Month: Kwiecień 2016

Luksus ma swoją cenę

Nocny widok na Monte-Carlo, wyścig Formuły 1, Grimaldi Forum oraz uroczysta zmiana warty pod Pałacem Książęcym Niewielkie powierzchnią, ale wielkie duchem. Jedno z najbardziej ekskluzywnych miejsc na świecie. Przyciąga fanów Formuły 1, miliarderów, artystów, aktorów, osoby lubiące niewielkie państewka, miłośników zwiedzania jednodniowego i wielbicieli miast.  Oczywiście mam na myśli Monako, bądź Księstwo Monako położone na francuskim wybrzeżu Morza Śródziemnego, zaledwie 13 kilometrów od granicy z Włochami. Jego powierzchnia wynosi niecałe… 2 kilometry kwadratowe! Bez problemu dogadamy się tam w języku francuskim (o ile potrafimy się nim posługiwać) oraz zapłacimy w euro. Wiecie, że pierwsze kasyno w Monte Carlo (jedna z czterech dzielnic Monako) założono już w 1863 roku?! Nic dziwnego, że obecnie jest tam ich bardzo dużo, że przyciągają one wielbicieli hazardu i bogatych cudzoziemców. Turystyka kwitnie, kurorty się rozprzestrzeniają jak grzyby po deszczu, a księstwo stało się rajem podatkowym. Nic dziwnego, że powstają tu centra biznesowe, w których „zbijane są kokosy„. Ale coś za coś! Ceny mieszkań są tam zabójcze dla „przeciętnego Kowalskiego” i kilka lat temu wynosiły one około 20 tysięcy euro za… …

Sacré-Cœur i mój ulubiony widok na Paryż [część piąta]

Pamiętacie mój pierwszy wieczór w Paryżu i spacer na Wzgórze Męczenników w celu zobaczenia bazyliki Sacre Coeur z bliska? Zakochałam się wówczas w tym miejscu od pierwszego wejrzenia, więc nie byłabym sobą, gdybym nie wybrała się tam raz jeszcze, aby porównać jak prezentuje się ono za dnia. Muszę Wam zdradzić jedno… Dzienne wydanie jest równie piękne! Nie potrafię się niestety zdecydować, która wersja podoba mi się bardziej. Każda ma w sobie ten urok, magię i do tego najzwyczajniej w świecie olśniewająco wygląda. Ten post należy do tych, które mają w sobie więcej zdjęć niż tekstu, więc zapraszam i co oglądania, i do czytania! 😉 Mój drugi poranek w Paryżu (podobnie zresztą jak pierwszy) rozpoczął się francuskim śniadaniem zjedzonym na szybko w hostelu i jeszcze szybszym prysznicem. Spakowałam również resztę rzeczy do plecaka, który oddałam na kilka godzin do hostelowej przechowalni. W tym czasie miałam w planach dokładniejsze zwiedzenie Montmartre, czyli mojej ulubionej paryskiej dzielnicy. Wyruszyłam pieszo i udałam się ponownie prosto pod Sacre Coeur. Tym razem wspięłam się jednak po centralnie położonych schodach (wieczorem były one …

Paryż. Podróż w czasie. [część czwarta]

Paryż ma tak wiele do zaoferowania, że niemożliwe jest ogarnięcie wszystkiego w dwa dni. Postanowiłam zatem chłonąć klimat miasta korzystając nie tylko z metra, ale i własnych nóg. Wspominałam wcześniej, że drugiego dnia pobytu przeszłam ponad 15 kilometrów, krążąc pomiędzy ulicami, podziwiając architekturę, a jednocześnie odbywając podróż w czasie. Dawny Paryż ukazał mi się w żelaznej balustradzie balkonowej, wąskiej uliczce, barce leniwie sunącej po Sekwanie czy niespotykanie prostej alei, dzieła Haussmanna.  Jak już wiecie, po opuszczeniu nowoczesnego La Defense, skierowałam się na południowy wschód, w kierunku monumentalnego Łuku Triumfalnego. Minęłam po drodze szeroką Sekwanę i budynek centrum sportowego mieszczącego klub wioślarski (Cercle Nautique de France), położonego na małej, dość zielonej wysepce Ile du Pont. Moją uwagę zwróciły zacumowane barki, które dodawały charakteru temu miejscu i do tego wydały mi się bardzo klimatyczne. Obecnie kojarzę je z książką Gayle Forman „Ten jeden dzień” i przywołują one we mnie emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania tej pozycji. Miło byłoby popłynąć w rejs na jednej z nich ;)Idąc dalej, minęłam centrum kongresowe (Le Palais des Congrès de Paris), znajdujące się po …

Paryż. Łuk Triumfalny. [część trzecia]

Mam cichą nadzieję, że Paryż jeszcze się Wam nie znudził! Mam bowiem w zanadrzu siedem postów dotyczących tej europejskiej stolicy. Część z nich to jednak zwyczajne relacje fotograficzne niezawierające zbędnej ilości tekstu. Postaram się z nimi jakoś wyrobić, aby nie przeciągać tego w nieskończoność, choć ostatnio mam jakiś blogowy kryzys… Przechodząc jednak do sedna, biorę tym razem pod lupę jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w mieście, czyli plac Charles’a de Gaulle’a (Place Charles de Gaulle), na środku którego znajduje się Łuk Triumfalny (Arc de Triomphe). Miejsce to wyznacza zachodni skraj słynnej Alei Pól Elizejskich (Avenue des Champs-Élysées) i jest naprawdę interesującym dziełem architektonicznym Haussmanna. Jest to także meta znanego wyścigu kolarskiego Tour de France. Opuszczając dzielnicę biznesową (La Defense), zdecydowałam się na spacer w kierunku Łuku Triumfalnego. To raptem około 5 kilometrów na piechotę po Avenue Charles de Gaulle, wzdłuż paryskich budynków i  wśród tłumu pędzących dokądś ludzi. Z każdym krokiem oddalałam się od nowoczesnej architektury, a przybliżałam do „typowego” Paryża, jednocześnie wciąż mając oko na monumentalny łuk. No cóż, około 50 metrów wysokości, 45 …

Paryż. La Defense. Nowocześnie. [część druga]

Drugi dzień w Paryżu rozpoczęłam smacznym francuskim śniadaniem, szybkim prysznicem i wyjściem z hostelu około 9 rano. Pogoda dopisywała i jak na początek grudnia była ona typowo jesienna – nieco zachmurzone niebo i lekki wiatr, który nie przeszkadzał na szczęście w zwiedzaniu. Planów miałam wiele (wiecie, że tego dnia przeszłam ponad 15 kilometrów choć w ogóle tego nie odczułam?!), dlatego czym prędzej udałam się na najbliższą stację metra (Anvers) i wsiadłam w linię numer 2, a następnie przesiadłam się pod Łukiem Triumfalnym i wyruszyłam linią 1 w kierunku… przyszłości. Wsiadając do pierwszego wagonu metra i chwytając się oparcia, jednocześnie zaczęłam się rozglądać po jego wnętrzu i okazało się, że… widzę przed sobą cały tunel z jasnymi światełkami po bokach! To był dla mnie szok i stałam jak zahipnotyzowana. Metro linii 1 było bezzałogowe, czyli brakowało w nim kabiny maszynisty. Zamiast tego była zwyczajna szyba, przez którą poczułam się jakbym jechała górską kolejką. To właśnie wtedy moje najczarniejsze wizje związane właśnie z tym środkiem transportu dostały zielone światło 😉 Wysiadając zwróciłam także uwagę na automatycznie rozsuwane …

Zaczytana [marzec]

Marzec, podobnie jak luty, upłynął mi w towarzystwie dziewięciu przeczytanych książek. Co ciekawe, w okresie świątecznym dopadła mnie jakaś czytelnicza niemoc związana z przeziębieniem i zamiast w pełni wykorzystać ten czas, zupełnie opadłam z sił. W sumie to moje czytelnicze przygody w ubiegłym miesiącu, idealnie określa znane wszystkim powiedzenie: „W marcu jak w garncu„. Na początku miesiąca świeciło słońce i pochłonęła mnie lektura książek z cyklu polskiego autora (co zdarza się naprawdę rzadko!), potem ogrzałam się w blasku trzech naprawdę ciekawych książek, a potem nagle pojawiły się ciemne chmury i powoli, powoli zaczął padać deszcz, a ja na przełomie marca i kwietnia nie ukończyłam żadnej lektury przez tydzień (co też zdarza się sporadycznie). Zapraszam Was zatem na kolejny post z serii: Zaczytana 🙂 Wszystkie wymienione poniżej pozycje to e-booki. 24/52 „Parabellum. Horyzont zdarzeń” Remigiusz Mróz, cykl: Parabellum (tom 2) ocena: 10/10 Pamiętacie, że ostatnią książką przeczytaną w lutym była „Parabellum. Prędkość ucieczki” otwierająca cykl Parabellum? Za sprawą Marty i jej Tour de Pologne sięgnęłam z ciekawości również po dwie kolejne części i poznałam tak niesamowitą …

Holendrzy i ich wielka ciasteczkowa miłość

  UWAGA: Post zapewne nieodpowiedni dla osób będących na diecie 😉 Któż z nas nie przepada za słodkimi ciastkami? Tymi kruchymi, z nadzieniem, oblanych czekoladą albo posypanych słonecznikiem. Czasem aż ciężko się opanować widząc na sklepowej półce Delicje, Łakotki, Familijne czy Krakuski. Część z Was prawdopodobnie samodzielnie wypieka liczne specjały w domowym zaciszu. Zapewne każdy ma jednak swoje ulubione ciacha, obok których trudno jest mu przejść obojętnie. To właśnie dlatego pierwszy post z serii Holandia na talerzu, będzie właśnie o wielkiej ciasteczkowej miłości Holendrów. Serdecznie zapraszam do czytania i „cieszenia oczu” 🙂 Wyobraźcie sobie wielki ciasteczkowy raj, w którym wszędzie, gdzie nie sięgnie Wasz wzrok, widać pudełka z ciastkami. Większe i mniejsze porcje. W czekoladzie i bez. Z posypką kokosową albo migdałową. W dziwnych kształtach. Wszystko, czego tylko dusza zapragnie! Tak właśnie czuję się wchodząc do większości holenderskich sklepów. Nie dość, że w części z nich stoiska ze słodyczami znajdują się już na samym początku (zaraz przy wejściu), to jeszcze ciągną się i ciągną, aż końca nie widać. Regały wręcz uginają się od opakowań przyciągających …

Paryż. O miłości od pierwszego wejrzenia. [część pierwsza]

Są takie miasta, które wyciągają swoje macki i przyciągają do siebie zwiedzającego już od pierwszego kontaktu. Ba! Od pierwszego zobaczenia, pierwszego usłyszenia, pierwszego poczucia i pierwszego posmakowania. Są takie miasta, w których bezpowrotnie się zatracasz, gubisz, a ostatecznie zostawiasz tam cząstkę siebie, po którą chcesz wrócić ledwo opuścisz granice administracyjne tej aglomeracji. To miasto wciąż siedzi w Twojej głowie, a Ty usilnie próbujesz o nim zapomnieć, bo i tak zdajesz sobie sprawę, że na chwilę obecną nie możesz tam pojechać ponownie. Z czasem myślisz o nim nieco mniej, starasz się nie kusić losu i nie oglądać zdjęć zrobionych podczas wyjazdu, starasz się odwlec w czasie napisanie relacji z podróży, ale jednocześnie zabierasz się za czytanie książki o nim opowiadającej. Aż pewnego dnia idziesz ulicą i nagle czujesz zapach tego miasta, widzisz ludzi podobnych do jego mieszkańców. I znów dajesz się wciągnąć w błędne koło. Znów zaczynasz o nim intensywnie myśleć…  Taki właśnie jest dla mnie Paryż.    „Pa­ryż jest na ty­le duży, żeby się zgu­bić, ale i na ty­le mały za­razem, żeby móc coś dla …