Było, minęło. Październik 2017

#BLOG I INNE TAKIE
Uwaga, uwaga, nastąpił blogowy postęp! Nie ma to tamto, z jednego wpisu zrobiły się całe dwa. W ubiegłym miesiącu opublikowałam bowiem podsumowanie września oraz recenzję książki pod tytułem „Zapach domów innych ludzi”. Naprawdę tylko na tyle mnie stać w ostatnim czasie? Jak to się dzieje? Czym jest to spowodowane? Szczerze powiedziawszy, po prostu brak mi słów na moje zachowanie. Sama nie wiem, czy warto się tłumaczyć, skoro nie zna się odpowiedzi na tak wiele pytań. Nie będę się zatem usprawiedliwiać. To nie o to chodzi w blogowaniu. Jeśli możesz, trzymaj po prostu kciuki. Być może listopad okaże się wówczas ciekawszy. 

#SAMOŻYCIE
Październik to nic innego jak piździernik, więc dla mnie sprawa była od początku oczywista. Musiał być gruby, miękki koc, gorąca czekolada, zapachowe świeczki i nastrojowe światełka. Innej opcji nie było. Nawet mój kot wciąż leżakował przy rozgrzanym grzejniku. Albo bezpośrednio na nim. 

Żal było nie skorzystać z ostatnich ciepłych dni i motywujących do ruchu promieni słonecznych. W wolnych chwilach wybierałam się zatem na krótkie rowerowe przejażdżki. Były wycieczki do lasu, wypady na grzyby i wyjazdy do pobliskiej Holandii. Były przeprawy przez błota i pod powalonymi drzewami. W pewną niedzielę, udało mi się również ponownie wyskoczyć do niemieckiego Kalkar, o którym oczywiście nadal na blogu nie opowiedziałam. 
Żeby nie było jednak aż tak kolorowo i bajecznie, to zdradzę, że przez tydzień leżałam w łóżku. Rozłożyło mnie jakieś okropne przeziębienie. Kichałam, smarkałam a kaszel rozrywał mi płuca. Leżałam wtedy w łóżku i nie miałam siły na nic. Nawet na czytanie książek. Królowała świąteczna piżama i herbata pita litrami. Mój kot próbował mnie leczyć gryzieniem po stopach. Ostatecznie nie wiem, czy to on miał taki wpływ na moje wyzdrowienie, czy jednak zażywane lekarstwa. 

Pod koniec miesiąca otrzymałam wspaniałe zdjęcia z wrześniowego wesela Magdaleny i Łukasza. Nawet podzieliłam się jednym z nich na fejsie, więc jeśli jeszcze go nie widziałeś, to pędź zobaczyć te rozwiane w tańcu włosy. 

Październik to również ogromny żal, że nie było mnie w Polsce i że wszystko działo się jakby poza mną. Ostatnio mam bowiem wrażenie, że czas przecieka mi przez palce i że pewnych przeszkód nie da się przeskoczyć. Wspieranie znajomych na odległość to nie to samo, co wspieranie ich będąc obok nich. Ominęła mnie między innymi piękna walka wieczoru i złamanie nogi przez kolegę ze studiów. Gdybym była bliżej, to dałabym radę odwiedzić koleżankę, od której odszedł ktoś bardzo bliski albo spotkać się z kimś, z kim wymieniłam ponad 600 e-maili w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Ubiegły miesiąc to także zerwanie znajomości, która w moim odczuciu nadal powinna istnieć. Życie bywa skomplikowane a za błędy trzeba płacić. 

Zapomniałabym. Byłam w Polsce. Znowu. Jeszcze w październiku odwiedziłam rodzinną miejscowość mojej mamy, aby uporządkować pomnik dziadków przed Wszystkimi Świętymi. Uwielbiam wracać do dolnośląskich Mysłakowic. Mam słabość do tej miejscowości. Niewielka, cicha, na dobrą sprawę nic się tam nie dzieje. Widoki jednak wynagradzają wszystko inne. Niestety, w tym roku chmury były tak gęste, że Śnieżki nie było widać. 
#MUZYKA
Halo, czy to Stany Zjednoczone? Poproszę tego pana. Najlepiej z dostawą do domu. 
Co tu dużo mówić, Brett Eldredge zawrócił w mojej głowie od pierwszego spojrzenia. Co za elektryzujący głos! Co za spojrzenie! Co za zarost! Trzymaj mnie, bo zemdleję. 
Tak serio, to od kiedy tylko usłyszałam tę piosenkę, wiedziałam że będzie ona moją październikową perełką. Teledysk jest tak nastrojowo jesienny. Tekst idealnie trafił w moje obecne samopoczucie. Słów mi brakuje, aby wyrazić to, co czuję. Po prostu musisz posłuchać tego utworu. Może sam się w nim zakochasz.

Ostatnio mam wrażenie, że na odległość większość rzeczy wychodzi mi lepiej, mocniej, trwalej, dojrzalej. Nie widząc kogoś, nie mając go obok, nie potrafię po prostu tego schrzanić. Kiedy jednak przychodzi spotkanie twarzą w twarz, okazuje się że obie strony chcą czegoś zupełnie innego. Albo chcą tego samego, ale ja tak się zablokowałam, że nie potrafię niczego dać w zamian. Może po prostu:
„Na odległość
Zawsze jestem bliżej
Jestem bliżej
Na odległość”

W tym miejscu chciałabym podziękować Dawidowi z Osiem dziewięć, który jakiś czas temu podzielił się ze mną Kortezem. Dzięki niemu mam teraz wiedzę, którą w dobry sposób wykorzystuję. Bez żadnego poczucia winy zapadam się w fotelu na te kilka minut i po prostu odlatuję myślami gdzie indziej. Cóż mogę Ci więcej powiedzieć? „To dobry moment, już nie czekajmy.”. Zobaczmy, co przyniesie listopad.


 *********************
JAK TAM TWÓJ PAŹDZIERNIK, KOCIE?


Share this:

Prześlij komentarz

 
Copyright © Kinga On Tour. Designed by OddThemes