Było, minęło. Wrzesień 2017

#BLOG I INNE TAKIE
Jestem gotowa. Możesz skopać mi tyłek. Zasłużyłam sobie na to. We wrześniu opublikowałam bowiem JEDEN post. Jeden jedyny. Pokazałam Ci w nim moje trzy ulubione miejsca w Sarajewie i podzieliłam się z Tobą osobistą historią mojego życia. Zrobiło się wówczas nastrojowo a nawet dość poważnie. Jeśli jeszcze nie miałeś okazji przeczytać moich wypocin, to klikaj szybciutko i rób potem, co chcesz. Możesz podać tekst dalej albo zatrzymać go tylko dla siebie.

Tak naprawdę to dawno nie było aż tak źle na blogu! Mogłabym to zwalić na brak stałego dostępu do Internetu, brak weny twórczej, brak czasu. Mogłabym to zwalić na cokolwiek. Prawda jest jednak taka, że po dwudziestym września i po ponad dwutygodniowej przerwie spowodowanej awarią laptopa, po prostu nie miałam ochoty wracać do pisania. W głowie mam pełno pomysłów, ale nie potrafię zrobić z nimi porządku. Pogubiłam się. Może wynika to z tego, że obecnie skupiam się na czymś innym, a co za tym idzie chwilowo zmieniłam priorytety? Naprawdę ciężko mi powiedzieć. Wiem tylko, że wolę to przeczekać niż na siłę dodawać byle jakie posty. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.

Interesujące jest to, że w ostatnim czasie możesz mnie częściej znaleźć na fejsie niż właśnie tutaj. Moja wzmożona aktywność wynika z tego, że łatwiej dzielić mi się z Tobą zwyczajną codziennością, śmiesznymi obrazkami czy cytatem z czytanej aktualnie książki niż tworzyć długie wpisy na bloga i zastanawiać się godzinami, które zdjęcia opublikować. Choć zasięgi mnie momentami przerażają to widzę, że codzienne pisanie ma sens. We wrześniu przybyło sporo nowych obserwatorów (razem to już 350!). Mam również grono osób, które stale się udziela, co jest naprawdę miłe i motywujące. Dziękuję ♥
Pozostało mi zatem zachęcić Cię do polubienia mojego profilu, jeśli nadal tego nie zrobiłeś → Kinga On Tour

Jeśli chodzi o Instagrama to pod koniec września stuknęło mi 800 obserwatorów! Tysiąc coraz bliżej, ale te liczby tak szybko się zmieniają, że nie wiem kiedy do niego dobiję. Na pewno będzie to taki próg, który przyprawi mnie o szybsze bicie serca. Ogarnięcie mojego insta to wyższy poziom jazdy i choć z dnia na dzień coraz bardziej dojrzewam do decyzji, aby jakoś go uporządkować, to jednocześnie wciąż z nią zwlekam. Czas pokaże jak to będzie.  Dam Ci znać, jeśli coś się w tej kwestii zmieni.

Zapomniałabym! Wrzesień to również... trzy lata mojego blogowania. Trzy lata. To ogrom czasu, pracy, energii, poświęcenia, zaangażowania, złości, rozczarowań, radości i w ogóle wszystkiego co tylko możliwe. Jak przypomnę sobie swoje początki to widzę różnicę. Wiem, że teraz zaczęłabym inaczej, bo mam już wiedzę której nie miałam tego wrześniowego dnia na praktykach, na których postanowiłam rozpocząć przygodę z blogiem. Dziękuję Tobie, Tobie i Tobie za to, że jesteście. Dziękuję sobie, że wytrwałam.

#SAMOŻYCIE
Wrzesień okazał się miesiącem, w którym moje serce biło znacznie szybciej niż w poprzednich miesiącach. Było to spowodowane moim dłuższym pobytem w Polsce. W końcu miałam więcej czasu i okazji, aby porozmawiać z bliskimi mi osobami, poczytać książki w rodzinnym domu, napić się gorącej herbaty prosto z filiżanki a nie z kubka, zjeść czekoladowe mleczko w tubce (chyba nigdy z tego nie wyrosnę) czy pobawić się z małymi kotami.

Wrzesień to ogromna radość z zakończenia wizyt u dentystki i ponowne posiadanie zęba. To pożegnanie ze starym laptopem, odzyskanie wszystkich zdjęć i dokumentów a także przyzwyczajanie się do nowych sprzętów. W końcu odebrałam od kuzynki wygrany w konkursie aparat FinePix XP120, więc obecnie przeprowadzam liczne testy. Szczerze mówiąc, widzę różnicę, ale o tym pewnie jeszcze kiedyś napiszę. Na tę chwilę wykonałam nim zbyt mało różnych zdjęć, aby wyrazić jakąkolwiek opinię.
W ubiegłym miesiącu bawiłam się na dwóch weselach. Drugiego oraz szesnastego września. Pierwsze odbyło się w okolicy mojego rodzinnego miasta, drugie pod Łodzią. Obie imprezy były na swój sposób wyjątkowe. Z jednej strony mój przyjaciel z czasów szkoły średniej, którego znam już dobre dziesięć lat a z drugiej łódzcy znajomi, z którymi miałam okazję być już i w Gdańsku, i na Helu, i na niejednej szalonej domówce. Długo by zresztą opowiadać! W tym miejscu chciałabym raz jeszcze podziękować moim weselnym partnerom T. i M., bo bez nich te noce nie byłyby na pewno takie same ♥

Swoją drogą, czy mieliście kiedyś na tyle szalony dzień, że sami nie mogliście uwierzyć we wszystkie wydarzenia, jakie miały wówczas miejsce? Ja tak. Szesnasty września przebił wszystkie inne. Najpierw moja osoba towarzysząca napisała, że prawdopodobnie zaspała, potem potrąciłby mnie samochód na pasach, następnie kosmetyczka odwołała umówioną wcześniej wizytę, a później... M. zadzwonił i oznajmił, że zostawił garnitur w pociągu. Co to był za dzień! Po raz pierwszy w życiu, na ślubie w kościele łza pociekła mi ze śmiechu a nie ze wzruszenia ;)

Co jeszcze się działo w ostatnim czasie? W łódzkim hostelu poznałam dwóch Hiszpanów, dziewczyny z Bułgarii i Ukrainy, chłopaka z Turcji i zabawnego Jerzego. Hostelowy pokój był tak wąski jak to niektóre hostelowe pokoje, ale atmosfera wymiany językowej była nie do pobicia. O tym wydarzeniu napisałam dokładnie tak:

„Wystarczy przypadkiem założyć koszulkę: „Learn Polish. It's easy” z takimi wyrazami jak: gżegżółka, mitrężyć, dżdżysty, źdźbło, itp. a śmiechu będzie aż za dużo. Podobnie działa to w drugą stronę. Tureckie slówka łatwe nie są, z Hiszpanem dogadasz się nawet po polsku a jak powiesz „mierda” to nagle wszyscy rzucają odpowiedniki tego słowa w innych językach. Jak tu nie śmieszkować. No jak?”

Będąc w Łodzi, nie mogłam odmówić sobie spróbowania czegoś nowego. Padło na pączka z wiśnią i twarogiem, zakupionego w Pąki z Mąki (ul. Piotrkowska 7). Powiem tak. Przypomniało mi się dzieciństwo. Smak był naprawdę niezły, choć jak dla mnie pączek był nieco za tłusty. Może to moja wina, bo nie poczekałam aż ostygnie. No cóż, łakomstwo.
Co dalej? Odwiedziłam moją M., dzięki której mam okazję być ciocią Kingą. Zobaczyłam się również z koleżanką, z czasów liceum i doszłam do wniosku, że nie ma to jak rozmowy po latach z J.. Łączy nas więcej niż mogłoby się początkowo wydawać. Wybrałam się także na znany mi już wcześniej Gorzew. To właśnie B., z którym tam byłam, przypomniał mi, co w życiu jest ważne. Świetnie było się również spotkać z B., którego nie widziałam już od dobrych kilku lat. Przerażające, jak czas szybko leci. Przerażające, że nagle ogarnęła mnie taka tęsknota za Łodzią.

W drodze powrotnej do Niemiec spędziłam kilka godzin w Berlinie oraz zahaczyłam o Essen, w Nadrenii Północnej-Westfalii. Wiesz że po raz pierwszy korzystałam z niemieckich pociągów? #wstyd i #hańba Byłam też na festynie w Heiden. Używane rzeczy leżały obok zakurzonych książek, w powietrzu unosił się zapach frytek i końskiego łajna, a ulicami przejeżdżały traktory i dorożki. Żyć, nie umierać. Relaks pełną parą.
#LITERATURA
We wrześniu przeczytałam osiem książek, z czego aż sześć wypożyczyłam z mojej tuliszkowskiej biblioteki. Przyznaję, tęskniłam za wydaniami papierowymi i choć mam na półce sporo nieprzeczytanych pozycji, to jakoś po nie nie sięgam. Sama nie wiem dlaczego. Może to nie ten czas i nie to miejsce?

„Nerve” Jeanne Ryan
„Bestiariusz słowiański. Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach”
„Wielka księga inspiracji”
„Niebezpieczne kłamstwa”
„Charlie i fabryka czekolady”
„Grunt pod nogami”
„Ósmy cud świata”
„Pięć sposobów na upadek”

Nie będę się pogrążać, ale doskonale wiem, że całkowicie zawaliłam książkowe tematy na blogu. Przeczytałam w tym roku prawie 80 pozycji a opowiedziałam Ci zaledwie o trzydziestu. Brawo Kinga, brawo! Doskonała robota, naprawdę.

#MUZYKA
We wrześniu rozpoczęła się jesień, więc nadszedł czas nie tylko na zapalane wieczorem dyniowe świecie, ale i na słuchanie nastrojowych piosenek. Spokojne utwory, z romantycznym i życiowym przesłaniem to zdecydowanie coś, co polubiłam w ostatnim okresie. Czas zwolnić. Czas się wyciszyć i zmienić coś w swoim życiu. Już nawet rozpoczęłam katowanie się muzyką, dlatego podzielę się z Tobą swoimi trzema ulubieńcami z ubiegłego miesiąca. Kodaline będzie mi towarzyszyć aż do grudnia a Pink oraz James Arthur to dla mnie ostatnie powiewy lata.

 *********************

 

JAK TAM TWÓJ WRZESIEŃ, KOCIE?

Share this:

Prześlij komentarz

 
Copyright © Kinga On Tour. Designed by OddThemes