznie dajcie znać!
***
Co dalej? Chciałabym w końcu otworzyć się na ludzi i poznać choć kilkoro z Czytelników bloga. Tyle ciepłych wiadomości otrzymuję, tyle różnych pytań, rad, poleceń, że w końcu wypadałoby dać coś od siebie. Rzadko mnie widzicie na zdjęciach. Nigdy nic do Was nie mówiłam. Ciągle tylko wystukuję słowa na klawiaturze. Przecież mogłabym dać się lepiej poznać, a komuś po prostu podarować swój czas i swoją obecność. Te zaproszenia na herbatę i ciacha kuszą. Oj kuszą! Ze względu na rzadsze wizyty w Polsce, rozważam również jakiegoś live’a na Instagramie. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy!
***
Na koniec, najważniejsze. Muszę pisać. Choć muszę to chyba złe określenie. Powinnam napisać, że chcę pisać. Chcę to robić lepiej niż w 2017 roku. Chcę iść do przodu. Rozwijać się. Nie być aż tak dokładna i surowa wobec siebie. Chcę zdać sobie sprawę z tego, że wszystkiego nie jestem w stanie na blogu opisać, bo chyba musiałabym publikować posty codziennie (nie ma nawet takiej opcji). Jednocześnie pragnę się tym cieszyć, nie spinać się niepotrzebnie, nie narzucać sobie żadnych terminów.
Blog znów ma być dla mnie przyjemnością, którą gdzieś zatraciłam w drugiej połowie roku. Nie mogę Wam obiecać postów co tydzień. Ba! Nie mogę Wam nawet obiecać postów co miesiąc.  Nie chcę pisać czegokolwiek. Dlaczego? No cóż, założyłam sobie, że rok 2018 będzie dla mnie samej przełomowy (mam nadzieję, że naprawdę taki będzie!). Czuję gdzieś w podświadomości, że to właśnie na niego czekałam całe swoje dotychczasowe życie. Jestem pewna, że to nie blog znajdzie się w tym nadchodzącym roku na pierwszym miejscu. On będzie jedynie dodatkiem. Dodatkiem do wartościowego życia pełnego zmian. O tym jednak innym razem.
  

Dziękuję Wam za ten wspólnie spędzony 2017 r., za zaangażowanie i za poświęcony czas ♥

Oczywiście mam nadzieję, że zobaczymy się również za rok! 

 
 
Zdjęcie główne: Photo by Nick Morrison on Unsplash

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥