europejskie podróże, Francja, podróże, Włochy
komentarze 34

Z Turynu do Clermont-Ferrand – chwile ulotne

Pamiętacie cykl Chwile ulotne, który wprowadziłam na bloga w ubiegłym roku? Miał on za zadanie zgromadzenie wszystkich postów, w których pojawiają się wyłącznie zdjęcia zza okien autokaru lub innego środka transportu. Zarówno te dobre, jak i te złe, które zostały wykonane przez brudną szybę, są rozmazane lub przycięte gdzieś w połowie ze względu na rozmieszczenie siedzeń. Tym razem podzielę się z Wami tym, co uchwyciłam w trakcie 7,5 godzinnej jazdy z włoskiego Turynu do francuskiego Clermont – Ferrand. Do pokonania było około 480 kilometrów, więc czasu na podziwianie widoków miałam naprawdę dużo! 😉
Wyjazd z Turynu

Turyn pożegnał mnie dość słoneczną pogodą, dlatego miałam nieco utrudnione zadanie w trakcie jazdy. Słońce bowiem odbijało się, w czym tylko się dało! Poza tym nie siedziałam na samym przodzie, ponieważ usiadł tam mężczyzna niezważający zupełnie na to, że ktoś siedzi za nim i wręcz na chama rozłożył swoje siedzenie… Po trzecie szyba była tak zakurzona, że aż miałam ochotę wstać i ją przetrzeć! Zresztą zobaczycie to za chwilę sami…
Wyjazd z miasta około godziny 14 nie przebiegł tak źle jak myślałam. Ruch był duży, jednak korki na szczęście się nie utworzyły. Jadąc, mogłam podziwiać widoki za szybą, które pojawiły się w sumie już na obrzeżach Turynu. Góry! Czy wspominałam już, że Alpy mnie w sobie rozkochały i chciałabym zobaczyć je po raz kolejny? 🙂 Są tak majestatyczne, że aż nie sposób oderwać od nich wzroku… Do tego te urocze małe miasteczka na zboczach, szczyty tonące w chmurach, słońce oświetlające granie. Ahh, znów wróciłam myślami do tych widoków!
W pewnym momencie zauważyłam budynek na jednym ze szczytów. Prezentował się okazale, a mnie zżerała ciekawość, co się w nim mieści oraz jak się tam dostać. Od razu dopisałam kolejny punkt do mojej włoskiej listy miejsc do odwiedzenia, zdając sobie sprawę z tego, że przecież widoki stamtąd muszą być nieziemskie!
Sanktuarium św. Michała widoczne na szczycie po lewej stronie
Okazało się, że mieści się tam Sanktuarium św. Michała Archanioła (Sacra di San Michele <http://www.sacradisanmichele.com/>) położone nad Doliną Susa (Valle di Susa) niedaleko miejscowości Chiusa di San Michele (około 35 km na zachód od Turynu). Zakon benedyktynów został zbudowany już około XI wieku. Co ciekawe, znajduje się on dokładnie w połowie drogi między dwoma innymi sanktuariami poświęconymi temu samemu patronowi: Mont Saint Michel we Francji oraz Santuario di San Michele w Monte Sant’Angelo (Apulia, Włochy). Na zwiedzającego czekają wykute w skale strome Schody Umarłych (Scalone Dei Morti), przepiękne freski, brama ze znakami zodiaku oraz niesamowita panorama okolicy. Oglądając zdjęcia w Internecie jestem po prostu oczarowana, zachwycona, zakochana w tym miejscu i chcę tam pojechać – już, teraz, natychmiast! <więcej zdjęć> Polubiłam to miejsce jeszcze bardziej, kiedy tylko przeczytałam o tym, że mogło być ono inspiracją dla Umberto Eco i jego „Imienia Róży„. Kocham tę książkę, więc tym bardziej muszę się tam wybrać! 🙂
Jadąc dalej, wiedziałam, że powoli zbliża się koniec mojej włoskiej podróży, a rozpoczyna etap tej francuskiej. Miałam po raz kolejny wjechać do państwa, w którym nigdy wcześniej nie byłam. Nawet nie wiecie, jak się z tego powodu cieszyłam! Emocje mną targały aż do samego przejścia granicznego, na którym po raz kolejny sprawdzono dokumenty pasażerów. Tym razem jednak dość szybko i sprawnie.
Jeszcze tylko tunel drogowy Frejus (Tunnel du Fréjus) dzielił mnie od Francji! Łączy on Modane (Francja) z Bardonecchią (Włochy) i znajduje się pod przełęczą Col du Fréjus w Alpach Kotyjskich. Tunel liczy 12,8 km długości. Droga w nim jest jednojezdniowa (po jednym pasie ruchu w każdą stronę). Podobno jest to jeden z głównych szlaków transalpejskich i rocznie korzysta z niego około 80 % kierowców.
Wjazd do tunelu od francuskiej strony możliwy jest z autostrady A43, natomiast od strony włoskiej z autostrady A32. Tunel stanowi fragment trasy E70 (we włoskim systemie drogowym – T4 i jest częścią tamtejszego systemu autostrad). Obowiązują w nim specjalne zasady ruchu: prędkość minimalna – 50 km/h, prędkość maksymalna – 70 km/h, maksymalny dozwolony odstęp między pojazdami – 150 m. Przejazd jest płatny i po obu stronach tunelu zlokalizowane są punkty poboru opłat.
Fragment jednego z tuneli na trasie przejazdu z Włoch do Francji.
Witaj Francjo! 🙂
Jakiś czas później dzięki piętnastominutowej przerwie mogłam zrobić kilka zdjęć prosto z parkingu przy stacji benzynowej. Akurat słońce oświetlało jeden ze szczytów, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że zapamiętam ten widok na długo, ponieważ były to moje pierwsze chwile we Francji…
Pomimo tego, że to już koniec zdjęć z tej trasy, to jeszcze o czymś chciałabym wspomnieć. Mianowicie o „dużych cmentarzach„. Czy mieliście okazję podziwiać kiedyś cmentarz w Dniu Zmarłych widziany z pewnej wysokości? Te wszystkie znicze rozświetlające to miejsce i dodatkowo dające niesamowitą łunę? Mijając francuskie miasta po zapadnięciu zmroku, odniosłam takie właśnie wrażenie. Wciąż zamykając oczy mam przed sobą nocny Lyon i nocne Clermont – Ferrand, które wywołały we mnie ciarki, mimo tego że widziałam je jedynie z autokaru… Aby przybliżyć Wam, to o czym mówię, wrzucam dwa zdjęcia, których autorką nie jestem, choć i tak widoki na żywo były zdecydowanie bardziej niezapomniane. Wiadomo, nie wszystko da się uchwycić na fotografiach. Niektóre emocje pozostaną w nas na zawsze i nic jest w stanie tego oddać.
Lyon nocą. Klikając w fotografię przeniesie Cię do źródła zdjęcia.
Clermont – Ferrand nocą. Klikając w fotografię przeniesie Cię do źródła zdjęcia.
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W związku z małą zmianą w kolejności postów, 
zapraszam wyjątkowo jutro na wpis dotyczący Clermont – Ferrand 🙂
do usłyszenia!