Camino de Santiago, Camino del Norte 2016, europejskie podróże, Francja, Hiszpania, podróże
komentarzy 29

Moje Camino. Czy udało mi się dotrzeć do głównego celu?

Kochani, witajcie po tak długiej przerwie! Ile to już czasu upłynęło od mojego ostatniego posta? Miesiąc? Półtora?! Mam wrażenie, że nieco mniej, choć w tym czasie tyle się wydarzyło, że nie mam zielonego pojęcia od czego zacząć i jak to wszystko ogarnąć. Wracam na bloga, jednak nie jestem w stanie powiedzieć na jak długo i jak to wszystko rozwinie się po takim przestoju. Nie mam pojęcia, ilu Czytelników pozostało, ilu blogerów wciąż kręci się w blogosferze. Powoli nadrabiam zaległości rozglądając się na Waszych blogach i próbując stworzyć nowe posty, abyście mieli o czym czytać. Przyznaję, że jestem również ogromnie ciekawa, ilu z Was powróci tutaj. Liczba wyświetleń podczas mojej nieobecności zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, dlatego dziękuję osobom, które zaglądały, czytały i komentowały poprzednie posty. Mam nadzieję, że Wasze wakacje były (i są nadal) czasem odpoczynku, radości i niezapomnianych wrażeń. Zanim przejdę do sedna sprawy, chciałabym jeszcze podziękować wszystkim osobom, które życzyły mi powodzenia, trzymały kciuki, były ze mną w kontakcie podczas mojej podróży. Jesteście wielcy! Naprawdę cieszę się, że Was mam. Wasze wsparcie wiele dla mnie znaczyło i podtrzymywało mnie na duchu 🙂 Chciałabym również podziękować osobom (w tym momencie jedynie zbiorczo), które trzeciego sierpnia pamiętały o moim „ćwierćwieczu” i pomimo mojej nieobecności w domu urozmaiciły moją skrzynkę pocztową 🙂 Tak, to chyba byłoby na tyle jeśli chodzi o wstęp i podziękowania. Przejdźmy zatem dalej…
Część z Was już o tym doskonale wie, a część dowie się o tym dopiero w tym momencie. Jest mi niezmiernie miło poinformować, że… ZROBIŁAM TO! Przeszłam moje Camino. Niecałe, ale i tak jestem ogromnie szczęśliwa. Pomimo tego, że minęły już prawie dwa tygodnie od tej wielkiej chwili w moim życiu, to wciąż trudno powstrzymać mi emocje i napisać coś konkretnego tutaj, na blogu. Słów jest zbyt wiele, a ja wciąż nie znajduję odpowiednich, aby cokolwiek skleić. Cokolwiek, co nie byłoby aż tak przesycone emocjami.
Przeszłam Camino del Norte z Saint Jean de Luz (Francja) do Santiago de Compostela (Hiszpania). Ze względu na swoją stopę z niezbyt przyjemnym pęcherzem, musiałam pominąć (podobno) trudny odcinek: Zumaya – Bilbao, który ostatecznie przejechałam pociągiem. Los stwierdził chyba jednak, że moja Droga była zbyt prosta i w dzień moich urodzin stało mi się coś w nogę. Problem z chodzeniem narastał, opuchlizna rosła, a po powrocie do Niemiec okazało się, że nabawiłam się… zapalenia więzadła. Noga boli nadal, choć powoli się regeneruje. Był to również powód mojego szybszego powrotu do domu. Portugalio, musisz na mnie jeszcze poczekać!


Trzydzieści pięć dni.
Lekko ponad 700 kilometrów. 
Tysiące zdjęć. 
Miliony wspomnień. 
Miliardy myśli.
Dzień, w którym dotarłam do Santiago de Compostela zapamiętam do końca swojego życia. 05.08.2016 roku (start 2 lipca) wrył się w moje serce i już tam pozostanie. Te wszystkie emocje, które się wówczas we mnie skumulowały trudno wyrazić słowami. To trzeba przeżyć ❤
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Koniecznie dajcie mi znać (w komentarzach bądź prywatnych wiadomościach), co Was najbardziej interesuje, o czym chcielibyście przeczytać w następnych postach. O samej podróży? O spotkanych ludziach? O informacjach praktycznych? Czy o czymś zupełnie innym? Mam co prawda kilka pomysłów na kolejne posty, jednak może jest coś, o czym zapomniałam lub coś, co Wy ujmiecie w lepszy sposób niż ja i dzięki temu powstanie coś ciekawszego. Będę czekała na Wasze opinie 🙂
Pozdrawiam serdecznie,
Kinga

WSZYSTKIE POSTY DOTYCZĄCE CAMINO: