Month: Wrzesień 2016

Rosja [pocztówkowo]

Ajj Rosja, Rosja. Jeszcze moje stopy nie stanęły na terytorium tego państwa. Jeszcze nie planowałam podróży w tym kierunku. Jeszcze nie pociąga mnie ten kraj, a w szczególności miasta znajdujące się na jego terytorium. Owszem, są takie miejsca, które zobaczyć bym chciała, ale pewnie nie prędko się tam wybiorę. Bajkał, Kamczatka, Park Narodowy „Rosyjska Arktyka”, Putorana to tylko niektóre z nich. Byliście w Rosji, a może dopiero chcielibyście tam polecieć? Nie śmiem nawet wątpić, że większość z Was posiada za to choć jedną pocztówkę z tego kraju. Czy otrzymaliście jednak kiedykolwiek dwie identyczne widokówki z Rosji? Osobiście nie znam osoby z takim pechem. Rosja ma tak szeroki wybór kartek, że za każdym razem gdy jakąś otrzymuję, jestem pod wrażeniem. Pod wrażeniem zaprezentowanej tematyki i różnorodności. Zarówno te typowo turystyczne (będzie o nich w tym poście), jak i pozostałe (kulinarne, książkowe, itd.) są przeważnie bardzo dobrej jakości i pomimo pokonanej odległości docierają do mnie w dość dobrym stanie. Rosję często losowałam, a do mojej skrzynki wpadały kartki właśnie z tego państwa. I tak jestem jednak zadowolona z mojej kolekcji. Jej część mogliście zobaczyć …

Wenecja [informacje praktyczne]

Każdy turysta bądź podróżnik, który był w tym włoskim mieście, ma na pewno wyrobioną opinię na jego temat. Czasem lepszą, a czasem gorszą. Czasem wystarczy komuś jedna wizyta, a czasem ktoś nie potrafi powstrzymać się przed zakupem biletów i kolejnym wyjazdem. Jedni narzekają na unoszące się tam zapachy, inni na tłumy ludzi, a jeszcze inni wychwalają tę część Włoch pod każdym względem. Jaka naprawdę jest Wenecja? Czy warto się tam wybrać? Co należy wziąć pod uwagę planując podróż? Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego posta będziesz w stanie udzielić odpowiedzi na te pytania. Gdyby jednak interesowało Cię coś więcej niż zawarte informacje praktyczne, daj znać. Pomogę w miarę możliwości. JAK DOTRZEĆ? Najromantyczniej byłoby łodzią. Najbezpieczniej zapewne samolotem. Najszybciej własnym samochodem. Najciekawiej pociągiem (najlepiej prosto z Paryża). Ja wybrałam jednak opcję dla mnie najwygodniejszą, czyli dojazd autokarem. Po raz kolejny niezastąpionym towarzyszem podróży był Flixbus. Oferuje on szeroką gamę połączeń, dzięki czemu do Wenecji jesteś w stanie dojechać między innymi z Wiednia (od 39 euro), Frankfurtu nad Menem (od 33 euro) czy Rzymu (od 9 euro). Przykładowo, …

Hendaye. Skuś się, bo warto.

Po dość szybkim zwiedzeniu Saint-Jean-de-Luz oraz Ciboure, skierowałam się ku obrzeżom drugiego z nich. Musiałam bowiem znaleźć miejsce, aby rozbić swój namiot i jakoś przeżyć tę pierwszą nockę. Początkowo miałam zamiar kierować się oznaczeniami Camino. Szybko jednak uległo to zmianie, ponieważ w pewnym momencie po prostu je zgubiłam. Ostatnią żółtą strzałkę widziałam pod dużym kościołem położonym w otoczeniu baskijskiej zabudowy. Gdzie dalej powinnam iść? Tego nadal do końca nie jestem pewna. W każdym razie, w tamtej chwili, postanowiłam nie cofać się, a kierować się ku głównej drodze i iść na pamięć trasą, której przyglądałam się na domowym komputerze jeszcze przed wyjazdem do Francji. Jesteście ciekawi, jak to się dla mnie skończyło? Czytajcie zatem dalej… Mój pierwszy towarzysz  Po pewnym czasie zobaczyłam na przystanku starszego mężczyznę z plecakiem, który wyglądał na nieco zagubionego. Wymieniliśmy szybkie uśmiechy i… tak właśnie poznałam Pierre’a. Okazało się, że posługuje się on jedynie językiem francuskim, którego ja ni w ząb nie rozumiem. Jasne, jakieś tam podstawowe zwroty potrafię wypowiedzieć, ale na niezbyt wiele się one w takich okolicznościach przydają. Przecież chciałabym porozmawiać z nim o …

Urocze francuskie miejscowości, czyli Saint-Jean-de-Luz oraz Ciboure

Moja piesza przygoda na Camino del Norte rozpoczęła się tak naprawdę już w południowo – zachodniej Francji. To właśnie stamtąd postanowiłam wyruszyć przed siebie, prosto w nieznane. Odległość jaka dzieliła mnie od hiszpańskiego Irun (około 16 kilometrów) miała być dla mnie rozgrzewką, miała być dość łatwym i przyjemnym początkiem Drogi. Drogi prowadzącej nad Oceanem Atlantyckim. Drogi przynoszącej chłodny wiatr w upalne dni i bajeczne widoki. Czy faktycznie ten pierwszy odcinek był tym czego oczekiwałam? Oczywiście, że tak! Był nawet czymś więcej. Francuskie miejscowości mnie urzekły, a ocean zawładnął moim sercem już na zawsze. Saint-Jean-de-Luz Drugiego lipca 2016 roku, około godziny 18 mój Flixbus jadący z Tuluzy, zatrzymał się przed budynkiem miejscowego dworca (Gare de Saint Jean de Luz Ciboure). Moim oczom ukazało się dość duże rondo z wysokimi palmami, a ja ucieszyłam się jak małe dziecko. Czy ja śnię? Czy naprawdę zdecydowałam się na coś tak szalonego? Co ja tu w ogóle robię? Jaki mam właściwie plan? Dlaczego tu jest tak ładnie?! Tysiące pytań przelatywało przez moją głowę, a ja chciałam po prostu przespacerować się po …

Moje Camino. Pielgrzymi.

  „Praw­dzi­wie wiel­cy ludzie wy­wołują w nas poczu­cie, że sa­mi możemy się stać wielcy.” M. Twain Jedno jest pewne: Camino del Norte nie może obejść się bez ludzi. Zarówno bez tych, którzy wędrują tą trasą, jak i bez tych, którzy mieszkają na tych terenach. Jedni dają drugim coś, co jest trudne do opisania. Wzajemną radość, nadzieję i siłę, ale również smutek, złość czy rozczarowanie. Wiadomo, takie jest życie. Czasami bywa lepiej, czasami gorzej. Bez tych wszystkich osób nie byłoby Drogi. Nie byłoby żadnego sensu w jej przemierzaniu. Dlaczego tak uważam? Odpowiedź jest prosta. To właśnie ludzie wpływają na wyjątkowość Camino.  Wśród pielgrzymów spotkałam osoby z różnych części świata. Gdybym miała wymienić państwa, jakie reprezentowali to byłaby to dość długa lista. Długa i moim zdaniem ciekawa. Spróbuję to zrobić, abyście mogli zobaczyć jak różnorodne jest Camino. Jak wielu ludzi decyduje się na przejście bądź przejazd rowerem całej trasy lub jej fragmentu. Jak wielu ludzi decyduje się na codzienny trud wędrówki. Uwaga! Zaczynam: Australia. Austria. Belgia. Bułgaria. Czechy. Dania. Francja. Hiszpania. Holandia. Islandia. Kanada. Korea Południowa. Malezja. …

Moje Camino. Ból kontra siła.

Czy wspominałam już, że uwielbiam to wyjątkowe uczucie towarzyszące mi podczas podróży w nowe miejsce? Tę mieszaninę niepewności, zaskoczenia, radości i czegoś jeszcze, czego nie potrafię określić. Tą gęsią skórkę na rękach. Ten szum w głowie. Ten stukot w sercu. Uczucie wolności. Smak nowości. Pewnego rodzaju ryzyko. Nie wiem, co mnie spotka, ale nie boję się. Nie mam pojęcia, czy to dla mnie dobrze. Może byłoby lepiej gdybym choć trochę się bała? Przed rozpoczęciem Camino również nie miałam żadnych wątpliwości. Co prawda nie znałam ani hiszpańskiego, ani Hiszpanów, a wyjazd do Hiszpanii miał być moim pierwszym kontaktem z tym krajem. Znajomi mówili mi: „Jesteś szalona!”, rodzice: „Jesteś nieprzygotowana!”, a ja jak to ja poszłam chyba trochę na żywioł myśląc: „Co mi po trenowaniu, jak mogę skręcić nogę już pierwszego dnia i tak czy siak, pożegnać się z tą Drogą?!„. Ktoś z Was zapytał mnie: „Jak przygotowywałaś się do przejścia tak długiego dystansu?„. Będę szczera i się przyznam. Po czasie myślę, że musiałam być nieco stuknięta robiąc to co zrobiłam. Albo raczej czego nie zrobiłam. Specjalnie …