Przeczytane #2


Prawie każdy nowy dzień zaczynam i kończę z książką (bądź tabletem) w ręce. Staram się wyciskać z tych czytelniczych chwil jak najwięcej przyjemności, dlatego pochłaniam pozycje, które mnie ciekawią i na swój sposób intrygują. Nie należę do osób, które muszą przeczytać daną pozycję do końca. Może właśnie dlatego wciąż lubię czytać? Jeśli rozpocznę nową przygodę, ale z różnych powodów nie czuję tej chemii, to odkładam ją z powrotem na półkę. Najwyraźniej, nie jest to na nią dobry czas, więc po co mam go tracić tkwiąc w historii, która mnie nie interesuje?  Też tak masz, czy jesteś moim zupełnym przeciwieństwem? Podzielę się z Tobą kolejną dziesiątką przeczytanych tytułów. Są wśród nich utwory z klasyki gatunku oraz nowości wydawnicze. Są polscy i zagraniczni autorzy. Są książki podróżnicze, thillery i romanse.  Może znajdziesz coś dla siebie?


"Ten bowiem, kto bardzo kocha, nigdy nie zapomina powinności, której wymaga przywiązanie!"
Opis ze strony wydawnictwa: (uwaga są spoileryBeowulf to epicki poemat anglosaski, którego autor nie jest znany. Ułożony prawdopodobnie na początku VIII wieku (jedyny rękopis pochodzi z około 1000 roku), jest najstarszym znanym tekstem literatury anglosaskiej. Jest najdłuższym poematem ze wszystkich znanych w dawnym języku angielskim i stanowi w przybliżeniu dziesiątą część całej literatury anglosaskiej. Rękopis nie posiada żadnego tytułu, ale od początku XIX wieku jest on znany jako Beowulf. Akcja toczy się w VI wieku w Skandynawii i zawiera wiele aluzji do innych germańskich legend i bohaterów. Nie ma dowodów, aby kiedykolwiek żył szwedzki książę Beowulf, chociaż niektóre fakty z poematu zostały potwierdzone przez badaczy historii. Poemat posiada ponad trzy tysiące wierszy. Pierwsza część mówi o tym, jak Beowulf przybywa do Danii, aby pomóc tamtejszemu królowi, którego kraj od dwunastu lat jest nękany przez ogra Grendela. Beowulf, z czternastoma towarzyszami, pokonuje potwora, a później również jego matkę, która stara się pomścić syna. W drugiej części, po pięćdziesięciu latach rządów Beowulfa w jego rodzinnym kraju, toczy on swoją ostatnią bitwę, tym razem ze smokiem, który sieje przerażenie wśród jego ludu. Chociaż zdołał go pokonać, to jednak Beowulf sam ginie w walce. Poemat kończy się pogrzebem króla-bohatera. Poemat posłużył za źródło do inspiracji dla wielu książek i filmów, takich jak chociażby Władcy pierścieni Tolkiena, oraz dla filmów Trzynasty wojownik czy Beowulf.
Moja opinia: Dzika Skandynawia. Germańskie legendy. Zły potwór siejący spustoszenie. Interesująco przedstawiona siedziba władcy. W tej książce rządzi miłość oraz nieustraszeni, dojrzali bohaterowie. Jest również pragnienie zemsty, które buduje odpowiednią atmosferę grozy i napięcia. Przyznaję, że ze względu na wiek tego tekstu, spodziewałam się ciężkiego i trudnego w zrozumieniu języka. Dostałam jednak coś całkiem ciekawego i przyjemnego w odbiorze. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. 
Moja ocena: ★★★★★★★☆☆☆



"Żeby być naprawdę szczęśliwą, musisz tego chcieć. Choćby życie ci się skomplikowało, musisz zaakceptować to, co się stało, porzucić ideały i nakreślić nową mapę prowadzącą do szczęścia."
Opis ze strony wydawnictwa: W Bone jest dom. W domu mieszka dziewczyna. W dziewczynie mieszka ciemność… Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa „pożeraczem”. Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje niczym służącą. Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judaha – starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała. Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać… „Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból”. Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić. Najbardziej brutalna prawda to ta o nas samych.
Moja opinia: Margo, Margo, Margo. Hmm. Zacznę od tego, że sama nie wiem, jak ocenić tę książkę. Nie jestem w stanie zebrać tego wszystkiego do kupy i po prostu zaznaczyć kilka nic nieznaczących gwiazdek. Ta pozycja to coś więcej niż gwiazdki. Ta pozycja to życie. Trudno mi zakwalifikować "Margo" do jednej konkretnej kategorii książkowej. To new adult, thiller czy może książka psychologiczna? Przeczytałam ją już ponad miesiąc temu, a nadal mam problem z jej odbiorem. Tego, co zrobiła ze mną Tarryn Fisher, nie można określić jednym słowem. Obecnie myślę o tej pozycji i wiem, że to idealny materiał na film. Film, który z chęcią bym obejrzała, choć pewnie pochodziłoby to już pod masochizm. 
Jeśli chodzi o samą książkę, to jej początek był po prostu świetny. Bardzo dobrze napisana część sprawiła, że z napięciem pochłaniałam kolejne strony tej historii. Potem pojawił się męski bohater i moje uczucia nagle zmalały. Przeszkadzały mi uwagi o płytkiej, beznadziejnej bohaterce i prawie typowym mięśniaku. Myślałam: Serio? Znów musi być to samo, co wszędzie? Odnalazłam wówczas tylko kilka elementów, które odróżniały tę pozycję od innych, które miałam okazję wcześniej przeczytać. W drugiej części, główna postać mnie denerwowała, przeszkadzała mi jej niska samoocena, a także jej relacja z Judahem. Do tego wszystkiego, schemat akcji się powtarzał, co spowodowało, że trochę się nudziłam. Następnie wydarzyło się jednak coś, co sprawiło, że do tej pory nie wiem, co było prawdą, a co nie. Poza tym, spodobało mi się zakończenie. To ono wryło mnie w fotel. To ono jest najlepszym rozwiązaniem tej historii. 
"Margo" to książka okrutna i przerażająca na swój własny sposób. To książka, w której nie ma niepotrzebnego owijania w bawełnę. To pozycja dość brutalna, krwawa i poruszająca wiele trudnych wątków. Bieda, narkotyki, prostytucja, depresja, problemy żywieniowe, gwałty, morderstwa. Jest naprawdę dobra, ale czegoś mi w niej zabrakło. Owszem, rozmyślałam o niej po zakończeniu czytania, bo moim zdaniem tego nie da się uniknąć. Mnie to zagubienie i poszukiwanie odpowiedzi na niektóre wątki, po prostu zgubiło. To właśnie dlatego, nie wiem co myśleć o Margo. O Margo jako bohaterce, i o "Margo" jako książce. Na pewno jest to tytuł zmuszający do refleksji. Warto pamiętać, że nie jest to jednak pozycja dla każdego. 
Moja ocena: Nie potrafię ocenić tej książki. Może kiedyś. 



"Człowiek ma tyle lat, na ile się czuje, i te lata się liczą, a nie metryka."
Opis ze strony wydawnictwa: Główny bohater i narrator w jednej osobie - dziennikarz, kiedyś depeszowiec, a w chwili spisywania swej opowieści szacowny jubilat, autor codziennych felietonów i krytyk muzyczny, człowiek żegnający się właściwie z życiem - dostaje szansę spełnienia swego erotycznego i niemoralnego kaprysu, szalonej nocy miłosnej z nieletnią dziewicą. Niezaspokojona chętka wprowadza w jego dość nudne, szare, ustabilizowane, emeryckie życie niepokój, który okazuje się pierwszą w jego życiu, i niewątpliwie ostatnią, młodzieńczą miłością.
Moja opinia: Już pierwsze zdanie w tej książce, sprawiło że przeszła mnie gęsia skórka. Domyśliłam się, że pomimo niewielkiej objętości, będzie to historia trudna w odbiorze. Dziewięćdziesięcioletni facet, który nie ma żony, ponieważ większość swojego życia spędził w towarzystwie prostytutek, mówi zresztą sam za siebie. Do tego dochodzi jego chęć współżycia z małoletnią dziewicą. No cóż, ta pozycja wywołała we mnie początkowo obrzydzenie. Zarówno tymi wszystkimi erotycznymi fragmentami, jak i zwyczajnym wychwalaniem męskich podbojów seksualnych. Autor nazywa wszystko po imieniu, a podejmowana przez niego tematyka sprawiła, że byłam oburzona. No bo jak to, taka różnica wieku i w ogóle. Miałam ochotę odłożyć książkę na półkę co najmniej kilka razy. Chciałam jednak, aby to pierwsze spotkanie z Marquezem zakończyło się pomyślnie, dlatego czytałam dalej i starałam się odnaleźć jakieś drugie dno. Po części jest to zatem książka o książkach. Pojawia się w niej bowiem sporo różnych tytułów. Po części to książka o miłości, która nie wybiera ani miejsca, ani czasu. Nie zmieniło to jednak tego, że jest to jedna z tych pozycji, które wywołały we mnie niesmak. Nawet Bukowski, Nabokov czy E.L. James nie wywołała we mnie takich emocji jak Marquez i jego "Rzecz o mych smutnych dziwkach". To pozycja przeciętna, ale zostająca na długo w pamięci. Sięgniesz po nią na własną odpowiedzialność.
Moja ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆




"Świat, który - jak sądziłam - uczyni mnie zarówno kobietą, jaką wiedziałam, że mogę się stać, jak i dziewczyną, jaką kiedyś byłam."
Opis ze strony wydawnictwa: Gdy grzeczne dziewczynki zaczytywały się w „Jedz, módl się, kochaj”, Cheryl naprawdę postanowiła coś zmienić. Jej życie nie było pasmem sukcesów. Wręcz przeciwnie. Najpierw zaczęło sypać się małżeństwo, potem nastąpiła seria miłosnych wpadek, a na końcu spadł na nią prawdziwy cios – straciła najbliższą osobę. Zawsze miała w życiu pod górkę, ale tym razem los grubo przesadził. Zła i rozżalona, rozpaczliwie szukała wyjścia z sytuacji, nowej drogi życiowej. Jak to zwykle bywa, zadecydował przypadek. Impulsem do zmian okazała się podróż życia. Podróż szlakiem wiodącym wzdłuż Ameryki Północnej. Podróż w głąb siebie. Co prawda nie wszystko poszło tak, jak sobie wyobrażała. Miało być rozgwieżdżone niebo i zapach łąki, a nie przeprawa w jednym bucie i tachanie ciężkiego plecaka z piłą. Ale się opłaciło. Bo zgodnie z zasadą co nas nie zabije, to nas wzmocni – Cheryl wygrała. Ruszyła w podróż jako dziewczynka, wróciła jako dojrzała kobieta. Pewna siebie, silna, gotowa zawalczyć o siebie i o swoje życie. Udowodniła, że DROGĘ warto wybrać sobie samemu.
Moja opinia: Zrozumiałam sens tej książki aż za dobrze. Cheryl stała się dla mnie kimś bliskim. Taką dobrą koleżanką od serca, bohaterką, moim wewnętrznym ja. Czułam się z nią w pewien sposób związana, ponieważ niektóre historie łączą ludzi. Ona wędrowała szlakiem w Ameryce Północnej, ja wędrowałam szlakiem w Europie. Zupełnie inne, ale mające przynieść podobny skutek. Jasne, w tej książce możesz oceniać zachowanie bohaterki, chociaż nie o to tutaj chodzi. Czy naprawdę interesuje Cię jej życie erotyczne czy jej trudne stosunki z matką? Czy naprawdę możesz to w jakikolwiek sposób ocenić? Wątpię. Ta pozycja to życie w najtrudniejszej jego formie. To walka z własnymi słabościami, z nieznajomością drogi, z nieprzygotowaniem ciała do tak ciężkiej wędrówki. To walka z samą sobą. To podróż w głąb siebie. "Dzika droga" to pozycja, którą czytałam ponad pół roku, ponieważ była ona dla mnie zbyt osobista. Myślę, że czytałam tę książkę tak długo, ponieważ po części opowiada ona o mnie. Rozumiem niektóre przemyślenia bohaterki, gdyż PCT to Droga. Taka jak Camino del Norte, które miałam okazję przejść. 
Moja ocena★★★★★★★☆☆☆



"Każde polskie miasto, które ma rzeką, ma też jakiś grzech z nią związany. Najlżejszy z katalogu to grzech zaniechania. Najcięższy - zabójstwo z premedytacją."
Opis ze strony wydawnictwa: Z posłowiem Andrzeja Stasiuka. Polska miała jeden z najlepszych systemów planowania przestrzennego w Europie, a wiele krajów podpatrywało go i wdrażało u siebie. Na przykład Niemcy. Tak było przed wojną. Po wojnie system został scentralizowany. A w nowej Polsce nikt nie planuje ani centralnie ani przestrzennie. Bo planowanie przestrzenne jest nudne i sprowadza się do ustaw, przepisów, wykresów, szkiców i terminologii. Zamiast planowania mamy więc wszechobecny chaos. Filip Springer uparł się jednak i postanowił znaleźć w tym szaleństwie jakąś metodę. Nie zaważając na zagradzające mu drogę płoty, meandrując pomiędzy setkami billboardów, przemierzał Polskę wszerz i wzdłuż. Jeździł po miastach i miasteczkach, ulicach widmach, przedmieściach bez dróg i chodników, przekraczał mosty nad nieistniejącymi rzekami, rozmawiał z urzędnikami, naukowcami, architektami i mieszkańcami nowych osiedli o obiecujących nazwach, które w rzeczywistości okazały się miejscami wygnania. Na Śląsku znalazł egipską piramidę, w Jelonkach coś w rodzaju Partenonu, a pod Warszawą wenecki pałac. Przy okazji określił też nową jednostkę chorobową – pastelozę. I tak z pozornie nieinteresującego nikogo, nudnego zagadnienia powstała pasjonująca opowieść o kraju, w którym żyjemy, i ludziach, którzy tworzą naszą rzeczywistość. Trochę straszna, ale i czasami śmieszna. To historia o ładzie przestrzennym, czyli o czymś, „o czym każdy w Polsce słyszał, ale nikt od dawna tego nie widział”.
Moja opinia: Trzy razy tak. Dlaczego? Przede wszystkim, poruszane przez autora tematy są bliskie mojemu sercu. Miasto i jego rozwój przestrzenny. Ład przestrzenny. Rzeka w mieście. To książka omawiająca zagadnienia, którymi zajmowałam się na studiach i w mojej pracy magisterskiej. Filip Springer zadbał o przedstawienie przykładów z różnych polskich miast. Pomimo wiedzy jaką posiadam w tym zakresie, autorowi udało się mnie zaskoczyć. Kilka z tych miejsc widziałam nawet na żywo, ale to Michałowice zostały moim zdecydowanym faworytem. Autor z humorem oddał powagę sytuacji. Widać wszystkie konsekwencje działań i niekończącą się walkę z urzędami. To książka o budownictwie, planowaniu, nazewnictwie, wyglądzie, rozmieszczeniu, ale i o szanowaniu przestrzeni. Minusem "Wanny z kolumnadą (...)" jest na pewno ułożenie materiałów w książce. Było ono bowiem nieco chaotyczne.
Jest to pozycja potrzebna społeczeństwu. Powinien ją przeczytać każdy Polak. Ty również. Ma ona za zadanie otworzyć ludziom oczy. Przynajmniej w to chcę wierzyć.  
Moja ocena★★★★★★★★★☆



"Rezerwacja biletów to zawsze symboliczny moment w przygotowaniach do wyprawy. Jakby podpisanie cyrografu."
Opis ze strony wydawnictwa: Szalona podróż kultowym busem! Cztery miesiące i 25 tysięcy kilometrów starym busem przez Australię. Członkowie ekipy BUSEM PRZEZ ŚWIAT przeżyli 50-stopniowe upały, stanęli oko w oko z krokodylami, psami dingo, kazuarami i dziesiątkami jadowitych węży oraz pająków. Nauczyli się rzucać bumerangiem i grać na didgeridoo, mieszkali w aborygeńskiej wiosce, przeżyli burzę piaskową i atak szarańczy. Poparzyły ich meduzy, wydobywali najdroższe kamienie świata, odwiedzili podziemne domy oraz jedli hamburgery z kangurów i krokodyli… Dzięki załodze busa pokochacie Australię taką, jaka jest naprawdę – dziką, nieujarzmioną i bardzo zaskakującą. Gotowi na podróż? Zaczynamy!
Moja opinia: Żar lejący się z nieba kontra burze piaskowe. Słodkie kangurki i misie koala kontra jadowite węże i pająki. Parzące meduzy w oceanie kontra gorący środek kontynentu. Dzika, nieokiełznana Australia. Ta książka to bardzo dobrze napisany dziennik z podróży. Podróży egzotycznej, ryzykownej i zapadającej na zawsze w pamięci.
Przeczytałam wszystkie książki tego autora i miałam okazję poznać go osobiście. Choć z Karolem rozmawiałam zaledwie raz, to pasja, samozaparcie i siła do robienia tego, co kocha, aż z niego promieniuje. Widoczne jest to również w tej pozycji. Jest to bowiem historia wciągająca od pierwszej strony. Taka lekka, przyjemna, a momentami naprawdę śmieszna. Miałam wrażenie, że wyruszam w nieznane razem z bohaterami, dzięki czemu zyskałam nawet swojego ulubieńca. Był nim Daniel - typowy łasuch, śmieszek wyjazdu. Ta książka to przede wszystkim duża baza informacji praktycznych. Jest sporo o niebezpieczeństwach czyhających w Australii, o faunie i florze. Jest trochę o miejscowej Polonii i lokalnej kulturze. Są dobrej jakości zdjęcia, spis ekwipunku i kosztorys.
Mam nadzieję, że wyruszysz w tę podróż. Mnie pozostaje jedynie zakup papierowego egzemplarza, który chciałabym mieć w swojej biblioteczce.
Moja ocena: ★★★★★★★☆☆☆



"Czy ty też masz takie marzenia? Mówię ci, warto marzyć, a potem kiedyś te marzenia spełniać!"
Opis ze strony wydawnictwa: W tej książce zabiorę cię w niezapomnianą podróż na koło podbiegunowe! Uwielbiam mroźne przygody! A te będą wyjątkowe i mam nadzieję, że wybierzesz się tam ze mną! Pojedziemy w psim zaprzęgu, poszukamy reniferów, odwiedzimy wioskę Świętego Mikołaja, spotkamy maskonury, staniemy oko w oko z piżmowołem arktycznym, odkryjemy zatokę śpiewających wielorybów. Świat jest cudowny i w wyobraźni możesz podróżować ze mną oraz przeżywać wspaniałe przygody! Pakuj się i wyruszamy! Nela.
Moja opinia: Do wszystkich książek Neli podchodziłam zawsze z wielką przyjemnością, ponieważ wiedziałam, że spędzę przy nich miło czas, dowiem się czegoś ciekawego, a do tego obejrzę bardzo ładne zdjęcia. "Nela na kole podbiegunowym" zaciekawiła mnie przede wszystkim swoją tematyką. Mroźna Islandia, przygody w wiosce Świętego Mikołaja, podglądanie dzikich zwierząt, no i ta Grenlandia. Okazało się jednak, że jest to w mojej opinii, najgorsza pozycja w dorobku młodej autorki. Zawiodłam się, tak po prostu. Miałam wrażenie, że tym razem są to przede wszystkim historie dla jej rówieśników i ich rodziców. Znajdą oni w niej bowiem sporo ciekawostek dla osób rozpoczynających dopiero przygodę z geografią. Dla mnie niestety, nie było w tej książce nic nowego. Uznałam ją także jako najgorszą książkę pod względem stylu pisania Neli. Przeszkadzały mi urywki o innych, wcześniej omawianych krajach, które były po prostu zbędne. Za dużo wielokropków. Denerwujące "uaaaał", stosowane zdecydowanie zbyt często. Poza tym wyłapałam trochę powtórzeń. Jeśli jednak masz w rodzinie młodszego czytelnika to możesz mu podarować tę książkę. Powinien być zadowolony. 
Moja ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆


cykl: Obca (tom 1)


"Pobudka przed świtem, by wyruszyć na spotkanie przygody, to niezła zabawa. Taka sama pobudka dwa razy z rzędu trąci już masochizmem."
Opis ze strony wydawnictwa: Doskonałe połączenie powieści przygodowej, historycznej, fantastyki i romansu. Opowieść o wielkiej miłości, rozgrywająca się w dwóch planach czasowych: współcześnie i w XVIII wieku. Jest rok 1945. Claire Randall, pielęgniarka pracująca w czasie wojny w szpitalu polowym, wraca z frontu i spędza z mężem wakacje w Szkocji. W czasie spaceru natrafiają na kamienny krąg. Claire dotyka głazu i... zostaje przeniesiona do roku 1743. Nagle zjawia się w świecie pełnym niebezpieczeństw. Dostaje się w sam środek intryg właścicieli ziemskich i knowań szpiegów, które zagrażają jej życiu i mogą złamać serce...
Moja opiniaCo to była za przygoda! Niezwykle klimatyczna atmosfera osiemnastowiecznej Szkocji, opisy strojów, panujących zwyczajów, spożywanych potraw, zbieranych ziół i architektury. Ta pozycja jest aż przepełniona Szkocją. Co prawda, spotkałam się wcześniej z opiniami, że jest jej jednak zbyt mało w tej książce. Naprawdę? Mam wrażenie, że nie mówimy o tej samej "Obcej".
Polubiłam większość wykreowanych przez autorkę bohaterów. Są oni wyraziści, potrafiący postawić na swoim i do tego wiedzą czego chcą. Jestem raczej jedną z niewielu osób, które średnio polubiły głównego, męskiego bohatera. Jego postać była urocza, zabawna, ale i denerwująca zarazem. Sama nie wiedziałam, co o nim myśleć. Raczej nie wytrzymałabym zbyt długo u boku kogoś takiego.
Ten grubasek niesamowicie wciąga. Ciągle myślałam: Jak to się skończy? Co jest w tylu kolejnych, grubych tomach?. Przez niektóre dialogi uśmiałam się do łez. Były jednak fragmenty, które mi przeszkadzały w odbiorze całości. Na przykład niektóre sceny erotyczne czy zachowania pobocznych postaci. Pomimo tego, na pewno będę kontynuowała przygodę z tym cyklem.
Moja ocena: ★★★★★★★★☆☆



"Każdy ma jakiś powód do picia."
Opis ze strony wydawnictwa: Zagadkowe, symboliczne morderstwa w rajskiej scenerii. Dwie Szwedki – Erika i Helena spędzają urlop na kursie jogi w ośrodku Samsara na wyspie Gran Canaria. Helena obserwuje zachowanie Eriki, która jest dziwnie niespokojna, zdaje się przed czymś lub przed kimś ukrywać, ale nie chce zdradzić, co wprowadziło ją w stan takiego przerażenia. Kilka dni później ciało Eriki z poderżniętym gardłem zostaje znalezione na skałach, otoczone muszlami i białymi różami. Zagadkowy morderca zaaranżował scenę zabójstwa tak, aby przypominało słynny obraz Sandra Botticellego „Narodziny Wenus”. Wkrótce na Gran Canarii zaczynają ginąć kolejne osoby. Wyjaśnieniem serii tak rzadko spotykanych na tych sielskich wyspach morderstw zajmuje się liczne grono osób. Zbyt liczne… Bestsellerowa seria „The Canary Island” to wspólne dzieło dwójki autorów – Mari Jungstedt (wymienianej obok Camilli Läckberg i Stiega Larssona w gronie najwybitniejszych przedstawicieli skandynawskiego kryminału) oraz Rubena Eliassena – laureata nagrody National Book Awards.
Moja opiniaJestem tak ogromnie zawiedziona tą pozycją! Kiedy zobaczyłam jej okładkę, poczułam że może być to historia z dreszczykiem. Kiedy przeczytałam, że akcja rozgrywa się na jednej z hiszpańskich wysp, to już w ogóle byłam oczarowana. No bo jak to, Gran Canaria i morderstwa? Przecież to zupełnie egzotyczne miejsce, ogarnięte turystycznym szaleństwem. Intrygujące było także to, że po raz pierwszy miałam spotkać się z tymi autorami.
Początek był tajemniczy i wprowadził całkiem niezłą atmosferę grozy. Potem nagle ciach! i wszystko legło w gruzach. Z jednej strony klimat Gran Canarii, motyw jogi, niespodziewany romans z nutką scen erotycznych, a z drugiej przeszłość, która wciąż powraca. Momentami miałam ciarki, a momentami miałam dość skakania w czasie, wątkach i miejscach. Myślałam, że dwoje narratorów w książce to już tłok, ale tu było ich chyba z sześciu, przez co miałam problem z połapaniem się, o co komu chodzi. Postanowiłam jednak, że przeczytam tę pozycję do końca, aby wiedzieć kto i dlaczego popełniał morderstwa. Czy muszę dodawać, że można było to przewidzieć? Zabrakło mi w tej pozycji nagłych zwrotów akcji, tego dreszczyku emocji. Książka była strasznie nierówno napisana. Treść w niektórych rozdziałach się powtarzała. Czasem było tego wszystkiego po prostu zbyt dużo. Wybijało to z rytmu. Musiałam zatrzymywać się na chwilę, aby na nowo połączyć wydarzenia. Nie polecam. 
Moja ocena: ★★★☆☆☆☆☆☆☆



"Być szczęśliwym to prawo i obowiązek ludzi wyzwolonych w naszej nowej epoce."
Opis ze strony wydawnictwaWydając "Tango" w nowej szacie graficznej chcieliśmy przypomnieć, że ten dramat to nie tylko bardziej lub mniej lubiana lektura szkolna, ale najbardziej znany i najważniejszy utwór Sławomira Mrożka o społecznych zagrożeniach. Warto go poznać, warto do niego wracać – mamy nadzieję, że to nowe wydanie będzie do tego zachęcać. W 2009 r. w Teatrze Narodowym Jerzy Jarocki po raz kolejny wystawił Tango. Okazało się, że choć od napisania tego tekstu minęło ponad 40 lat, wciąż mówi on o nas. Tak pisała o tej premierze Aneta Kyzioł w „Polityce” (nr 46, 14 listopada 2009): „Jak dojrzeć w kulturze, która promuje cechy dziecka: radosność, otwartość, bezrefleksyjność. Gdzie pragnienie powagi jest obciachem, a dojrzałość, podobnie jak starość – obelgą. Wydaje się, że młodzi ludzie mają problem z rzeczywistością, którą wywalczyli także dla nich ich rodzice. Powodzenie książek i filmów o II wojnie światowej i tłumy w Muzeum Powstania Warszawskiego to nie tylko wyraz patriotyzmu młodych. Stoi za tym także zazdrość o czas, w którym wojna, walka wyznaczały prostą cezurę między czasem dzieciństwa a dorosłością. Chłopcy stawali się mężczyznami, dziewczynki – kobietami. Coś tracili, ale zyskiwali rodzaj powagi, której próżno szukać w dzisiejszym fajnym świecie. Pytanie, czy podobnie jak Artur nie jesteśmy tylko płaczliwymi dziećmi, które chciałyby dorosnąć, ale ciężaru dorosłości nie są w stanie udźwignąć. Okazuje się, że prawie pół wieku od napisania Tango wciąż idealnie opisuje nasze czasy.”
Moja opinia: Z tego co pamiętam, "Tango" nie było moją obowiązkową lekturą w szkole średniej. Cieszę się jednak, że ostatecznie sięgnęłam po tę książkę tyle lat później. Jest to bowiem pozycja uniwersalna i można ją omawiać nie tylko w trakcie lekcji języka polskiego, ale i samodzielnie, w domowym zaciszu. To książka o walce o własne przekonania, o miłości, o więzach rodzinnych, o marzeniach, o honorze. Jest trochę śmiesznie, a trochę poważnie. Trzy pokolenia, a pomiędzy nimi konflikty. Prostacy kontra osoby uczone. Zacofanie kontra nowoczesność. Czy coś się zmieni? Czy coś ulegnie poprawie? O tym musisz przekonać się sam/a.
Moja ocena: ★★★★★★★☆☆☆


~~~~~~~~~~
Jeśli chcesz polecić mi jakąś książkę, podzielić się ze mną swoją opinią odnośnie powyższych pozycji lub po prostu chcesz coś napisać o swoich czytelniczych doświadczeniach, to komentarze są do Twojej dyspozycji. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku!

Jeśli tylko chcesz, możesz pozostawić na blogu ślad po swojej wizycie. Prywatne wiadomości bądź komentarze są jak najbardziej na miejscu :)

Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy, to nie zapomnij o podzieleniu się ze mną linkiem do swojego miejsca w sieci, tak abym i ja mogła zajrzeć do Ciebie.

* komentarze obraźliwe lub niezwiązane z treścią bloga, będą usuwane

Dziękuję serdecznie za odwiedziny :)

INSTAGRAM