×

Paryż. Podróż w czasie. [część czwarta]

Paryż ma tak wiele do zaoferowania, że niemożliwe jest ogarnięcie wszystkiego w dwa dni. Postanowiłam zatem chłonąć klimat miasta korzystając nie tylko z metra, ale i własnych nóg. Wspominałam wcześniej, że drugiego dnia pobytu przeszłam ponad 15 kilometrów, krążąc pomiędzy ulicami, podziwiając architekturę, a jednocześnie odbywając podróż w czasie. Dawny Paryż ukazał mi się w żelaznej balustradzie balkonowej, wąskiej uliczce, barce leniwie sunącej po Sekwanie czy niespotykanie prostej alei, dzieła Haussmanna. 

Jak już wiecie, po opuszczeniu nowoczesnego La Defense, skierowałam się na południowy wschód, w kierunku monumentalnego Łuku Triumfalnego. Minęłam po drodze szeroką Sekwanę i budynek centrum sportowego mieszczącego klub wioślarski (Cercle Nautique de France), położonego na małej, dość zielonej wysepce Ile du Pont. Moją uwagę zwróciły zacumowane barki, które dodawały charakteru temu miejscu i do tego wydały mi się bardzo klimatyczne. Obecnie kojarzę je z książką Gayle Forman "Ten jeden dzień" i przywołują one we mnie emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania tej pozycji. Miło byłoby popłynąć w rejs na jednej z nich ;)

Idąc dalej, minęłam centrum kongresowe (Le Palais des Congrès de Paris), znajdujące się po lewej stronie Avenue Charles de Gaulle'a. Budynek zlokalizowany w 17. dzielnicy Paryża, tuż obok Porte Malliot, czyli miejsca w którym zatrzymywał się mój autokar, jest dość charakterystycznym punktem w mieście. Odbywają się tam liczne konferencje i prezentacje. Mieści się tam również centrum handlowe oraz hotel. Zauważyłam już dzień wcześniej, że miejsce było strzeżone przez żołnierzy z psami, a każdy wchodzący dość szczegółowo sprawdzany. Wszystko w celu zapewnienia bezpieczeństwa po listopadowych zamachach. Po przeciwnej stronie głównej alei, znajdował się teren zielony, czyli Square Alexandre et René Parodi z ciekawym pomnikiem ze stali nierdzewnej upamiętniającym jednego z francuskich marszałków. 
Leniwie płynąca Sekwana (grudzień 2015)
Na górze: Le Palais des Congrès de Paris
Na dole: pomnik na cześć francuskiego marszałka
Eglise Saint Jean-Baptiste. adres: 158 Avenue Charles de Gaulle, 92200 Neuilly-sur-Seine, Francja
Podążając dalej, podziwiałam fasady kamienic i detale architektoniczne okien, drzwi czy wspomnianych wcześniej balustrad. Paryż to przede wszystkim miła dla oka architektura. Uporządkowane ulice, na których wszystko ma swoje miejsce. Ławka nie stoi przypadkowo, a przejście dla pieszych nie jest w miejscu, w którym w ogóle nie jest potrzebne. Nie ma zbędnego przepychu, wszystko wydaje się takie schludne. Jednocześnie królują stonowane kolory, niezbyt rzucające się w oczy. Jasne, nie cały Paryż jest taki! Ale tam - gdzie swoje ręce wcisnął Haussmann i przebudował większą część miasta, rozbudowując arterie drogowe, jednocześnie wyburzając wcześniej to, co stało na przeszkodzie - tam wszystko jest na swoim miejscu. Taki Paryż pokochałam!

W grudniu specyficzną atmosferę stwarzały również liczne światełka, przyozdobione świerki, czy inne bożonarodzeniowe ozdoby. Niewątpliwie Paryż należy do tych miast, które ogarnia świąteczny szał! W oknach sklepowych pojawiały się wystawy ze sztucznym śniegiem, a i tak już urocze knajpki oplatały dodatkowo lampki choinkowe. 
Po obejrzeniu Łuku Triumfalnego, udałam się do przejścia podziemnego. Jako, że metro linii 1 przestało kursować z nieznanych mi powodów, to musiałam poszukać szybko alternatywnego wyjścia z sytuacji. Moim celem był spacer pod Wieżą Eiffla, dlatego wybrałam wejście do składu metra linii 6 jadącego w kierunku Nation. Po przejechaniu kilku przystanków wysiadłam na stacji Bir-Hakeim zlokalizowanej w 15. dzielnicy Paryża. Od razu zauważyłam znak wskazujący drogę do głównej atrakcji miasta, dlatego ruszyłam w tym kierunku. Rzuciłam jeszcze okiem na most Bir-Hakeim (Pont de Bir-Hakeim), przez który przed chwilą przejeżdżałam po specjalnym wiadukcie stworzonym dla linii paryskiego metra. 
źródło zdjęcia: getyourguide.pl
Minęłam niepozorny budynek ze szkła, w którym zobaczyłam sporą liczbę Japończyków i tylko dlatego, z czystej ciekawości spojrzałam na napis na szybie. Okazało się, że patrzyłam na centrum kultury japońskiej (Maison de la culture du Japon à Paris). Organizowane są tam przeróżne wydarzenia kulturalne, jak chociażby wystawy, spektakle, kursy czy pokazy gotowania. Tuż obok mieścił się mały plac Kioto (Place de Kyoto) utworzony na cześć dawnej stolicy Japonii. W 16. dzielnicy możecie poszukać placu na cześć Tokio, czyli współczesnej stolicy tego kraju ;)
Idąc prosto po Quai Branly i kierując się wzdłuż Sekwany, dotarłam do Avenue de Suffren, w którą skręciłam. Po przejściu kilkunastu kroków odbiłam w lewo w uroczą ulicę Rue de Buenos Ayres. Po obu stronach były piękne kamienice, a naprzeciwko ukazała mi się Wieża Eiffla (Tour Eiffel) w pełnej krasie. Pewnie jesteście ciekawi, jakie wrażenia we mnie wzbudziła oraz czy się na nią wdrapałam. Już Wam wszystko wyjaśniam...

UWAGA, UWAGA. Jestem osobą, która była w Paryżu, a nie weszła na słynną wieżę! Ha! No cóż, po pierwsze już od pierwszego wejrzenia nie polubiłam tego obiektu. Choć może inaczej. Nie przeszkadza mi, że jest to symbol tego miasta. Nie przeszkadza mi, że się wywyższa, że jest taka, a nie inna i że przyciąga takie tłumy. Moim zdaniem, nawet pasuje do ogólnej atmosfery tej europejskiej stolicy i pięknie prezentuje się na zdjęciach, wręcz dodając im uroku i niejakiej magii. Z drugiej jednak strony, coś mi w niej przeszkadza i po prostu mnie nie intryguje, nie zawróciła mi w głowie i nie śnię o niej po nocach. Po drugie, po listopadowych zamachach i ciągłym ostrzeganiu przed kolejnym atakiem właśnie na wieżę, wolałam najzwyczajniej w świecie nie kusić losu i na nią nie wchodzić. W sumie, przyznaję, że była to dla mnie niejako dobra wymówka, ponieważ (po trzecie) nieco obawiałam się tego wejścia. Oczywiście wybrałabym schody, a jak wiadomo wchodząc widzi się otaczający świat, a i chyba stopnie są takie specyficzne ("z dziurami"). Są takie jakich nie lubię, bo mnie przerażają i od których o dziwo, kręci mi się w głowie. No cóż, gdyby jeszcze tych wszystkich argumentów było mało, to po czwarte, długaśne kolejki do kas skutecznie mnie odstraszyły. Warto więc zarezerwować sobie dużo czasu na zwiedzanie Wieży Eiffla.
Przeszłam przez mały skwerek nie mogąc odmówić sobie przyjemności spaceru pod wieżą. Polecam Wam tę przyjemność bardzo gorąco! Co prawda sam środek był odgrodzony i nie dało się stanąć centralnie pomiędzy "odnogami", ale i tak efekt był piorunujący. I jeszcze mali ludzie wspinający się wewnątrz po schodach. Jest tam na co patrzeć... Wiecie, że tak naprawdę wieża jest o wiele wyższa niż ją sobie wyobrażałam? Naprawdę trudno ją przegapić! ;)

Kierując się na południowy-wschód, podziwiałam ogromne (adekwatne do wielkości wieży) Pola Marsowe (Champ de Mars). Żałowałam, że pogoda nie była idealna, aby usiąść na trawie i zjeść podwieczorek. Nie jest to może nadzwyczajne miejsce, wręcz taki zwykły trawnik, ale i tak bardzo miło byłoby tam coś przekąsić. Chyba jestem dziwna, ale zastanawiałam się... dokąd sięgnęłaby Żelazna Dama, gdyby przewrócono ją wprost na te tereny zielone :D Moje rozważania przerwał niestety pewien czarnoskóry mężczyzna pochodzący z Gambii, który próbował zagadywać mnie w różnych językach (w tym po polsku - "Dzień dobry", "No to nie"), mówiąc "Hakuna Matata" i jednocześnie wciskając jedną z bransoletek na moją rękę... No cóż, naciągaczy w tym mieście było naprawdę sporo - a to bransoletki, a to kijki do selfie, a to parasolki. Gdyby ktoś zadał mi pytanie, co nie podobało mi się w Paryżu, to śmiało odpowiedziałabym: naciągacze, dym papierosowy i niejako właśnie Wieża Eiffla.

Na południowym krańcu Pól Marsowych znalazłam intrygujący pomnik Muru Pokoju (Mur pour la Paix), który prezentował pisownię słowa "pokój" w różnych językach świata, między innymi w języku polskim. Swoim wyglądem ma on nawiązywać do słynnej Ściany Płaczu, ponieważ i w tym miejscu pozostawić można karteczkę. Tym razem jednak ze swoim pokojowym przesłaniem. 
Institute Des Hautes Studies Defense National (Ihedn) przy Place Joffre 13
Opuściłam Pola Marsowe i udałam się w kierunku widocznego już z Place Joffre kompleksu Les Invalides. Niegdyś to miejsce służyło jako szpital oraz pensjonat dla inwalidów wojennych, a obecnie jest jednym, wielkim zespołem niesamowitych budynków. Przyznaję, że całość zrobiła na mnie wrażenie i należy do jednych z moich ulubionych miejsc w Paryżu. Nie miałam czasu zwiedzać obiektów wewnątrz, ale już z zewnątrz prezentowały się one naprawdę dobrze i przyciągały nie tylko mój wzrok. 

Kościół Inwalidów (Dôme des Invalides) wywyższa się wśród okolicznych budynków i zachwyca swoim wyglądem. Jest monumentalny. Posiada przepiękną pozłacaną kopułę i iglicę. Jest dla Francuzów miejscem wyjątkowym. Dlaczego? Ponieważ właśnie tam znaleźć można sarkofag z prochami Napoleona Bonaparte

Obchodząc kompleks poruszałam się po Avenue de Tourville, Boulevard des Invalides, Rue de Grenelle aż dotarłam do Esplanade des Invalides. To miejsce podobało mi się o wiele bardziej niż słynne Pola Marsowe. Stamtąd również widać fragment Wieży Eiffla, ale tam chociaż toczyło się życie. Młodzież siedziała na trawie i się śmiała. Ludzie spacerowali. Psy biegały. Nie wiem, czy było to skutkiem pory dnia, czy jednak zmiany lokalizacji... Na pewno chętnie tam wrócę w jakiś słoneczny dzień!
Powoli zaczęło się ściemniać. Ciemne chmury nadciągały nad Paryż. Latarnie się zapalały. Światła w mieszkaniach wypełniały ciepłe wnętrza. Samochody tworzyły prawdziwe biało-czerwone flagi na jezdniach. Wszystko nabierało innej barwy i charakteru. Zaczynało się drugie życie Paryża, jego drugie oblicze. Równie imponujące, równie ciekawe. Gra świateł. Gra cieni.

Przeszłam przez przepiękny Most Aleksandra III (Pont Alexandre III), który jest jednym z najbardziej charakterystycznych mostów w Paryżu. Wszystko za sprawą pozłacanych rzeźb, bajkowych latarnii oraz idealnego widoku na kompleks Les Invalides, który się z niego roztacza. Kojarzycie piosenkarkę Adele? Nawet ona doceniła piękno tego mostu i pojawił się on w jednym z jej teledysków. "Someone Like You" znajdziecie <<tutaj>>.

Mam słabość do miast, przez które przepływa szeroka rzeka, dlatego wieczorny spacer nabrzeżem Sekwany polecam każdemu z Was. Rzeka płynie leniwie, nigdzie się nie śpieszy, więc warto wziąć z niej przykład. Światła odbijają się w wodzie, barki suną aby przewieźć kolejną grupę osób, a muzyka leci z głośników zacumowanych łodzi. Dodatkowo co chwilę mija się mosty łączące oba brzegi miasta. W tym miejscu można poznać nawet nienachalnego chłopaka z Indii i otrzymać propozycję wyskoczenia "na kawę lub alkohol" ;) No cóż, za propozycję podziękowałam, ale miałam okazję po raz kolejny sprawdzić mój poziom angielskiego...
Pałac Inwalidów (Hôtel des Invalides) i Esplanade des Invalides
Widok na Wieżę Eiffla oraz Ponte des Invalides z Mostu Aleksandra III.
Most Aleksandra III
Kierowałam się dalej, w kierunku Placu Zgody (Place de la Concorde), do którego po pewnym czasie dotarłam. Przywitał mnie ogromny diabelski młyn nawiązujący swymi kolorami do francuskiej flagi (Grande Roue de Paris), 23-metrowy egipski obelisk (Obélisque de Louxor) i... ogromny ruch! Przejście w tym miejscu wieczorem graniczyło z cudem. Wszędzie były samochody, a zielone światło dla pieszego było jedynie pewnym umownym symbolem. Jako, że Plac Zgody stanowi początek Pól Elizejskich, to jest to miejsce tętniące życiem, przyciągające turystów i mieszkańców.
Chciałam zobaczyć Luwr, dlatego wybrałam najkrótszą drogę prowadzącą przez Jardin des Tuileries. Ten park urządzony w stylu francuskim zrobił na mnie wrażenie pomimo tego, że było już ciemno. Dwa akweny wodne przy których ustawione były krzesełka zgromadziły dużą liczbę ludzi, pomimo dość późnej pory. Miło było posiedzieć i popatrzeć na obracające się diabelskie koło, na księżyc wyglądający zza chmur czy kaczki płynące po wodzie. Poczułam, jakby cały Paryż zatrzymał się tylko dla mnie...

Luwr był naprawdę ładnie oświetlony. Budynek muzeum oraz dziedziniec były większe niż początkowo myślałam. Szklana piramida Luwru natomiast hmm... nie wywołała we mnie żadnych emocji. Ot tak, taka zwyczajna konstrukcja. Wręcz powiedziałabym "szału ni ma". Może za dnia prezentuje się ona nieco lepiej. Co o niej myślicie?
Arc de Triomphe du Carrousel na Place du Carrousel
źródło zdjęcia: france-in-photos.com
Spod Luwru odbiłam znów na nabrzeże Sekwany i poruszałam się wzdłuż rzeki aż do Mostu Wymiany (Pont au Change), który łączy wyspę Cité z prawym brzegiem Paryża. Skręciłam w drugą uliczkę w lewo, przeszłam przez mały placyk i dotarłam do kolejnego i zarazem ostatniego celu tego dnia, czyli katedry Notre Dame (Cathédrale Notre-Dame de Paris). Ten obiekt w ogóle mnie nie zawiódł! Wyobrażałam go sobie jako bajkowy twór, prosto z Dzwonnika z Notre Dame. I tak było. Piękny kształt. Piękne oświetlenie. Mnóstwo ludzi. I... biegające szczury. Słyszałam już wcześniej o paryskich szczurach, ale dopiero w tym miejscu je zobaczyłam. No cóż. Chyba trzeba się do nich przyzwyczaić. Tak jak do całej specyficznej atmosfery Paryża :)
Institut de France

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tak, wiem. Ten post był chyba nieco długi. Mam nadzieję, że chociaż nie był nudny i że dobrze odkrywało się Wam ze mną Paryż. W sumie to miały być to dwa posty - dzienny i wieczorny, ale nieco zaszalałam i je połączyłam, aby w nieskończoność nie przedłużać relacji z tego miasta. Większość tych miejsc jest tak rozpoznawalna, że zapewne już wcześniej je znaliście, dlatego nie wspominałam o ich historii, a skupiłam się na moich wrażeniach i emocjach. W następnym poście zabiorę Was znów pod Sacre Coeur i myślę, że będzie to kolejna pełna zdjęć relacja :)

do usłyszenia!

Na koniec zostawiam Wam link z zaznaczonymi miejscami, które zobaczyłam drugiego dnia pobytu w Paryżu oraz kilka stron internetowych :)
<<klik>>

PRZYDATNE INFORMACJE:
Cercle Nautique de France - http://cnfrance.fr/
Maison de la culture du Japon à Paris - http://www.mcjp.fr/fr
Les Invalideshttp://www.wakacje-we-francji.pl/les-invalides-palac-inwalidow

Copyright © 2016 Kinga On Tour , Blogger