Miasta i miasteczka na Camino del Norte #1

Jesteś miłośnikiem krajobrazów naturalnych czy raczej terenów zabudowanych? Wolisz zdobywać nowe szczyty czy spacerować po uliczkach nieznanego dotąd miasta? Preferujesz zgubienie się wśród drzew czy pośród budynków? Prawdą jest, że nie każdy turysta bądź podróżnik lubi naturę. Niektórzy uwielbiają odkrywanie miast, miasteczek lub wsi zlokalizowanych gdzieś na końcu świata lub w najbliższej okolicy. Takie osoby zdecydowanie lepiej czują się w towarzystwie architektury i wybetonowanych powierzchni niż łąk, gór czy dzikich plaż. Mają oni słabość do tego wszystkiego, co oferuje miasto. Knajpy, zabytkowe starówki, detale architektoniczne. Wyróżnić można ludzi, którzy w mieście są w stanie się udusić i takich, którzy na tym terenie czują się jak przysłowiowe ryby w wodzie. Na blogu wspominałam już o hiszpańskiej prowincji, dlatego chciałabym teraz przedstawić Ci kilkanaście ośrodków miejskich, na które warto zwrócić uwagę wędrując Camino del Norte. Po kliknięciu na nazwę miasta przeniesie Cię do mapy z jego lokalizacją, a po najechaniu na zdjęcie dowiesz się, co ono prezentuje. Mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie!

Pasai Donibane i Pasaia (Kraj Basków)
Szczerze? Musisz tam kiedyś pojechać! Najlepiej zostań na noc, ponieważ widoki po zmroku są po prostu oszałamiające. Światła odbijające się w wodzie kontrastują z otaczającą Cię ciszą. Od czasu do czasu taflę wody przecina kontenerowiec zbliżający się do portu. To takie spokojne, malownicze miejsce, w którym można odetchnąć i odciąć się od otaczającej rzeczywistości. To takie miejsce, które na pierwszy rzut oka przyciąga przede wszystkim architekturą. Przepiękne rezydencje oraz domy jednorodzinne pochodzące sprzed 1800 roku wyróżniające się drewnianymi balkonami (rozciągającymi się na całą szerokość budynków) oraz dwuspadowymi dachami. Z jednej strony są one kolorowe, a z drugiej tak idealnie pasują do Pasai Donibane. Wąskie brukowane uliczki, ciemne zaułki. Barokowy ratusz. Dom, w którym mieszkał Victor Hugo. Odrestaurowana stocznia, w której powstają repliki znanych statków. Tajemniczy kościółek (Ermita de Santa Ana) znajdujący się na tarasie widokowym. Do tego wszystkiego pomiędzy dwiema miejscowościami kursuje prom, który ułatwia pielgrzymom pokonanie zatoki. Jesteś ciekaw/a, w jaki sposób przywitałam się z Pasai Donibane? Idąc i rozmawiając z dwiema Niemkami schodziłam ze schodów. Wiesz, co zrobiłam? Upadłam. Prosto na tyłek. Spotkanie z betonem było bolesne. Bardzo bolesne. Przynajmniej zapamiętam ten moment do końca życia. 
Zdecydowane przeciwieństwo dwóch poprzednich miejscowości. To miasto po prostu tętni życiem! Nawet w środku dnia. Nawet w czasie deszczu. Ludzi było tam mnóstwo. I to takie dosłowne MNÓSTWO. Wszędzie słychać było gwar. Prowadzone rozmowy, krzyczące dzieci, przejeżdżające samochody. Naprawdę chciałam się stamtąd wydostać jak najszybciej, ponieważ ta atmosfera nie do końca mi wówczas odpowiadała. Musiałam jednak pokonać około pięciu kilometrów, aby przejść z jednego końca miasta na drugi. Dlaczego zatem umieściłam San Sebastian na tej liście? Odpowiedź jest prosta. Wyobraź sobie muszlę. Widzisz ją? Ej, ale nie chodzi mi wcale o muszlę klozetową! Chodzi mi o taką zwyczajną muszlę przywiezioną z wakacji. Przenieś teraz to wyobrażenie na poniższe zdjęcie. Przy okazji zwróć uwagę na piaszczystą Playa de La Concha (zdziwi Cię fakt, że la concha to po prostu muszla?). Ta wysepka na środku zatoki to perła w postaci Wyspy św. Klary. Współcześnie cel turystyczny, niegdyś miejsce, do którego wywożono osoby chore na dżumę. San Sebastian to również ciekawa architektura i (podobno) znakomita kuchnia, choć tego drugiego akurat w pełni nie zdążyłam sprawdzić. Osobista historia związana z tym miastem? Na pewno zapamiętam starszą kobietę, która zaczepiła mnie i po angielsku życzyła mi dobrej drogi jednocześnie pytając skąd jestem. Kiedy usłyszała, że pochodzę z Polski, powiedziała że jesienią wybiera się do Krakowa i Warszawy. Zaskoczeni? 
<<źródło>>
Pomyśleć, że kiedyś mieszkańcy tego miasta polowali na wieloryby i według miejscowych legend budowali statki, które opływały naszą planetę dookoła. Obecnie jest to przede wszystkim ośrodek turystyczny, który kusi piaszczystą "Królową Plaż" liczącą 2,5 kilometra długości. Wabi on również surferów polujących na dobre fale oraz osoby pragnące nauczyć się surfowania. W mieście bowiem są specjalne szkoły, które się tym zajmują. Może Ty również należysz do tej grupy ludzi? Jeśli tak, to pakuj walizkę i wyjeżdżaj!
Jeśli lubisz spacery to Gataria oraz Zarautz są miejscami dla Ciebie. Dlaczego? Łączy je bowiem czterokilometrowy deptak wzdłuż oceanu. Jest to idealne rozwiązanie na niedzielne popołudnie lub spacer przy zachodzie słońca. Jako typowa wioska rybacka, Getaria nie jest zbyt duża pod względem zajmowanej powierzchni. Posiada jednak ciekawe położenie pomiędzy dwiema plażami oraz niewielką skalną wysepką. Piętnastowieczny kościół, piękna architektura i ulica o nazwie "Kale Nagusia Kalea", która jest urocza sama w sobie. Nic, tylko podziwiać!
Miasto, którego piękna niestety nie doświadczyłam w pełni. Spędziłam w nim dwie noce, ale nie zobaczyłam ani słynnej kaplicy San Telmo, ani tych pięknych plaż o których wszyscy mi opowiadali. Nie widziałam też klifów ani charakterystycznego dla tego miejsca fliszu. Zobaczyłam za to izbę przyjęć, w której przemiła pielęgniarka opatrywała moją stopę. Dzielę się tym miejscem z Tobą, abyś miał/a szansę nadrobić zaległości i wybrać je jako cel swojej przyszłej podróży. 
To miasto ma tak wiele do zaoferowania. Skorzystaj z tego! Spaceruj wzdłuż wąskich uliczek i szerokich arterii drogowych. Podziwiaj murale, kolorowe fasady budynków i niesamowite balkony. Odwiedź pająka i Muzeum Guggenheima. Wsłuchaj się w dźwięki. Poczuj zapachy. Bilbao może zachwycić. Może zatrzymać Cię na dłużej. Co prawda, zobaczyłam jedynie niewielki fragment tego miasta, ale przyznaję, że zaciekawiło mnie. Chciałabym wybrać się tam raz jeszcze i zobaczyć wszystko to, co musiałam pominąć ze względu na swoją stopę. Tym razem zostałabym tam nieco dłużej.
Wędrówka z Bilbao do Portugalete to nic innego jak ciężka i dość nudna droga przez tereny zabudowane. Te dwa punkty dzieli około 12 kilometrów rozgrzanego asfaltu i trasy prowadzącej w większości wzdłuż nieciekawych budynków. Pomimo niewielkiej wielkości (blisko 4 km kwadratowe) na tej powierzchni mieszka prawie 50 000 osób. Pomimo tego, że w tym mieście jest sporo budynków czterokondygnacyjnych lub wyższych, ma ono swój urok. Jest stosunkowo dużo zieleni, są ułatwienia dla pielgrzymów w postaci ruchomych schodów, są piękne balkony, małe knajpki zlokalizowane w bocznych uliczkach i ON. Most Biskajski. Jedno jest pewne. Trudno go nie zauważyć! Jest to najstarszy na świecie most gondolowy. Powstał w 1893 roku, a jego projektantem był Albert Palacio. Ma on za zadanie łączyć Portugalete z Getxo znajdującym się na sąsiednim brzegu rzeki Nervión, a jednocześnie nie utrudniać ruchu statków płynących do portu w Bilbao. Imponujące są zatem jego rozmiary (160 m długości, 50 m wysokości). Specjalna gondola może przewieźć za jednym razem osiem pojazdów oraz kilkudziesięciu pasażerów. Zapomniałam wspomnieć, że jest to gratka dla osób lubiących obiekty wpisane na listę UNESCO. Uwaga: na most można wjechać i podziwiać go z góry! Przekonałam Cię? 

"Różnica pomiędzy małym a dużym miastem polega na tym, że w dużym mieście można więcej zobaczyć, a w małym więcej usłyszeć.
Jean Cocteau

~~~~~~~~~~~~~~~~

Które z tych miejsc chciałabyś/chciałbyś najbardziej zobaczyć? Dlaczego? 

Pozdrawiam serdecznie,
Kinga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku!

Jeśli tylko chcesz, możesz pozostawić na blogu ślad po swojej wizycie. Prywatne wiadomości bądź komentarze są jak najbardziej na miejscu :)

Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy, to nie zapomnij o podzieleniu się ze mną linkiem do swojego miejsca w sieci, tak abym i ja mogła zajrzeć do Ciebie.

* komentarze obraźliwe lub niezwiązane z treścią bloga, będą usuwane

Dziękuję serdecznie za odwiedziny :)

INSTAGRAM