europejskie podróże, Niemcy, podróże, Szwajcaria
komentarzy 16

Fryburg Bryzgowijski i Bazylea, czyli gdzie byłam, jak mnie nie było

 

Niektórzy mówią, że Facebook prawdę Ci powie. Jeśli zatem śledzisz mój profil, to pewnie wiesz już o moim krótkim wyjeździe. Niedzielo-poniedziałko-wtorko-noco-dzień (nie jestem w stanie określić tego inaczej) spędziłam bardzo intensywnie. Spanie, zwiedzanie, jeszcze raz zwiedzanie, spanie. To był po prostu szalony wyjazd. Nawet moja mama popukała się w głowę na wieść o tym, że spontanicznie zakupiłam bilety autokarowe na kilka dni przed wycieczką.
Nie jest ważne, że spędziłam zaledwie kilka godzin (prawie pięć) w niemieckim Fryburgu Bryzgowijskim oraz kilka (około dziewięciu) w szwajcarskiej Bazylei. Nie jest ważne, że dojazd w te miejsca zajął mi całą noc. Co tam czas! Co przeżyłam, to moje, prawda? Nie żałuję i gdybym miała okazję, to zrobiłabym to znowu.

Jak podsumowałabym tę wycieczkę?

– kawa rozlana w McDonaldzie
– uderzenie muzułmanki siedzącej na fotelu obok, ponieważ byłam przekonana, że akurat spadam (te sny!) i próbowałam się czegoś uchwycić
– godzinna kontrola autokaru w środku nocy
– rozwalone trampki (w sumie to tylko wkładki)

a do tego… :

– poszukiwania rozkwitniętej magnolii
– zachwycanie się wschodem słońca nad wzgórzami
– wdrapywanie się na szczyt i podziwianie miasta z góry
– pływanie „Lwem” po Renie
– zjedzenie najdroższego hot-doga w życiu

Czego możesz się spodziewać?

Oczywiście bardzo chętnie podzielę się z Tobą swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami. To dlatego zaplanowałam wstępnie kilka postów. Będzie trochę porad praktycznych, a poza tym opowieści z podróży i mnóstwo zdjęć. Mam nadzieję, że wśród tego wszystkiego znajdziesz coś dla siebie.

 

Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Cię już teraz do kolejnego wpisu, który niebawem pojawi się na blogu.
Pozdrawiam,
Kinga