52 książki (2018), książki
Leave a comment

Przeczytane (sama nie wiem kiedy)

Sama nie wiem, kiedy dokładnie przeczytałam te książki, dlatego łapcie nieuporządkowany zbiór krótkich opinii na temat dwunastu wybranych przeze mnie tytułów.

Rozważna i romantyczna Jane Austen (Wydawnictwo OXFORD Educational Sp. z o. o.) 

  • Rozważna i romantyczna nie zrobiła na mnie aż tak dużego wrażenia jak Duma i uprzedzenie. Styl pisania Jane Austen ciągle uważam za świetny, ale jednak mała ilość dialogów i za długie, nużące wręcz opisy przyrody, zrobiły w tym wypadku swoje. Poza tym, ta książka wydała mi się niestety mało zabawna, co w porównaniu do pierwszego spotkania z tą autorką wypadło dość blado. Zresztą nawet zakończenia rozdziałów były takie… nagłe. Wielokrotnie odniosłam wrażenie urywanej gwałtownie rozmowy.
  • Podobały mi się za to realistyczne opisy rzeczywistości, w jakich dzieje się akcja powieści. Te wszystkie polowania, sprawy majątkowe, dziedziczenia ziemi i starania o panny. Wiecie na pewno, o co mi chodzi.
  • No i nie rozumiem, po co autorka stworzyła trzy córki, skoro ciągle była mowa jedynie o dwóch z nich 😉
  • Książka z listy BBC.
  • moja ocena: 5/10

Słońce i jej kwiaty Rupi Kaur (Wydawnictwo Otwarte) 

  • Odniosłam wrażenie, że ten tomik przepełniony jest wewnętrznym bólem, smutkiem i żalem. Z czego on wynika? Z trudnego życia i ciężkiej do opisania miłości, ze zdrady i odejścia bliskich osób oraz rozstań, które wcale nie powinny mieć miejsca?
  • Każdy interpretuje poezję na swój sposób, jednak dla mnie Słońce i jej kwiaty to twórczość kobiety ze złamanym sercem, która pragnie zaprezentować odbiorcy swoją codzienność. Czy jest to zatem pozycja dla każdego? Szczerze mówiąc, wątpię. Sporo tu bowiem erotycznej treści, którą nie każdy czytelnik zrozumie i doceni.
  • Jakie tematy porusza Rupi Kaur? Kobiecość, emigrację, przywiązanie do ojczyzny, stratę, bunt, poczucie własnej wartości. Dla niej to bardzo osobiste tematy. Dla mnie niekoniecznie.
  • Moim zdaniem średniej długości teksty są najlepsze i zawierają przekaz, który można łatwo i przyjemnie zinterpretować.
  • Denerwowały mnie za to liczne odniesienia do przyrody i otaczającego świata, które zaburzały mój odbiór poszczególnych utworów.
  • Poza tym, dość często zadawałam sobie pytanie: To ma być wiersz? Hmm. Okej.. Przykładowo, w ogóle nie trafił do mnie tekst Rozbijasz kobiety jak buty. Oczywiście były też takie fragmenty, które wywołały we mnie wzruszenie i reakcję WOW! Ale to prawdziwe!. Przykładem jest poniższy wiersz:
  • ♥ najważniejsze rozmowy
    będziemy prowadzili palcami
    gdy twoje będą nerwowo głaskały moje
    przy pierwszej kolacji
    albo zesztywnieją ze strachu
    gdy spytasz czy spotkam się z tobą za tydzień
    lecz jak tylko odpowiem że tak
    rozluźnią się i uspokoją
    gdy nasze palce chwycą się
    w pościeli
    obydwoje będziemy udawać
    że nie miękną nam kolana
    gdy się rozzłoszczę
    będą pulsowały gorzkim krzykiem
    lecz gdy zadrżą prosząc o przebaczenie
    poznasz co to przeprosiny
    a gdy jedno z nas będzie umierało
    w szpitalnym łóżku w wieku osiemdziesięciu pięciu lat
    twoje palce będą ściskały moje
    mówiąc to czego słowa nie potrafią ♥
  • Jeśli chodzi o plusy tej pozycji to podoba mi się sam pomysł na poszczególne części: więdnięcie, opadanie, zapuszczanie korzeni, wschodzenie i zakwitanie. Poza tym ogromny szacunek za urocze wydanie i pobudzające wyobraźnię rysunki.
  • Poezja jest tak indywidualną sprawą, że ciężko coś takiego w ogóle oceniać. Nie zidentyfikujesz się – nie polubisz – nie zrozumiesz. Proste.
  • moja ocena: 5/10

Dygot Jakub Małecki (Wydawnictwo Sine Qua Non) 

  • Jakub Małecki potrafi czarować. Za sprawą słów zabiera czytelnika w świat codziennej niezwyczajności. Pokazuje magię chwili, niepewność i ogromne cierpienie. To książka o życiu, rodzinie, skrywanych uczuciach, rodzicielstwie i pokusach.
  • Ta pozycja ma tak żywe postaci, że aż głowa mała. To odmieńcy oraz ich postrzeganie przez małe, lokalne społeczności. To kochające się rodziny i nienawidzący się nieznajomi.
  • W Dygocie znajdziemy to, co nas przeraża. Dowiemy się, że nasze myśli bywają niebezpieczne i potrafią otoczyć człowieka bez żadnego ostrzeżenia.
  • Uwielbiam takie zgrabne połączenia poszczególnych bohaterów i miejsc akcji. Kawał dobrej literatury.
  • moja ocena: 7,5/10

13 powodów Jay Asher (Wydawnictwo Rebis) 

  • Na początku napiszę, że w ogóle nie mogłam wciągnąć się tę książkę. Kursywa, brak większych odstępów pomiędzy wierszami a do tego przeplatanie myśli i uwag osób odsłuchujących nagrania. Moim zdaniem, masakra. Poza tym ciągle miałam wrażenie, że coś podobnego już gdzieś czytałam. Nadal nie mogę jednak skojarzyć żadnego konkretnego tytułu.
  • Myślę, że tę pozycję młodzież powinna omawiać na zajęciach z języka polskiego lub na godzinie wychowawczej. To przecież zbiór nastoletnich problemów – wyśmiewanie, szkodliwe plotki, przechwałki, arogancja, gwałt, samobójstwo i masa innych ważnych tematów, których nie powinno zamiatać się pod dywan.
  • Według mnie zakończenie jest bez sensu. Zabrakło mi również odpowiedzi na kilka istotnych pytań.
  • Niestety nie przekonała mnie ta historia. Mam wrażenie, że główny problem potraktowano w tej książce troszkę po macoszemu. Może serial jest lepszy. (P.S. Jestem po pierwszym sezonie serialu i podoba mi się o wiele bardziej niż książka.)
  • moja ocena: 3/10

Confess Colleen Hoover (Wydawnictwo Otwarte) 

  • Z jednej strony to nie była zła książka. Z drugiej strony czegoś mi w niej zabrakło.
  • Bardzo podoba mi się przewodni motyw anonimowych wyznań oraz wszystkie drobne smaczki, jak na przykład drugie imię kota czy sposób, w jaki obraz trafił do głównej bohaterki. Uwielbiam też jej współlokatorkę, która jak dla mnie jest najlepszą z postaci występujących w tej książce.
  • Nie przypadło mi do gustu zakończenie, które w ogóle mnie nie zaskoczyło. Przewidywalność to mój główny zarzut w stosunku do tej pozycji.
  • To książka dla osób lubiących lekką, niewymagającą większego zaangażowania akcję.
  • Po tych wszystkich zachwytach nad twórczością Colleen Hoover spodziewałam się czegoś o wiele lepszego.
  • moja ocena: 5/10

Bałtyk. Historie zza parawanu Aleksandra Arendt (Wydawnictwo Poznańskie) 

  • Czytam opinie innych użytkowników i po prostu uwierzyć nie mogę. Naprawdę tylko mnie tak oczarowała ta książka?
  • Bałtyk. Historie zza parawanów to typowo wakacyjna lektura. Autorka zabrała mnie w niezapomnianą podróż po polskim wybrzeżu. Razem z nią mijałam latarnie morskie, poznawałam szczegóły pracy latarników, zakopywałam się w piasku i przemierzałam kolejne kilometry.
  • Ten reportaż to zbiór rzeczy istotnych dla Bałtyku. Fragmenty rozmów, mapy, plany miast, rysunki, stare zdjęcia – kocham takie dodatki, które pozwalają czytelnikowi poruszyć wyobraźnię.
  • Aleksandra Arendt wykonała kawał dobrej roboty, zbierając wszystkie dostępne materiały. Swoim stylem pisania sprawiła, że przepłynęłam przez tę pozycję jak przez morze. Raz było naprawdę poważnie a raz śmiesznie aż do łez. Ta książka porusza tematy nawiązujące do historii, geografii, archeologii i biologii, dzięki czemu stanowi niekończące się źródło informacji.
  • Dla mnie to książka dla ludzi o ludziach, którzy w jakiś sposób przyczynili się do rozwoju tej części Polski. Czy to pracą, czy własnymi zainteresowaniami. Moim zdaniem ta pozycja to ukłon w ich stronę, specjalny hołd dla nich.
  • Mam dwa zastrzeżenia. Po pierwsze tytuł, który niestety wprowadza w błąd, dając mylne wyobrażenie na temat samej treści. Po drugie, rozdział o skoczkach, który strasznie mnie wynudził. Jak dla mnie ma on niewiele wspólnego z Morzem Bałtyckim.
  • Dlaczego na plaży pojawiały się dwumetrowe płoty? Dlaczego pary wynajmowały dzieci od miejscowych rybaków? Ile latarni morskich znajduje się na polskim wybrzeżu? Czy Stary Hel był naprawdę stary? Która miejscowość miała kiedyś windę zjeżdżającą na plażę? Co działo się na Stefanie Batorym? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania, to koniecznie sięgnijcie po Bałtyk. Historie zza parawanów.
  • Książka leci do moich ulubieńców a ja koniecznie muszę sprawić sobie papierowe wydanie.
  • moja ocena: 9/10

Historia pszczół Maja Lunde, cykl: Kwartet klimatyczny (tom 1), (Wydawnictwo Literackie) 

  • Bardzo ważny temat omówiony w całkiem przyjemny sposób. Niestety pszczeli klimat poczułam jedynie w 2/3 tej powieści.
  • Najbardziej podobała mi się część dotycząca życia w Chinach. To bowiem naprawdę przerażająca wizja przyszłości. Współczuję robotnicy Tao i wszystkim, którzy musieli żyć w świecie bez pszczół.
  • Najmniej przypadła mi do gustu opowieść dotycząca XXI wieku i nagłego znikania pszczół z powierzchni Ziemi. Historia Georga i jego rodziny była momentami strasznie rozciągnięta.
  • Poza tym podoba mi się język autorki i chętnie sięgnę po jej kolejne książki.
  • moja ocena: 7/10

Znowu pragnę ciemnej miłości Joanna Lech (Wydawnictwo W.A.B.) 

  • Doceniam pracę wykonaną przez autorkę. Wyszukanie i zebranie tych wszystkich miłosnych wierszy w jedną całość, na pewno zabrało trochę czasu. Niestety są to utwory zauważone przez Joannę Lech a nie przeze mnie.
  • Do mnie one po prostu nie trafiły. Nie poruszyły czułych strun mego serca, nie wywołały wzruszenia ani w ogóle żadnych emocji. Nie potrafię się niestety z nimi zidentyfikować a przez to ich docenić.
  • Uważam, że siedem interesujących wierszy to zdecydowanie za mało, abym mogła dać tej pozycji więcej gwiazdek.
  • Szczerze mówiąc to jestem zawiedziona tą pozycją.
  • moja ocena: 3/10

Z dala od zgiełku Thomas Hardy (Wydawnictwo Nasa Księgarnia) 

  • Thomas Hardy ponownie oczarował mnie wiejską atmosferą i pełnokrwistymi bohaterami. Z dala od zgiełku to klasyka, przy której świetnie można się zabawić. Ta historia pokazuje czytelnikowi różne oblicza miłości. Są ciche westchnienia i dzika namiętność. Są pierwsze, ukradkowe spojrzenia i długo oczekiwana radość po upragnionym ślubie. Są sercowe rozterki i ogromny ból po stracie partnera. Jest nie tylko niewinne uczucie, ale i szaleńczy obłęd doprowadzający do tragedii.
  • Na wyróżnienie zasługuje sam styl pisania autora, który wzbudza całą gamę emocji. Od zaciekawienia przez wzruszenie, złość, onieśmielenie aż po współczucie. Poza tym uwielbiam poczucie humoru przekazywane w rzucanych ukradkowo uwagach, które po tylu latach mogłyby być ciągle aktualne.
  • Co jeszcze przypadło mi do gustu? Opisy przyrody i przedstawienie współpracy człowieka z naturą. Te wszystkie burze, mgły i deszcze dostarczyły wyjątkowego klimatu tej powieści. Świetny jest również sam motyw owcy. Życie tych zwierząt wplecione zostało w bieg życia gospodarzy. Poznajemy ich zwyczaje i chłoniemy ciekawostki o rozdętych owcach, o ich strzyżeniu oraz o rodzeniu bliźniąt.
  • Autor idealnie oddaje klimat dziewiętnastowiecznej angielskiej prowincji. Język został dopasowany do środowiska, z którego wywodzi się dana postać. Hardy przedstawia swojską gwarę po spożyciu zbyt dużej ilości alkoholu oraz lekki i zaczepny ton podczas opowiadania śmiesznych historii z dawnych czasów. Opisy obowiązków służby i chłopów wnoszą do tekstu sporo ciekawostek o ówczesnych mieszkańcach.
  • Czwórka głównych bohaterów wzbudza zaciekawienie. Gabriel Oak to spokojny pasterz grający na flecie i uparcie dążący do swoich marzeń. William Boldwood to facet, z którym nie chciałabym mieć nigdy do czynienia. Natrętny, upierdliwy i egoistyczny dupek. Francis Troy to typ hulaki, bad boya do którego wzdychają wszystkie panny z okolicy. No i Betsaba Everdene, czyli farmerka w społeczeństwie mężczyzn. Jak dla mnie to typowa kobieta. Z zewnątrz opanowana i chłodna. Wewnątrz pragnie miłości jak każda z nas.
  • Na pewno trzeba zwrócić też uwagę na postaci drugoplanowe. Każda z nich jest inna i przez to wyjątkowa. Mamy jąkałę, dominującą żonę, wesołego staruszka, biednego ale uczynnego pasterza i oddaną powierniczkę tajemnic. Razem tworzą małą, wiejską społeczność, idealnie pasującą do otaczającego ich świata.
  • Mam do zarzucenia tej książce tylko jedno – bardzo przewidywalne zakończenie, które mnie osobiście nieco rozczarowało.
  • Co mi teraz pozostało? Obejrzeć film, który powstał na podstawie tej książki.
  • Książka z listy BBC.
  • moja ocena: 7/10

Lato Tove Jansson (Wydawnictwo Nasza Księgarnia) 

  • Lato to niezbyt skomplikowana opowieść o życiu. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Ta książka pomimo prostoty w pewien sposób chwyta czytelnika za serce.
  • To nic innego jak relacja babci z wnuczką. Najśmieszniejsze jest to, że czasem zastanawiałam się, która z nich jest bardziej dojrzała i odpowiedzialna. Wiadomo, że kochająca babcia uchyli nieba dla swojej pociechy. Tak jest i tym razem. To właśnie ona otwiera drzwi świata przed młodszą bohaterką. Pokazuje jej wartości, które powinny mieć znaczenie. Wyjaśnia sprawy łatwe i te bardziej zawiłe. Tłumaczy, czym jest tolerancja, wiara, relacje rodzinne, cieszenie się z małych chwil, przezwyciężanie własnych barier i lęków, przyjaźń czy miłość.
  • Starość kontra młodość czy raczej starość i młodość? Idealne współgranie i wzajemny szacunek czy zupełnie odmienne światy?
  • Ta książka uczy cierpliwości, ponieważ nie każdy rozdział ma coś do zaoferowania i nie każdy jest równie interesujący. Momentami wzbudza ona strach, współczucie i niedowierzanie po to tylko, aby za chwilę przejść obojętnie obok kolejnej historii. Według mnie Tove Jansson stworzyła nierówną lekturę, przez co moja ocena będzie niższa.
  • Cieszę się, że autorka przemyciła liczne opisy fińskiej rzeczywistości. Życie na tak ograniczonej przestrzeni to nie bajka. Skały i otaczająca wyspę woda wzbudzają respekt, uczą współpracy z przyrodą i północnym klimatem.
  • Początkowo uważałam, że w tej pozycji jest za mało lata w lecie. Pojawiły się bowiem i wiosenne noce, i przygotowania do nadchodzącej jesieni. Po przemyśleniu sądzę, że wcale nie miałam racji. Ta książka to lato w pełni! Zapytacie: dlaczego? Zastanówmy się. Kiedy najlepiej odkrywa się nieznane lądy i błąka bez celu po okolicy? Kiedy beztroska miesza się z długimi dniami i opowieściami o przeżytych dawniej przygodach? Kiedy człowieka rozpiera energia pozwalająca mu na cieszenie się każdym promykiem słońca? Już znacie odpowiedź. Lato jest zatem pełne lata mimo, że nie widać tego w opisach przyrody.
  • Komu poleciłabym ten tytuł? Wielbicielom twórczości Tove Jansson oraz osobom lubiącym nieśpieszne historie o życiu.
  • moja ocena: 7/10

Był sobie chłopczyk Ewa Winnicka (Wydawnictwo Czarne) 

  • Był sobie chłopczyk wciąga od pierwszych stron, ponieważ to nie jest normalne, że młodzi chłopcy odnajdują w stawie martwe ciało dziecka.
  • Ewa Winnicka prezentuje chronologiczny rozwój zaistniałej sytuacji. Początkowo śledzimy podejmowane działania godzina po godzinie, potem dzień po dniu, a następnie miesiąc po miesiącu. Śladów jest niewiele, pracy dla służb naprawdę sporo.
  • Poznajemy sylwetki strażaków, policjantów, sąsiadów i innych ludzi zaangażowanych w jakimś stopniu, w tę sprawę. Podoba mi się, że niektórzy z nich nie radzą sobie z tą trudną sytuacją, mają wątpliwości, zadają nurtujące pytania. Po prostu mają uczucia. Z drugiej strony podziwiam, że pracownicy służb potrafią pracować w takich warunkach, odciąć się od pracy po przyjściu do domu i tak chłodno odnosić się do dostarczanych dowodów.
  • Ton autorki jest surowy, rzeczowy, wręcz obdarty z emocji. Ona nie ocenia, nie dopowiada, nie podaje wszystkiego na tacy. Może właśnie dlatego ten tekst wzbudzał we mnie miejscami dreszcze i działał na moją wyobraźnię?
  • Co zatem najbardziej uderzyło mnie w tej książce? Język nienawiści i wyzwiska w kierunku sprawców, którzy jeszcze nie byli nawet znani. Okrutne komentarze, nawoływanie do linczu i ta smutna, polska rzeczywistość. Poza tym wścibskość dziennikarzy, którzy pomimo próśb publikowali zdjęcia z miejsca zbrodni. Ja rozumiem, że to ich obowiązki, ale… trudno mi to ogarnąć. Na koniec zostawiłam sobie wisienkę, czyli tę rodzinną patologię. Bo jak inaczej mam nazwać takie życie?
  • Jaką trzeba być matką, aby porzucać dzieci dla faceta? Jak można tak żyć? Dlaczego człowiek tak okropnie traktuje bliźniego? W głowie mi się to wszystko nie mieści. Ta historia wstrząsa i przyprawia o ból serca.
  • Przykro mi to mówić, ale książka zostawiła mnie z mnóstwem niedopowiedzeń i pytań. Kto zawinił? Gdzie byli pracownicy socjalni i sąsiedzi? Czy zawsze musi dojść do tragedii, aby ktoś w końcu odważył się powiedzieć „nie!„? Czy rodzice mają wyrzuty sumienia? No i najważniejsze, co się tak naprawdę stało w tym mieszkaniu? Zresztą czy ma to większe znaczenie, która z prezentowanych opcji była prawdą, która kłamstwem? Chłopiec był. Już go nie ma. I nie będzie. To smutne. Tak po ludzku smutne.
  • To była podobno bardzo głośna sprawa medialna, jednak ja jej wcześniej nie znałam. Być może dlatego zrobiła na mnie aż takie wrażenie.
  • Czy mam jakieś zastrzeżenia? Owszem i to całkiem sporo. Po pierwsze, końcowy opis i historia Zagłębia. Ten tekst nie jest moim zdaniem potrzebny. Poza tym wybija czytelnika z rytmu. Po drugie, głośna sprawa Madzi i jej matki. To wątek poboczny, który nic nie daje czytelnikowi. Po trzecie, brak jakichkolwiek podpisów pod zdjęciami. Co przedstawiają? Co wnoszą do sprawy? Czy były w ogóle potrzebne?
  • Ciągle łapię się za głowę, gdy myślę o tych słowach: „Jarek proponuje, żeby spalić ciało w piecu, który znajduje się w kuchni. Albo zamurować. Dla Beaty te pomysły są zbyt ekscentryczne. Późnym popołudniem decydują się wywieźć Szymka i wyrzucić.
  • moja ocena: 7/10

Strażnicy światła Abby Geni (Wydawnictwo Kobiece) 

  • Aż chciałoby się rzec: wow, wow, woooooow! . Jaki ta książka ma klimat. Normalnie brakuje mi słów.
  • Zacznę od tego, że akcja powieści dzieje się na Wyspach Farallońskich, zlokalizowanych na zachód od San Francisco, na Oceanie Spokojnym. Już samo trudno dostępne położenie wzbudza w czytelniku niepokój i niepewność. Taki tajemniczy wyspiarski świat to coś, co w pewien sposób mnie intryguje. Przypadkowi ludzie nie mają tam wstępu a wiadomo, że to, co niedostępne jest też najbardziej pociągające. To skaliste wybrzeże budzi grozę, podnosi ciśnienie i powoduje dreszcze na ciele. Do atmosfery miejsca dochodzi jeszcze duch kobiety przemykający od czasu do czasu po wyspie. Kim jest ten cień? Dlaczego spotkał go taki los? Czy wniesie coś do historii ukazanej w książce?
  • Wydawać by się mogło, że największym plusem tej powieści są barwne opisy przyrody. Autorka stworzyła bowiem coś genialnego i niepowtarzalnego. Wraz z bohaterami poznajemy życie wielorybów, rekinów, fok, lwów morskich i złowieszczych ptaków. Śledzimy losy pojedynczych osobników i całych rodzin. Zaglądamy nawet do sypialni, poznając ich seksualne wzloty i upadki. Do tego dochodzą nieprzeniknione mgły, surowe wzgórza, wzburzone morze. Muszę jednak ostrzec osoby zainteresowane. Jeśli nie lubicie opisów otaczającego świata, to nie jest to pozycja dla Was.
  • Co wzbudziło we mnie największe emocje? Co najbardziej spodobało mi się w Strażnikach światła? Odpowiedź jest prosta. Ludzie.
  • Abby Geni potrafi tworzyć pełnokrwiste postaci. Ba! Ona robi to naprawdę dobrze. Czy czytaliście kiedyś książkę, w której główna bohaterka była fotografem dzikiej przyrody? Pewnie nie, bo zawsze trafia się na sekretarki, nauczycielki czy dziennikarki. W końcu pojawiło się jednak coś innego. Nieoklepany zawód, który intryguje. Może nie zawsze byłam w stanie zrozumieć jej postępowanie, ale i tak postać ta została świetnie wykreowana. Te ataki złości, zwidy, dziwne zachowania…
  • W tej powieści pojawiają się oczywiście także inni bohaterowie warci uwagi. Ze mną na dłużej pozostaną: Andrew, który od samego początku podsycał we mnie niepokój i powodował szybsze bicie serca oraz Galen, którego wiedza wzbudziła mój szacunek. Piękne jest to, że każdy z tych naukowców był inny, ale jednocześnie łączyła ich wspólna pasja.
  • Strażnicy światła to interesujące studium życia na ograniczonej przestrzeni. Taka izolacja tak różnych od siebie siedmiu osób prowadzi nie tylko do obserwacji zwierząt, ale przede wszystkim do śledzenia ludzkich zachowań. Wyspy tworzą atmosferę grozy i niepokoju. Wciągają, onieśmielają i zmuszają do przemyśleń.
  • To powieść uniwersalna. Opowiada o życiu w izolacji, o biciu się z własnymi myślami, o macierzyństwie, stracie, tęsknocie i krzywdzie, jaką może wyrządzić jednemu człowiekowi drugi człowiek.
  • Nie byłabym sobą, gdybym na koniec nie napisała o tym, co strasznie mnie irytowało w tej pozycji. Chodzi mi o powtórzenia, które były po prostu nie do zniesienia. Ile razy można czytać o tym, że Miranda zabrała ze sobą sześć aparatów, że każdy z nich inaczej się nazywa, że wieczorami usuwa zdjęcia z cyfrówki, bla, bla, bla...? Tego było za dużo, żeby dało się przejść obok tego obojętnie.
  • moja ocena: 9/10

Dajcie mi znać, co ciekawego pochłonęliście w ostatnim czasie albo co myślicie o książkach z powyższej listy. Może sami sięgnęliście kiedyś po te tytuły? Trzymajcie się ciepło, Kinga.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron poszczególnych wydawnictw.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥