Camino de Santiago, Camino del Norte 2016, Camino praktycznie, europejskie podróże, Hiszpania, podróże
komentarzy 29

Moje Camino. Czy każde albergue zasługuje na miano zastępczego domu?

 

Są miejsca, w których nasza dusza doznaje ukojenia, choć są skromne, i są miejsca, których nigdy nie nazwiemy domem, choć niczego w nich nie brakuje.” R.P. Evans

Wyobraź sobie następującą sytuację. Idziesz pół dnia, żar leje się z nieba, jesteś cały spocony, głodny i do tego jeszcze zabłądziłeś, a kiedy odnalazłeś drogę okazało się, że musisz wdrapać się na najbliższą górkę, aby dotrzeć do schroniska. Pokonujesz ją ostatnimi siłami, bo przecież co innego pozostało. Twoim oczom ukazuje się ogromny budynek, mnóstwo ludzi na zewnątrz i pierwsze o czym myślisz to: „Kurde, pewnie nie ma już miejsc!”. Nagle jednak pojawia się przed Tobą młody chłopak, mówi żebyś na chwilę położył plecak i odpoczął, a dodatkowo częstuje Cię szklanką wody. Potem zaprasza Cię do środka, gdzie okazuje się, że miejsc faktycznie już nie ma, ale możesz rozbić swój namiot lub przespać się na podłodze w jadalni. Twoja twarz promienieje ze szczęścia…

Albergue. „Alberg”. Schronisko. Noclegownia. Chrapalnia. Przyznaję, że słyszałam przeróżne nazwy, które mniej lub bardziej pasowały do tego miejsca. Miejsca na swój sposób specyficznego. Miejsca, które zazwyczaj mieści się w pobliżu miejscowego kościoła lub na samym końcu danej wioski czy miasta. Z pozoru zazwyczaj jest to zwyczajny budynek, mniejszy bądź większy, który niczym szczególnym nie wyróżnia się od sąsiednich. Często nie rzuca się w oczy, ale pomimo tego prowadzą do niego prawie wszystkie okoliczne drogi lub prawie wszyscy zapytani lokalni mieszkańcy. Bywają takie chwile (szczególnie późnymi popołudniami), kiedy można rozpoznać albergue już z daleka. W jaki sposób, zapytacie? Po pierwsze, suszące się pranie. Pranie w dużych ilościach. Damskie i męskie. Po drugie, buty. Dużo butów. Bardzo często stojących na zewnątrz. Stojących i wietrzejących. Może wyglądać na to, że wszystkie schroniska można wrzucić do jednego worka, ale to nie jest prawda. Chyba, że jednocześnie w tym worku są tajemnicze mniejsze przegródki. Dlaczego zatem niektóre z tych miejsc zasługują na miano zastępczego domu a niektóre nie? Wszystko zależy od tego, co możemy spotkać w środku. Tak, w tym momencie idealnie pasuje zdanie: Liczy się wnętrze.”.
Albergue to teoretycznie miejsce stworzone z myślą o pielgrzymach. Ale czy zawsze? Odniosłam wrażenie, że nie. Niekiedy jest to po prostu miejsce nastawione na zysk. Jasne, są również prywatne schroniska, w których zawsze było i pewnie już zawsze będzie nieco inaczej. Jak to mówią, „płacisz – wymagasz.„. Często prywatne kwatery są lepiej wyposażone niż tak zwane schroniska publiczne/municypalne (prowadzone przez władze miasta lub różne organizacje/stowarzyszenia). Najczęściej w obu przypadkach mamy do dyspozycji salę z łóżkami piętrowymi dla kilkudziesięciu/kilkuset osób, łazienkę oraz kuchnię. Czasem także ogród lub inne miejsce do posiedzenia na zewnątrz. Czym zatem różnią się te dwa typy schronisk? Przede wszystkim ceną. Drugi rodzaj schroniska to koszt kilku euro bądź dobrowolnego datku (donativo), natomiast pierwszy nawet kilkunastu euro. Zapomnij jednak, że na szlaku znajdziesz dwa takie same schroniska! Jasne, ktoś może powiedzieć, że nowoczesne, wypasione albergue, w którym strudzony pielgrzym odnajdzie kuchnię, czystą łazienkę, wygodne łóżko i dodatkowo ogród jest tym idealnym. Otóż nie do końca. Nie zawsze tam, gdzie jest dobre wyposażenie techniczne, znajdziemy również „to coś„. Ten brakujący element, który sprawi, że pomyślimy: „Ojejku, chcę tutaj zostać!” albo ewentualnie „Ojejku, chcę tutaj kiedyś wrócić!„. Co zatem wpływa na naszą decyzję? Odpowiedź może być jedna: hospitaleros. Dochodzą jeszcze pielgrzymi, ale o nich będzie mowa w innym poście. Kim jest hospitalero/a? Opiekunem bądź opiekunką schroniska. Jest to osoba, która często wykonuje swoje zajęcie za zwyczajne „dziękuję„. To on Cię przywita, opowie o zasadach panujących w schronisku, postawi kolejny stempelek w Twoim pielgrzymim paszporcie, czasem wskaże łóżko na którym masz spać. To on czasem zrobi Ci kolację bądź śniadanie. To on czasem zabierze Twoje brudne rzeczy do prania i suszenia. To on czasem wskaże Ci drogę na najbliższą plażę czy do najładniejszego kościoła. To on czasem zaprosi Cię na wspólny obiad i pogaduchy. To on czasem opatrzy Twoje stopy lub pokaże Ci najbliższy gabinet lekarski. Zdarzają się i tacy, którzy z Tobą do tej przychodni pójdą, a nawet zawiozą Cię swoim samochodem na pociąg. Ja miałam to szczęście i wiem, że czasem zwyczajne „dziękuję” skierowane w Ich stronę nie wystarczy, aby wyrazić chęć podziękowania za to, co ktoś dla nas zrobił. Czasem hospitalero/a to osoba, która będzie dla Ciebie stanowiła zastępczą mamę lub tatę na czas Twojej podróży. Porozmawia, przytuli, ukoi skołatane nerwy, udzieli dobrej rady, podzieli się z Tobą jedzeniem czy zajmie się Twoim zdrowiem. Zdarza się nawet, że będzie uczył się od Ciebie języka polskiego, aby móc powitać kolejnych pielgrzymów z Polski w ich ojczystym języku. Niekiedy możesz nie mieć szczęścia i opiekun schroniska po prostu zrobi swoje i nie zamieni z Tobą żadnych zbędnych słów…

Myślę, że serce każdego albergue stanowi… kuchnia. To chyba tak jak w domu, prawda? To tam przygotowuje się posiłki, które zjada się wspólnie bądź samotnie, ale także odbywa się tam rozmowy przy winie. Rozmowy z innymi strudzonymi pielgrzymami. Poznaje się ich historie, rozważa się opcje wędrówki na kolejny dzień, a także komentuje się wcześniejsze schroniska i przeżycia. Można powiedzieć, że w kuchni życie tętni do późnych godzin nocnych. Potem musisz tylko wdrapać się na górę, na łóżko (bądź na dół, jeśli miałeś to szczęście). Nie martw się, łóżko zapewne będzie trzeszczeć, ale to jeden z dźwięków charakterystycznych dla albergue. Kiedy już zapadniesz w sen, obudzi Cię pewnie chrapanie. Taaaaak! To codzienność. Czasem będziesz myśleć, że ktoś zaraz się udusi albo że to wiatr tak wieje na zewnątrz. Ale nie, to po prostu ktoś wydaje takie dźwięki… Mówisz, że nastawiłeś budzik na 6 rano? Zapomnij! Jestem przekonana, że ktoś obudzi Cię już o 4:30-5:00. Możesz jednak wybrać sobie opcję pobudki. 1. Śmieszna melodia budzika ustawionego na maksimum głośności. 2. Pięć razy wciskana „drzemka„. 3. Szeleszcząca torebka. 4. Czołówka świecąca Ci prosto w twarz. Taaak, to również są realia schronisk. Będąc w Drodze masz ich dosyć. Wracając do własnego domu nieco za nimi tęsknisz.

 

Czym zatem tak naprawdę jest albergue? Miejscem, w którym chcesz odpocząć po całym dniu wędrówki. Chcesz zjeść, wykąpać się w ciepłej wodzie (z tym akurat bywa różnie), położyć na łóżku, poczytać książkę lub posłuchać muzyki. Chcesz również porozmawiać z innymi pielgrzymami. Atmosfera w tym miejscu zależy właśnie od innych ludzi. Od innych ludzi i od Ciebie, pamiętaj o tym. To, że użyjesz mopa po kąpieli zamiast zostawić podłogę mokrą, będzie dobre dla kolejnej osoby korzystającej z prysznica. To, że pozmywasz po sobie używane, wspólne naczynia, pozwoli komuś zrobić sobie szybko kolację. To, że spakujesz się wieczorem, a nie o piątej rano będziesz szeleścił swoimi torebkami, sprawi że ktoś w spokoju będzie mógł spać nieco dłużej. Szanuj innych użytkowników albergue. To tak jak we własnym domu.