52 książki (2018), książki
Leave a comment

Przeczytane w maju i czerwcu

Jest sierpień, ale… może jesteście ciekawi, po jakie pozycje sięgnęłam w maju i w drugiej połowie czerwca? 😛

Ogień wśród nocy Teresa Messineo (Wydawnictwo Prószyński i S-ka)

 

Poczuli niesmak do samych siebie za to, że stali się zobojętniali, znużeni, przepełnieni własnym cierpieniem, zmarznięci, głodni i brudni w środku i na zewnątrz, pokryci brudem, którego nie zmyje żadna woda. Wiedzieli, że odkąd sami przestali być ludźmi, nikogo nie trzymali za rękę, nie mówiąc o całowaniu, ich świat był światem przetrwania, zwierzęcym światem kąsania, szarpania i rozrywania, a niekiedy lizania ran.

 

  • Ogień wśród nocy‚ to chwytająca za serce opowieść o kobietach i ich wewnętrznej sile do walki. To straszliwe ludzkie historie toczące się w latach okrutnej wojny, w których codziennie trzeba walczyć o takie wartości jak miłość czy przyjaźń.
  • Podczas czytania, poznajemy losy dwóch głównych bohaterek: Kay i Jo. Od samego początku wyczuwamy różnice pomiędzy nimi. Różni ich pochodzenie, osobowość, podejście do rodziny. Łączy ich chęć zrobienia czegoś dla innych. To właśnie dlatego w dalszej części akcji śledzimy ich poczynania w korpusie medycznym armii amerykańskiej. Taka służba kosztuje wiele wyrzeczeń. Poza tym przepełniona jest licznymi wewnętrznymi rozterkami i wyzwaniami dnia codziennego. Choroby, cierpienie, walka o życie to tylko podstawowe z nich.
  • Autorka rzuca nas w wir wydarzeń, toczących się na dwóch wojennych frontach. Trudne warunki szpitala polowego, regularne bombardowania, brak odpowiednich środków higienicznych i dostaw świeżego jedzenia oraz uciążliwi pacjenci. To tylko część problemów, z którymi muszą zmierzyć się nasze bohaterki. Z dala od bliskich skazane są bowiem tylko na siebie.
  • To nie jest jakaś wybitna literatura, jednak losy poszczególnych postaci tak wciągają czytelnika, że nieświadomie przewraca on kolejne strony powieści w oczekiwaniu na ostateczne zakończenie akcji. Warto przeczytać, aby choć trochę zapoznać się ze światem pielęgniarek wojennych.
  • moja ocena: 6/10

Portret Doriana Graya Oscar Wilde (Wydawnictwo Vesper) 

  • Portret Doriana Graya” to skarbnica mądrych, życiowych cytatów.
  • Cieszę się, że w końcu mam tę książkę za sobą. Podchodziłam do niej już wielokrotnie, czytałam kilka stron i wciąż odkładałam ją na później. Kiedy uparłam się, że przebrnę przez tę historię, to wcale lekko nie było. Styl pisania autora to kompletnie nie moja bajka, główny bohater denerwował mnie swoim zapatrzeniem w siebie a lord Henry wkurzał rzucanymi na prawo i lewo uwagami. Do tego wszystkiego miałam dziwne wrażenie, że gdzieś już to czytałam. Po namyśle uznałam, że z tajemniczych względów fabuła kojarzy mi się z „Kiedy byłem dziełem sztuki” E.-E. Schmitta.
  • Doceniam przekaz tej historii i jej przerażającą aktualność w dzisiejszych czasach. Czy będę ją polecać na prawo i lewo? Niekoniecznie. Dla mnie była to bowiem jednorazowa przygoda.
  • moja ocena: 5/10

Zerwa Remigiusz Mróz, cykl: Komisarz Forst (tom 5) (Wydawnictwo Filia) 

  • Uwaga spoiler (zaznacz tekst, aby odczytać): Wiktor, Ty to jesteś kozak! Trochę chciałabym być Tobą. Łazisz po tych górach, latasz do słonecznej Hiszpanii i zawsze wychodzisz cało z każdej opresji. Nie straszne Ci słone wody, wysokie szczyty i zapyziałe nory. Normalnie niezniszczalny facet z Ciebie. To głupie, ale ciekawe co musiałbyś zrobić, żeby zginąć?
  • No i co ja zwyczajna, krucha dziewczyna mogę napisać o tej całej „Zerwie”? Ano, podobała mi się. Nie mogłam się powstrzymać przed przesuwaniem kolejnych stron i z niecierpliwością czekałam na finał całej pentalogii. Ukradkiem spoglądałam na telefon, kiedy nie mogłam poświęcić czasu na czytanie. Pociły mi się dłonie, myśli krążyły wokół Zakopanego, ba! ja nawet obgryzłam dwa paznokcie. W sumie mogłam pominąć ten ostatni fakt.
  • Mogłabym teraz rozważyć wszystkie za i przeciw, ale ciężko jest mi to zrobić bez zdradzania szczegółowych fragmentów z książki. Wyznam zatem: co działo się w „Zerwie„, zostaje w „Zerwie„.
  • Zdradzę jedynie, że cieszę się, ponieważ pewne furtki nareszcie zostały zamknięte. Oby bezpowrotnie. Smucę się, bo Remigiusz Mróz zostawił mnie z dziurą w sercu. No cóż, nie potrafię sobie poradzić z losem mojej ulubionej bohaterki.
  • Dodam zatem jeszcze dwie rzeczy: 1. Mam nadzieję, że kolejnych przygód Forsta już nie będzie. Nawet w innej serii. 2. Satysfakcjonuje mnie zakończenie całej historii, choć nadal uważam, że powinna pozostać jedynie trylogią.
  • moja ocena: 6/10

Tatuażysta z Auschwitz Heather Morris (Wydawnictwo Marginesy) 

  • Lale żył zgodnie z mottem: „Jeśli budzisz się rano, to znaczy, że jest dobry dzień.”.”
  • Gdybym powiedziała, że ta książka przypadła mi do gustu, to pewnie spojrzelibyście na mnie z pewną niepewnością w oczach. Jakim bowiem cudem pozycja o takiej tematyce, może się komuś spodobać?
  • To niesamowite, co zrobił ze mną „Tatuażysta z Auschwitz„. Nie wiedziałam, gdzie się schować, jak przyswoić to, co czytam. To niezwykła opowieść, która wzbudziła we mnie bardzo skrajne emocje.
  • Przez głowę wciąż przelatywały mi nowe pytania: Jak ja bym postąpiła w sytuacji zagrożenia życia? Czy byłabym w stanie ryzykować? Czy miałabym odwagę tatuować innych więźniów? Czy bohater miał wyrzuty sumienia? Czy miał inne wyjście? Czy śniły mu się koszmary? Dylemat za dylematem. Odpowiedzi nadal nie znalazłam, choć minęło już kilka miesięcy od przeczytania tej książki.
  • Ta historia jest przerażająca, bezlitosna, drastyczna i budująca zarazem. Bestialstwo i okrucieństwo miesza się z codzienną walką i nadzieją na lepsze jutro. Z jednej strony, bohaterowie pokazują, że miłość rodzi się wszędzie. Nawet w największym bagnie. Z drugiej strony, na każdej stronie śmierć bezczelnie wyłazi z kartek i wpycha się z buciorami w nasze życie. Nie daje o sobie zapomnieć. Nie daje zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Powinniśmy pamiętać. Takie pozycje powinny powstawać i uświadamiać ludzi w różnych krajach. To kolejny kawałek naszej historii, historii świata. Historii, która może się niestety powtórzyć. Nikt bowiem nie zagwarantuje nam, że kiedyś nie będziemy zmuszeni codziennie walczyć o swoje człowieczeństwo.
  • moja ocena: 8/10

Minione chwile Gabriela Gargaś (Wydawnictwo Filia) 

  • Kiedy mam ochotę na ciepłe, wzruszające historie, sięgam po twórczość Gabrieli Gargaś. Nie wymagam od tych książek zbyt wiele. Nie spodziewam się żadnych fajerwerków a jedynie mile spędzonego wieczoru. Pozycje napisane przez tę autorkę mają po prostu ukoić moje skołatane serduszko. Czy „Minione chwile” spełniły swoje zadanie?
  • Podczas lektury skupiłam się na tle opowieści, czyli Szkocji. Wrzosowiska, wzburzone morze, skaliste klify, brukowane uliczki, zakamarki miast i wielkie stare dwory. Ajjj ♡ Niby nie ma tego zbyt wiele, ale czytelnicze oko osoby kochającej podróże, na pewno to wszystko uchwyci. Szczególnie, że te opisy tworzą niezły klimat. Trochę niedostępny i dziki, ale jednocześnie przepełniony ludźmi.
  • Gabriela Gargaś zaprezentowała bowiem życie polskich emigrantów. Widoczne są ich problemy ze znalezieniem pracy i mieszkania, kontakty z innymi mieszkańcami szkockich miasteczek oraz dylematy typu: zostać czy może jednak wrócić do Polski? Cieszy mnie to, że autorka nie wybieliła tego wszystkiego i pokazała ciemne strony życia poza ojczystym krajem.
  • Jeśli chodzi o same historie głównych bohaterek, to nawet przypadły mi one do gustu. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, równolegle poznajemy dzieje Anny oraz jej pracodawczyni, Lady Abigail. Żadna z tych kobiet nie jest idealna, dlatego ich historie także takie nie są. Miłość przeplata się z nienawiścią, wielka radość z ogromnym smutkiem, pożądanie z buntem i niechęcią. Nic nie jest takie, jak się początkowo wydaje. Szczególnie uczucia pomiędzy dwojgiem ludzi.
  • Niestety miałam spory problem z konstrukcją powieści. Czegoś mi zabrakło, trudno było mi się przyzwyczaić do skoków w czasie i szybkich zmian zachowań bohaterów. Do tego strasznie irytował mnie były facet Anny. Po czasie muszę również przyznać, że zupełnie nie pamiętam zakończenia tej książki, mimo że była ona całkiem dobra i mogłabym polecić ją fankom lekkich historii na jeden (najlepiej jesienny) wieczór.
  • moja ocena: 6/10

Tajemna historia czarownic Louisa Morgan (Wydawnictwo Prószyński i S-ka) 

  • Co tam powtarzalność czy wymyślne nawiązania do historii Europy. Co to była za klimatyczna książka!
  • Lubicie magię? Te wszystkie fiolki z tajemniczą zawartością, eliksiry przyrządzane potajemnie w piwnicy, zioła zbierane na okolicznych łąkach w czasie mglistych poranków, dziwne talizmany i księgi chowane przed wzrokiem ludzi. No i to życie w zgodzie z matką naturą oraz zgromadzenia mające miejsce w ukrytej grocie. Brzmi cudownie, prawda?
  • Tajemna historia czarownic” to niezwykła saga historyczna, która prezentuje czytelnikom losy aż pięciu pokoleń. Poznajemy niesamowite matki i córki, które są obdarzone magicznymi mocami. Śledzimy dzieje silnych kobiet, które ze względu na liczne zagrożenia, ukrywają swoje zainteresowania i pochodzenie nawet przed najbliższymi.
  • To ciągła walka ze złymi mocami, ucieczki przed łowcami czarownic i wewnętrzne rozterki bohaterek. Używając otrzymanego daru do własnych celów, muszą czasem płacić bardzo wysoką cenę.
  • Czy historie babć czegoś ich nauczą, czy każda z nich obierze własną drogę? Czy mężczyźni w końcu zrozumieją przeznaczenie swoich kobiet, czy ciągle będą one musiały ciągle potajemnie wymykać się z domu? Przeczytajcie tę książkę a na pewno znajdziecie w niej odpowiedzi na te pytania.
  • moja ocena: 7/10

Droga na koniec świata Marcin Kretkiewicz (Wydawnictwo Novae Res) 

 

Szlak świętego Jakuba to tylko droga, którą codziennie wędrujecie do celu. Prawdziwą drogę przemierzacie zaś w swym sercu. To właśnie tam zachodzą najbardziej znaczące zmiany, których teraz jeszcze nie jesteście w stanie dostrzec. Kiedyś być może uda się wam je zobaczyć. Teraz jedyne, co musicie robić, to po prostu iść.

 

 

  • Droga na koniec świata” to najlepsza książka opowiadająca o Camino de Santiago, jaką dotychczas przeczytałam.
  • Ten europejski szlak pielgrzymkowy co roku przyciąga zagubionych ludzi, poszukujących własnej ścieżki życia. Jednym z nich jest Paweł, główny bohater tej historii. Człowiek młody i pełen obaw. Ktoś, z kim wielu z nas może się utożsamić.
  • Marcin Kretkiewicz stworzył coś, co czyta się bardzo płynnie i przyjemnie. Zawarł w tej książce całą prawdę o Camino. Dzięki autorowi miałam wrażenie, że po raz drugi wędruję tą drogą. Pokonywałam kolejne kilometry w pełnym słońcu, ocierałam pot z twarzy i rozglądałam się z utęsknieniem za szklanką chłodnej wody. Poznawałam osoby, z którymi połączyły mnie niezwykłe zbiegi okoliczności oraz jadłam kolację w otoczeniu chłodnych murów i gorących serc. Ponownie rozważałam wszystkie dostępne opcje przyszłości, grzebałam w swojej przeszłości i płakałam nad toczącą się teraźniejszością.
  • Owszem, w „Drodze na koniec świata” znaleźć można sporo filozoficznych rozważań i fragmentów dotyczących wiary w Boga. Mnie one jednak zupełnie nie przeszkadzały. Może wynikać to z tego, że z większością tych myśli, po prostu potrafię się zgodzić. Ta wybuchowa mieszanka porusza także tematy codzienne, takie jak poszukiwanie miłości, toksyczne znajomości, spełnianie wymagań bliskich, umiejętność zarządzania czasem czy zwyczajna załamująca człowieka bezsilność. Tematy trudne, ale zarazem niesamowicie potrzebne.
  • To idealna pozycja dla osób, które Drogę św. Jakuba mają już za sobą oraz dla tych, którzy dopiero myślą nad jej pokonaniem. Wartość tej książki określa jej użyteczność. Niektórym przypomni ona bowiem o tym, co w tym szlaku jest najważniejsze. Innych może ona zainspirować do wzruszenia w tę podróż. Do zrobienia tego najtrudniejszego, pierwszego kroku.
  • Musicie jednak wiedzieć, że dla każdego z was droga ma inną odpowiedź. To zaś, czy uda się wam do niej dotrzeć, nie zależy tylko od was. Nie zawsze bowiem ktoś jest gotów, by ją poznać. Camino to taki niezwykły szlak, który każdemu z osobna i w najlepszy dla niego sposób ukazuje jedynie to, co w danym momencie gotów jest zrozumieć. Dlatego musicie być cierpliwi i z uwagą nasłuchiwać tego, co ma wam do powiedzenia wasze serce. I nie oczekujcie zbyt wiele. Przyjmujcie wszystko z wdzięcznością.
  • moja ocena: 7/10

Pył z landrynek Katarzyna Kobylarczyk (Wydawnictwo Czarne) 

  • Jestem rozczarowana. Spodziewałam się wyczerpującego spojrzenia reporterki a otrzymałam ogólnikowe opowieści turystki, która tu była, tam była, na to tylko zerknęła, ale książkę napisała.
  • Podtytuł: „hiszpańskie fiesty” dał mi nadzieję na intrygujący zbiór reportaży dotyczących różnorodnych wydarzeń, mających miejsce w słonecznej i gorącej Hiszpanii. Opis wskazywał na to, że pogoń za fiestami dostarczy mi dzikości, magii chwili i opisów przenoszących mnie z miejsca na miejsce. Owoc trzech lat zbierania materiałów jest moim zdaniem totalnym niewypałem.
  • Wydaje mi się, że te krótkie formy to raczej luźne notatki z dziennika lub wpisy dobre na bloga podróżniczego. Teoretycznie powinny być one bardzo ciekawe, praktycznie jest z tym już dużo gorzej. Według mnie nie są one dopracowane, przez co w książce pojawia się mnóstwo nieistotnych informacji. Historie poszczególnych wydarzeń zostały zmieszane z zachowaniami mieszkańców i dużą ilością osobistych uwag, niewnoszących nic do tekstu.
  • Styl pisania Katarzyny Kobylarczyk również pozostawia wiele do życzenia. Jest po prostu irytujący. Autorka ciągle używa denerwującej formy my, nie tłumacząc przy tym, kogo ma na myśli.
  • Autorka wprowadza zamęt. Często zaczyna jakiś temat i po chwili sama go urywa. Nie docieka, nie obchodzą jej szczegóły, woli uciekać niż zgłębiać dane zagadnienie. Kilkukrotnie odchodzi z niczym, porzucając temat. Biorąc pod uwagę, że to z założenia reportaż, jest to co najmniej dziwne.
  • Poza tym w „Pyle z landrynek” panuje chaos. Różne miejsca, daty, sytuacje. Brak jakiegokolwiek sensownego ułożenia zgromadzonych treści.
  • Moim zdaniem, hiszpańskie fiesty to temat z ogromnym potencjałem, którego Katarzynie Kobylarczyk nie udało się udźwignąć.
  • Na koniec dodam, że mnie zabrakło także zdjęć, które pokazywałyby te wszystkie wydarzenia.
  • moja ocena: 3/10

W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy Barbara Demick (Wydawnictwo Czarne) 

  • Gdzie indziej też można cieszyć się życiem, ale nie tak jak w Sarajewie. To miasto ma wyjątkową duszę.
  • Sarajewo to moje ulubione europejskie miasto. Rok temu wręcz bezczelnie zrzuciło z pierwszego miejsca magiczny Rzym i bez ostrzeżeń rozgościło się w moim sercu. Ta stolica posiada wszystko to, co lubię. Z zewnątrz wydaje się szarym i owianym ponurą historią miastem, ale wewnątrz wszystko jest takie, jakie być powinno.
  • To dziwne wrażenie spacerować po ulicy, o której później czyta się w książce. Widzieć codzienność, która jeszcze kilkanaście lat temu była zupełnie inna. Zachwycać się budynkami, które tak wiele przeszły. Podziwiać starszych ludzi, którzy radzą sobie w takiej okolicy i śmiało podchodzą z ciężkimi zakupami pod górkę. Tak naprawdę, ta pozycja nie porusza tylko i wyłącznie tematu życia na jednej z sarajewskich ulic, ale także omawia realia wojny toczącej się w całej przestrzeni tego miasta.
  • Autorka wielokrotnie dopuszcza się powtórzeń niektórych szczegółów oraz nieco chaotycznie opisuje pewne sprawy. Zarzuty w stosunku do niej nie są tu jednak najważniejsze. To opisywana rzeczywistość budzi przerażenie w czytelniku. Potrząsa nim, zmusza go do refleksji.
  • W oblężeniu. Życie na sarajewskiej ulicy” prezentuje tyle faktów, ile była w stanie zgromadzić autorka przez lata swojej ciężkiej pracy. W książce śledzimy dzieje całych rodzin oraz losy poszczególnych bohaterów, mieszkańców, osób z krwi i kości. Podążamy z nimi do pracy, szkoły czy nocnego klubu. Chowamy się w ciemnych piwnicach przed ostrzałem snajperów. Walczymy o lepszy byt dla bliskich i nielegalnie ciągniemy prąd, aby móc ugotować posiłek z resztek dostępnych produktów. Udajemy się po wodę na drugi koniec miasta, choć nie jesteśmy pewni, czy będziemy w stanie potem wrócić do domu. Martwimy się o osoby zaginione oraz modlimy za tych, których los nie oszczędził. Jesteśmy bezsilni i łzy płyną nam z oczu. Nic nie możemy zrobić. Musimy czekać.
  • Ta pozycja to codzienność, w której nikt z nas nie chciałby żyć. Właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.
  • moja ocena: 10/10, polecam! ♥

Wielka samotność Kristin Hannah (Wydawnictwo Świat Książki) 

  • Prawda jest taka, że choć „Słowik” wywołał we mnie szybsze bicie serca, to najnowsza książka Kristin Hannah od początku mnie do siebie nie przyciągała. Niby ucieszyłam się, że autorka wydaje kolejną powieść, ale nie czekałam na nią z niecierpliwością ani nie liczyłam na palcach dni do premiery. Szczerze mówiąc, początkowo nawet nie miałam jej w swoich czytelniczych planach.
  • Po książkę jednak sięgnęłam, choć sama nie wiem dlaczego. Okładka nie budziła we mnie przecież żadnych emocji a opisu przed rozpoczęciem lektury w ogóle nie przeczytałam. Coś mnie podkusiło, no i… chyba nie żałuję.
  • Styl pisania autorki ponownie mnie zauroczył, ale tak naprawdę to Alaska zrobiła mi dobrze. Jejku, jakie to było pod tym kątem wyśmienite! W sensie ta część Stanów Zjednoczonych, te zapierające krew w żyłach opisy. Dzika przyroda, jeszcze bardziej dzikie zwierzęta i najbardziej dzicy ludzie. Taka Alaska mnie pociąga, kusi, wabi. Chciałabym spróbować życia w tym miejscu. Chciałabym obawiać się zimowej ciemności i oczekiwać nadchodzącego lata. Chciałabym żyć w takiej niewielkiej społeczności, w której wszyscy się znają. W ogóle drugoplanowi bohaterowie to dla mnie kolejny bardzo duży plus tej książki. Każdy z nich jest inny, ma swoje ciemne i jasne strony.
  • Wielka samotność” to dramat nawet nie jednej a dwóch rodzin. Ta książka budzi przerażenie, zniesmaczenie, smutek, złość. To nie jest łatwa pozycja. Wielokrotnie miałam ochotę wziąć matkę głównej bohaterki, porządnie nią potrząsnąć i czekać na jej reakcję. Dla mnie ta postać była tak irytująca, że odbierała mi całą przyjemność z czytania. Nigdy nie zrozumiem kobiet, które są w takiej sytuacji i nie potrafią, nie chcą się sprzeciwić. Nawet późniejsze wydarzenia to dla mnie marne pocieszenie.
  • Denerwowało mnie także powtarzanie drobnych szczegółów, których na pierwszy rzut oka czytelnik nie byłby w stanie wyłapać, ale ja po prostu uwielbiam tego typu rzeczy i zwracam na nie uwagę. Poza tym zakończenie również okazało się niestety dość przewidywalne.
  • moja ocena: 6/10

Zaplątana miłość Karolina Wilczyńska, cykl: Stacja Jagodno (tom 1) – Wydawnictwo Czwarta Strona 

  • Bo zrezygnować z czegoś, co lubimy, tylko dlatego, żeby komuś zrobić na złość, wiele kosztuje. Zwłaszcza, gdy tak naprawdę mamy na to coś ochotę.
  • Poszukując książek odpowiednich na nadchodzące lato, trafiłam na propozycję Marty z instagramowego konta @marta.mrowiec .
  • Po przeczytaniu całkiem przyjemnego i lekkiego opisu „Zaplątanej miłości”, postanowiłam sięgnąć po tę właśnie książkę. Oczekiwałam uroczej historii z bohaterami, których da się polubić. Chciałam swojskości, do której będę mogła wracać w ciepłe wieczory.
  • Szczerze mówiąc, wszystko to otrzymałam a ta historia, wciągnęła mnie na dobre. Nie mogłam się oderwać od sięgania po kolejne tytuły z tej serii. Zresztą autorka celowo nie zakończyła kilku wątków w pierwszej części, tak aby zainteresowany czytelnik przeczytał również dalsze losy bohaterów.
  • Rozdziały są krótkie i zawierają sporo dialogów, dlatego tę książkę połknęłam w ciągu kilku godzin, nie wiedząc nawet, kiedy ten czas upłynął. Przeniosłam się na polską wieś pełną tajemnic i do Kielc, które pokazały mi swoje nowe oblicze.
  • Co uważam za największy plus tej historii? Różnorodne, pełnokrwiste postaci. Jestem przekonana, że każdy czytelnik odnajdzie swojego ulubieńca i będzie mógł się z nim w jakimś stopniu utożsamić. Dlaczego? Tak naprawdę to nie jest wcale taka płytka pozycja, jak niektórzy mogą uważać. Autorka poruszyła w niej bowiem sporo ważnych tematów, które są mniej lub bardziej opisane. Nie ma co ukrywać, że ta obyczajówka skierowana jest przede wszystkim dla kobiet. Mężczyźni mogą się nie odnaleźć w stylu pisania Karoliny Wilczyńskiej, choć patrząc na treść, faceci powinni przeczytać tę książkę. Mogliby wiele się z niej nauczyć a nam kobietom, byłoby później nieco łatwiej 😉
  • Wracając jednak do wątków zawartych w „Zaplątanej miłości”. Książkoholicy otrzymają między innymi radzenie sobie z samotnym macierzyństwem i kłopotami związanymi z dorastająca nastolatką, pracoholizm, samotność, spełnianie wygórowanych wymagań rodziców czy handel narkotykami. Bardzo podoba mi się, że nie wszystko w tej historii jest takie idealne. Nie ma wyidealizowanych mężczyzn ani kobiet mających figury modelek prosto z okładek czasopism. Nie ma pięknej, śnieżnej Wigilii, która pojawia się w wielu podobnych pozycjach. Jest za to taka zwyczajna codzienność, przedstawiona w bardzo realistyczny sposób: rozlana kawa, stłuczony talerz i małżeńska kłótnia. Co do samych postaci, moją ulubienicą jest Róża. Ta staruszka o wielkim sercu i wspaniałym charakterze dzieli się przemyśleniami, które otulają ciepłem i spokojem ducha. Złote rady udzielane przez tę bohaterkę są odpowiednie dla ludzi w każdym wieku. Na tę chwilę nie polubiłam Marysi, choć jej buntowniczy charakter został świetnie wykreowany. Mam nadzieję, że z biegiem czasu ta postać zmieni nieco swoje nastawienie do otaczającego ją świata.
  • Na koniec dodam, że zakochałam się w krajobrazie Jagodna i Borowej. Są gęste lasy i polne dróżki. Jest zalew ze skarpą i okolica, w której większość mieszkańców zna się nawzajem. Są fiołkowe konfitury, mały biały domek i rąbanie sterty drewna. Klimat miasteczka gminnego i świętokrzyskiej wsi to zdecydowanie moja bajka.
  • Dlaczego po tylu miłych słowach dałam tej pozycji tylko sześć gwiazdek? Co mam jej do zarzucenia? Chyba jedynie to, że jest ona zbyt prosta. W moim odczuciu zabrakło jej takiej magii, która uczyniłaby tę książkę wyjątkową dla mnie. Nie dla innych a dla mnie samej. Czy jednak zwyczajnością nie można się cieszyć i miło spędzić przy niej czasu? Ależ oczywiście, że można! Właśnie dlatego nie żałuję ani minuty spędzonej przy „Zaplątanej miłości”.
  • moja ocena: 6/10

Marzenia szyte na miarę Karolina Wilczyńska, cykl: Stacja Jagodno (tom 2) – Wydawnictwo Czwarta Strona  

 

– Może dawniej ludzie mieli więcej czasu na miłość?
– Więcej czasu?
– No tak. Nie spieszyli się. Powoli poznawali, musieli się dłużej starać, czekać na pocałunek czy seks. A potem nie spieszyli się tak ciągle, mieli czas na rozmowy, na przyjrzenie się drugiej osobie, zauważenie jej. A teraz – wszystko szybko – od razu do łóżka, potem ciągła gonitwa, bo przecież praca i zarobić trzeba na tyle rzeczy, nie? No i nie ma kiedy popatrzeć na tego, obok kogo się budzisz. Zresztą po co? Zawsze można zamienić na inną osobę. Tak jak z ciuchami – wiesz, że jakość kiepska, tu odstaje, tu uciska, ale ważne, że na początku dobrze wygląda, bo i tak w kolejnym sezonie spodoba ci się coś innego. A dawniej kupowało się rzeczy na lata, więc trzeba było dobrze wybrać, dopasować i dbać.

  • Prawda jest taka, że choć trochę skarżyłam się na zwyczajność „Zaplątanej miłości„, to i tak nie potrafiłam odmówić sobie sięgnięcia po drugą część Stacji Jagodno. Tak bardzo polubiłam niektórych bohaterów, że po prostu musiałam zobaczyć, jak zakończą się pewne wątki poruszone jeszcze w pierwszej części. Autorka jednak wciąż nie przestaje mnie zaskakiwać. Pojawiły się bowiem kolejne historie, których zakończenia znowu chciałabym poznać. Wyczuwam potencjał w wielu wydarzeniach i czuję, że trzecia książka będzie petardą 😉
  • Czym zatem kusi nas Karolina Wilczyńska? Tajemniczym starym domem na leśnej polanie, dziwnym leśniczym który nie wzbudził mojego zaufania, znikającym od czasu do czasu Łukaszem, małą uroczą Nikolką i panną Zuzanną, której po prostu nie da się nie lubić.
  • W „Marzeniach szytych na miarę” zwróciłam uwagę przede wszystkim na barwne opisy. Całe otoczenie dworku zostało przedstawione w interesujący sposób. Aż ma się ochotę napić herbaty razem z jego mieszkankami. Sielskość polskiej wsi była o wiele ciekawsza niż przestrzeń samych Kielc. W książce znajdziemy także fragmenty opisujące wojnę i życie podczas jej trwania, dzięki czemu cofniemy się w przeszłość niektórych bohaterów.
  • Poza tym w tej części widać kobiecą siłę i pomysłowość. Oczywiście nie obyło się bez typowych rozterek sercowych, zapachów unoszących się w kuchni i prostoty dnia codziennego. Emocje grają tu jednak dość istotną rolę. Razem z bohaterami doświadczamy złości, smutku, radości, zniecierpliwienia, bezsilności i stanu zakochania. Doświadczamy życia. Prawdziwego, chwytającego za serce życia.
  • moja ocena: 7/10

Nie zapytam, co przeczytaliście w maju. Pewnie nawet już o tym nie pamiętacie. Dajcie mi zatem znać, co ciekawego pochłonęliście w ostatnim czasie albo co myślicie o książkach z powyższej listy. Może sami sięgnęliście kiedyś po te tytuły? Trzymajcie się ciepło, Kinga.

 

Zdjęcia okładek pochodzą ze stron poszczególnych wydawnictw.

_____

Podobał się Wam ten wpis? Polubcie go, udostępnijcie na swoich profilach albo po prostu wyślijcie link komuś, komu może się on przydać. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie również komentarz pod postem.

Chcecie być na bieżąco? Polubcie KOT-a na fejsieinstagramiegoodreads, lubimyczytać. lub bloglovin. Zachęcam również do kontaktu mailowego (kinganowakofficial@gmail.com).

Wasza reakcja jest dla mnie niezwykle ważna. Mobilizuje mnie ona do rozwoju i dalszej pracy nad blogiem. Z góry dziękuję i do następnego razu! ♥