Wenecja - mój prywatny koniec świata

Docierając do Mostu Bosych (Ponte degli Scalzi) przerzuconego przez Canal Grande, postanowiłam trochę odpocząć siadając na kamiennych schodkach przy jednym z budynków. Miałam idealny widok na wodę, przechadzające się gołębie, latające mewy i turystów przechodzących na drugą stronę kanału. Most Bosych ma piękny, łukowaty kształt i wykonany jest z kamienia. Ma on za zadanie ułatwiać dostęp do stacji kolejowej Venezia Santa Lucia (Stazione di Venezia Santa Lucia). 
Widok z Mostu Bosych

Most Bosych
Po krótkim postoju, przeszłam przez most i skierowałam się do dzielnicy Cannaregio. Muszę przyznać, że została ona jedną z moich ulubionych części Wenecji, ponieważ zobaczyłam jej dwa oblicza. Pierwsze, typowo turystyczne reprezentowane przez stoiska z pamiątkami, a także licznych naciągaczy i tłum turystów spacerujących wzdłuż Canal Grande. Drugie, typowo miejscowe to głównie małe, uroczo wyglądające z zewnątrz knajpki z lokalną ludnością popijającą kawę i czytającą gazetę oraz wąskie uliczki i muzyka płynąca z okien.
Kościół św. Jeremiasza
Minęłam Kościół św. Jeremiasza (Chiesa di San Geremia), który mieści się na placu o takiej samej nazwie (Campo San Geremia). Była tam grupka dzieci, wyglądająca na wycieczkę szkolną i krzyczącą wniebogłosy. Pewnie posiedziałabym tam dłużej, jednak ze względu na niesprzyjające okoliczności, postanowiłam iść dalej.
Przeszłam przez Ponte delle Guglie, który jest mostem łukowym wykonanym z kamienia i posiada charakterystyczne balustrady, które niewątpliwie przyciągają wzrok. Za nim skręciłam w lewo, w Fondamenta Cannaregio i idąc wzdłuż kanału, skręciłam w boczną uliczkę, która doprowadziła mnie do Calle Ghetto Vecchio, a następnie na Campo di Ghetto Nuovo, które było moim kolejnym celem.

Czy wiecie, że to właśnie w Wenecji powstało najstarsze getto żydowskie w Europie? Początkowo ten obszar zamieszkiwali Żydzi, którzy byli głównie kupcami oraz lekarzami. Z czasem (około XVI wieku) odseparowano ich od reszty mieszkańców, a specjalne bramy ograniczały wyjścia ludności żydowskiej na zewnątrz. Zamknięto kwartał ulic na wyspie, zbudowano wysokie domy, ponieważ teren był tak zatłoczony, że trzeba było piąć się w górę. W nocy wyjścia mieszkańców były niemożliwe, natomiast w dzień musieli nosić oni specjalne oznaczenia. Obecnie zobaczyć tam można oryginalny mur z drutem kolczastym, tablice pamiątkowe, a także muzeum i synagogę. Przypuszczalnie nazwa getto może wywodzić się od włoskiego "gettare" - odlewać, gdyż właśnie w tym miejscu mieściła się huta żelaza (według niektórych źródeł odlewnia armat). 
Ten jasny budynek naprzeciwko to synagoga.
Mur z tablicami pamiątkowymi, a po lewej wojskowa budka.
Następnie przeszłam przez most nad Rio Della Misericordia, skręciłam w lewo na Fondamenta Ormesini idąc cały czas prosto aż do łukowatego przejścia przed którym skręciłam w prawo. Wzdłuż laguny prowadzi Fondamenta delle Case Nuove i Fondamenta Sacca San Girolamo, które są przyjemnymi deptakami nad wodą.
Wenecka laguna widziana od tej strony to nic innego jak wciąż toczące się życie. Spędziłam tam około godziny, odpoczywając przed dalszą podróżą i ciesząc się widokami. W tym czasie przepłynęło obok mnie tyle łódek, motorówek, stateczków turystycznych, że czułam się jak na wodnej autostradzie! Widać stamtąd wyspę Campalto (Isola Campalto) - drugie zdjęcie na kolażu, która niegdyś służyła jako stanowisko przeciwlotnicze oraz wyspę Murano. Patrząc na zachód widać pędzące pociągi, autokary i samochody.
Odbiłam w lewo i nagle usłyszałam hipisowską muzykę, zobaczyłam otwarte drzwi, a w nich siedział biały kocur. Był do mnie odwrócony lewą stroną i zobaczyłam jego niebieskie oko, a gdy odwrócił się cały, to aż mnie zamurowało. Pierwszy raz spotkałam takiego kota! Zobaczcie zresztą sami! 
Zaraz na lewo od drzwi znalazłam taki półokrągły schodek wysunięty w kierunku wody. Nie mam pojęcia do czego on służy, jednak kiedy usiadłam na nim, poczułam chłodne powietrze, szum wody oraz spokój, jaki bił w tym miejscu, obok tej hipisowskiej kanciapy, pomyślałam że chyba mało który turysta tam zagląda. Moja mała prywatna Wenecja. Mój wenecki koniec świata. Dalej już iść nie mogłam, ale jednocześnie czułam się tam tak dobrze, że nie chciałam w ogóle wracać. Miasto po raz kolejny próbowało mnie zatrzymać. 
Jako, że czas mnie gonił, musiałam wyruszyć w drogę powrotną i kierując się Fundamenta Cannaregio, przeszłam przez jeden z mostków, odbiłam w ciemno, w jedną z bocznych uliczek, dotarłam na duży plac i wyszłam znów przy Moście Bosych. 
Postanowiłam spróbować weneckich lodów i skonsumować je na schodach prowadzących do budynku stacji kolejowej, o której wspominałam wcześniej. Trwała tam akurat jakaś demonstracja, którą możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. Przed stacją kręcili się także mężczyźni oferujący przewiezie bagażu na specjalnych wózkach i zarabiających w taki sposób na życie. Nie skorzystałam z ich usług i poszłam dalej, w kierunku Piazzale Roma.
Po chwili moim oczom ukazał się bardzo nowoczesny, nieco niepasujący do klimatu Wenecji, Most Konstytucji (Ponte della Costituzione). Został on oddany do użytku dopiero w 2008 roku, więc  w porównaniu do innych mostów, jest stosunkowo nowy. Wzbudził on wiele kontrowersji, ponieważ nie został przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Część mieszkańców uważała także podobnie jak ja, że odstaje on od pozostałych przepraw przez Canal Grande. Uważajcie, ponieważ most nieco się trzęsie!
Widok z Mostu Konstytucji
Kiedy dotarłam na Piazzale Roma, wsiadłam po raz kolejny do kolejki i dowiozła mnie ona do dworca, z którego ruszał mój autokar do Turynu. Po drodze (tym razem za dnia) zobaczyłam terminal portowy z ogromnym statkiem pasażerskim. Po raz pierwszy widziałam takiego kolosa! Na dworcu byłam przed czasem, więc zrobiłam kilka zdjęć, poczytałam książkę i zbędny czas upłynął przyjemnie.
People Mover Venezia
Ale olbrzym!
Wenecja pożegnała mnie pięknym zachodem słońca, który na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Zdjęcia niestety nie oddają tego, co widziałam zza okien autokaru. Kolory, które zobaczyłam w tym mieście, wręcz skumulowały się właśnie w tym zjawisku i przywołały wszystkie ciepłe, weneckie chwile. Jedno jest pewne, chcę wrócić do Wenecji! Może tym razem latem, abym mogła porównać tamtejsze zapachy i zobaczyć miejsca, których nie zdążyłam ujrzeć w listopadzie.  

Pozostałe zdjęcia:

Zostawiam Wam mapę, na której zaznaczone są wszystkie punkty, o których wspominałam:
<klik>
Może komuś z Was przyda się podczas zwiedzania Wenecji :)


Jeśli macie jakieś pytania odnośnie tego miasta, to chętnie postaram się Wam pomóc :)
Na pewno będę jeszcze wspominała o noclegu oraz jedzeniu i pamiątkach! 


do usłyszenia!

32 komentarze:

  1. O gettcie nie słyszałam... Smutna karta w historii tak pięknego miasta.

    Nie mogę się doczekać kolejnego wypadu do Włoch, tam mi się wyjątkowo dobrze oddycha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To getto chyba nie jest często odwiedzanym miejscem w Wenecji. Może nie jest aż tak rozpoznawalne jak na przykład znany wszystkim Plac św. Marka. Zgadza się, historia smutna, więc może dlatego nie jest aż tak popularną atrakcją...
      Tak, powietrze jest tam niesamowite nawet w listopadzie (nie mam pojęcia jak jest inną porą roku)! Ojj, też chętnie pojechałabym do Włoch po raz kolejny :)

      Usuń
  2. I znowu wiele pięknych zdjęć i ciekawych faktów, o których nie miałam pojęcia. Kot świetny, również nigdy nie widziałam takiego, który miałby różne kolory oczu. Życzę, aby udało Ci się tam jeszcze wrócić i pobyć trochę dłużej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się w takim razie, że udało mi się Cię czymś zaskoczyć. Ten kocur mnie zaczarował i do tej pory uwielbiam patrzeć na jego zdjęcia. Jestem ciekawa, czy jeszcze go kiedyś zobaczę, więc dziękuję za życzenia (oby się spełniło!) ;)

      Usuń
  3. mimo że wspominałaś ostatnio, że noszenie tego plecaka nie było takie złe, to mnie jego widok przeraża. :O głównie dlatego, że wolę, aby podczas zwiedzania nic mi nie przeszkadzało.
    ten Most Konstytucji faktycznie nie pasuje do reszty miejsc, budynków, do stylu architektonicznego Wenecji... :| czy był aż tak potrzebny?
    zawsze zazdroszczę, jak ktoś mówi, że zobaczył nieturystyczne zakątki jakiegoś miasta. zazdroszczę i jednocześnie się dziwię. ja zazwyczaj w danej miejscowości jestem krótko, a że chcę zobaczyć najsłynniejsze budowle, pomniki, mosty itd., to nie mam czasu, aby przyjrzeć się życiu mieszkańców. tak naprawdę miałam taką okazję chyba jedynie we Włoszech i w USA. może to nie jest prawdziwe podróżowanie, tylko raczej turystyka... ale z kolei nie potrafiłabym np. być w Wenecji i zamiast zobaczyć Pałacu Dożów, pójść np. do jakiejś nieobleganej dzielnicy. Tobie, Kinga, udało się zobaczyć i turystyczne atrakcje, i codzienność Włochów... magiczne! nie wiem, jak tego dokonałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to ten plecak nie był aż tak uciążliwy, na jaki wygląda. Zdecydowanie wolę zwiedzać i tak z plecakiem na plecach i torebką niż z walizką na kółkach. Nie wyobrażam sobie taszczyć jej przez te wszystkie mostki! Albo z torbą na ramieniu, bo w sumie niewygodnie robiłoby mi się zdjęcia. Plecak sprawdził się świetnie! Już się do niego przyzwyczaiłam, więc może też to dlatego ;)
      Myślę, że Most Konstytucji był jednak potrzebny, bo ruch jest tam naprawdę duży!
      Ja zawsze przed wyjazdem staram się zrobić sobie mapkę podglądową albo jakiś szkic, albo po prostu wypisuję to, co chciałabym zobaczyć i gdzie co się znajduje. W zanadrzu mam też spisane miejsca, które nie są typowymi atrakcjami (na przykład nie znalazłam ich na blogach, które obserwuję), ale mnie zainteresowały w jakiś sposób. Jeśli wiem,że starczy mi czasu, to tam idę. Jeśli nie, to trudno. Czasem wolę zobaczyć nieturystyczne miejsce, a zrezygnować na przykład z oglądania wnętrz (co zdarza się bardzo często). Nie jestem wielką fanką muzeów na przykład :D Życiu mieszkańców lubię się przyglądać, więc zawsze idąc czy jadąc, zwracam na to uwagę. To nie jest i tak nic wielkiego, bo wiadomo że przez 1-3 dni, to raczej nie da się tego zrobić i poznać wszystkiego, ale to i tak zawsze dobry początek. Chętnie zostałabym we Włoszech o wiele dłużej, żeby zagłębić się w życie mieszkańców, ale niestety teraz to nie jest możliwe.

      Usuń
  4. Miasto w którym na codzień żyją ludzie to żywy organizm a nie muzeum jakby to chciała spora część turystów, nawet jeśli jest to słynne miejsce na świecie.
    Dlatego uważam że każde pokolenie ma prawo dodać obiekty w stylistyce swojej epoki.

    Etymologia słowa Ghetto jest niejasna i jest kilka innych wyjaśnień. Mnie najbardziej przekonuje wersja że pochodzi od włoskiego słowa Borghetto - miasteczko (dzielnica).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i dziękuję za Twoje zdanie. Nie mam nic przeciwko dodawaniu obiektów przez daną epokę do struktury miasta, ale akurat ten most średnio przypadł mi do gustu. Sam kształt jest dobry, jednak nie pasuje mi po prostu akurat do Wenecji. Może z czasem zmienię zdanie ;)
      Tak, także spotkałam kilka wyjaśnień. Myślę, że masz w tym przypadku nieco racji, bo tu w tym przypadku, chodziło chyba o to, że etymologia tego właśnie przypadku getta może być związana z odlewaniem czy hutą. Muszę chyba tam dopisać, że chodzi o etymologię tego weneckiego getta, a nie getta w ogóle.

      Usuń
  5. Udana wycieczka, podziwiam Cię, że zwiedzałaś miasto sama :) Tyle pięknych miejsc, a tak mało czasu. Ja również nie lubię wycieczek szkolnych i zawsze uciekam jak najdalej od nich. Piękny zachód słońca, na żywo musiał wyglądać jeszcze lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic złego w samotnym zwiedzaniu, choć rozumiem, że związane są z tym nerwy (choćby Rodziców), a obecnie różne rzeczy mogą się przytrafić. Można jednak wpaść w pewien rytm zwiedzania :) Tak, miejsc oczywiście było więcej, ale wiadomo że w ciągu jednego dnia wszystkiego się zobaczyć nie da! :( Wycieczki szkolne niestety hałasują, krzyczą - nieee, nie lubię tego. Sama pewnie kiedyś się tak zachowywałam :D Tak, zachód słońca był wspaniały!

      Usuń
  6. Przepiękne zdjęcia!
    Zazdroszczę niesamowicie takiego wyjazdu.
    Miasto ma magię w sobie, ale ten kot.. no niesamowity!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że zdjęcia się podobają. Tak, miasto jest magiczne i gorąco polecam! :)
      Również pozdrawiam.

      Usuń
  7. Wspaniałe to udokumentowalas, na nowo odkryłam Wenecje i jeszcze bardziej zachciało mi się tam wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również do Wenecji chce się wracać, ponieważ to miasto naprawdę potrafi wciągnąć. Mediolan na przykład na mnie takiego wrażenia nie zrobił. Cieszę się, że post przypadł Ci do gustu :)

      Usuń
  8. Wspaniała wycieczka po mniej znanej Wenecji! Chyba wcześniej nie słyszałam o gettcie w Wenecji.
    A mnie ciekawi, czy zwiedzałaś z przewodnikiem w ręku, czy wcześniej wyszukiwałaś ciekawe miejsca i próbowałaś do nich dotrzeć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja informację o gettcie zobaczyłam na jednym z blogów, a po wyjeździe na dwóch kolejnych, więc chyba faktycznie nie jest to aż tak znane miejsce. Nawet zdjęć na Instagramie zbyt wiele nie było, kiedy dodawałam znacznik do tamtego zdjęcia.
      Zawsze przed wyjazdem wypisuję sobie listę miejsc, które chciałabym w danym mieście zobaczyć. Mam też w zanadrzu kilka mniej znanych miejsc, które mnie zaintrygowały. Potem, w zależności od ilości dostępnych dni, patrzę które punkty można bez problemu zobaczyć, bo są na przykład blisko siebie, a które znajduje się gdzieś dalej i nie opłaca mi się go oglądać (wtedy coś zazwyczaj wykreślam). Mając już adresy, i na przykład mapę (choć w sumie w Wenecji miałam taką mapę, że mi się nie przydała, bo skala była nieodpowiednia), więc staram się dotrzeć w dane miejsce. Często kogoś pytam o drogę czy dany adres/miejsce, albo sprawdzam sygnał GPS na mapie, na tablecie. Choć w Wenecji i on się gubił wśród uliczek. Z przewodników, jako z książkowych wersji nigdy nie korzystałam chyba jeszcze :p

      Usuń
  9. Ciekawa informacja na temat getta, nie wiedziałam o tym. Most Konstytucji faktycznie jakoś nie komponuje się z całą resztą... Wszystkie poprzednie mosty wyglądały tak kilmatycznie, a ten tak inaczej... Słabo wypada przy reszcie ;) Kot z kolorowymi oczami? Hmmm, też nigdy takiego nie widziałam... I jeszcze te kolory! Nietypowe połączenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może gdybym zaczęła zwiedzanie od Mostu Konstytucji, to spodobałby mi się on bardziej? W sumie to nie jest zły, ale do Wenecji po prostu mi nie pasuje i właśnie słabo wypada przy innych mostach. Tak, kot był genialny! Ciekawe, czy jeszcze kiedyś takiego zobaczę :)

      Usuń
  10. tak jak większość również i ja nigdy wcześniej nie słyszałam o getcie weneckim. smutna historia, jakich jednak niestety wiele. za to pogoda Ci dopisała, kolory na zdjęciach dzięki temu są takie soczyste! uwielbiam te kolorowe kamienice we włoskich miastach, o ileż radośniej żyłoby się i unas gdyby bloki nie były szaro-bure. z drugiej strony u nas jak malują bloki to każdy z innej parafii i wygląda to jeszcze gorzej niż gdy wszystkie są bure :D
    Most Konstytucji mi się nie podoba, jestem konserwatywna pod tym względem i uważam, że w zabytkowej zabudowie nie powinno się tworzyć takich rzeczy niepasujących do całości. niby wiem, że żyjąc w takim miejscu też chciałoby się mieć różne udogodnienia, ale mimo wszystko uważam, że to jest cena mieszkania w najważniejszym miejscu miasta i powinno się z tym liczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i oczywiście zapomniałam napisać, że czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy relacji :)

      Usuń
    2. Tak,historia smutna. W tym miejscu nadal kręcą się Żydzi, jednak niestety nie miałam okazji żadnego z nich zobaczyć. Pogoda dopisała! Słonecznie, ale nieco wietrznie. Niestety nie wiem, ile stopni wówczas było. Dokładnie haha, nasze bloki są unikalne, kolorowe że aż nieraz oczy bolą.
      W sumie nie jestem aż tak bardzo konserwatywna jeśli chodzi o wprowadzenie nowości w zabytkowej zabudowie, bo nieraz są naprawdę ciekawe projekty i coś ciekawego z tego wychodzi. Most Konstytucji jednak nie przypadł mi do gustu, bo niczym się nie wyróżnia wśród pozostałych mostów, a jednocześnie do nich nie pasuje.
      Relacja z Wenecji już się skończyła, a w piątek sama nie wiem, co się pojawi :p Zobaczę na co jest najwięcej głosów na FB :)

      Usuń
  11. Tylko przeczytałam tytuł i pomyślałam "NIEEEEEE... znów będę zazdrościć tej Wenecji!" haha :D Ale nie ma tego złego... czytając ten post i oglądając zdjęcia można się poczuć niemal jak właśnie razem z Tobą :) O tym getcie nigdy nie słyszałam... i chyba lepiej by było gdyby one w ogóle nie powstały :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dobra jesteś! :D Zgadzam się z Tobą co do getta. Mam nadzieję, że jednak uda Ci się pojechać w końcu do tej Wenecji! W sumie to byłaś w wielu innych miejscach, których ja mogłabym zazdrościć Tobie :D Jesteśmy więc kwita :D

      Usuń
  12. Rewelacyjna relacja! Kusisz ta Wenecja :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne miejsca! Przez chwilę poczułam się jakbym była w Wenecji! Często spotykałaś kolorowe budynki, a kot jest przepiękny. Nigdy nie widziałam zwierzaka z różnymi oczami. Z tym miastem kojarzą mi się woda i gondole :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kolorowych budynków jest tam sporo, choć nie są one może aż tak zadbane. Widać, że są podmyte na przykład. Ale i tak są ładne :)
      Także nigdy nie widziałam takiego kota, dlatego zrobił na mnie takie wrażenie! :)

      Usuń
  14. Jestem zakochana, po prostu ZAKOCHANA! Wenecja Twoim okiem niesamowicie kusi. Zdjęcia są przepiękne i przyciągają. Miałaś wspaniałą wyprawę, wspaniałą :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kusi, kusi i... dobrze! Ja na Twoim blogu już tyle razy zostałam skuszona, że aż nie jestem w stanie tego policzyć :D Może wybierzecie się tam z Adamem? Trzymam kciuki! :)

      Usuń
  15. Byłam w Wenecji 3 stycznia i ponownie jak Ty, bardzo chciałabym wrócić. Może wiosną lub latem, aczkolwiek trochę mnie odstraszają tłumy turystów. Najlepsze jest to, że ja jeszcze do niedawna nie miałam żadnego parcia na Wenecję i nie była ona na liście moich wymarzonych destynacji ( w co teraz sama uwierzyć nie mogę ). Na szczęście czasem tak się składa, że życie ofiaruje nam osoby i wydarzenia, które za nas decydują co ma być. Byłam więc i ja w Wenecji, zachwyciłam się jak tylko wysiadłam z pociągu - prawda jest taka, że skakałam z radości i nawet sobie kilka razy krzyknęłam jupi, jupi :). Nie mogłam uwierzyć, że jestem w Wenecji a jeszcze bardziej nie mogłam uwierzyć, że ja nawet nie planowałam, żeby tam być :). Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, a kociak cudny!

      Usuń
    2. Ja byłam w listopadzie i również wybrałabym się teraz wiosną lub latem, aby móc porównać właśnie zapach, o którym jest tak głośno. Ten listopadowy zupełnie mi nie przeszkadzał, a jedynie budził pozytywne wspomnienia. Tłumy turystów, też za nimi nie przepadam, ale zdaję sobie sprawę, że są takie miejsca, gdzie turyści byli, są i będą. Ja Wenecję chciałam odwiedzić, choć nie była ona pierwszym miastem we Włoszech, które zobaczyć chciałam. Tak, takie zbiegi okoliczności, gdy osoby/wydarzenia decydują za nas, mają swoje plusy :)

      Usuń

Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku!

Jeśli tylko chcesz, możesz pozostawić na blogu ślad po swojej wizycie. Prywatne wiadomości bądź komentarze są jak najbardziej na miejscu :)

Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy, to nie zapomnij o podzieleniu się ze mną linkiem do swojego miejsca w sieci, tak abym i ja mogła zajrzeć do Ciebie.

* komentarze obraźliwe lub niezwiązane z treścią bloga, będą usuwane

Dziękuję serdecznie za odwiedziny :)

INSTAGRAM