Year: 2016

Kantabria. Czy potrafiłbyś ją docenić? [moje Camino]

Nasza wirtualna podróż po Hiszpanii wciąż trwa, dlatego zrobimy dziś następny krok i wkroczymy na terytorium Kantabrii. Jaka ona jest? Na co warto zwrócić uwagę podczas wędrowania Camino del Norte w tej części kraju? Jakie krajobrazy mogą towarzyszyć pielgrzymowi przez kolejne dni? Mam nadzieję, że pamiętasz mój przedostatni wpis dotyczący Camino. Wspominałam w nim intrygujący Kraj Basków i zachęcałam do odwiedzenia tej wspólnoty autonomicznej. Tym razem zabieram Cię do sąsiedniego regionu, czyli Kantabrii. Wyjątkowo skupię się przede wszystkim na zdjęciach, a nie na słowach, więc ten post będzie taką mini fotogalerią. Zaczynajmy!  <<źródło>> Informacje praktyczne Kantabria (j. hiszpański: Cantabria) znajduje się w północnej części Hiszpanii, a swoją stolicę posiada w mieście Santander. Jest stosunkowo niewielką wspólnotą autonomiczną pod względem zajmowanej powierzchni. Oferuje jednak ponad 200 kilometrów pięknego wybrzeża. Ale to nie wszystko! Dlaczego? Prawie 100 plaż na takim odcinku może zrobić wrażenie na odwiedzającym. Ocean kontra góry. Tak, tak. Kantabria to region kontrastów. Wiecie, że najwyższy szczyt na tym obszarze wynosi prawie 3000 m n.p.m.? Na południu górskie wędrówki, a na północy windsurfing, kitesurfing lub nurkowanie w jaskiniach. Brzmi …

Kraj Basków? Naturalnie! [moje Camino]

España es diferente. Hiszpania jest różna. Myślę, że po ponad miesiącu spędzonym w tym państwie mogę powiedzieć to zdanie z pełną świadomością. Jasne, to nie jest czas liczony w latach, a czas liczony zaledwie w dniach. Udało mi się jednak przebywać po kilkanaście dni w czterech częściach tego kraju. To już chyba coś, prawda? Generalnie, Hiszpania podzielona jest na siedemnaście regionów, które nazywane są wspólnotami autonomicznymi (hiszp. Comunidades Autónomas). Są to między innymi Baleary, Wyspy Kanaryjskie czy Madryt. Można powiedzieć, że każdy z nich wyróżnia się specyficzną kulturą, architekturą, mieszkańcami, a także w niektórych przypadkach językiem. Jesteście ciekawi, co na ten temat mam do powiedzenia? Zapraszam zatem serdecznie na pierwszy post dotyczący Kraju Basków!  Informacje praktyczne <<źródło>> Kraj Basków (j. hiszpański: Pais Vasco, j. baskijski: Euscadi) położony jest w północnej części Hiszpanii. Najważniejszymi miastami w tym regionie są: Bilbao, San Sebastian oraz Vitoria-Gasteiz. Co ciekawe, obowiązują tu dwa języki – hiszpański oraz baskijski (euskera). Szczerze powiedziawszy są one (jak dla mnie) zupełnie inne. Nie ma co się dziwić, gdyż drugi z nich pochodzi z grupy języków pre-indoeuropejskich, a jego pochodzenia nadal nie …

Zaczytana [czerwiec/lipiec/sierpień]

Tak, tak, dobrze widzicie! Moje zaległości na blogu są tak duże, że dopiero teraz dodaję wakacyjne podsumowanie książkowe. Miał pojawić się w nim również wrzesień, ale wyszło jak wyszło i umieszczę go w parze z październikiem, czyli dopiero na początku przyszłego miesiąca. Tegoroczne lato upłynęło mi naprawdę szybko, a przez miesiąc spędzony w Hiszpanii przeczytałam dużo mniej niż początkowo zamierzałam. Po części się z tym liczyłam, dlatego już od początku roku pracowałam na to, aby ukończyć wszystkie czytelnicze wyzwania jeszcze przed lipcem. Na szczęście mi się udało! Przez trzy miesiące przeczytałam łącznie 16 książek, co oczywiście żadnym wyczynem w tej kategorii nie jest. Zakończyłam jednak kolejną polską serię, poszerzyłam swoją wiedzę w zakresie turystyki, a także sięgnęłam po kolejną książkę jednego z moich ulubionych autorów. Jesteście ciekawi jakie tytuły mam na myśli? Jeśli tak, to zobaczcie sami!  Pozycje (oprócz 58.) wymienione poniżej to e-booki. 57/52 „Przewieszenie” Remigiusz Mróz, cykl: Trylogia z komisarzem Forstem (tom 2) ocena: 8/10 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/273271/przewieszenie „Czasem tak w życiu bywa. Ludzie się mijają.” Druga część „Trylogii z komisarzem Forstem” Remigiusza Mroza jest …

Rosja [pocztówkowo]

Ajj Rosja, Rosja. Jeszcze moje stopy nie stanęły na terytorium tego państwa. Jeszcze nie planowałam podróży w tym kierunku. Jeszcze nie pociąga mnie ten kraj, a w szczególności miasta znajdujące się na jego terytorium. Owszem, są takie miejsca, które zobaczyć bym chciała, ale pewnie nie prędko się tam wybiorę. Bajkał, Kamczatka, Park Narodowy „Rosyjska Arktyka”, Putorana to tylko niektóre z nich. Byliście w Rosji, a może dopiero chcielibyście tam polecieć? Nie śmiem nawet wątpić, że większość z Was posiada za to choć jedną pocztówkę z tego kraju. Czy otrzymaliście jednak kiedykolwiek dwie identyczne widokówki z Rosji? Osobiście nie znam osoby z takim pechem. Rosja ma tak szeroki wybór kartek, że za każdym razem gdy jakąś otrzymuję, jestem pod wrażeniem. Pod wrażeniem zaprezentowanej tematyki i różnorodności. Zarówno te typowo turystyczne (będzie o nich w tym poście), jak i pozostałe (kulinarne, książkowe, itd.) są przeważnie bardzo dobrej jakości i pomimo pokonanej odległości docierają do mnie w dość dobrym stanie. Rosję często losowałam, a do mojej skrzynki wpadały kartki właśnie z tego państwa. I tak jestem jednak zadowolona z mojej kolekcji. Jej część mogliście zobaczyć …

Wenecja [informacje praktyczne]

Każdy turysta bądź podróżnik, który był w tym włoskim mieście, ma na pewno wyrobioną opinię na jego temat. Czasem lepszą, a czasem gorszą. Czasem wystarczy komuś jedna wizyta, a czasem ktoś nie potrafi powstrzymać się przed zakupem biletów i kolejnym wyjazdem. Jedni narzekają na unoszące się tam zapachy, inni na tłumy ludzi, a jeszcze inni wychwalają tę część Włoch pod każdym względem. Jaka naprawdę jest Wenecja? Czy warto się tam wybrać? Co należy wziąć pod uwagę planując podróż? Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego posta będziesz w stanie udzielić odpowiedzi na te pytania. Gdyby jednak interesowało Cię coś więcej niż zawarte informacje praktyczne, daj znać. Pomogę w miarę możliwości. JAK DOTRZEĆ? Najromantyczniej byłoby łodzią. Najbezpieczniej zapewne samolotem. Najszybciej własnym samochodem. Najciekawiej pociągiem (najlepiej prosto z Paryża). Ja wybrałam jednak opcję dla mnie najwygodniejszą, czyli dojazd autokarem. Po raz kolejny niezastąpionym towarzyszem podróży był Flixbus. Oferuje on szeroką gamę połączeń, dzięki czemu do Wenecji jesteś w stanie dojechać między innymi z Wiednia (od 39 euro), Frankfurtu nad Menem (od 33 euro) czy Rzymu (od 9 euro). Przykładowo, …

Hendaye. Skuś się, bo warto.

Po dość szybkim zwiedzeniu Saint-Jean-de-Luz oraz Ciboure, skierowałam się ku obrzeżom drugiego z nich. Musiałam bowiem znaleźć miejsce, aby rozbić swój namiot i jakoś przeżyć tę pierwszą nockę. Początkowo miałam zamiar kierować się oznaczeniami Camino. Szybko jednak uległo to zmianie, ponieważ w pewnym momencie po prostu je zgubiłam. Ostatnią żółtą strzałkę widziałam pod dużym kościołem położonym w otoczeniu baskijskiej zabudowy. Gdzie dalej powinnam iść? Tego nadal do końca nie jestem pewna. W każdym razie, w tamtej chwili, postanowiłam nie cofać się, a kierować się ku głównej drodze i iść na pamięć trasą, której przyglądałam się na domowym komputerze jeszcze przed wyjazdem do Francji. Jesteście ciekawi, jak to się dla mnie skończyło? Czytajcie zatem dalej… Mój pierwszy towarzysz  Po pewnym czasie zobaczyłam na przystanku starszego mężczyznę z plecakiem, który wyglądał na nieco zagubionego. Wymieniliśmy szybkie uśmiechy i… tak właśnie poznałam Pierre’a. Okazało się, że posługuje się on jedynie językiem francuskim, którego ja ni w ząb nie rozumiem. Jasne, jakieś tam podstawowe zwroty potrafię wypowiedzieć, ale na niezbyt wiele się one w takich okolicznościach przydają. Przecież chciałabym porozmawiać z nim o …

Urocze francuskie miejscowości, czyli Saint-Jean-de-Luz oraz Ciboure

Moje pierwsze Camino del Norte rozpoczęłam w Akwitanii, położonej w południowo-zachodniej części Francji. Wyruszyłam z  malowniczej francuskiej miejscowości Saint-Jean-de-Luz, minęłam równie urokliwe Ciboure i wędrowałam przed siebie, prosto w nieznane. Od hiszpańskiego Irun dzieliło mnie zaledwie szesnaśnie kilometrów. Dystans ten miał być dla mnie łatwą i przyjemną rozgrzewką. Miał być początkiem tej niezwykłej Drogi prowadzącej do Santiago de Compostela. Drogi przynoszącej chłodny wiatr w upalne dni i bajeczne widoki. Czy rzeczywiście ten pierwszy odcinek był tym, czego oczekiwałam? Oczywiście, że tak! Ocean Atlantycki od razu zawładnął moim sercem, baskijska architektura mnie oczarowała a spotkany Francuz stał się moim pierwszym kompanem podróży.   SAINT-JEAN-DE-LUZ Wieczorem, drugiego lipca 2016 roku, mój Flixbus jadący z Tuluzy, zatrzymał się przed niewielkim budynkiem miejscowego dworca (Gare de Saint Jean de Luz Ciboure). Moim oczom ukazało się dość duże rondo z wysokimi palmami, do moich uszu napływał elegancki język francuski, a ja przytłoczona ciężkością plecaka, ucieszyłam się jak małe dziecko. Czy ja śnię? Czy naprawdę zdecydowałam się na coś tak szalonego? Co ja tu w ogóle robię? Jaki właściwie mam plan? Gdzie będę …

Moje Camino. Pielgrzymi.

  „Praw­dzi­wie wiel­cy ludzie wy­wołują w nas poczu­cie, że sa­mi możemy się stać wielcy.” M. Twain Jedno jest pewne: Camino del Norte nie może obejść się bez ludzi. Zarówno bez tych, którzy wędrują tą trasą, jak i bez tych, którzy mieszkają na tych terenach. Jedni dają drugim coś, co jest trudne do opisania. Wzajemną radość, nadzieję i siłę, ale również smutek, złość czy rozczarowanie. Wiadomo, takie jest życie. Czasami bywa lepiej, czasami gorzej. Bez tych wszystkich osób nie byłoby Drogi. Nie byłoby żadnego sensu w jej przemierzaniu. Dlaczego tak uważam? Odpowiedź jest prosta. To właśnie ludzie wpływają na wyjątkowość Camino.  Wśród pielgrzymów spotkałam osoby z różnych części świata. Gdybym miała wymienić państwa, jakie reprezentowali to byłaby to dość długa lista. Długa i moim zdaniem ciekawa. Spróbuję to zrobić, abyście mogli zobaczyć jak różnorodne jest Camino. Jak wielu ludzi decyduje się na przejście bądź przejazd rowerem całej trasy lub jej fragmentu. Jak wielu ludzi decyduje się na codzienny trud wędrówki. Uwaga! Zaczynam: Australia. Austria. Belgia. Bułgaria. Czechy. Dania. Francja. Hiszpania. Holandia. Islandia. Kanada. Korea Południowa. Malezja. …

Moje Camino. Ból kontra siła.

Czy wspominałam już, że uwielbiam to wyjątkowe uczucie towarzyszące mi podczas podróży w nowe miejsce? Tę mieszaninę niepewności, zaskoczenia, radości i czegoś jeszcze, czego nie potrafię określić. Tą gęsią skórkę na rękach. Ten szum w głowie. Ten stukot w sercu. Uczucie wolności. Smak nowości. Pewnego rodzaju ryzyko. Nie wiem, co mnie spotka, ale nie boję się. Nie mam pojęcia, czy to dla mnie dobrze. Może byłoby lepiej gdybym choć trochę się bała? Przed rozpoczęciem Camino również nie miałam żadnych wątpliwości. Co prawda nie znałam ani hiszpańskiego, ani Hiszpanów, a wyjazd do Hiszpanii miał być moim pierwszym kontaktem z tym krajem. Znajomi mówili mi: „Jesteś szalona!”, rodzice: „Jesteś nieprzygotowana!”, a ja jak to ja poszłam chyba trochę na żywioł myśląc: „Co mi po trenowaniu, jak mogę skręcić nogę już pierwszego dnia i tak czy siak, pożegnać się z tą Drogą?!„. Ktoś z Was zapytał mnie: „Jak przygotowywałaś się do przejścia tak długiego dystansu?„. Będę szczera i się przyznam. Po czasie myślę, że musiałam być nieco stuknięta robiąc to co zrobiłam. Albo raczej czego nie zrobiłam. Specjalnie …

Moje Camino. Czy każde albergue zasługuje na miano zastępczego domu?

  „Są miejsca, w których nasza dusza doznaje ukojenia, choć są skromne, i są miejsca, których nigdy nie nazwiemy domem, choć niczego w nich nie brakuje.” R.P. Evans Wyobraź sobie następującą sytuację. Idziesz pół dnia, żar leje się z nieba, jesteś cały spocony, głodny i do tego jeszcze zabłądziłeś, a kiedy odnalazłeś drogę okazało się, że musisz wdrapać się na najbliższą górkę, aby dotrzeć do schroniska. Pokonujesz ją ostatnimi siłami, bo przecież co innego pozostało. Twoim oczom ukazuje się ogromny budynek, mnóstwo ludzi na zewnątrz i pierwsze o czym myślisz to: „Kurde, pewnie nie ma już miejsc!”. Nagle jednak pojawia się przed Tobą młody chłopak, mówi żebyś na chwilę położył plecak i odpoczął, a dodatkowo częstuje Cię szklanką wody. Potem zaprasza Cię do środka, gdzie okazuje się, że miejsc faktycznie już nie ma, ale możesz rozbić swój namiot lub przespać się na podłodze w jadalni. Twoja twarz promienieje ze szczęścia… Albergue. „Alberg”. Schronisko. Noclegownia. „Chrapalnia„. Przyznaję, że słyszałam przeróżne nazwy, które mniej lub bardziej pasowały do tego miejsca. Miejsca na swój sposób specyficznego. Miejsca, które zazwyczaj …