Moje Camino. Czy każde albergue zasługuje na miano zastępczego domu?


"Są miejsca, w których nasza dusza doznaje ukojenia, choć są skromne, i są miejsca, których nigdy nie nazwiemy domem, choć niczego w nich nie brakuje." R.P. Evans


Wyobraź sobie następującą sytuację. Idziesz pół dnia, żar leje się z nieba, jesteś cały spocony, głodny i do tego jeszcze zabłądziłeś, a kiedy odnalazłeś drogę okazało się, że musisz wdrapać się na najbliższą górkę, aby dotrzeć do schroniska. Pokonujesz ją ostatnimi siłami, bo przecież co innego pozostało. Twoim oczom ukazuje się ogromny budynek, mnóstwo ludzi na zewnątrz i pierwsze o czym myślisz to: "Kurde, pewnie nie ma już miejsc!". Nagle jednak pojawia się przed Tobą młody chłopak, mówi żebyś na chwilę położył plecak i odpoczął, a dodatkowo częstuje Cię szklanką wody. Potem zaprasza Cię do środka, gdzie okazuje się, że miejsc faktycznie już nie ma, ale możesz rozbić swój namiot lub przespać się na podłodze w jadalni. Twoja twarz promienieje ze szczęścia...

Albergue. "Alberg". Schronisko. Noclegownia. "Chrapalnia". Przyznaję, że słyszałam przeróżne nazwy, które mniej lub bardziej pasowały do tego miejsca. Miejsca na swój sposób specyficznego. Miejsca, które zazwyczaj mieści się w pobliżu miejscowego kościoła lub na samym końcu danej wioski czy miasta. Z pozoru zazwyczaj jest to zwyczajny budynek, mniejszy bądź większy, który niczym szczególnym nie wyróżnia się od sąsiednich. Często nie rzuca się w oczy, ale pomimo tego prowadzą do niego prawie wszystkie okoliczne drogi lub prawie wszyscy zapytani lokalni mieszkańcy. Bywają takie chwile (szczególnie późnymi popołudniami), kiedy można rozpoznać albergue już z daleka. W jaki sposób, zapytacie? Po pierwsze, suszące się pranie. Pranie w dużych ilościach. Damskie i męskie. Po drugie, buty. Dużo butów. Bardzo często stojących na zewnątrz. Stojących i wietrzejących. Może wyglądać na to, że wszystkie schroniska można wrzucić do jednego worka, ale to nie jest prawda. Chyba, że jednocześnie w tym worku są tajemnicze mniejsze przegródki. Dlaczego zatem niektóre z tych miejsc zasługują na miano zastępczego domu a niektóre nie? Wszystko zależy od tego, co możemy spotkać w środku. Tak, w tym momencie idealnie pasuje zdanie: "Liczy się wnętrze.".

Albergue to teoretycznie miejsce stworzone z myślą o pielgrzymach. Ale czy zawsze? Odniosłam wrażenie, że nie. Niekiedy jest to po prostu miejsce nastawione na zysk. Jasne, są również prywatne schroniska, w których zawsze było i pewnie już zawsze będzie nieco inaczej. Jak to mówią, "płacisz - wymagasz.". Często prywatne kwatery są lepiej wyposażone niż tak zwane schroniska publiczne/municypalne (prowadzone przez władze miasta lub różne organizacje/stowarzyszenia). Najczęściej w obu przypadkach mamy do dyspozycji salę z łóżkami piętrowymi dla kilkudziesięciu/kilkuset osób, łazienkę oraz kuchnię. Czasem także ogród lub inne miejsce do posiedzenia na zewnątrz. Czym zatem różnią się te dwa typy schronisk? Przede wszystkim ceną. Drugi rodzaj schroniska to koszt kilku euro bądź dobrowolnego datku ("donativo"), natomiast pierwszy nawet kilkunastu euro. Zapomnij jednak, że na szlaku znajdziesz dwa takie same schroniska! 

Jasne, ktoś może powiedzieć, że nowoczesne, wypasione albergue, w którym strudzony pielgrzym odnajdzie kuchnię, czystą łazienkę, wygodne łóżko i dodatkowo ogród jest tym idealnym. Otóż nie do końca. Nie zawsze tam, gdzie jest dobre wyposażenie techniczne, znajdziemy również "to coś". Ten brakujący element, który sprawi, że pomyślimy: "Ojejku, chcę tutaj zostać!" albo ewentualnie "Ojejku, chcę tutaj kiedyś wrócić!". Co zatem wpływa na naszą decyzję? Odpowiedź może być jedna: hospitaleros. Dochodzą jeszcze pielgrzymi, ale o nich będzie mowa w innym poście. Kim jest hospitalero/a? Opiekunem bądź opiekunką schroniska. Jest to osoba, która często wykonuje swoje zajęcie za zwyczajne "dziękuję". To on Cię przywita, opowie o zasadach panujących w schronisku, postawi kolejny stempelek w Twoim pielgrzymim paszporcie, czasem wskaże łóżko na którym masz spać. To on czasem zrobi Ci kolację bądź śniadanie. To on czasem zabierze Twoje brudne rzeczy do prania i suszenia. To on czasem wskaże Ci drogę na najbliższą plażę czy do najładniejszego kościoła. To on czasem zaprosi Cię na wspólny obiad i pogaduchy. To on czasem opatrzy Twoje stopy lub pokaże Ci najbliższy gabinet lekarski. Zdarzają się i tacy, którzy z Tobą do tej przychodni pójdą, a nawet zawiozą Cię swoim samochodem na pociąg. Ja miałam to szczęście i wiem, że czasem zwyczajne "dziękuję" skierowane w Ich stronę nie wystarczy, aby wyrazić chęć podziękowania za to, co ktoś dla nas zrobił. Czasem hospitalero/a to osoba, która będzie dla Ciebie stanowiła zastępczą mamę lub tatę na czas Twojej podróży. Porozmawia, przytuli, ukoi skołatane nerwy, udzieli dobrej rady, podzieli się z Tobą jedzeniem czy zajmie się Twoim zdrowiem. Zdarza się nawet, że będzie uczył się od Ciebie języka polskiego, aby móc powitać kolejnych pielgrzymów z Polski w ich ojczystym języku. Niekiedy możesz nie mieć szczęścia i opiekun schroniska po prostu zrobi swoje i nie zamieni z Tobą żadnych zbędnych słów...

Myślę, że serce każdego albergue stanowi... kuchnia. To chyba tak jak w domu, prawda? To tam przygotowuje się posiłki, które zjada się wspólnie bądź samotnie, ale także odbywa się tam rozmowy przy winie. Rozmowy z innymi strudzonymi pielgrzymami. Poznaje się ich historie, rozważa się opcje wędrówki na kolejny dzień, a także komentuje się wcześniejsze schroniska i przeżycia. Można powiedzieć, że w kuchni życie tętni do późnych godzin nocnych. Potem musisz tylko wdrapać się na górę, na łóżko (bądź na dół, jeśli miałeś to szczęście). Nie martw się, łóżko zapewne będzie trzeszczeć, ale to jeden z dźwięków charakterystycznych dla albergue. Kiedy już zapadniesz w sen, obudzi Cię pewnie chrapanie. Taaaaak! To codzienność. Czasem będziesz myśleć, że ktoś zaraz się udusi albo że to wiatr tak wieje na zewnątrz. Ale nie, to po prostu ktoś wydaje takie dźwięki... Mówisz, że nastawiłeś budzik na 6 rano? Zapomnij! Jestem przekonana, że ktoś obudzi Cię już o 4:30-5:00. Możesz jednak wybrać sobie opcję pobudki. 1. Śmieszna melodia budzika ustawionego na maksimum głośności. 2. Pięć razy wciskana "drzemka". 3. Szeleszcząca torebka. 4. Czołówka świecąca Ci prosto w twarz. Taaak, to również są realia schronisk. Będąc w Drodze masz ich dosyć. Wracając do własnego domu nieco za nimi tęsknisz.

Czym zatem tak naprawdę jest albergue? Miejscem, w którym chcesz odpocząć po całym dniu wędrówki. Chcesz zjeść, wykąpać się w ciepłej wodzie (z tym akurat bywa różnie), położyć na łóżku, poczytać książkę lub posłuchać muzyki. Chcesz również porozmawiać z innymi pielgrzymami. Atmosfera w tym miejscu zależy właśnie od innych ludzi. Od innych ludzi i od Ciebie, pamiętaj o tym. To, że użyjesz mopa po kąpieli zamiast zostawić podłogę mokrą, będzie dobre dla kolejnej osoby korzystającej z prysznica. To, że pozmywasz po sobie używane, wspólne naczynia, pozwoli komuś zrobić sobie szybko kolację. To, że spakujesz się wieczorem, a nie o piątej rano będziesz szeleścił swoimi torebkami, sprawi że ktoś w spokoju będzie mógł spać nieco dłużej. Szanuj innych użytkowników albergue. To tak jak we własnym domu.

Pozdrawiam Was serdecznie,
Kinga

28 komentarzy:

  1. Swietne miejsce! Z ciekawoscia przeczytalam, bo szczerze mowiac nawet nie wiedzialam, co ta nazwa oznacza. Widzac takie zdjecia, zwlaszcza z zewnatrz, az chce sie tam powedrowac. Az bije spokoj, cisza i obecnosc natury!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie często jest tak, że osoby które nie interesują się Camino, nie mają pojęcia czym jest albergue. Cieszę się, że mogłaś się tego dowiedzieć akurat z mojego bloga :) Oj tak, niektóre z tych schronisk były przepięknie zlokalizowane i ta obecność natury była czymś hmm kojącym po całym dniu wędrówki :) Polecam wędrówkę, polecam oczywiście :D

      Usuń
  2. Ja w ogóle pierwszy raz słyszę tą nazwę. Fajnie, że piszesz o takich miejscach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Czyli podobnie jak Angelika z komentarza powyżej. Cieszę się w takim razie, że i Ty dowiedziałaś się ode mnie o tego typu miejscach, bo widzę że faktycznie warto było stworzyć taki post :)

      Usuń
  3. Ja na pewno nie miałabym tyle siły, żeby przejść taki odcinek drogi. To jest wspaniałe jak ludzie pomagają bezinteresownie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiąc szczerze, przed wyjazdem wiele osób obstawiało, że nie będę miała siły aby przejść taki odcinek... Uparłam się i jednak dałam radę, więc obstawiam, że i Ty mogłabyś odnaleźć w sobie siłę :) O bezinteresownej pomocy na pewno będę jeszcze wspominała przy okazji postu o tamtejszych ludziach i pielgrzymach. Masz rację oczywiście, to jest wspaniałe!

      Usuń
  4. ogólnie dla mnie Camino to fenomen sam w sobie. ostatnio właśnie mieliśmy z tym styczność w Galicji i byłam pod wrażeniem tego wszystkiego. nawet zaczęliśmy się zastanawiać nad własną drogą, tylko że moja druga połówka bardziej preferowałaby rower, więc na razie mamy pata. ;) ale może kiedyś się uda. :))
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Camino jest niezwykłe i na pewno można powiedzieć, że jest fenomenem! Jestem właśnie ciekawa Waszych odczuć, ponieważ byliście krócej w Galicji, ale jednak mieliście ten kontakt z tym miejscem, także czekam na wpisy :) No i byliście w miejscach, do których miałam dotrzeć, a niestety nie dotarłam :(
      Co do własnego Camino to oczywiście polecam i polecać będę. Czy to rowerem, czy pieszo. Choć w sumie wielu rowerzystów mówi, że traci na tym, że podróżuje rowerem, bo większą część miejsc widuje w przelocie, a w schroniskach wciąż widzi innych ludzi i nie mogą się aż tak zżyć z innymi pielgrzymami... Będę trzymała kciuki, aby się udało! :)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  5. Ach jak pięknie... Nawet na podłodze chciałabym się tam przespać :D

    Turkusowa Sowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spanie na podłodze również ma swój urok i czasem jest taka ewentualność (na szczęście!), więc wszystko jeszcze przed Tobą :)

      Usuń
  6. Pierwszy raz słyszę o takim miejscu. Dobrze się coś nowego dowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś więc kolejną osobą, która nigdy o czymś takim nie słyszała. Cieszę się, że mogłam poszerzyć Twoją wiedzę :D

      Usuń
  7. Ciekawe miejsce. I pięknie przez Ciebie opisane. Życzę powodzenia w dalszej podróży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Krystyno! Podróż już zakończona, jednak kto wie, może wrócę tam w przyszłym roku? Dlatego dziękuję :)

      Usuń
  8. Miejsce musi być niesamowite, pięknie przez Ciebie opisane :-) Ja także wcześnie o tym miejscu nie słyszałam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu :) Schroniska to faktycznie niesamowite miejsca, ale widzę właśnie, że dużo osób usłyszało o nich po raz pierwszy. Cieszę się jeszcze bardziej, że o tym napisałam.

      Usuń
  9. Na ostatnim zdjęciu widzę osoby w dwóch rodzajach obuwia. Jako osoba, która pokonała tak morderczy dystans na piechotę pewnie potrafisz odpowiedzieć na to pytanie: Jakie buty lepiej się nadają do pielgrzymowania – trekkingowe czy sandały?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o ostatnie zdjęcie, to ja znajduję się pośrodku, a dwie panie po bokach to opiekunki schroniska, więc one nie wędrowały. Morderczy dystans? No nie do końca, ale faktycznie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Miałam i sandały, i trekkingowe, ale bardziej sprawdziły się te drugie. W ciepłe dni niby lepiej było w sandałach, bo przewiewniej. Trekkingi jednak bardziej pasują do tamtejszego terenu, więc zdecydowaną większość trasy przeszłam właśnie w nich. Myślę, że gdybym miała iść drugi raz to postawiłabym tylko na buty trekkingowe. Były osoby, które szły w zwykłych adidasach i nie narzekały, więc to zdecydowanie zależy od człowieka :)

      Usuń
  10. Podobnie jak kilka osób powyżej nie miałam pojęcia co oznacza ten termin, jednak dzieki temu postu wszystko zrozumiałam. Cieszę się, że napisałaś ten tekst i w dużym stopniu przybliżyłaś mi to miejsce. I to niesamowite, że, jak piszesz, nie ma dwoch takich samych schronisk. A te zdjęcia są naprawdę piękne <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się zatem, że grono osób, które dowiedziały się o albergue powiększa się również o Ciebie :) Dziękuję pięknie i pozdrawiam!

      Usuń
  11. przyznaję, że dla mnie to, gdzie się zatrzymam w czasie podróży, nie ma większego znaczenia. byle tanio, byle nie na ' zadupiu '. zawsze powtarzamy z mamą, że my tam tylko śpimy, nie potrzebujemy więc luksusów. oczywiście fajniej jest, gdy można porozmawiać z miłymi właścicielami albo z innymi podróżnikami (w Budapeszcie czekanie na autobus umilił nam Polak przebywający na Węgrzech na Erasmusie ;)).
    ale tak sobie teraz myślę, że takie schroniska, albergue, każdy powinien uczynić jak najmilszymi miejscami. w końcu taka piesza wędrówka jest męcząca. więc wszyscy powinni się starać, aby nie dokładać drugiemu trudu...
    jestem ciekawa, Kinga, jak sobie radziłaś z porozumiewaniem się w Hiszpanii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie jadąc na zwyczajny, turystyczny wyjazd to myślę tak samo jak Ty: "Ja tam tylko śpię" :D Ważne, żeby dało się dojechać (a najlepiej dojść na nogach) do atrakcji, jakie chcę zobaczyć. W sumie nie mam wymagań i biorę to, co tanie, bo po co wydawać środki na nocleg skoro można na kolejną pocztówkę? :p W przypadku schronisk na Camino często znajdowały się właśnie na "zadupiu", gdzieś na wsi w której był jeden bar, kościół i koniec. Albo w mieście gdzieś na szarym końcu. Oczywiście były i takie w bardzo dobrej lokalizacji. Niestety z tymi staraniami było różnie, ponieważ różne są cele osób idących i jedni szukają spokoju, a inni rozrywki...
      Porozumiewanie się w Hiszpanii to coś, o czym chyba muszę stworzyć osobny wpis, bo niektórzy się dziwią: "Byłaś miesiąc w Hiszpanii nie znając hiszpańskiego?!" :P Dopiszę sobie ten temat do pozostałych, żeby o nim pamiętać, dziękuję za sugestię Saro!

      Usuń
  12. Po raz pierwszy słyszę tą nazwę i dziękuję, że mogłam się wielu rzeczy dowiedzieć. W swoich harcersko-turystycznym życiu trafiłam w wiele różnych miejsc, gdzie sypiałam - zdarzyło się nawet spać w ławach starego irlandzkiego kościółka i spotkałam wielu przychylnych ludzi, którzy pomagali bezinteresownie. Piękne miejsce i piękne widoki, które na pewno pozostaną w Twojej pamięci już na zawsze - no przynajmniej dopóki nie nawinie sie demencja lub alzheimer :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś zatem kolejną osobą dla której było ten post warto dodać. Cieszę się ogromnie :) Spanie w irlandzkim kościółku? Wow! To musiało być świetne przeżycie. Nigdy nie spałam w kościele (no dobra, kiedyś mi się przysnęło, ale przysnęło a nie że sen taki w śpiworach i w ogóle). O bezinteresownej pomocy będzie osobny post, więc jeszcze o tym wspomnę. Widoki pozostaną na baardzo długo w pamięci. Oj tak, z tymi chorobami nie ma żartów! Dobrze, że są zdjęcia i notatki. Na starość jak znalazł :)

      Usuń
  13. Albergue na trasie Camino są wyjątkowe i zupełnie inne niż w innej części Hiszpanii :) Bardzo chciałam kiedyś przejść Camino, ale nigdy nie miałam na to aż tyle czasu... Zazdroszczę i gratuluję, że ci się udało! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci, aby ten czas jednak się znalazł, ponieważ naprawdę warto skusić się na przejście tej trasy. Tej lub innej, choć o innych wypowiedzieć się nie mogę. Dziękuję pięknie za gratulacje :) Schroniska są niektóre faktycznie wyjątkowe i chętnie do niektórych z nich bym wróciła!

      Usuń
  14. Jak by nie było myślę, że atmosfera w takich schroniskach, stworzona przez ludzi połączonych wspólnym celem, musi być niesamowita...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w samo sedno i masz rację w 100 % :)

      Usuń

Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku!

Jeśli tylko chcesz, możesz pozostawić na blogu ślad po swojej wizycie. Prywatne wiadomości bądź komentarze są jak najbardziej na miejscu :)

Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy, to nie zapomnij o podzieleniu się ze mną linkiem do swojego miejsca w sieci, tak abym i ja mogła zajrzeć do Ciebie.

* komentarze obraźliwe lub niezwiązane z treścią bloga, będą usuwane

Dziękuję serdecznie za odwiedziny :)

INSTAGRAM