europejskie podróże, podróże, Włochy
komentarze 32

Wenecja – mój prywatny koniec świata

Docierając do Mostu Bosych (Ponte degli Scalzi) przerzuconego przez Canal Grande, postanowiłam trochę odpocząć siadając na kamiennych schodkach przy jednym z budynków. Miałam idealny widok na wodę, przechadzające się gołębie, latające mewy i turystów przechodzących na drugą stronę kanału. Most Bosych ma piękny, łukowaty kształt i wykonany jest z kamienia. Ma on za zadanie ułatwiać dostęp do stacji kolejowej Venezia Santa Lucia (Stazione di Venezia Santa Lucia).
Widok z Mostu Bosych
Most Bosych
Po krótkim postoju, przeszłam przez most i skierowałam się do dzielnicy Cannaregio. Muszę przyznać, że została ona jedną z moich ulubionych części Wenecji, ponieważ zobaczyłam jej dwa oblicza. Pierwsze, typowo turystyczne reprezentowane przez stoiska z pamiątkami, a także licznych naciągaczy i tłum turystów spacerujących wzdłuż Canal Grande. Drugie, typowo miejscowe to głównie małe, uroczo wyglądające z zewnątrz knajpki z lokalną ludnością popijającą kawę i czytającą gazetę oraz wąskie uliczki i muzyka płynąca z okien.
Kościół św. Jeremiasza
Minęłam Kościół św. Jeremiasza (Chiesa di San Geremia), który mieści się na placu o takiej samej nazwie (Campo San Geremia). Była tam grupka dzieci, wyglądająca na wycieczkę szkolną i krzyczącą wniebogłosy. Pewnie posiedziałabym tam dłużej, jednak ze względu na niesprzyjające okoliczności, postanowiłam iść dalej.
Przeszłam przez Ponte delle Guglie, który jest mostem łukowym wykonanym z kamienia i posiada charakterystyczne balustrady, które niewątpliwie przyciągają wzrok. Za nim skręciłam w lewo, w Fondamenta Cannaregio i idąc wzdłuż kanału, skręciłam w boczną uliczkę, która doprowadziła mnie do Calle Ghetto Vecchio, a następnie na Campo di Ghetto Nuovo, które było moim kolejnym celem.

 

Czy wiecie, że to właśnie w Wenecji powstało najstarsze getto żydowskie w Europie? Początkowo ten obszar zamieszkiwali Żydzi, którzy byli głównie kupcami oraz lekarzami. Z czasem (około XVI wieku) odseparowano ich od reszty mieszkańców, a specjalne bramy ograniczały wyjścia ludności żydowskiej na zewnątrz. Zamknięto kwartał ulic na wyspie, zbudowano wysokie domy, ponieważ teren był tak zatłoczony, że trzeba było piąć się w górę. W nocy wyjścia mieszkańców były niemożliwe, natomiast w dzień musieli nosić oni specjalne oznaczenia. Obecnie zobaczyć tam można oryginalny mur z drutem kolczastym, tablice pamiątkowe, a także muzeum i synagogę. Przypuszczalnie nazwa getto może wywodzić się od włoskiego „gettare” – odlewać, gdyż właśnie w tym miejscu mieściła się huta żelaza (według niektórych źródeł odlewnia armat).
Ten jasny budynek naprzeciwko to synagoga.
Mur z tablicami pamiątkowymi, a po lewej wojskowa budka.
Następnie przeszłam przez most nad Rio Della Misericordia, skręciłam w lewo na Fondamenta Ormesini idąc cały czas prosto aż do łukowatego przejścia przed którym skręciłam w prawo. Wzdłuż laguny prowadzi Fondamenta delle Case Nuove i Fondamenta Sacca San Girolamo, które są przyjemnymi deptakami nad wodą.
Wenecka laguna widziana od tej strony to nic innego jak wciąż toczące się życie. Spędziłam tam około godziny, odpoczywając przed dalszą podróżą i ciesząc się widokami. W tym czasie przepłynęło obok mnie tyle łódek, motorówek, stateczków turystycznych, że czułam się jak na wodnej autostradzie! Widać stamtąd wyspę Campalto (Isola Campalto) – drugie zdjęcie na kolażu, która niegdyś służyła jako stanowisko przeciwlotnicze oraz wyspę Murano. Patrząc na zachód widać pędzące pociągi, autokary i samochody.
Odbiłam w lewo i nagle usłyszałam hipisowską muzykę, zobaczyłam otwarte drzwi, a w nich siedział biały kocur. Był do mnie odwrócony lewą stroną i zobaczyłam jego niebieskie oko, a gdy odwrócił się cały, to aż mnie zamurowało. Pierwszy raz spotkałam takiego kota! Zobaczcie zresztą sami!
Zaraz na lewo od drzwi znalazłam taki półokrągły schodek wysunięty w kierunku wody. Nie mam pojęcia do czego on służy, jednak kiedy usiadłam na nim, poczułam chłodne powietrze, szum wody oraz spokój, jaki bił w tym miejscu, obok tej hipisowskiej kanciapy, pomyślałam że chyba mało który turysta tam zagląda. Moja mała prywatna Wenecja. Mój wenecki koniec świata. Dalej już iść nie mogłam, ale jednocześnie czułam się tam tak dobrze, że nie chciałam w ogóle wracać. Miasto po raz kolejny próbowało mnie zatrzymać.
Jako, że czas mnie gonił, musiałam wyruszyć w drogę powrotną i kierując się Fundamenta Cannaregio, przeszłam przez jeden z mostków, odbiłam w ciemno, w jedną z bocznych uliczek, dotarłam na duży plac i wyszłam znów przy Moście Bosych.
Postanowiłam spróbować weneckich lodów i skonsumować je na schodach prowadzących do budynku stacji kolejowej, o której wspominałam wcześniej. Trwała tam akurat jakaś demonstracja, którą możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. Przed stacją kręcili się także mężczyźni oferujący przewiezie bagażu na specjalnych wózkach i zarabiających w taki sposób na życie. Nie skorzystałam z ich usług i poszłam dalej, w kierunku Piazzale Roma.
Po chwili moim oczom ukazał się bardzo nowoczesny, nieco niepasujący do klimatu Wenecji, Most Konstytucji (Ponte della Costituzione). Został on oddany do użytku dopiero w 2008 roku, więc  w porównaniu do innych mostów, jest stosunkowo nowy. Wzbudził on wiele kontrowersji, ponieważ nie został przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Część mieszkańców uważała także podobnie jak ja, że odstaje on od pozostałych przepraw przez Canal Grande. Uważajcie, ponieważ most nieco się trzęsie!
Widok z Mostu Konstytucji
Kiedy dotarłam na Piazzale Roma, wsiadłam po raz kolejny do kolejki i dowiozła mnie ona do dworca, z którego ruszał mój autokar do Turynu. Po drodze (tym razem za dnia) zobaczyłam terminal portowy z ogromnym statkiem pasażerskim. Po raz pierwszy widziałam takiego kolosa! Na dworcu byłam przed czasem, więc zrobiłam kilka zdjęć, poczytałam książkę i zbędny czas upłynął przyjemnie.
People Mover Venezia
Ale olbrzym!
Wenecja pożegnała mnie pięknym zachodem słońca, który na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Zdjęcia niestety nie oddają tego, co widziałam zza okien autokaru. Kolory, które zobaczyłam w tym mieście, wręcz skumulowały się właśnie w tym zjawisku i przywołały wszystkie ciepłe, weneckie chwile. Jedno jest pewne, chcę wrócić do Wenecji! Może tym razem latem, abym mogła porównać tamtejsze zapachy i zobaczyć miejsca, których nie zdążyłam ujrzeć w listopadzie.

 

Pozostałe zdjęcia:



Zostawiam Wam mapę, na której zaznaczone są wszystkie punkty, o których wspominałam:
<klik>
Może komuś z Was przyda się podczas zwiedzania Wenecji 🙂

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie tego miasta, to chętnie postaram się Wam pomóc 🙂
Na pewno będę jeszcze wspominała o noclegu oraz jedzeniu i pamiątkach!


do usłyszenia!