×

Paryż. O miłości od pierwszego wejrzenia. [część pierwsza]

Są takie miasta, które wyciągają swoje macki i przyciągają do siebie zwiedzającego już od pierwszego kontaktu. Ba! Od pierwszego zobaczenia, pierwszego usłyszenia, pierwszego poczucia i pierwszego posmakowania. Są takie miasta, w których bezpowrotnie się zatracasz, gubisz, a ostatecznie zostawiasz tam cząstkę siebie, po którą chcesz wrócić ledwo opuścisz granice administracyjne tej aglomeracji. To miasto wciąż siedzi w Twojej głowie, a Ty usilnie próbujesz o nim zapomnieć, bo i tak zdajesz sobie sprawę, że na chwilę obecną nie możesz tam pojechać ponownie. Z czasem myślisz o nim nieco mniej, starasz się nie kusić losu i nie oglądać zdjęć zrobionych podczas wyjazdu, starasz się odwlec w czasie napisanie relacji z podróży, ale jednocześnie zabierasz się za czytanie książki o nim opowiadającej. Aż pewnego dnia idziesz ulicą i nagle czujesz zapach tego miasta, widzisz ludzi podobnych do jego mieszkańców. I znów dajesz się wciągnąć w błędne koło. Znów zaczynasz o nim intensywnie myśleć... 
Taki właśnie jest dla mnie Paryż. 

"Pa­ryż jest na ty­le duży, żeby się zgu­bić, ale i na ty­le mały za­razem, żeby móc coś dla siebie znaleźć. " C. R. Zafon

Paryż. Miasto, o którym marzą zakochani, artyści, a także wielu zwyczajnych ludzi. Miasto przyciągające spragnionych turystów, chcących zobaczyć słynną Wieżę Eiffla. Miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Stolica Francji. Stolica elegancji. Z drugiej strony, miasto łez po listopadowych zamachach. Miasto zadymione papierosami. Miasto, w którym tak naprawdę trudno zobaczyć negatywne strony, ponieważ tak wiele jest tych pozytywnych. 

Nie potrafię wyrazić słowami tego, jakie wrażenie wywołał na mnie Paryż. Kiedyś było to miasto, do którego mnie zbytnio nie ciągnęło, ponieważ interesowała mnie tylko jedna dzielnica, czyli Montmartre. Obecnie jest to miasto, do którego chciałabym wrócić natychmiast, aby zobaczyć każdy jego zakamarek. Dwa dni to stanowczo za mało, aby poznać to miasto, ale wystarczająco dużo, aby się w nim zakochać. Wiem jedno. Moje uczucie zrodziło się już w autokarze, kiedy jadąc z Clermont - Ferrand, najpierw zobaczyłam za oknami leniwie wijącą się Sekwanę i przedmieścia, a potem przepiękne miasto. Nie przeszkadzały mi nawet ogromne korki. Chciałam w końcu wysiąść i wyruszyć na zwiedzanie. Nie ważne, że był już wieczór, że byłam zmęczona, że zdecydowałam się tu przyjechać zaledwie po dwóch tygodniach od listopadowych zamachów w 2015 roku. Chciałam zobaczyć jak najwięcej!
Niezapomniany widok z okna w pokoju. Le Village Hostel Montmartre (20 Rue d'Orsel)

Po wyjściu z autokaru na Porte Maillot (24 Boulevard Pershing), udałam się na sąsiadującą z przystankiem stację metra o takiej samej nazwie, skąd prowadziła linia 1 w kierunku Château de Vincennes. Kupiłam bilet, wsiadłam i przejechałam raptem do Charles de Gaulle – Étoile, gdzie przesiadłam się w niebieską linię 2 w kierunku Nation. Przejechałam aż dziewięć przystanków i wysiadając na stacji Anvers, skierowałam się w stronę zarezerwowanego wcześniej hostelu. O dojeździe, komunikacji miejskiej oraz noclegu, więcej informacji znajdziecie w poście praktycznym, który pojawi się na sam koniec relacji z Paryża, ale jeśli już teraz macie jakieś pytania, to oczywiście postaram się pomóc :)

Mając taki widok z okna hostelu, nie mogłam się powstrzymać od wyjścia na zewnątrz i zobaczenia Bazyliki Sacre - Coeur z bliska. Jakoś po godzinie 20, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i udałam się pieszo na wzgórze, zahaczając o Rue de Steinkerque, w celu poszukania czegoś do zjedzenia. Niestety nie znalazłam wówczas niczego dla siebie i postanowiłam, że po prostu zrobię zakupy w zwyczajnym spożywczaku mijanym po drodze.

Bazylika Najświętszego Serca Jezusowego z bliższej odległości jest równie piękna jak z daleka. To także najwyżej położony punkt w Paryżu, z którego roztacza się panorama miasta oraz jego okolic w promieniu nawet do 40 kilometrów. Nic dziwnego, że jest to jedno z miejsc najchętniej odwiedzanych nie tylko przez mieszkańców, ale i przyjezdnych. Na pewno nie zawaham się napisać Wam o niej nieco więcej w jednym z kolejnych postów.
Bazylika Sacre-Coeur
Bazylika Sacre-Coeur
Montmartre żyje. Żyje w dzień i żyje w nocy. Przypuszczam, że znajdziesz tam wszystko, czego potrzebujesz, a już na pewno liczne sklepy z pamiątkami i knajpki z jedzeniem. Jeśli chodzi o te pierwsze, to czeka tam na Ciebie szeroki wybór produktów. Począwszy od magnesów, pocztówek, kubków, breloczków, a kończąc na obrazach, torebkach, portfelach, koszulkach, czapkach czy bieliźnie. Oczywiście wszystko z motywem Paryża. Aaa! Nie myśl, że będą obsługiwać Cię francuscy sprzedawcy. Co to, to nie. Spotkasz za to sympatycznego Chińczyka, próbującego Ci zaoferować zniżkę Algierczyka, czy inne narodowości. Jeśli chodzi o lokale gastronomiczne, to w części z nich wypatrzysz przez szybę zakochanych jedzących romantyczną kolację, a w części z nich podróżników z wielkimi plecakami, jedzących zwyczajne kebaby popijane colą. Przed większością knajpek czekają na Ciebie stoliki z wiklinowymi krzesełkami, gdzie samotni mężczyźni popijający wino wieczorową porą, palą swoje cienkie papierosy. Dodatkowego charakteru tej części miasta dodaje wszechobecny zapach przyrządzanych potraw, klimatyczne światło, przechadzające się gołębie i artyści prezentujący sztuczki z kubkami i znikającą piłeczką na środku ulicy.
Rue de Steinkerque
Po pokonaniu niezliczonej liczby schodków i dotarciu na Wzgórze Męczenników, odleciałam całkowicie. Moim oczom ukazał się jeden z piękniejszych widoków, jakie w życiu widziałam, a już na pewno najładniejszy nocny widok na miasto ze wszystkich widzianych dotychczas. Tysiące światełek, niezapomniany kolor nieba pochłaniającego te wszystkie barwy i dającego dodatkowo specyficzną łunę. Widok, którego nie sposób zapomnieć... Usiadłam na schodach u podnóża bazyliki i podobnie jak większość ludzi w tym miejscu, po prostu siedziałam i podziwiałam. Tam nie potrzeba żadnych słów. Po chwili podszedł do mnie mężczyzna sprzedający... zimne piwo. No cóż, biznes kwitnie nawet w tak magicznym miejscu, jak Parvis du Sacré-Cœur. Dopiero po chwili zaczęłam swoją wędrówkę po horyzoncie i wyłapywanie poszczególnych budowli z krajobrazu miasta. Katedra Notre Dame, Centrum Pompidou, Wieża Montparnasse, Łuk Triumfalny czy Kościół Inwalidów. Wszystkie wspaniale oświetlone i widoczne z oddali. Nic dziwnego, że Paryż nazywany jest Miastem Świateł. Zastanawiacie się, dlaczego nie wymieniłam Wieży Eiffla? Ja także się nad tym zastanawiałam i dopiero po migającym od czasu do czasu światełku, zorientowałam się, że na znak żałoby i wydarzeń, jakie miały miejsce, pozostawała ona nadal nieoświetlona. Poczułam się dziwnie przygnębiona, a jednocześnie wiedziałam, że taka sytuacja ma na szczęście nieczęsto miejsce, dlatego muszę ją tym bardziej zapamiętać...
Mam słabość do tego zdjęcia!
Łuk Triumfalny wygląda jak odcięty w połowie za sprawą budynków znajdujących się na pierwszym planie.
Wieża Eiffla w smutniejszym wydaniu
Oczywiście mój aparat wariował, ponieważ bardzo nie lubi nocnych zdjęć ;)
Mój wieczór na Montmartre trwał nadal. Długo jeszcze siedziałam i łapałam chwile, aby ten widok na miasto mógł mi towarzyszyć każdego dnia. Przespacerowałam się potem wśród schodów, wąskich uliczek i dość dużej liczby ludzi. Zrobiłam również małe zakupy i wróciłam do ciepłego hostelu, aby przygotować się do następnego dnia intensywnego podziwiania Paryża. Gdzie tym razem się udałam i co zobaczyłam? Opowiem Wam w kolejnym poście! :)
do usłyszenia!

Oczywiście dajcie mi znać, co uważacie o Mieście Świateł :)





Copyright © 2016 Kinga On Tour , Blogger