Rzymie, tęsknię za Tobą!


Mówili: "Jedź do Rzymu. Powinno Ci się tam spodobać."
Nie ostrzegli mnie jednak przed tym, że zostawię tam wielki, mięsisty kawał mojego serca.
To właśnie dlatego mam teraz ochotę głośno krzyczeć: Rzymie, tęsknię za Tobą!

Rzym to miasto, które mną zawładnęło. Wkradło się do mojego wnętrza zupełnie niepostrzeżenie gdzieś pomiędzy przedmieściami a Roma Tiburtina. Jeszcze nie wysiadłam z autokaru a już wiedziałam, że będę chciała tam zawsze wracać. Zachwyciły mnie zielone palmy w szerokich donicach, słońce wpadające przez okno, a nawet prostytutki stojące przy jednej z głównych dróg wjazdowych. 
Rzymie, tęsknię za Tobą!
Potrzebowałam prawie dwóch lat, aby w pewien sposób dorosnąć. Dorosnąć albo może lepiej dojrzeć. Dojrzeć do tego, aby podzielić się z Tobą czymś więcej niż piątką ulubionych miejsc w Rzymie

Rzym mnie zniszczył. Rozbił na kawałki i nie poskładał do kupy, bo cząstki mnie zdążyły już rozlecieć się po tym wyjątkowym mieście. Zdążyły wchłonąć w koryto szerokiego Tybru i osiąść na bocznej ścianie jednego z kościołów w Quartiere X Ostiense. Już ich nigdy nie pozbieram, a Rzym będzie mnie już zawsze do siebie przyciągał. To trochę tak, jakby wytwarzał on specjalne pole magnetyczne, a ja nie mogłabym się mu oprzeć. Już sama nie wiem czy to miłość, czy może uzależnienie.


Tęsknię za dźwiękami Rzymu. Za wesoło rżącym brunatnym koniem czekającym na turystów przy Altare della Patria. Za Un Angelo Disteso Al Sole leniwie sączącym się z głośników. Za stukotem obcasów na Piazza di San Francesco d'Assisi. Za unoszącym się w powietrzu, słodko-gorzko brzmiącym językiem włoskim. 

Tęsknię za zapachami Rzymu. Jesienne, złote liście. Miejska woda wypływająca z jednej z fontann. Drzewko pomarańczowe skryte w jednym z ogrodów. Ryby leżące w lodzie na targu. Pizza wypiekana w gorącym piecu. Świeżo zmielona kawa. Każde z nich pachniało wówczas inaczej. Pachniało tak, że w głowie aż kręciło się od tych wszystkich aromatów, a ubranie przesiąkało mieszanką kawy, dymu papierosowego i terenów nadrzecznych. 

Tęsknię za smakami Rzymu. Kokosowe gelato. Słodki jogurt z bananami. Jeden z lepszych hamburgerów, jakie jadłam w życiu. Kwaśne cytryny zajadane na szybko w hostelu. Indyjskie chipsy, które miały być bardzo ostre, a wcale takie nie były. Rzym smakował wybornie pomimo tego, że nie spróbowałam ani makaronu, ani lokalnego wina. Tyle możliwości zatem jeszcze przede mną!

Na swój sposób tęsknię za ludźmi poznanymi w Rzymie. Za szaloną Australijką odbywającą swoją podróż dookoła świata. Za parą z Indii, którzy byli zdziwieni, że wspomniane wyżej chipsy nie były dla mnie ostre. Za Niemcem, który dwa razy pomagał otwierać mi drzwi do pokoju, bo moja karta magnetyczna wciąż się zacinała. Za Włochem spod Koloseum, który zaproponował wspólne, nocne zwiedzanie miasta i wcale nie naciskał, kiedy odmówiłam. Za Polakiem, z którym wymieniłam więcej zdań niż z kimkolwiek wcześniej. 


Tęsknię za Rzymem w całości. Nie w jednej piątej, dwóch czwartych, czy jednej trzeciej. Tęsknię za nim w całości. Nie przeszkadzały mi wszechobecne tłumy ludzi, próbujący mnie rozjechać Włosi na skuterach, czy podejrzanie kręcący się przy mnie faceci. To wszystko spłynęło po mnie i nie pozwoliło mi odbierać Rzymu jako miasta złodziei czy podrywaczy. Rzym zamydlił mi oczy swoim wewnętrznym pięknem i niezwykłym, wręcz magicznym klimatem - jego wspaniała architektura, wąskie uliczki Trastevere, przyjemne knajpki i możliwość zwiedzania miasta na piechotę. Nadal nie potrafię oddać tego wszystkiego słowami. Mam to przed oczami, ale chyba żadne zdania nie pokażą nikomu, jak bardzo pokochałam Rzym. To moje ulubione, ukochane miasto. To miasto, w którym zostawiłam fragment siebie i ono o tym doskonale wie. To dlatego wciąż mnie kusi. Kusi, aby odwiedzić je ponownie. Ono mnie do siebie woła, abym znów mogła się w nim na nowo zatracić i zapomnieć o otaczającym mnie świecie. 

Myślę, że moje ponowne spotkanie z Rzymem będzie trochę jak spotkanie z dawno niewidzianym przyjacielem. Rzucimy się sobie ochoczo w objęcia, a on otuli mnie swoim ciepłem. Przegadamy całą noc, śmiejąc się wesoło i popijając wino. Pewnie i tak nam to nie wystarczy, więc za jakiś czas znów będziemy musieli się ponownie zobaczyć. Być może jedno z nas zdecyduje się na odważniejszy krok i pozwoli nam to zostać ze sobą na zawsze? Tego nie jestem w tej chwili, w stanie powiedzieć, ale mam nadzieję, że przekonam się o tym w przyszłości. Nie zawaham się wówczas Ci o tym powiedzieć. Obiecuję. 



Share this:

Prześlij komentarz

 
Copyright © Kinga On Tour. Designed by OddThemes