Galicja. Zbliżam się do końca. [moje Camino]

Nadeszła smutna chwila. To już bowiem ostatni hiszpański region przez który przebiega Camino del Norte. Co to oznacza? Nic innego, jak naszą ostatnią wspólną podróż przez łąki, plaże, wzgórza i doliny. Pozostawiliśmy za sobą Kraj Basków, Kantabrię oraz Asturię. Krajobrazy naturalne raczej na blogu już się nie pojawią. Zobaczysz za to jeszcze miasta, miasteczka i urocze wsie. Będzie również kilka postów odnośnie mniej turystycznych kwestii związanych ze szlakiem świętego Jakuba oraz zebrane przeze mnie informacje praktyczne. Pojawi się także obiecana Barcelona. Ale ją zostawię sobie na deser! Tymczasem przedstawiam Galicję.


<<źródło>>
Informacje praktyczne
Galicja (w języku hiszpańskim: Galicia) to wspólnota autonomiczna położona w północno-zachodniej części Hiszpanii. Oprócz języka hiszpańskiego posiada ona swój własny język, nazywany gallego/galego. Jego brzmienie przypomina język portugalski, co wynika ze wspólnej historii tych dwóch krajów. Region ten już od średniowiecza znany był przede wszystkim z miasta Santiago de Compostela, które stanowiło cel wielu pielgrzymów wędrujących Drogą świętego Jakuba. Innymi znanymi ośrodkami są: Lugo, La Coruña i Pontevedra. Galicja słynie z owoców morza i kuchni opartej przede wszystkim na rybach. W krajobrazie dominuje natomiast zieleń oraz fiolet. Są tam bowiem lasy eukaliptusowe, a także wrzosy i lawenda. To właśnie w tej części państwa obecna religia spotyka się z dawnymi wierzeniami. Czarownice, wędrujące dusze zmarłych, nimfy i druidzi. To wszystko nadal jest tam na porządku dziennym. Wystarczy tylko wiedzieć, w które drzwi zapukać, aby dowiedzieć się czegoś więcej.
Pożegnanie z oceanem
Myślę, że powinnam coś wyjaśnić. To nie jest tak, że Camino del Norte przebiega tylko i wyłącznie wzdłuż oceanu, a pielgrzym codziennie się w nim kąpie i siedzi na plaży popijając wino. To nie jest tak, że dzień w dzień widzi wodę i może zbierać muszelki (swoją drogą nie widziałam ani jednej!). Owszem, były takie dni w których wyznaczona trasa prowadziła wzdłuż Atlantyku, ale były również takie, że widziałam go tylko z daleka bądź nie widziałam go wcale. Przez ten miesiąc przywiązałam się jednak do niego, więc dziwny był dla mnie moment rozstania z nim. Miało to miejsce w Ribadeo, pierwszej miejscowości na terenie tego regionu. Czułam się, jakbym coś za sobą zostawiała. Coś ważnego. Coś, o czym nigdy nie powinnam zapomnieć.

Galicyjskie wybrzeże jest tak właściwie bardzo skaliste i posiada bajeczne zatoczki. Woda bywa w nich szmaragdowa i zdecydowanie zachęca do korzystania z jej uroków. (Nie)stety niektóre plaże są odosobnione i można dostać się do nich jedynie drogą wodną. Nie ma tam bowiem żadnych tajemniczych zejść czy specjalnych kładek do nich prowadzących. 
Czy w Galicji ciągle pada?
Pogoda w tej części Półwyspu Iberyjskiego zdecydowanie nie sprzyja osobom, które lubią słońce i wysokie temperatury. Nie jest to bowiem południowa, gorąca Hiszpania. To wilgotna, dość chłodna Galicja. No cóż, wilgotność powietrza jest naprawdę wysoka. To region, w którym za pogodę zdecydowanie odpowiada Ocean Atlantycki. Praktycznie przez całą wędrówkę towarzyszyła mi mżawka. Do tego mgła i lekki wiatr. Bez deszczówki się nie obeszło. Czy Ty także nie lubisz uczucia kiedy ściągasz z siebie mokre ciuchy i wszystko się do Ciebie przykleja? Mało było słonecznych dni, choć na szczęście w dniu dotarcia do Santiago de Compostela pogoda była wspaniała

 "Co dzień przynajmniej przez godzinę musi padać deszcz.
(galicyjskie przysłowie niewymagające komentarza)
"Dmuchawce, latawce, wiatr..."
No właśnie, wiatr. W krajobrazie Galicji zauważyć można liczne turbiny wiatrowe, którym zdecydowanie sprzyjają panujące w tym regionie warunki pogodowe. Miejscami są to dość duże skupiska (nawet po dziesięć-piętnaście urządzeń), a miejscami stoją zaledwie dwie, góra trzy sztuki. Część mieszkańców uważa zapewne, że zaburzają one wygląd i odbiór lokalnej natury. Mnie jednak nie przeszkadzały, a turbiny oświetlone przez słońce wyglądały naprawdę interesująco i przyciągały wzrok. Jak dla mnie, wszystko tam ze sobą współgrało i idealnie dopełniało krajobraz. 
Poranek w Galicji
Pewnego dnia, po bardzo wczesnym wyjściu z Miraz udałam się w kierunku Sobrado, które było kolejnym celem mojej wędrówki. Oczywiście było ciemno i mglisto, a jedynym światłem były latarnie uliczne oraz światełko padające z czołówki. Przeszłam obok małego kościółka, skręciłam w lewo i weszłam na kamienistą, szeroką drogę, która po kilku kilometrach wpadała w las. Po drodze minęłam trzy Rosjanki oraz dwoje Czechów, których widziałam już wcześniej. Las był spokojny, choć dość ponury. W sumie mógłby budzić niepokojące skojarzenia, ale na szczęście było już nieco jaśniej. Po wyjściu z niego ukazał mi się koncert barw na niebie. Wschodziło słońce. Znalazłam się akurat w jednym z wyżej położonych punktów w tym dniu. To było tak niesamowite przedstawienie, że nie zważając na uciekający czas, postanowiłam się zatrzymać. Zdjęłam plecak i podziwiałam tę magiczną chwilę. Minęło mnie wówczas tyle osób, że wolałam nawet nie myśleć, jaka kolejka będzie czekała na mnie w albergue. Wszyscy się śpieszyli i nikt nie zatrzymał się na dłużej. Słychać było jedynie chrzęst butów na drobnych kamyczkach oraz radosne "Buen Camino!". Czy zawsze warto się śpieszyć i gnać do przodu? Czy nie masz wtedy wrażenia, że coś Cię omija, coś ucieka Ci sprzed nosa? Pomyśl nad tym. 
Droga powoli dobiega końca...
Sto kilometrów. Ostatnia trzycyfrowa liczba. Potem już tylko dwucyfrowa. Potem już tylko pojedyncze kilometry do ostatecznego celu. Długo czekałam na ten moment. Na ten słupek z wyjątkową tabliczką: 100 km. Tabliczki co prawda nie było, ale ktoś był na tyle uprzejmy, że napisał tam odległość kredą. Pewnie inaczej nie zwróciłabym na niego większej uwagi. Co wówczas poczułam? Ulgę. Radość. Smutek. Wzruszenie. Zdziwienie. Z tym miejscem na pewno będzie kojarzyła mi się Galicja. Ostatnia setka na Camino del Norte. Ostatni region w pięknej Hiszpanii

Jak wrażenia? Spodobał Ci się ten fragment Galicji?

Serdecznie pozdrawiam,
Kinga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku!

Jeśli tylko chcesz, możesz pozostawić na blogu ślad po swojej wizycie. Prywatne wiadomości bądź komentarze są jak najbardziej na miejscu :)

Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy, to nie zapomnij o podzieleniu się ze mną linkiem do swojego miejsca w sieci, tak abym i ja mogła zajrzeć do Ciebie.

* komentarze obraźliwe lub niezwiązane z treścią bloga, będą usuwane

Dziękuję serdecznie za odwiedziny :)

INSTAGRAM