Przeczytane #1


Mam tylko jedno pytanie: Gdzie podział się styczeń?! Przepłynął on pomiędzy moimi palcami i nawet nie zdążyłam się dobrze obrócić, a już przekładałam stronę w kalendarzu na luty. Przynajmniej pod względem czytelniczym ten ubiegły miesiąc był niezły. Nie poznasz jednak wszystkich pozycji, jakie udało mi się przeczytać w styczniu. Postanowiłam bowiem nieco zmienić formę książkowych podsumowań. W tym roku, w każdym czytelniczym poście będę omawiała tylko lub aż dziesięć pozycji. Nie chcę bowiem skupiać się na liczbach, a na samej przyjemności dzielenia się z Tobą swoimi opiniami. Jak zauważysz, zaczęłam również dodawać opis książki ze strony danego wydawnictwa oraz własnoręcznie zrobione zdjęcia. Dzięki temu zobaczysz, czy daną pozycję przeczytałam w formie papierowej, czy jako e-booka bądź audiobooka. Zapraszam serdecznie i przy okazji życzę zaczytanego lutego!

„Życie jest krótkie i powinniśmy spędzać jak najwięcej czasu z ludźmi, których kochamy.”
Opis ze strony wydawnictwa: Noah ma osiem lat. Zbyt dużo by nie widzieć, że wkrótce stanie się coś złego, coś smutnego, coś, co nie powinno się nigdy stać. Równocześnie zbyt mało, by zrozumieć tę sytuację. Niestety, nikt nie rozmawia z chłopcem o tym, co się wokół niego dzieje. Dlatego Noah postanawia uciec z domu. Czuje, że ucieczka jest jedynym sposobem, by uniknąć stawienia czoła problemom. Tylko - czy to jest rozwiązanie? Choć ucieczka Noah trwa zaledwie dzień, to odmieni jego życie. Chłopiec dzięki przypadkowo poznanemu właścicielowi sklepu z zabawkami, dzięki ich rozmowie o przeszłości i rodzinie, czuje, że jego miejsce jest w domu, wśród bliskich, bez względu na to, co się wydarzy… . 
Moja opinia: "Noah ucieka" to książka, dzięki której wyruszysz w podróż. W podróż, która będzie dla Ciebie niezwykłą przygodą. Zaczniesz bowiem przemieszczać się zarówno przed, jak i w głąb siebie. Poznasz swoje słabości oraz mocne strony. Już od pierwszej kartki, będziesz wędrował/a razem z ośmioletnim chłopcem. Wasze przygody nie będą jednak zwyczajne. Co prawda, główny bohater będzie tłumaczył ucieczkę z domu chęcią odnalezienia właściwej drogi życia, ale czy to okaże się prawdziwym powodem? Tego musisz się przekonać!
To pozycja, dzięki której będziesz się śmiał/a, dziwił/a, zastanawiał/a. To książka poruszająca trudne tematy. Trudne i dla młodszych czytelników, i dla dorosłych. I dla dzieci, i dla ich rodziców. Pytania zawarte w tekście skierowane są także do Ciebie. W książce pojawiają się magiczne przedmioty, rośliny, zwierzęta, a nawet wyjątkowi ludzie. Czas biegnie tu zupełnie w innym tempie niż nam się wydaje. Noah ucieka” wzrusza, zaskakuje, ale i rani. To pozycja o rodzinie, kruchości ludzkiego życia, przyjaźni, walce o marzenia. To pozycja, która zaskoczyła mnie swoim przekazem i jego siłą, a jej lektura była bardzo dobrym rozpoczęciem tego roku. 
Moja ocena: ★★★★★★★★☆☆

„Szczęśliwe dzieci dorastają i stają się szczęśliwymi dorosłymi, którzy wychowują szczęśliwe dzieci i tak się to toczy.”
Opis ze strony wydawnictwa: Autorki książki próbują wyjaśnić, jak to się dzieje, że duńskie dzieci – i duńscy rodzice – są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Przekazują nam wiedzę o wychowywaniu dzieci, tak aby były pewne siebie, odporne na przeciwności losu i zdolne do podejmowania wyzwań, aby nie czuły się samotne. Piszą o nauce równości, współpracy, empatii w kulturze opartej na współdziałaniu, a nie na rywalizacji i odgórnie narzuconych kryteriach sukcesu. Badania Alexander i szczera refleksja nad tym, jak na jej własne metody wychowawcze wpłynęły i jak je usprawniły duńskie wzorce kulturowe wniesione przez jej męża to cenne źródło wiedzy dla wszystkich rodziców próbujących dostrzegać słabości własnego stylu wychowywania dzieci. Badania Sandahl, duńskiej matki i psychoterapeutki oraz jej osobiste i zawodowe doświadczenia wzmacniają przekonanie, że Duńczycy rzeczywiście w jakiś wspaniały, naturalny sposób dogłębnie rozumieją, jak wychowywać dzieci. Autorki wspólnym wysiłkiem tworzą głęboko przemyślany poradnik dla rodziców, który zachęca do zastanowienia się nad sobą i dostarcza pożytecznych rad co do tego, jak najlepiej stawić czoło codziennym wyzwaniom wychowawczym. Ta książka to lektura obowiązkowa dla rodziców ze wszystkich kręgów kulturowych.
Moja opinia: Rozpoczynając czytanie, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jest to poradnik dla rodziców. Muszę przyznać, że bardzo się zdziwiłam, ale postanowiłam kontynuować tę przygodę, ponieważ wydawało mi się, że pozycja porusza interesujące zagadnienia. Nie jestem mamą, dlatego ciężko odnieść mi się do "Duńskiego przepisu na szczęście" w odpowiedni sposób. Mogę napisać jedynie, że każdy czytelnik ma szansę odnaleźć kilka uwag odnośnie podejścia do życia, a nie tylko odnośnie wychowywania dzieci
W lekturze przeszkadzały mi jednak liczne odniesienia i porównania do amerykańskiego stylu życia. Miałam bowiem wrażenie, że autorki za wszelką cenę próbują postawić Stany Zjednoczone w opozycji do Danii, co niekoniecznie wnosiło wiele do książki. Jeśli nie przepadasz za danymi liczbowymi, to możesz mieć dodatkowy problem, gdyż jest ich tu całkiem dużo. Poza tym poruszane są takie kwestie jak na przykład: oglądanie filmów, wspólna zabawa, kary za złe zachowanie i stanowią one tę lepszą stronę lektury. Niestety nie jest to nic wybitnego, co zasługiwałoby na wyróżnienie, przez co oceniłam ją jedynie jako "może być" na Lubimy Czytać
Moja ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆

„Są takie dni, kiedy czujemy, że w naszym życiu zaczyna się nowy rozdział.”
Opis ze strony wydawnictwa: Podnosząca na duchu historia dziewczyny, która myślała, że wszystko straciła. Kiedy Jodi Ann Bickley miała pięć lat, zmarła jej ukochana babcia. Mama Jodi zachęciła ją, by napisała list do babci, i zapewniła, że listonosz dostarczy go do nieba. Dziewczynka zapamiętała, jak napisanie listu pocieszyło nie tylko ją, ale i mamę. To doświadczenie sprawiło, że jako nastolatka Jodi zaczęła pisać pełne optymizmu liściki i notki, którymi podnosiła na duchu nieznajomych. Latem 2011 roku Jodi wiodła szczęśliwe życie. Udało się jej przezwyciężyć różne trudności, angażowała się w działalność artystyczną i z nadzieją patrzyła w przyszłość. To właśnie wtedy zachorowała na zapalenie mózgu i na długie tygodnie trafiła do szpitala. Przykuta do łóżka i załamana, Jodi doszła do wniosku, że albo się podda, albo wykorzysta ten czas, by zdziałać coś dobrego. Założyła stronę internetową, zachęcając tych, którym mniej lub bardziej nie układa się w życiu, by skontaktowali się z nią, a ona napisze do nich pokrzepiające listy. Odzew był nieprawdopodobny.
Moja opinia: Mam do tej książki bardzo mieszane uczucia. Na pewno jest to historia, która zasługuje na uwagę ze względu na to, że wydarzyła się w rzeczywistości. Jodi Ann Bickley jest zatem zarówno autorką, jak i główną bohaterką. Muszę przyznać, że pomimo współczucia i podziwu do jej osoby, nie jestem w stanie nie dostrzec gorszej strony tej pozycji. Zacznę od tego, że ta historia uderza w Czytelnika już od samego początku, co zdecydowanie działa na jej korzyść. Rozpoczyna się ona bowiem dość mocnym akcentem, jakim jest zapalenie mózgu, czyli choroba, która tak naprawdę może spotkać każdego z nas, gdyż kleszcze występują prawie wszędzie. Borelioza dotyka nawet ludzi młodych. Tyle się przecież ostatnio o tym słyszy. Jej skutki są niebezpieczne dla zdrowia i ciągną się latami, zmieniając dotychczasowe życie chorych. Nie mam pojęcia, jaki odsetek tych ludzi się poddaje, a jaki walczy o powrót do poprzedniego życia. "Milion cudownych listów" przepełniona jest emocjami i trudnymi tematami. Mamy bowiem do czynienia z wywróceniem życia codziennego, z osobistymi listami, ze śmiercią bliskich osób, z dręczeniem, problemami żywieniowymi, samotnym rodzicielstwem, z depresją. 
Z jednej strony jest to zatem pozycja, która przypadła mi do gustu ze względu na wyjątkowość i prawdziwość. Z drugiej strony uważam, że było w niej kilka niepotrzebnych, wręcz irytujących wątków. Rozumiem, że autorka chciała opowiedzieć o tym, co ją ukształtowało i jakie wydarzenia miały na nią wpływ. Nie wiem jednak, czy wnosiło to coś konkretnego do tej pozycji i czy miało większy sens. Poza tym Jodi zachowywała się trochę tak, jakby odkryła coś, co wcześniej nie zostało odkryte i chciała zmienić, uratować cały świat. Niestety mnie to denerwowało i momentami po prostu nie rozumiałam jej zachowania. Ale czy powinnam? Jak ja zachowałabym się w jej sytuacji? Czy odnalazłabym w sobie siłę, aby zrobić coś dobrego nie tylko dla siebie, ale i dla innych?  
Moja ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

cykl: Muminki (tom 3)
„Samotność jest czasem potrzebna.”
Opis ze strony wydawnictwa: Życie Muminków i ich przyjaciół z Doliny skupia się wokół domu Mamy i Tatusia Muminka, gdzie każdy może liczyć na pomoc i przyjaźń. Panna Migotka, Paszczak, Mała Mi, Włóczykij, Ryjek, czy straszna Buka tworzą galerię postaci, które na zawsze pozostaną w pamięci czytelników.
Moja opinia: Muminki to Muminki. Wiadomo, że zawsze będę je kochała i nigdy nie będę zbyt stara na zapoznanie się z ich historią. Uwielbiam Włóczykija. Uwielbiam Małą Mi. Uwielbiam ich uroczy domek i przygody, jakie przeżywają. Sama chętnie polatałabym na chmurce. 
Moja ocena: ★★★★★★★★★★

„Czasem najprostsze rozwiązanie jest tym właściwym.”
Opis ze strony wydawnictwa: Odważysz się wejść w przestępczy świat przedwojennej Warszawy? Były pięściarz, Ernest Wilmański, to człowiek bez przeszłości. Stracił wszystko, co miał do stracenia. W poszukiwaniu nowego życia wyjechał do stolicy, jednak znalazł się  w złym czasie i w złym miejscu. Zanim zaczął rozglądać się za pracą, praca znalazła jego i… nie miała nic wspólnego z uczciwym zarobkiem. Wilmański wbrew swojej woli został wciągnięty w świat Banników, grupy przestępczej, która swą nazwę zawdzięcza temu, że z przeciwnikami rozprawia się tak, jak robił to słowiański demon – topiąc ich w baniach. Ernest wspina się po gangsterskiej drabinie, nie spodziewając się, że jedna kobieta może pokrzyżować wszystkie jego plany. Ani że zjawy z przeszłości dopomną się o uwagę… .
Moja opinia: Podchodziłam do tej książki dość obojętnie, ponieważ spodziewałam się tego, że świat przedwojennej Warszawy zupełnie mnie nie zachwyci. Kiedy jednak zobaczyłam w tekście słowo: "parowóz" - przepadłam. Brzmi to nieco dziwnie, ale tak właśnie było. Od tego momentu wiedziałam, że "Świt, który nie nadejdzie" stanie się jedną z lepszych, przeczytanych przeze mnie pozycji tego autora.
Remigiusz Mróz idealnie wykreował obraz miasta, stworzył mocnych bohaterów i zadbał o szczegóły, na które w pierwszej chwili nie zwracalibyśmy w ogóle uwagi. Dodały one charakteru tej pozycji. Przykładem może być dźwięk przejeżdżającego tramwaju, który sprawił że poczułam się jakbym była w środku całej akcji. Na pochwałę zasługuje także język, który jest rewelacyjnie dopasowany do epoki. Ciężka rola kobiet, zła sytuacja mieszkaniowa i do tego mafijne porachunki - wszystko sprawiło, że kartki przelatywały mi między palcami. Tylko to zakończenie... 
Moja ocena: ★★★★★★★★★☆

„Wiesz, ja też kiedyś miałam marzenia. Ale gdzieś po drodze zniknęły. Zanim cię poznałam. Zabiłam je. Zniszczyłam je i wyrzuciłam. Jak organ wewnętrzny, który już nie jest potrzebny i który usuwa się z ciała.”
Opis ze strony wydawnictwa: Hajime od lat pielęgnuje w sobie wspomnienie Shimamoto, pierwszej ukochanej z okresu dzieciństwa i porównuje do niej każdą poznana dziewczynę. Kiedy już jako dorosły mężczyzna spełniony w życiu osobistym i zawodowym przypadkowo spotyka Shimamoto, okazuje się, że dawna fascynacja przetrwała. Hajime decyduje się rzucić swoją rodzinę i wykorzystać szansę daną mu przez los. Czy jednak możliwy jest powrót do przeszłości? To piękna opowieść o niespełnionej miłości i pogoni za nieosiągalnym ideałem. Co leży na zachód od słońca i czy na południe od granicy znajdziemy raj, czy też zwykłą szarą rzeczywistość?
Moja opinia: Zacznę od tego, że uwielbiam styl pisania Murakamiego. Jest on bowiem wyjęty jakby z innej szuflady, z innego świata. Przez jego książki się płynie, a słowa niosą Cię jakby były falami na oceanie. Lubię dobór wyrazów, jakich używa ten autor, aby przekazać ten magiczny element, który za każdym razem odnajduję. W tych pozycjach, na początku zazwyczaj emanuje spokój. Potem jednak wszystko uderza w Czytelnika z podwójną siłą. Tak było i tym razem.
Odebrałam tę książkę nieco osobiście, ponieważ sama jestem jedynaczką i po części rozumiałam wykreowanych bohaterów. Szczerze powiedziawszy, z każdą przewracaną kartką zdawałam sobie sprawę, że jest to dla mnie zbyt osobista opowieść. Kiedy w pewnym momencie, coś sobie uświadomiłam, to miałam nawet ochotę rzucić tę książkę w kąt i o niej zapomnieć. Nie zrobiłam tego. Nie żałuję tej decyzji.
Nie polubiłam głównego, męskiego bohatera ani jego sposobu na życie. Nie polubiłam również zakończenia. Będę jednak myślała o "Na południe od granicy, na zachód od słońca", ponieważ to po części książka o mnie.  
Moja ocena: ★★★★★★★★☆☆

„To wielkie szczęście, móc powiedzieć komuś, co się przeżywa.”
Opis ze strony wydawnictwa: Habit już uszyty. Za dwa miesiące siostra Joanna uroczyście otrzyma go z rąk Mistrzyni. Ale teraz jest noc i siostra Joanna myśli tylko o tym, czy wszyscy zasnęli. Jest po komplecie, światła zgaszone. Nie wolno opuścić łóżka, nie wolno się odezwać. Siostra Joanna łamie reguły zakonne i wymyka się z pokoju. Przebiega pod ścianą, po schodach w górę, do biblioteki. Drzwi skrzypią. Trzeba uważać. Między regałami czeka już siostra Magdalena... . Byłe zakonnice nikomu nie opowiadają o swoim życiu. Nie występują w telewizji. Powiedzieć złe słowo na zakon, to stanąć samotnie przeciw Kościołowi. Nie mówią znajomym ani rodzinie, bo ludzie nic nie rozumieją. Dla ludzi świat jest prosty: odeszła, bo na pewno w jakimś księdzu się zakochała. W ciążę z biskupem zaszła. Jak one tam bez chłopa wytrzymują? Chyba w czystości nie żyją? Byłe zakonnice nie mogą uwierzyć: o czym oni mówią? Jaki biskup? W zakonie walczy się o przetrwanie. Jaki ksiądz? Tam szuka się dawno zgubionego sensu. Jak wytłumaczyć, że chodzi o coś zupełnie innego?
Moja opinia: Mam do tej pozycji naprawdę mieszane uczucia. Z jednej strony, temat podjęty przez autorkę zasługuje na uznanie. Nie jest bowiem łatwo zgromadzić materiały o byłych zakonnicach i jeszcze przelać to wszystko na papier, w naszej polskiej rzeczywistości. Z drugiej strony ta książka wydała mi się nieco chaotyczna, zabrakło mi w niej niektórych elementów pozwalających na jej uporządkowanie.
Na początku czułam się dziwnie, ponieważ nie rozumiałam części używanego słownictwa związanego z życiem zakonnym. Brakowało mi słowniczka/przypisów z wyjaśnieniem podstawowych pojęć, których przecież Czytelnik nie musi znać. Myślę, że jest to pozycja dla każdego, dlatego tym bardziej trudno było mi to zrozumieć. To przecież książka o życiu, o ludzkich słabościach, o marzeniach, o wyrzeczeniach, o miłości silniejszej niż reguły. Część historii wydała mi się dość zwyczajna, mniej emocjonalna, a inne zadziwiające, wręcz wyjątkowe. Czasem robiłam wielkie oczy. Historie pochodzą z różnych zakonów, ale są one w pewien sposób do siebie podobne. "Zakonnice odchodzą po cichu" to smutna książka, ale nie była ona dla mnie czymś aż tak niesamowitym jakbym tego chciała.
Moja ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

""Czy nie zabawne, że jednego dnia nie możemy się czegoś doczekać, a następnego mamy tego serdecznie dość? ""
Opis ze strony wydawnictwa: W te święta 12 autorów powieści dla młodzieży, m.in. Rainbow Rowell, Gayle Forman i David Levithan, przyniesie Ci najpiękniejszy prezent. Znana piosenkarka udaje kogoś innego, by uciec przed sławą. Skazany na prace społeczne młodociany przestępca musi wziąć udział w przygotowaniach do jasełek i zakochuje się w najbardziej nieodpowiedniej dla niego osobie. Dziewczyna adoptowana przez Świętego Mikołaja zastanawia się, czy dla miłości jest gotowa opuścić krainę elfów… . Nieważne, skąd pochodzisz, czy jesteś elfem czy zagubionym w świecie dorosłych nastolatkiem – uwierz w magię świąt! A jeśli nie uwierzysz – czy to oznacza, że ona nie istnieje? Przecież wszyscy pragniemy tego samego: by ktoś podarował nam miłość.
Moja opinia: Uważam, że "Podaruj mi miłość" to zbiór opowiadań, po który chętnie sięgną młodsi Czytelnicy. Dwunastu znanych autorów prezentuje krótkie historie nawiązujące w mniejszy bądź większy sposób do świąt Bożego Narodzenia. Co prawda, jednym wyszło to lepiej, a innym gorzej, ale nie o to tutaj chodzi.
Ta książka jest po prostu urocza. Poruszane w niej tematy mogą zaciekawić młodzież, dać im nadzieję i pokazać, że czasem warto zaryzykować dla miłości, przyjaźni czy więzi rodzinnych. Dzięki Kelly Link zaczęłam zastanawiać się, jakby to było gdybym czekała na kogoś, kto pojawi się tylko raz w roku. I to jedynie pod warunkiem, że akurat spadnie śnieg. "Dama i lis" to bowiem jedno z moich ulubionych opowiadań w tym zbiorze. Podobnie jak „Witamy w Christmas w Kalifornii” Kiersten White oraz „Cud Charliego Browna” Stephanie Perkins. Wszystkie trzy - według mnie - idealnie oddają świąteczny charakter, magię i wyjątkowość tych dni w roku. Które tytuły najmniej przypadły mi do gustu? Zdecydowanie „Kryzysowy Mikołaj” Davida Levithana oraz „Krampuslauf” Holly Black. Czegoś mi w nich niestety zabrakło. Pozycję polecam, pomimo tego że wcale nie ma w niej wiele śniegu, światełek czy ozdób choinkowych. Jest za to tęsknota. I miłość. I nadzieja na gwiazdkowy cud. 
Moja ocena: ★★★★★★★☆☆☆

"Patrzę w przyszłość - i widzę tysiąc gwiazd przede mną, A cień przeszłości ku nim wyciąga ramiona..."
Opis ze strony wydawnictwa: Polska pod jarzmem cara - zbrodniarza. Patrioci planują na niego zamach. Jeden z nich, tajemniczy młodzieniec w masce, podejmuje się zabić znienawidzonego tyrana. Wpisuje się tym samym w krąg działań, które zaplanował szatan u progu kolejnego stulecia. Czy mu się powiedzie? Czy ma na tyle odwagi, by działać na rzecz własnego, zniewolonego i upokorzonego narodu? A może Kordian, bo o nim tu mowa, jest zbyt słaby?
Moja opinia: Tak, dopiero teraz przeczytałam "Kordiana". Na pewno ta książka była moją lekturą w czasach szkolnych. Nie pamiętam jednak, abym po nią wtedy sięgnęła i ją przeczytała. Pomimo jej niewielkiej objętości jest ona bogata w treść. Niekoniecznie dobrą treść. Główny bohater jest bardzo specyficzny, a do tego niezbyt zdecydowany, co działa na jego niekorzyść. Akcja toczy się trochę zbyt chaotycznie, co przeszkadzało mi w odbiorze tekstu i poszukiwaniu jego przesłania. Uważam, że nie jest to jedna z tych lepszych lektur, jakie w szkołach mieliśmy okazję przerabiać. To pozycja, którą szybko się przeczyta i o której szybko się zapomni.  
Moja ocena: ★★★☆☆☆☆☆☆☆

"- Lepiej być samotnym niż otoczonym niewłaściwymi ludźmi?- Nie, nie samotnym. Samym. A to duża różnica."
Opis ze strony wydawnictwa: L’amore e la vita – o miłości do jedzenia i miłości do życia. Mia już nie wierzy w miłość. Od roku w jej życiu brakuje przyjaciela Sebastiana. I radości z jedzenia. Na pchlim targu pozwala wcisnąć sobie ręcznie napisaną książkę kucharską. Obok przepisów są tam też wzruszające historie miłosne z małej neapolitańskiej górskiej wioski. Mia jest nimi zafascynowana. Kto napisał tę książkę? Szybko decyduje się na podróż do Włoch. Na słonecznym Wybrzeżu Amalfitańskim, pod czujnym okiem mammy Rosy budzi się jej apetyt na życie. Czy jest gotowa dać miłości jeszcze jedną szansę?
Moja opinia: Wyobraź sobie, że po dobrze nakrapianej imprezie budzisz się na dachu, w nowym dla siebie miejscu, a do towarzyszy Ci całkiem przystojny mężczyzna. Czujesz się głupio, bo prawie nic nie pamiętasz z poprzedniego wieczoru, a on do tego proponuje wspólne śniadanie. Oczywiście nie chcesz się w to angażować, dlatego uciekasz z jego mieszkania. Los jednak chce, abyście znów się spotkali...
Przyznaję, ta książka zaczyna i kończy się mało zaskakująco, ale i tak zasługuje na uwagę. Moje uzasadnienie jest proste. To pozycja z wątkiem kulinarnym. Rozbudza ona apetyt i zmysły. Miłość, kuchnia i podróże to bowiem połączenie idealne. Pomimo nieco irytującej głównej bohaterki i scen seksu nie wnoszących nic do tej historii, jest to mądra opowieść. Da się z niej wyciągnąć pewne wnioski, a miejscami nie jest wcale tak oczywista jakbyśmy z początku zakładali.
To taka lekka historia do wciągnięcia w jeden wieczór. Przeniesie nas do Berlina oraz na ciepłe, włoskie wybrzeże. Pokaże neapolitańską kuchnię i zakamarki, które zapragnęłam zobaczyć na własne oczy. Moja podróżnicza lista powiększyła się bowiem o malutkie Nocelle, którego wcześniej nie znałam. 
Moja ocena: ★★★★★★★☆☆☆

~~~~~~~~~~
Czy jest jakaś książka, która szczególnie przypadła Ci do gustu w ostatnim czasie? 
Jak podoba Ci się nowa forma książkowych podsumowań?

Share this:

Prześlij komentarz

 
Copyright © Kinga On Tour. Designed by OddThemes