Month: Luty 2017

Ludzie. Zapiski z pamiętnika #2

  „Prawie wszyscy na Camino są uśmiechnięci.” (dzień 4.) „Nadal nie spotkałam nikogo z Polski. Wczoraj Duńczycy powiedzieli mi, że spotkali Polaka w San Sebastian. Świetnie byłoby porozmawiać z kimś po polsku.” (dzień 4.) „To urocze, że on wędrował Camino, potem ją poznał i postanowił osiąść tutaj. Teraz tworzą razem to miejsce i robią tyle dobrego dla innych pielgrzymów. „Mum and dad” jak to sami określili. Bo pielgrzymi powinni być dla siebie jak rodzina.” (dzień 5.) „Czesi przebijają chyba wszystkie narody ze względu na swoje poczucie humoru.” (dzień 5.) „Szkoda się rozstawać z ludźmi, bo to oni tworzą Camino. Nie krajobrazy, jedzenie czy architektura, ale ludzie właśnie.” (dzień 6.) „Rozmowa przez telefon z synem właścicieli była zabawna. Jego rola tłumacza z angielskiego na hiszpański niesamowicie pomogła, ale tekst: ‚Masz głos jak moja mama’ rozbawił mnie prawie do łez.” (dzień 6.) „Na Camino zmieniam zdanie o Niemcach. Są mili, życzliwi, uśmiechnięci i pomocni. O ile nie gadają tylko po niemiecku.” (dzień 6.) „Nigdy nie widziałam takich oczu. Niby niebieskie jak niebo lub woda, ale bije z …

Co czułam? Zapiski z pamiętnika #1

Ciągle wracam do mojego Camino del Norte. To takie przeżycie, o którym nie da się łatwo zapomnieć. Przeglądając swój notes z podróży i cofając się w czasie, postanowiłam podzielić się z Tobą swoimi wspomnieniami. To nie będą żadne ambitne posty. To będzie zwyczajne życie. Na chwilę obecną, przewiduję dwa posty z tego cyklu. Będzie trochę o uczuciach i trochę o mijanych w drodze ludziach. „Pierwszy upadek zaliczony. Nie ma to jak upaść na tyłek, na betonowych schodach. Bolało. Ale chociaż było dużo śmiechu.” (dzień 3.) „Co to był za dzień! Ramiona bolą jak diabli, ale i tak uśmiech nie znika z mojej twarzy. Jestem we właściwym miejscu. Czuję to.” (dzień 4.) „Jest i drugi upadek. Tym razem bolało bardziej. Wszystko przez ten cholerny deszcz i wodę lejącą się w tunelu przy głównej drodze. To zapewne wyglądało groźnie.” (dzień 4.) „Moje stopy. Czy tu musi być tyle drobnych kamyczków wpadających do sandałek?!” (dzień 4.) „Nie jest dobrze. Ramiona zdążyły poczuć już słońce, kostka wygląda jak poparzona, a odcisk hmm wygląda jakby się paprał. Nawet nie chcę …

(Nad)bagaż. Co zabrać na Camino del Norte?

Camino de Santiago jest nierozerwalnie związane z plecakiem i żółwim trybem życia. Swój dobytek poniesiesz bowiem na plecach. To, co ze sobą zabierzesz zależy również od tego, jak będziesz się czuł/a. Jeśli weźmiesz bowiem za dużo, to szybko zaczniesz się zastanawiać: „Dlaczego?!”. Najlepiej postawić zatem na równowagę i wypracować ten idealny zestaw kilogramów, który pewnie i tak od czasu do czasu będzie Ci przeszkadzał. Każdy szlak jest inny, dlatego z tego wpisu powinni skorzystać przede wszystkim pielgrzymi rozważający przejście Camino del Norte, czyli Drogi Północnej. Zacznę od tego, że wędrówka Camino del Norte sprawiła, że gdybym ponownie wybierała się w tę podróż, to zabrałabym się do zgromadzenia bagażu nieco inaczej niż za pierwszym razem. Przede wszystkim, nie żałowałabym pieniędzy na dobry plecak. Taki naprawdę dobry plecak. Poza tym wykreśliłabym trochę rzeczy (szczególnie tych, które okazały się niepotrzebne), a część bym wymieniła, ponieważ nie do końca się sprawdziły w swojej roli. Idąc, pozbywałam się wszystkiego, co możliwe (między innymi dżinsów, w których przyjechałam do Hiszpanii) albo odkładałam rzeczy na dno plecaka, bo było mi szkoda je …

Byłam w Barcelonie i…

… nuciłam „Bliżej słońca, bliżej gwiazd, tutaj wszystko może się stać…„ Wjeżdżając do Barcelony rozglądałam się na wszystkie możliwe strony. Autokar był pełen zmęczonych długą podróżą ludzi, a ja zastanawiałam się co takiego spotka mnie w tym mieście. Moja wizyta nie była wcześniej zaplanowana, nie miałam zarezerwowanego żadnego miejsca noclegowego, a noga bolała. Nie wiedziałam nawet, czy coś uda mi się na spokojnie zwiedzić. W słuchawkach leciała piosenka polskiego zespołu Pectus, za oknem przesuwały się miejskie krajobrazy, a ja czułam, że będzie lepiej niż być powinno. … bawiłam się wodą na Placu Katalońskim (Plaça de Catalunya) Uwielbiam fontanny. Szczególnie w taki gorący, słoneczny dzień, kiedy żar aż leje się z nieba. Woda działała na mnie orzeźwiająco, a do tego pięknie prezentowała się na zdjęciach. Zabawa nią była ukojeniem dla spieczonego ciała. Czego miałam chcieć więcej? Chlapanie się wodą w miejskich fontannach to coś, obok czego nie mogłam przejść obojętnie. To dlatego było to jedyne miejsce, które zobaczyłam podczas pierwszego wieczoru w Barcelonie. Na więcej nie pozwoliła mi spuchnięta noga.   … zachwycałam się architekturą  Barcelona …

Czy coś się zmieniło?

  Kiedyś marzyłam o księciu z bajki. Najlepiej wysokim, przystojnym, starszym ode mnie, Najlepiej z ciekawym charakterem. Marzyłam o tym, że spotkam go niespodziewanie w dziwnych okolicznościach przyrody i że zawróci on w mojej młodej głowie. Czułam, że zawładnie moim sercem, a ręce będą mi drżeć kiedy tylko będę chwytać jego dłoń. Chciałam, aby jego oczy sprawiały, że będę zapominać o zwyczajnej codzienności. Marzyłam o miłości, o jakiej marzyła pewnie każda młodsza dziewczyna.  Obecnie mam dwadzieścia sześć lat. No dobra, dwadzieścia pięć, bo do sierpnia jeszcze trochę czasu pozostało. Co przez te wszystkie lata działo się w moim sercu i w mojej głowie? Czy coś się zmieniło w kwestii tego królewicza na białym koniu? Jeśli tak, to co na to wpłynęło? Ten post jest cholernie osobisty. Starałam się jednak nie zdradzać wszystkiego, bo też nie wszystko ma tu znaczenie. Zresztą to moje życie i nie muszę się nim wcale dzielić. Ale to już przecież dobrze wiesz. Te Walentynki (swoją drogą, nie lubię tej nazwy) spędzam sama. Sama lecz nie samotna. Jestem bowiem singielką. Jestem bowiem …

Saint-Martin [pocztówkowo]

  Na zewnątrz w najlepsze trwa zima, dlatego porywam Cię w cieplejsze rejony. Wyobraź sobie Karaiby. Wyobraź sobie archipelag Małych Antyli. Wyobraź sobie niewielką wysepkę. Dorzuć do tego słoneczną pogodę, gorący piasek, wysokie palmy oraz Morze Karaibskie. Dodaj szczyptę chilli, popij rumem i przegryź melonem. Teraz to już na pewno chciałbyś/abyś się tam znaleźć, prawda? Pocztówka, którą otrzymałam przybyła do mnie z francuskiego terytorium zależnego Saint-Martin. Położone jest ono na wyspie o takiej samej nazwie. Sytuacja jest jednak nieco skomplikowana, ponieważ tylko jej północna część należy do Francji. Południowa zaliczana jest bowiem do Antyli Holenderskich, które z kolei powiązane są z Holandią. Nazywana jest ona przez to Sint Maarten i obowiązuje na niej inna waluta. Na pewno kojarzysz zdjęcie, na którym widoczny jest samolot przelatujący nisko nad plażą. To tak zwana Maho Beach, położona w sąsiedztwie tamtejszego lotniska. Na uwagę zasługuje również jedna z najpiękniejszych plaż dla nudystów, czyli Orient Beach. Wyspa słynie z obiektów turystycznych. Głównym ośrodkiem jest Marigot. Znajdziesz tam dobrej jakości restauracje, stylowe kawiarnie i luksusowe kurorty. Do tego dochodzą jeszcze tereny zielone, …

Przeczytane #1

Mam tylko jedno pytanie: Gdzie podział się styczeń?! Przepłynął on pomiędzy moimi palcami i nawet nie zdążyłam się dobrze obrócić, a już przekładałam stronę w kalendarzu na luty. Przynajmniej pod względem czytelniczym ten ubiegły miesiąc był niezły. Nie poznasz jednak wszystkich pozycji, jakie udało mi się przeczytać w styczniu. Postanowiłam bowiem nieco zmienić formę książkowych podsumowań. W tym roku, w każdym czytelniczym poście będę omawiała tylko lub aż dziesięć pozycji. Nie chcę bowiem skupiać się na liczbach, a na samej przyjemności dzielenia się z Tobą swoimi opiniami. Jak zauważysz, zaczęłam również dodawać opis książki ze strony danego wydawnictwa oraz własnoręcznie zrobione zdjęcia. Dzięki temu zobaczysz, czy daną pozycję przeczytałam w formie papierowej, czy jako e-booka bądź audiobooka. Zapraszam serdecznie i przy okazji życzę zaczytanego lutego! „Noah ucieka” John Boyne  „Życie jest krótkie i powinniśmy spędzać jak najwięcej czasu z ludźmi, których kochamy.” Opis ze strony wydawnictwa: Noah ma osiem lat. Zbyt dużo by nie widzieć, że wkrótce stanie się coś złego, coś smutnego, coś, co nie powinno się nigdy stać. Równocześnie zbyt mało, by zrozumieć tę sytuację. …