Moje Camino. Czy udało mi się dotrzeć do głównego celu?



Kochani, witajcie po tak długiej przerwie! Ile to już czasu upłynęło od mojego ostatniego posta? Miesiąc? Półtora?! Mam wrażenie, że nieco mniej, choć w tym czasie tyle się wydarzyło, że nie mam zielonego pojęcia od czego zacząć i jak to wszystko ogarnąć. Wracam na bloga, jednak nie jestem w stanie powiedzieć na jak długo i jak to wszystko rozwinie się po takim przestoju. Nie mam pojęcia, ilu Czytelników pozostało, ilu blogerów wciąż kręci się w blogosferze. Powoli nadrabiam zaległości rozglądając się na Waszych blogach i próbując stworzyć nowe posty, abyście mieli o czym czytać. Przyznaję, że jestem również ogromnie ciekawa, ilu z Was powróci tutaj. Liczba wyświetleń podczas mojej nieobecności zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, dlatego dziękuję osobom, które zaglądały, czytały i komentowały poprzednie posty. Mam nadzieję, że Wasze wakacje były (i są nadal) czasem odpoczynku, radości i niezapomnianych wrażeń. Zanim przejdę do sedna sprawy, chciałabym jeszcze podziękować wszystkim osobom, które życzyły mi powodzenia, trzymały kciuki, były ze mną w kontakcie podczas mojej podróży. Jesteście wielcy! Naprawdę cieszę się, że Was mam. Wasze wsparcie wiele dla mnie znaczyło i podtrzymywało mnie na duchu :) Chciałabym również podziękować osobom (w tym momencie jedynie zbiorczo), które trzeciego sierpnia pamiętały o moim "ćwierćwieczu" i pomimo mojej nieobecności w domu urozmaiciły moją skrzynkę pocztową :) Tak, to chyba byłoby na tyle jeśli chodzi o wstęp i podziękowania. Przejdźmy zatem dalej...

Część z Was już o tym doskonale wie, a część dowie się o tym dopiero w tym momencie. Jest mi niezmiernie miło poinformować, że... ZROBIŁAM TO! Przeszłam moje Camino. Niecałe, ale i tak jestem ogromnie szczęśliwa. Pomimo tego, że minęły już prawie dwa tygodnie od tej wielkiej chwili w moim życiu, to wciąż trudno powstrzymać mi emocje i napisać coś konkretnego tutaj, na blogu. Słów jest zbyt wiele, a ja wciąż nie znajduję odpowiednich, aby cokolwiek skleić. Cokolwiek, co nie byłoby aż tak przesycone emocjami.

Przeszłam Camino del Norte z Saint Jean de Luz (Francja) do Santiago de Compostela (Hiszpania). Ze względu na swoją stopę z niezbyt przyjemnym pęcherzem, musiałam pominąć (podobno) trudny odcinek: Zumaya - Bilbao, który ostatecznie przejechałam pociągiem. Los stwierdził chyba jednak, że moja Droga była zbyt prosta i w dzień moich urodzin stało mi się coś w nogę. Problem z chodzeniem narastał, opuchlizna rosła, a po powrocie do Niemiec okazało się, że nabawiłam się... zapalenia więzadła. Noga boli nadal, choć powoli się regeneruje. Był to również powód mojego szybszego powrotu do domu. Portugalio, musisz na mnie jeszcze poczekać!
Trzydzieści pięć dni.
Lekko ponad 700 kilometrów. 
Tysiące zdjęć. 
Miliony wspomnień. 
Miliardy myśli.

Dzień, w którym dotarłam do Santiago de Compostela zapamiętam do końca swojego życia. 05.08.2016 roku (start 2 lipca) wrył się w moje serce i już tam pozostanie. Te wszystkie emocje, które się wówczas we mnie skumulowały trudno wyrazić słowami. To trzeba przeżyć ❤ 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Koniecznie dajcie mi znać (w komentarzach bądź prywatnych wiadomościach), co Was najbardziej interesuje, o czym chcielibyście przeczytać w następnych postach. O samej podróży? O spotkanych ludziach? O informacjach praktycznych? Czy o czymś zupełnie innym? Mam co prawda kilka pomysłów na kolejne posty, jednak może jest coś, o czym zapomniałam lub coś, co Wy ujmiecie w lepszy sposób niż ja i dzięki temu powstanie coś ciekawszego. Będę czekała na Wasze opinie :)

Pozdrawiam serdecznie,
Kinga

29 komentarzy:

  1. O wszystkim! Jeszcze raz ogromne gratulację i szacun! Jesteś niesamowita!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj z powrotem Kingo! Nie ukrywam, że jestem pełna podziwu!
    Piękną trasę przeszłaś i dałaś radę, pięknych i całkiem zwyczajnych ludzi z pewnością spotkałaś, piękne i też całkiem zwyczajne przygody przeżyłaś - pisz o wszystkim :) Widoki, wiadomo są niezwykłe i to pewno pokażesz na zdjęciach. A ja czekam bardziej na relację ze spotkań z ludźmi, z opisów atmosfery, z tego co bardziej ulotne a tworzy klimat całej tej trasy, całego przedsięwzięcia...
    Powiem, że mój menio od dobrych kilku lat planuje się wybrać - póki co tylko planuje, rozpisuje i powiedziałabym że marzy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba bym padła po drodze. Fajnie że Tobie się udało. Poza tym nominowałam Ciebie do Liebster Blog Award. Powodzenia i pozdrawiam. 😀

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Kingo :) Gratuluje odwagi, wytrwałości i życzę powodzenia w dalszych wyprawach. Z przyjemnością przeczytam kolejne wpisy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że już jesteś! Jestem ciekawa, jak dawałaś sobie radę dzień za dniem? Co dodawało Ci siły, by osiągnąć swój cel?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś wielka! :) Czekam na kolejne wpisy, najlepiej o wszystkim po kolei ;)Pozdrawiam i życzę wytrwałości w leczeniu kontuzji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co tu dużo pisać, czekam na relacje i raz jeszcze serdecznie gratuluję! :) No i życzę szybkiego powrotu do sprawności!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak ja dlugo czekalam na tki post! Jestem ogromnie dumna, ze Ci sie udalo! :):*

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję tej podróży! :) Czekam na szczegółową relację z Camino, co zobaczyłaś, jak się czułaś w czasie trasy, czy były momenty, w których chciałaś całkowicie zrezygnować?

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje że udało Ci się zrealizować jedno z marzeń! Z pewnością ta wyprawa Cię zahartowała i nabrałaś dużej wiary we własne możliwości.
    Chyba pora na planowanie kolejnej pielgrzymki.
    Jako fanka Japonii może byś się przymierzyła do szlaku pielgrzymek japońskich cesarzy - "Kumano Kodo"?
    Czasami trwa to dość długo zanim uda się takie marzenie zrealizować ale jest realne.
    Moja mama na swoje 75-te urodziny wybrała się do Japonii aby wejść na Fudżijamę. Udało się jej, mimo że potrzebowała na to dwa razy więcej czasu i wysiłku niż japońscy pielgrzymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://plus.google.com/u/0/116549910594001174735/posts/BDa4hG3sqWz?pid=6320306357055503330&oid=116549910594001174735

      Usuń
  11. https://plus.google.com/u/0/116549910594001174735/posts/5ckKWpZvqmp?pid=6320307628971164754&oid=116549910594001174735

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratulacje! Ta katedra na zdjęciu wygląda imponująco, moje pierwsze skojarzenie to Mediolan. Myślę, że najbardziej interesujące było by przeczytać o poznanych ludziach, którzy Ci towarzyszyli w tej podróży:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana, co napiszesz, to ja to przyjmę z przyjemnością. Dobrze, że wróciłaś, cudownie, że dokonałaś tego! Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie, to bardzo miłe co napisałaś i aż nie wiem, co powiedzieć. Dziękuję raz jeszcze :)

      Usuń
  14. O miejscach! Ale jestem ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisuję w notatniku Twoją propozycję, Agnieszko :) Dziękuję!

      Usuń
  15. O matko, gratulacje! Teraz to na pewno czujesz, że już nic nie jest dla Ciebie przeszkodą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za gratulacje, Martyno! Co do tego, co napisałaś to hmm... w sumie ani razu nie przyszło mi to na myśl :D Może dlatego, że nigdy nie byłam zbyt pewna siebie? Trudno powiedzieć. W sumie częściej wolę myśleć: "Nie uda mi się.", a potem być pozytywnie zaskoczona, niż myśleć: "Nic nie jest dla mnie przeszkodą.", a potem się zawieść. Myślę, że to o to chodzi :)

      Usuń
  16. Mój plan na kwiecień - czerwiec to trasa portugalska. A potem - kiedyś - właśnie del Norte! Tak jak przeszły moje dzieci - z Irun na Finisterre.

    Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, będę trzymała kciuki za Twoją podróż :) Trasa portugalska jest następną, która mnie kusi. Nie powiem, chciałabym również w przyszłym roku wrócić na Camino, ponieważ jest to niesamowite przeżycie, które zapewne warto powtarzać. Camino del Norte oczywiście gorąco polecam. Dziękuję również za gratulacje!

      Usuń
  17. Jeszcze raz gratuluję :)
    Ja bym chciała poczytać o motywach kierujących osobami wyruszającymi w tę drogę, o tym co można zobaczyć po drodze i czy niektóre miejsca wywarły na Tobie takie wrażenie, że zostałaś tam dłużej. I w ogóle o Twoich przeżyciach, czy podróżowałaś sama czy z innymi, czy myśli, które towarzyszyły Ci na początku podróży, zmieniły się w jej trakcie...
    Jak widać, możesz dużo pisać, bo chętnie wszystko przeczytam ;)
    Pozdrawiam, Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz jeszcze dziękuję serdecznie za gratulacje, Aniu! :) Dziękuję również za Twoje propozycje. O ludziach i nieco o ich motywach wędrówki będzie na pewno. O niektórych miejscach również. O tych myślach, które mi towarzyszyły po drodze raczej wspominać nie będę w większym stopniu, ponieważ na chwilę obecną jest to wszystko zbyt osobiste dla mnie i nie jestem do końca przekonana czy chcę dzielić się wszystkim, czy jednak zachować coś wyłącznie dla siebie... Postów nieco będzie, choć chyba nie aż tak wiele jak myślałam na początku. Zawsze od strony bardziej turystycznej mogę opisać kiedyś tam, za X lat :D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  18. Gratulacje dla Ciebie i twojej determinacji i realizacji. Naprawdę podziwiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z naciskiem na szczęście, dziękuję serdecznie za przemiłe słowa! To wiele dla mnie znaczy :)

      Usuń
  19. Cudownie! Gratuluję :))))
    Ten szlak to też moje wielkie marzenie i może kiedyś też wyruszę na szlak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za odwiedziny i gratulacje, Milla Michonne! :) Życzę Ci z całego serca, abyś kiedyś zrealizowała swoje marzenie, ponieważ naprawdę warto się tam wybrać. Będę trzymała kciuki :)

      Usuń
  20. Podziwiam za odwagę, chęciu i siłę w nogach. Sama walczę z odciskami po 3 intensywnych dniach w Londynie, a co dopiero po przejściu 700 km lub więcej. Wow... wielki ukłon w Twoją stronę. Może kiedyś i ja zdecyduję się na takie przejście. Polska to też dobry do tego materiał :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Kinga, nie miałam Ci jeszcze okazji gratulować! :D Tak się cieszę, że spełniłaś swoje marzenie. Nawet takim kosztem. Chyba problemy z nogami/stopami/kostkami/kolanami to jedne z najgorszych urazów, bo człowiek jest właściwie uziemiony... A Ty mimo bólu nie zrezygnowałaś z pielgrzymki, bo tak tę wyprawę mogę chyba nazwać.
    Ja z wielką chęcią poczytam o wszelkich informacjach praktycznych, pomimo tego że raczej na Camino się nie wybieram. No i przede wszystkim co udało Ci się zobaczyć! Jakie miejsca, jakie zabytki? :)

    OdpowiedzUsuń

Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku!

Jeśli tylko chcesz, możesz pozostawić na blogu ślad po swojej wizycie. Prywatne wiadomości bądź komentarze są jak najbardziej na miejscu :)

Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy, to nie zapomnij o podzieleniu się ze mną linkiem do swojego miejsca w sieci, tak abym i ja mogła zajrzeć do Ciebie.

* komentarze obraźliwe lub niezwiązane z treścią bloga, będą usuwane

Dziękuję serdecznie za odwiedziny :)

INSTAGRAM