Paryż. Podróż w czasie. [część czwarta]

Paryż ma tak wiele do zaoferowania, że niemożliwe jest ogarnięcie wszystkiego w dwa dni. Postanowiłam zatem chłonąć klimat miasta korzystając nie tylko z metra, ale i własnych nóg. Wspominałam wcześniej, że drugiego dnia pobytu przeszłam ponad 15 kilometrów, krążąc pomiędzy ulicami, podziwiając architekturę, a jednocześnie odbywając podróż w czasie. Dawny Paryż ukazał mi się w żelaznej balustradzie balkonowej, wąskiej uliczce, barce leniwie sunącej po Sekwanie czy niespotykanie prostej alei, dzieła Haussmanna. 

Jak już wiecie, po opuszczeniu nowoczesnego La Defense, skierowałam się na południowy wschód, w kierunku monumentalnego Łuku Triumfalnego. Minęłam po drodze szeroką Sekwanę i budynek centrum sportowego mieszczącego klub wioślarski (Cercle Nautique de France), położonego na małej, dość zielonej wysepce Ile du Pont. Moją uwagę zwróciły zacumowane barki, które dodawały charakteru temu miejscu i do tego wydały mi się bardzo klimatyczne. Obecnie kojarzę je z książką Gayle Forman "Ten jeden dzień" i przywołują one we mnie emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania tej pozycji. Miło byłoby popłynąć w rejs na jednej z nich ;)

Idąc dalej, minęłam centrum kongresowe (Le Palais des Congrès de Paris), znajdujące się po lewej stronie Avenue Charles de Gaulle'a. Budynek zlokalizowany w 17. dzielnicy Paryża, tuż obok Porte Malliot, czyli miejsca w którym zatrzymywał się mój autokar, jest dość charakterystycznym punktem w mieście. Odbywają się tam liczne konferencje i prezentacje. Mieści się tam również centrum handlowe oraz hotel. Zauważyłam już dzień wcześniej, że miejsce było strzeżone przez żołnierzy z psami, a każdy wchodzący dość szczegółowo sprawdzany. Wszystko w celu zapewnienia bezpieczeństwa po listopadowych zamachach. Po przeciwnej stronie głównej alei, znajdował się teren zielony, czyli Square Alexandre et René Parodi z ciekawym pomnikiem ze stali nierdzewnej upamiętniającym jednego z francuskich marszałków. 
Leniwie płynąca Sekwana (grudzień 2015)
Na górze: Le Palais des Congrès de Paris
Na dole: pomnik na cześć francuskiego marszałka
Eglise Saint Jean-Baptiste. adres: 158 Avenue Charles de Gaulle, 92200 Neuilly-sur-Seine, Francja
Podążając dalej, podziwiałam fasady kamienic i detale architektoniczne okien, drzwi czy wspomnianych wcześniej balustrad. Paryż to przede wszystkim miła dla oka architektura. Uporządkowane ulice, na których wszystko ma swoje miejsce. Ławka nie stoi przypadkowo, a przejście dla pieszych nie jest w miejscu, w którym w ogóle nie jest potrzebne. Nie ma zbędnego przepychu, wszystko wydaje się takie schludne. Jednocześnie królują stonowane kolory, niezbyt rzucające się w oczy. Jasne, nie cały Paryż jest taki! Ale tam - gdzie swoje ręce wcisnął Haussmann i przebudował większą część miasta, rozbudowując arterie drogowe, jednocześnie wyburzając wcześniej to, co stało na przeszkodzie - tam wszystko jest na swoim miejscu. Taki Paryż pokochałam!

W grudniu specyficzną atmosferę stwarzały również liczne światełka, przyozdobione świerki, czy inne bożonarodzeniowe ozdoby. Niewątpliwie Paryż należy do tych miast, które ogarnia świąteczny szał! W oknach sklepowych pojawiały się wystawy ze sztucznym śniegiem, a i tak już urocze knajpki oplatały dodatkowo lampki choinkowe. 
Po obejrzeniu Łuku Triumfalnego, udałam się do przejścia podziemnego. Jako, że metro linii 1 przestało kursować z nieznanych mi powodów, to musiałam poszukać szybko alternatywnego wyjścia z sytuacji. Moim celem był spacer pod Wieżą Eiffla, dlatego wybrałam wejście do składu metra linii 6 jadącego w kierunku Nation. Po przejechaniu kilku przystanków wysiadłam na stacji Bir-Hakeim zlokalizowanej w 15. dzielnicy Paryża. Od razu zauważyłam znak wskazujący drogę do głównej atrakcji miasta, dlatego ruszyłam w tym kierunku. Rzuciłam jeszcze okiem na most Bir-Hakeim (Pont de Bir-Hakeim), przez który przed chwilą przejeżdżałam po specjalnym wiadukcie stworzonym dla linii paryskiego metra. 
źródło zdjęcia: getyourguide.pl
Minęłam niepozorny budynek ze szkła, w którym zobaczyłam sporą liczbę Japończyków i tylko dlatego, z czystej ciekawości spojrzałam na napis na szybie. Okazało się, że patrzyłam na centrum kultury japońskiej (Maison de la culture du Japon à Paris). Organizowane są tam przeróżne wydarzenia kulturalne, jak chociażby wystawy, spektakle, kursy czy pokazy gotowania. Tuż obok mieścił się mały plac Kioto (Place de Kyoto) utworzony na cześć dawnej stolicy Japonii. W 16. dzielnicy możecie poszukać placu na cześć Tokio, czyli współczesnej stolicy tego kraju ;)
Idąc prosto po Quai Branly i kierując się wzdłuż Sekwany, dotarłam do Avenue de Suffren, w którą skręciłam. Po przejściu kilkunastu kroków odbiłam w lewo w uroczą ulicę Rue de Buenos Ayres. Po obu stronach były piękne kamienice, a naprzeciwko ukazała mi się Wieża Eiffla (Tour Eiffel) w pełnej krasie. Pewnie jesteście ciekawi, jakie wrażenia we mnie wzbudziła oraz czy się na nią wdrapałam. Już Wam wszystko wyjaśniam...

UWAGA, UWAGA. Jestem osobą, która była w Paryżu, a nie weszła na słynną wieżę! Ha! No cóż, po pierwsze już od pierwszego wejrzenia nie polubiłam tego obiektu. Choć może inaczej. Nie przeszkadza mi, że jest to symbol tego miasta. Nie przeszkadza mi, że się wywyższa, że jest taka, a nie inna i że przyciąga takie tłumy. Moim zdaniem, nawet pasuje do ogólnej atmosfery tej europejskiej stolicy i pięknie prezentuje się na zdjęciach, wręcz dodając im uroku i niejakiej magii. Z drugiej jednak strony, coś mi w niej przeszkadza i po prostu mnie nie intryguje, nie zawróciła mi w głowie i nie śnię o niej po nocach. Po drugie, po listopadowych zamachach i ciągłym ostrzeganiu przed kolejnym atakiem właśnie na wieżę, wolałam najzwyczajniej w świecie nie kusić losu i na nią nie wchodzić. W sumie, przyznaję, że była to dla mnie niejako dobra wymówka, ponieważ (po trzecie) nieco obawiałam się tego wejścia. Oczywiście wybrałabym schody, a jak wiadomo wchodząc widzi się otaczający świat, a i chyba stopnie są takie specyficzne ("z dziurami"). Są takie jakich nie lubię, bo mnie przerażają i od których o dziwo, kręci mi się w głowie. No cóż, gdyby jeszcze tych wszystkich argumentów było mało, to po czwarte, długaśne kolejki do kas skutecznie mnie odstraszyły. Warto więc zarezerwować sobie dużo czasu na zwiedzanie Wieży Eiffla.
Przeszłam przez mały skwerek nie mogąc odmówić sobie przyjemności spaceru pod wieżą. Polecam Wam tę przyjemność bardzo gorąco! Co prawda sam środek był odgrodzony i nie dało się stanąć centralnie pomiędzy "odnogami", ale i tak efekt był piorunujący. I jeszcze mali ludzie wspinający się wewnątrz po schodach. Jest tam na co patrzeć... Wiecie, że tak naprawdę wieża jest o wiele wyższa niż ją sobie wyobrażałam? Naprawdę trudno ją przegapić! ;)

Kierując się na południowy-wschód, podziwiałam ogromne (adekwatne do wielkości wieży) Pola Marsowe (Champ de Mars). Żałowałam, że pogoda nie była idealna, aby usiąść na trawie i zjeść podwieczorek. Nie jest to może nadzwyczajne miejsce, wręcz taki zwykły trawnik, ale i tak bardzo miło byłoby tam coś przekąsić. Chyba jestem dziwna, ale zastanawiałam się... dokąd sięgnęłaby Żelazna Dama, gdyby przewrócono ją wprost na te tereny zielone :D Moje rozważania przerwał niestety pewien czarnoskóry mężczyzna pochodzący z Gambii, który próbował zagadywać mnie w różnych językach (w tym po polsku - "Dzień dobry", "No to nie"), mówiąc "Hakuna Matata" i jednocześnie wciskając jedną z bransoletek na moją rękę... No cóż, naciągaczy w tym mieście było naprawdę sporo - a to bransoletki, a to kijki do selfie, a to parasolki. Gdyby ktoś zadał mi pytanie, co nie podobało mi się w Paryżu, to śmiało odpowiedziałabym: naciągacze, dym papierosowy i niejako właśnie Wieża Eiffla.

Na południowym krańcu Pól Marsowych znalazłam intrygujący pomnik Muru Pokoju (Mur pour la Paix), który prezentował pisownię słowa "pokój" w różnych językach świata, między innymi w języku polskim. Swoim wyglądem ma on nawiązywać do słynnej Ściany Płaczu, ponieważ i w tym miejscu pozostawić można karteczkę. Tym razem jednak ze swoim pokojowym przesłaniem. 
Institute Des Hautes Studies Defense National (Ihedn) przy Place Joffre 13
Opuściłam Pola Marsowe i udałam się w kierunku widocznego już z Place Joffre kompleksu Les Invalides. Niegdyś to miejsce służyło jako szpital oraz pensjonat dla inwalidów wojennych, a obecnie jest jednym, wielkim zespołem niesamowitych budynków. Przyznaję, że całość zrobiła na mnie wrażenie i należy do jednych z moich ulubionych miejsc w Paryżu. Nie miałam czasu zwiedzać obiektów wewnątrz, ale już z zewnątrz prezentowały się one naprawdę dobrze i przyciągały nie tylko mój wzrok. 

Kościół Inwalidów (Dôme des Invalides) wywyższa się wśród okolicznych budynków i zachwyca swoim wyglądem. Jest monumentalny. Posiada przepiękną pozłacaną kopułę i iglicę. Jest dla Francuzów miejscem wyjątkowym. Dlaczego? Ponieważ właśnie tam znaleźć można sarkofag z prochami Napoleona Bonaparte

Obchodząc kompleks poruszałam się po Avenue de Tourville, Boulevard des Invalides, Rue de Grenelle aż dotarłam do Esplanade des Invalides. To miejsce podobało mi się o wiele bardziej niż słynne Pola Marsowe. Stamtąd również widać fragment Wieży Eiffla, ale tam chociaż toczyło się życie. Młodzież siedziała na trawie i się śmiała. Ludzie spacerowali. Psy biegały. Nie wiem, czy było to skutkiem pory dnia, czy jednak zmiany lokalizacji... Na pewno chętnie tam wrócę w jakiś słoneczny dzień!
Powoli zaczęło się ściemniać. Ciemne chmury nadciągały nad Paryż. Latarnie się zapalały. Światła w mieszkaniach wypełniały ciepłe wnętrza. Samochody tworzyły prawdziwe biało-czerwone flagi na jezdniach. Wszystko nabierało innej barwy i charakteru. Zaczynało się drugie życie Paryża, jego drugie oblicze. Równie imponujące, równie ciekawe. Gra świateł. Gra cieni.

Przeszłam przez przepiękny Most Aleksandra III (Pont Alexandre III), który jest jednym z najbardziej charakterystycznych mostów w Paryżu. Wszystko za sprawą pozłacanych rzeźb, bajkowych latarnii oraz idealnego widoku na kompleks Les Invalides, który się z niego roztacza. Kojarzycie piosenkarkę Adele? Nawet ona doceniła piękno tego mostu i pojawił się on w jednym z jej teledysków. "Someone Like You" znajdziecie <<tutaj>>.

Mam słabość do miast, przez które przepływa szeroka rzeka, dlatego wieczorny spacer nabrzeżem Sekwany polecam każdemu z Was. Rzeka płynie leniwie, nigdzie się nie śpieszy, więc warto wziąć z niej przykład. Światła odbijają się w wodzie, barki suną aby przewieźć kolejną grupę osób, a muzyka leci z głośników zacumowanych łodzi. Dodatkowo co chwilę mija się mosty łączące oba brzegi miasta. W tym miejscu można poznać nawet nienachalnego chłopaka z Indii i otrzymać propozycję wyskoczenia "na kawę lub alkohol" ;) No cóż, za propozycję podziękowałam, ale miałam okazję po raz kolejny sprawdzić mój poziom angielskiego...
Pałac Inwalidów (Hôtel des Invalides) i Esplanade des Invalides
Widok na Wieżę Eiffla oraz Ponte des Invalides z Mostu Aleksandra III.
Most Aleksandra III
Kierowałam się dalej, w kierunku Placu Zgody (Place de la Concorde), do którego po pewnym czasie dotarłam. Przywitał mnie ogromny diabelski młyn nawiązujący swymi kolorami do francuskiej flagi (Grande Roue de Paris), 23-metrowy egipski obelisk (Obélisque de Louxor) i... ogromny ruch! Przejście w tym miejscu wieczorem graniczyło z cudem. Wszędzie były samochody, a zielone światło dla pieszego było jedynie pewnym umownym symbolem. Jako, że Plac Zgody stanowi początek Pól Elizejskich, to jest to miejsce tętniące życiem, przyciągające turystów i mieszkańców.
Chciałam zobaczyć Luwr, dlatego wybrałam najkrótszą drogę prowadzącą przez Jardin des Tuileries. Ten park urządzony w stylu francuskim zrobił na mnie wrażenie pomimo tego, że było już ciemno. Dwa akweny wodne przy których ustawione były krzesełka zgromadziły dużą liczbę ludzi, pomimo dość późnej pory. Miło było posiedzieć i popatrzeć na obracające się diabelskie koło, na księżyc wyglądający zza chmur czy kaczki płynące po wodzie. Poczułam, jakby cały Paryż zatrzymał się tylko dla mnie...

Luwr był naprawdę ładnie oświetlony. Budynek muzeum oraz dziedziniec były większe niż początkowo myślałam. Szklana piramida Luwru natomiast hmm... nie wywołała we mnie żadnych emocji. Ot tak, taka zwyczajna konstrukcja. Wręcz powiedziałabym "szału ni ma". Może za dnia prezentuje się ona nieco lepiej. Co o niej myślicie?
Arc de Triomphe du Carrousel na Place du Carrousel
źródło zdjęcia: france-in-photos.com
Spod Luwru odbiłam znów na nabrzeże Sekwany i poruszałam się wzdłuż rzeki aż do Mostu Wymiany (Pont au Change), który łączy wyspę Cité z prawym brzegiem Paryża. Skręciłam w drugą uliczkę w lewo, przeszłam przez mały placyk i dotarłam do kolejnego i zarazem ostatniego celu tego dnia, czyli katedry Notre Dame (Cathédrale Notre-Dame de Paris). Ten obiekt w ogóle mnie nie zawiódł! Wyobrażałam go sobie jako bajkowy twór, prosto z Dzwonnika z Notre Dame. I tak było. Piękny kształt. Piękne oświetlenie. Mnóstwo ludzi. I... biegające szczury. Słyszałam już wcześniej o paryskich szczurach, ale dopiero w tym miejscu je zobaczyłam. No cóż. Chyba trzeba się do nich przyzwyczaić. Tak jak do całej specyficznej atmosfery Paryża :)
Institut de France

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tak, wiem. Ten post był chyba nieco długi. Mam nadzieję, że chociaż nie był nudny i że dobrze odkrywało się Wam ze mną Paryż. W sumie to miały być to dwa posty - dzienny i wieczorny, ale nieco zaszalałam i je połączyłam, aby w nieskończoność nie przedłużać relacji z tego miasta. Większość tych miejsc jest tak rozpoznawalna, że zapewne już wcześniej je znaliście, dlatego nie wspominałam o ich historii, a skupiłam się na moich wrażeniach i emocjach. W następnym poście zabiorę Was znów pod Sacre Coeur i myślę, że będzie to kolejna pełna zdjęć relacja :)

do usłyszenia!

Na koniec zostawiam Wam link z zaznaczonymi miejscami, które zobaczyłam drugiego dnia pobytu w Paryżu oraz kilka stron internetowych :)
<<klik>>

PRZYDATNE INFORMACJE:
Cercle Nautique de France - http://cnfrance.fr/
Maison de la culture du Japon à Paris - http://www.mcjp.fr/fr
Les Invalideshttp://www.wakacje-we-francji.pl/les-invalides-palac-inwalidow

24 komentarze:

  1. Ja najbardziej lubię spacerować po Dzielnicy Łacińskiej i Montmartre, uwielbiam pić kawę i obserwować Paryżan, zmierzających do pracy. Byłam w Paryżu tydzień i tak wyglądały moje idealne poranki na Montmartre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Montmartre bardzo lubię i będzie jeszcze o nim nieco więcej. W dzielnicy łacińskiej chyba nie byłam, ze względu na to, że moja podróż odbywała się jakoś 2 tygodnie po zamachach listopadowych i wolałam odpuścić niektóre miejsca w Paryżu. Tydzień w Paryżu, świetnie! Ja byłam raptem 2 dni, więc niestety nie było mi cieszyć się tym miastem tak długo. Ale na pewno chętnie tam wrócę! :)

      Usuń
  2. A ja chciałabym bardzo zobaczyć w Paryżu Luwr i właśnie słynną więżę. Ależ u Ciebie zawsze są piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luwr widziałam jedynie z zewnątrz, więc to tak jakbym go nie widziała wcale :D Wizytę w środku przewiduję, ale w bliżej nieokreślonej przyszłości. Na pewno nie podczas drugiej wizyty, ponieważ są miejsca, które zobaczyć chciałabym bardziej niż Luwr wewnątrz.
      Dziękuję pięknie!
      No i życzę wyjazdu do Paryża :) Księgarni jest tam sporo, więc na pewno znalazłabyś dla siebie także książki! :)

      Usuń
  3. W wielu miejscach, o ktorych piszesz mialam okazje byc, wiec nieco rozbudzilas moje wspomnienia :) Most Aleksandra z pozlacanymi figurkami zrobil na mnie duze wrazenie. Cala okolica kosciola Inwalidow rowniez! Ale wieza Eiffla? Mam podobne przemyslenia do Twoich. Zaluje tylko, ze w Paryzu nie bylo wystarczajaco dobrych warunkow, by przeleciec sie balonem nad miastem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię takie sytuacje, gdy dzięki postom na innych blogach przypominam sobie własne spędzone chwile w jakimś miejscu i lubię, gdy dzięki mnie ktoś przypomina sobie własne, więc bardzo się cieszę że tak napisałaś :)
      Most jest piękny i choć najbardziej lubię takie kamienne mosty, to ten wyjątkowo mi się podobał. Ojj tak, Les Invalides robi wrażenie! A Wy byliście na wieży? :) Cieszę się, że nie tylko ja tak uważam. Ooo, lot balonem? Widziałam balon nad miastem, kiedy byłam na tarasie na łuku, ale nie wiedziałam, że można nim latać nad miastem. Teraz to mnie zaintrygowałaś :)

      Usuń
  4. Miasta nocą pobudzają coś takiego w człowieku.. te światła, kolory, cienie. Tego nie da się określić.
    Chociaż podziwiam Cię, bo samotnie raczej nie odważyłabym się na taki spacer nocą, nad rzeką...
    A jeśli chodzi o wdrapywanie się na Eiffle to Cię rozumiem! Mnie przerażają te schodki, ta "chwiejna" konstrukcja (tak, tak. odzywa się lęk wysokości)! Żebym sama dotarła na szczyt- nie ma szans. Może kiedyś z chłopakiem się zdecyduję, ale raczej dalekie KIEDYŚ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zgadzam się, zgadzam. Miasto nocą jest wciągające i na pewno słowami nie da się tego określić, choćby bardzo się chciało. W sumie to nie była późna godzina, chyba jakoś tak hmm... koło 20? Bardzo dużo ludzi się kręciło. Ja nie lubię takich schodków z dziurami brrr, mam zawsze problem, aby po nich wejść. "Chwiejna" konstrukcja mnie nie przeraża, choć ciekawe jak mocno wieje, to co się tam dzieje :D Myślę, że kiedyś się wdrapię, ale jednak nie będzie to kolejna czy kolejna wizyta w Paryżu, bo wydaje mi się, że jest jeszcze wiele ciekawszych punktów do zobaczenia w tym mieście ;)

      Usuń
  5. Ja też nie weszłabym na wieżę bo chyba najbardziej interesujące jest zdjęcie pod nią, niż widoku na miasto, które zapewne wyglądałoby jak rozmazane prostokąty. Podobają mi się kolory, które wszędzie ukazują barwy Francji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie pod wieżą jest faktycznie niezłe, bo chociaż ją widać, ale pewnie widok z góry też jest piękny, więc kiedyś się wdrapię i tam. Rozmazane prostokąty? Ciekawe porównanie :D Tak, oświetlenie budynków w barwy narodowe wygląda pięknie i wyjątkowo.

      Usuń
  6. Byłam tam miesiąc czasu w 1985 r. ale niestety nie miałam dobrego aparatu..zwiedziłam cały Paryż pieszo i metrem. Francuzi byli bardzo uprzejmi i mili dla Polaków. Teraz to trochę inny Paryż..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miesiąc w Paryżu brzmi naprawdę dobrze, choć i czasy były wówczas inne. No i aparaty nie takie, ale wspomnienia w sercu na pewno pozostały, a to się liczy :) W sumie nie miałam problemów żadnych z Francuzami, a z tymi z którymi rozmawiałam także bez problemu się dogadałam i uzyskałam potrzebne informacje.

      Usuń
  7. Magia w pigułce :) To zdjęcie peronu jest cudowne, w sumie wszystkie mają w sobie coś takiego, co trudno uchwycić - widać pasję :) Powiem Ci, że właśnie to korzystanie z metra i snucie się po okolicy jest strzałem w dziesiątkę. Można wejść w każdy zakamarek i spojrzeć na te popularne miejsca inaczej, zobaczyć coś poza tym wymiazianym na pokaz, coś więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i cieszę się, że zdjęcia się podobają. Dokładnie, czasem przez przypadek można trafić w naprawdę piękne i wyjątkowe miejsca, w codzienność mieszkańców i miejsca nie uczęszczane tłumnie przez turystów, a to się ceni i to jest "fajne" :)

      Usuń
  8. Twierdząc, że Wieża Eiffla, najbardziej znana budowla Paryża i jedna z najbardziej znanych na świecie, niekoniecznie Ci się spodobała faktycznie jesteś ewenementem :). To chyba nawet bije na głowę fakt, że nie weszłaś na górę :). Powiem Ci, że mnie też załamały kolejki do kas, ale pomimo sierpniowych tłumów sprzedaż odbywała się szybko i sprawnie. Nie mam lęku wysokości, wręcz odwrotnie - być wysoko uwielbiam - ale faktycznie wdrapywanie się po schodach mogłoby nie być dla Ciebie zbyt przyjemne. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie myślałam, że jestem jedną z nielicznych osób, bo zazwyczaj wszyscy w wieży zakochują się bez pamięci. O wchodzeniu na górę to w ogóle nie wspomnę, bo sporo osób mi się dziwiło, no ale jak to nie weszłam na górę. Jak widać jest to możliwe. To jak z byciem we Włoszech i nie spróbowaniem pizzy. Kolejki były dłuuugie, a już czuję co tam jest w sezonie letnim. Nie mam chyba lęku wysokości jako tako, ale lęk przed niektórymi schodami mam, choć nie wiem czy jest na to jakaś fachowa nazwa :D

      Usuń
  9. nie wiem , które miejsce z pokazanych tym razem przez Ciebie podoba mi się najbardziej, ale na pewno jest to ten rejon, który zdecydowanie najbardziej przypadł mi do gustu i który właśnie z paryskim Paryżem mi się kojarzy :)
    ale chyba wybieram Plac Inwalidów (swoją drogą ta nazwa zawsze mnie równocześnie intryguje i drażni) oraz Most Aleksandra, na zdjęciach wyglądają na miejsca, w których czułabym się znakomicie i z przyjemnością się w ich okolicach kręciła, podobnie jak Ty. ale zdjęcie wieży od dołu też wygląda fantastycznie i z pewnością chciałabym również sama mieć podobne w swojej kolekcji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plac Inwalidów ma faktycznie wyjątkową nazwę, ale jest też wyjątkowo piękny i urzekł mnie bardziej niż słynne Pola Marsowe chociażby. Most Aleksandra jest piękny, ajj piękny. Wieczorem wygląda równie dobrze jak za dnia. Wieża od dołu przytłacza nieco swoją wielkością i robi piorunujące wrażenie, więc polecam :)

      Usuń
  10. Imponujące budowle i pięknie oświetlone miasto nocą :) A Most Aleksandra III czyżby nazwany na cześć cara Rosji? Katedra Notre-Dame kojarzy mi się ze słynną powieścią francuskiego pisarza Victora Hugo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze wszystkim się zgadzam :)
      Co do mostu to wydaje mi się, że chyba tak, choć nie zagłębiałam się skąd wzięła się nazwa mostu. Katedra kojarzy mi się z dzwonnikiem oczywiście, ale o V. Hugo słyszałam, choć jeszcze nie sięgnęłam po tego autora.

      Usuń
  11. piękne zdjęcia Kinga zrobiłaś! naprawdę można się zachwycić. :)
    to te szczury tak na serio? nieee... pewnie zemdlałabym z 5 razy. ;x
    możliwe, że ja też nie weszłabym na Wieżę Eiffla, jeśli kolejki byłyby takie jak w PRL-u albo dłuższe, bo jednak panoramę można podziwiać z innych miejsc, a Wieżę Eiffla wystarczy oglądać z zewnątrz. :DD
    jeśli będę miała okazję być w Paryżu (no w końcu muszę!), to na pewno będę chciała zobaczyć Mur Pokoju i Pałac Inwalidów. no i wejść do Luwru!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję po raz kolejny, Saro :)
      Tak, szczury na serio. Panika w oczach chłopaków siedzących na murku była naprawdę widoczna. Słyszałam, że pod wieżą również biegają, ale tam nie byłam wieczorem, więc ciężko powiedzieć. Dałabyś radę :D
      Dokładnie tak z tą wieżą. Jest tyle innych punktów widokowych (niektóre tańsze nawet), że na pewno można coś wybrać i mieć w razie czego w zanadrzu. Mur Pokoju wygląda ciekawie, choć w ogóle nie było przy nim ludzi, gdy tamtędy przechodziłam. Pałac Inwalidów robi wrażenie! Wejście do Luwru odłożyłam w czasie, choć domyślam się, że warto... ;)

      Usuń
  12. Powiem szczerze, że te szczury mnie przeraziły. Znam opowieści o paryskich szczurach, ale tylko z książek i nie zdawałam sobie sprawy, że to się dzieje naprawdę.
    Most Aleksandra przepiekny i pola elizejskie po zmroku wyglądają bosko. Zdecydowanie ten Paryż bardziej do mnie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś czytałam na jakimś blogu, że wieczorem pojawiają się przy wieży, więc to chyba faktycznie jakaś norma i są to stali bywalcy Paryża. Pola Elizejskie faktycznie piękne, a ten ruch dodawał uroku, bo to miejsce tętniło życiem! :)

      Usuń

Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku!

Jeśli tylko chcesz, możesz pozostawić na blogu ślad po swojej wizycie. Prywatne wiadomości bądź komentarze są jak najbardziej na miejscu :)

Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy, to nie zapomnij o podzieleniu się ze mną linkiem do swojego miejsca w sieci, tak abym i ja mogła zajrzeć do Ciebie.

* komentarze obraźliwe lub niezwiązane z treścią bloga, będą usuwane

Dziękuję serdecznie za odwiedziny :)

INSTAGRAM