Było, minęło. Listopad 2017

#BLOG I INNE TAKIE
Niedawno opisywałam mój październik a tu już skończył się listopad. Czy czas oszalał, czy to ja zwolniłam? 
W szybkim skrócie:
- nawiązałam dość interesujące współprace, dzięki którym podzieliłam się z Wami kodami rabatowymi 
- podjęłam się napisania artykułu, który już wkrótce będziecie mogli przeczytać (szczegółów póki co nie zdradzę)
- rozpoczęłam cykl #kotpolecainsta, w którym na fanpejdżu polecam instagramowe konta
- na insta story zasypywałam Was zdjęciami książek, które czytałam


#SAMOŻYCIE
Początek ubiegłego miesiąca spędziłam przede wszystkim w moim rodzinnym Tuliszkowie. To właśnie tam, pierwszego listopada odwiedziłam groby bliskich osób. Jak zwykle Wszystkich Świętych wzbudziło we mnie wiele wewnętrznych emocji. Pominę fakt, że na cmentarzach była wielka rewia mody i niejedna osoba zachowywała się tak, jakby nowe futro z norek i ułożona pod linijkę fryzura były w tym dniu najważniejszymi sprawami. Pominę fakt corocznych dyskusji, które znicze będą najlepiej prezentowały się na pomniku i jakie wrażenie zrobią one na "tych sąsiadach z lewej". Naprawdę, niektóre ludzkie zachowania mnie przerażają. Szczególnie w takich dniach zadumy, refleksji i chwili spokoju. 

Ze smutkiem zauważyłam również, że z roku na rok zniczy na pomnikach moich znajomych jest coraz mniej. Czas biegnie nieubłaganie a przy tych grobach nie spotykam już tych samych osób, co dawniej. Nie wiem, czy to pamięć się zaciera, czy przyczyna takich zachowań jest zupełnie inna.  Zawsze, kiedy stoję przy nagrobkach Adriana, Lidki, Piotrka czy obu Marcinów to mam przed oczami wszystkie wspólne chwile, jakie kiedyś gdzieś nas połączyły. Od niektórych z tych wydarzeń upłynęło już dobre osiemnaście lat, ale i tak trzymam je głęboko w swojej pamięci. Mam nadzieję, że gdziekolwiek teraz przebywają to moja modlitwa i ciepłe wspomnienia, zapewniają im po prostu spokój. 

Wiem, wiem, zrobiło się jakoś tak poważnie. Już zmieniam temat.
W listopadzie udało mi się wyskoczyć na jedną nockę do mojej ukochanej Łodzi, która ponownie przywitała mnie deszczem. Oczywiście nie zrealizowałam wszystkiego, co sobie założyłam, ale i tak było interesująco. Zatrzymałam się (jak zwykle) w Hostelu Flamingo, dzięki czemu odbyłam kilka krótkich spacerów po słynnej Pietrynie, wpadłam do księgarni Tak Czytam oraz odwiedziłam mój ulubiony antykwariat Gratka z jedynym i niepowtarzalnym, przemiłym sprzedawcą. Do mojej biblioteczki dołączyły dzięki temu dwie książki: „Ostatni wykład” R. Pausch'a (9 zł) oraz „Katedra Marii Panny w Paryżu” V. Hugo (całe 2 zł). Wieczór spędziłam w przemiłym towarzystwie Beti, Przemka i ich chomika o imieniu Chomik. Co tu dużo mówić, ósme piętro znowu dało radę. 
Co jeszcze przyniósł mi listopad? Mnóstwo dobrego polskiego jedzenia, ponowny powrót do Niemiec, czekanie do północy aby złożyć komuś urodzinowe życzenia, dziwne plany sylwestrowe zmieniające się jak w kalejdoskopie, kupno ulubionej ozdoby do włosów, pierwsze przedświąteczne zakupy i... problem z zębem

Czarny piątek okazał się dla mnie naprawdę czarny. Wieczorem tak rozbolał mnie ząb, że nawet tabletki nie działały. Budziłam się co godzinę z nadzieją, że jest już ranek. W Niemczech dentyści zazwyczaj nie przyjmują w soboty i niedziele. Dodatkowo w miejscowym szpitalu nie ma żadnego dyżuru tego typu specjalisty. Dziękuję zatem osobom, które pomogły mi w podjęciu dalszych decyzji. Gdyby nie oni, nie wiedziałabym, że jest coś takiego jak pogotowie stomatologiczne. Nigdy wcześniej nie byłam bowiem w takiej sytuacji. Na wizytę pojechałam z bólem, okazało się, że zgromadziła mi się ropa nad koronką, którą miałam robioną w tym roku. Szczegółów Wam oszczędzę, ale wiecie co? Nie życzę tego nawet największemu wrogowi... 

Przez tydzień walczyłam z ponad 38 stopniami Celsjusza, z drgawkami i lekkimi mdłościami. Wyglądałam jak chomik, czułam się jak kupa nieszczęścia. Opuchlizna była tak duża, że wiedziałam, jak czuje się ktoś, kto dostał cios prosto w oko. Prawie codziennie byłam u stomatologa na czyszczeniu nacięcia, które mi wykonano i przyjmowałam dzielnie antybiotyk mimo, że nie mogłam już patrzeć na tabletki. 

Teraz jest już lepiej, ale ze względu na sytuację jaka miała miejsce, muszę wybrać się do chirurga szczękowego. To on musi znaleźć przyczynę tego wszystkiego. Trzymajcie kciuki, bo sprawa nie jest jeszcze zakończona a mnie szykuje się emocjonująca końcówka roku.


#MUZYKA


 *********************
JAKI BYŁ WASZ LISTOPAD?

Share this:

Prześlij komentarz

 
Copyright © Kinga On Tour: blog Kingi Nowak. Designed by OddThemes