Moje Camino. Pielgrzymi.


"Praw­dzi­wie wiel­cy ludzie wy­wołują w nas poczu­cie, że sa­mi możemy się stać wielcy." M. Twain

Jedno jest pewne: Camino del Norte nie może obejść się bez ludzi. Zarówno bez tych, którzy wędrują tą trasą, jak i bez tych, którzy mieszkają na tych terenach. Jedni dają drugim coś, co jest trudne do opisania. Wzajemną radość, nadzieję i siłę, ale również smutek, złość czy rozczarowanie. Wiadomo, takie jest życie. Czasami bywa lepiej, czasami gorzej. Bez tych wszystkich osób nie byłoby Drogi. Nie byłoby żadnego sensu w jej przemierzaniu. Dlaczego tak uważam? Odpowiedź jest prosta. To właśnie ludzie wpływają na wyjątkowość Camino. 

Wśród pielgrzymów spotkałam osoby z różnych części świata. Gdybym miała wymienić państwa, jakie reprezentowali to byłaby to dość długa lista. Długa i moim zdaniem ciekawa. Spróbuję to zrobić, abyście mogli zobaczyć jak różnorodne jest Camino. Jak wielu ludzi decyduje się na przejście bądź przejazd rowerem całej trasy lub jej fragmentu. Jak wielu ludzi decyduje się na codzienny trud wędrówki. Uwaga! Zaczynam:

Australia. Austria. Belgia. Bułgaria. Czechy. Dania. Francja. Hiszpania. Holandia. Islandia. Kanada. Korea Południowa. Malezja. Niemcy. Polska. Portugalia. Rosja. Słowacja. Stany Zjednoczone. Szwajcaria. Szwecja. Ukraina. Wielka Brytania. Włochy.

Są to oczywiście kraje o których wiem, ponieważ rozmawiałam z ludźmi, którzy z nich pochodzą. Słyszałam jednak także o reprezentantach Argentyny, Brazylii, Chin oraz Japonii. Istne szaleństwo kulturowe, prawda? ;)

Kobiety i mężczyźni. Młodsi i starsi. Mogłabym powiedzieć, że najmłodszy "pielgrzym" miał około roczku, a Drogę pokonywał w wózku prowadzonym przez rodziców. Myślę, że kiedy go zobaczyłam to moja mina była bezcenna. Aż szkoda, że nikt jej nie uwiecznił na zdjęciu. Najstarszy pielgrzym mógł być po osiemdziesiątce, góra dziewięćdziesiątce. To chyba i tak dość dużo?

Samotni wędrowcy i liczne szkolne grupy. Osoby z plecaczkami do których zmieściła się chyba jedynie kanapka i osoby z ciężkimi, wielkimi bagażami. Zdarzały się też osoby z plecakami na kółeczkach, które można założyć na plecy. Osoby podróżujące pieszo, na rowerach, konno. Osoby wędrujące z psiakami. Małżeństwa. Koleżanki ze szkoły. Rodzice z dziećmi. Osoby nie będące w związkach. Rozwodnicy. Osoby w separacji. Narzeczeństwa. Młode pary.

Bezrobotny. Uczeń. Student. Emeryt. Księgowy. Fryzjer. Zawodowy kierowca. Muzyk. Kelner. Informatyk. Psycholog. Fizjoterapeuta. Fotograf. Pracownik fizyczny. 

Ktoś z Was zaproponował, abym napisała o motywach, jakie kierują osobami wyruszającymi na Camino. Muszę przyznać, że jest to dość trudne do szczegółowego opisania. Odniosłam bowiem wrażenie, że jest to pytanie tak osobiste, że zadawano je bardzo, bardzo rzadko. Mnie zapytano o to wprost jedynie trzy razy. Ludzie często mówili niejasno i ogólnikowo na ten temat, zazwyczaj w osobistych rozmowach, a nie na forum publicznym. Poznałam osoby idące z przyczyn typowo religijnych, dla których Camino było kolejną pielgrzymką w ich życiu. Modlili się, śpiewali religijne pieśni, dziękowali Bogu za wspólne posiłki, odwiedzali lokalne kościoły, w miarę możliwości chodzili na hiszpańskie msze. Poznałam osoby, które szły z przyczyn osobistych. Chcieli uporządkować swoje życie, chcieli odnaleźć siebie, chcieli odpocząć od codzienności, chcieli dać się ponieść chwili, chcieli za coś podziękować lub o coś poprosić. Najczęściej ci pielgrzymi rozpoczynali wędrówkę w pojedynkę. Poznałam osoby dla których Camino było atrakcją turystyczną. Szli, bo "koledzy mnie namówili", bo chcieli odkryć kawałek Hiszpanii, poznać lokalną kulturę, jedzenie czy architekturę. Chcieli się bawić i korzystać z życia. Poznałam osoby wędrujące z przyczyn zdrowotnych. Pragnęli wyzdrowieć, poprawić swoją kondycję fizyczną lub zrzucić zbędne kilogramy. Jak widzicie, i pod tym względem Camino bywa różnorodne. 

Zaczynałam swoje Camino w pojedynkę i tak samo je zakończyłam. W międzyczasie jednak poznałam wielu wyjątkowych i wspaniałych ludzi. Brakuje mi słów, aby Ich wszystkich opisać, aby poświęcić choć zdanie każdemu z Nich. To trudne, bo nie chciałabym o nikim zapomnieć, nikogo pominąć. Już teraz żałuję, że nie z każdą z tych osób zrobiłam sobie zdjęcie, że nie od każdej wzięłam numer telefonu czy adres mailowy. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła naprawić te błędy. Upłynęło już trochę czasu odkąd wróciłam do domu, ale kontakt z częścią osób jest jakby wciąż żywy. Wiem, że kiedyś jeszcze się spotkamy. Jestem tego pewna albo po prostu chcę w to wierzyć. 

Muszę to napisać! Podczas swojej wędrówki poznałam aż 12 osób z Polski. Słuchając opowieści każdej z nich stwierdzam, że miałam ogromne szczęście. Oni bowiem poznali zaledwie po kilkoro Polaków. Spotkanie rodaka w Hiszpanii zawsze wzbudzało we mnie ogromną radość. Można było porozmawiać w ojczystym języku na temat przebytych kilometrów czy zwyczajnej codzienności. Przez prawie dwa tygodnie wędrowałam z dwójką Polaków oraz trzema mężczyznami z Teneryfy. Wspólne posiłki, wspólne przemierzanie szlaku, wspólne spędzanie wolnych chwil. Zżyliśmy się tak bardzo, że naprawdę ciężko było się potem rozstać. Przyznaję, płakałam jak bóbr. Przypadkiem poznałam chłopaka, z którym wcześniej wymieniałam wiadomości na Instagramie oraz Facebooku. To dopiero było zaskoczenie! Na szczęście okazał się on naprawdę ciepłym i otwartym człowiekiem. Poznałam Belga idącego od trzech miesięcy z Belgii, Szwajcara wędrującego z Genewy, Czecha przemierzającego Camino z Pragi. Mogłabym wymieniać w nieskończoność, ponieważ to tylko niewielka kropla w oceanie. Być może kiedyś zdradzę Wam nieco więcej historii o ludziach z którymi złączył mnie los. 

Każdy pielgrzym jest inny. Tak naprawdę nie liczy się to, ile niesie on na swoich barkach (mam tu na myśli wielkość i ciężar plecaka). Liczy się to, co niesie w sobie. Jaki bagaż doświadczeń go przygniata. Jak bardzo pragnie zrzucić go ze swoich ramion. Co chce osiągnąć podczas swojej wędrówki. Jak bardzo jest otwarty na innych ludzi poznanych w Drodze. Pod tym względem żaden pielgrzym nie jest równy drugiemu. Z jednym bowiem wymienisz się zaledwie przelotnym "Buen Camino", a z następnym rozgadasz się jak z dobrym przyjacielem, pomimo dzielącej Was różnicy wieku czy różnic językowych. Z jednym przemierzysz zaledwie kilometr, z innym kilkadziesiąt. Z jeszcze innym zero. Ostatnio kuzynka zapytała mnie, skąd wiedziałam do kogo warto się zbliżyć, a kogo lepiej omijać szerokim łukiem? Myślę, że to dość ważne pytanie, ponieważ ludzie na Camino są różni i niestety nie każdy jest uprzejmy. Warto zaufać swojej intuicji, a czasem warto po prostu zaryzykować...

Bez pielgrzymów nie byłoby Camino. To oni je tworzą. To oni potrafią odmienić również Twoją Drogę. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

P.S. Na potrzeby tego tekstu twarze pielgrzymów na zdjęciach zostały zamazane. 



6 komentarzy:

  1. Wczytałam się w ten wpis i tak sobie myślę (albo tak wewnątrz czuję), że to prawdziwa magia. Taka ludzka, taka dająca radość, moc i szczęście - takie w czystej postaci. Podziwiam Cię, bo to coś, na co tak naprawdę niewielu się zdobywa. W ogóle, jaki to trzeba mieć łeb, żeby się w tym wszystkim i z tymi wszystkimi ludźmi odnaleźć, a przy tym nie zagubić w tej całej wędrówce siebie, ale właśnie odkrywać - tak kawałeczek po kawałeczku.

    Pięknie napisane, ach i ten uśmiech!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym co napisałaś. Ta ludzka magia daje radość, moc i szczęście. Daje kopa do dalszej podróży. Dziękuję za te wszystkie Twoje słowa, są naprawdę miłe i po raz kolejny nie mam pojęcia co powinnam napisać... Myślę, że i tak nie okryłam w pełni tej możliwości jaką daje drugi człowiek w wędrówce, ponieważ nie znam hiszpańskiego, a to jednak on rządził na Camino. Pozostawał więc język angielski, a nim nie każdy się posługiwał, niestety.

      Usuń
  2. Ależ tam musiał być klimat. Bardzo inspirujące te zdjęcia. Poznać tylu ludzi, tak różne charaktery. Coś wspaniałego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był klimat, był. I to taki ciężki do opisania. Dziękuję Wiolu! Oj tak, charaktery faktycznie przeróżne. Jedni bardziej spokojni, jedni bardziej wybuchowi. Jedni rozmowni, drudzy nie za bardzo. Do jednych czuło się to "coś", a drugich wolało omijać się szerokim łukiem. Różnorodność ogromna :)

      Usuń
  3. Fascynujaca opowiesc. Widac, ze ta podroz odmienila Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś kolejną osobą, która mi to mówi. W sumie możliwe, że faktycznie coś w tym jest...

      Usuń

Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku!

Jeśli tylko chcesz, możesz pozostawić na blogu ślad po swojej wizycie. Prywatne wiadomości bądź komentarze są jak najbardziej na miejscu :)

Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy, to nie zapomnij o podzieleniu się ze mną linkiem do swojego miejsca w sieci, tak abym i ja mogła zajrzeć do Ciebie.

* komentarze obraźliwe lub niezwiązane z treścią bloga, będą usuwane

Dziękuję serdecznie za odwiedziny :)

INSTAGRAM