europejskie podróże, podróże, Włochy
komentarzy 45

Turyn – miasto potrzebujące drugiej szansy

Turyn – miasto potrzebujące drugiej szansy. Z Wenecji odjeżdżałam około godziny 16:15, więc rysowała się przede mną siedmiogodzinna podróż spędzona w autokarze. Po drodze minęłam Weronę, jednak żadnego Romea tam nie spotkałam. Niestety nie podzielę się z Wami zdjęciami z tej trasy, ponieważ spałam i obudziłam się dopiero, gdy za oknami widać było Turyn. Moje pierwsze wrażenie? „Ale tu pusto!
Turyn - miasto potrzebujące drugiej szansy


Turyn to miasto znajdujące się w północno – zachodnich Włoszech, które jest stolicą regionu o nazwie Piemont. Organizując wyjazdowy konkurs podałam Wam podpowiedź o treści: „Miasto byka. Choć i samochodów jest tam sporo. Mogę się stamtąd szybko przenieść do pewnego afrykańskiego państwa. W sumie to podobno jest stamtąd blisko także na biegun i na równik.„. Jesteście ciekawi dlaczego tak, a nie inaczej sformułowałam ten tekst? Legenda miasta związana jest bowiem właśnie z bykiem (włoskim toro), a jednymi z głównych atrakcji jest Muzeum Fiata (Motoryzacyjne) <klik> i Muzeum Egipskie <klik>. Ze względu na ograniczone godziny pobytu musiałam zrezygnować z odwiedzin tych placówek. Turyn to także Całun Turyński oraz czekolada.

Turyn - miasto potrzebujące drugiej szansy
Wracając jednak do relacji, przyznaję, że chciałam nocą włóczyć się po mieście i siedzieć na największym dworcu kolejowym (Torino Porta Nuova). Postanowiłam więc zapytać kogoś jak dotrzeć w to miejsce. Skończyło się w skrócie na tym, że poznałam parę, po którą przyjechał znajomy Włoch i zaproponował mi podwózkę na dworzec. Kiedy dowiedział się o moich planach to wyszedł z propozycją przenocowania u niego. Mimo tego, że cała trójka okazała się bardzo sympatyczna, to grzecznie podziękowałam, gdyż nie chciałam robić dodatkowego problemu gospodarzowi. Nawet nie wiecie, jak szybko żałowałam swojej decyzji! Okazało się bowiem, że dworzec był z zewnątrz w remoncie, a wewnątrz było mało przyjemnie. Raptem kilka osób (mężczyzn), jeden ochroniarz, który wyglądał jakby chodził, bo musiał i wszechogarniająca cisza. Ostatni pociąg miał pojawić się na dworcu jakoś przed 2, a pierwszy odjeżdżał dopiero po 6, więc spodziewałam się, że w międzyczasie w ogóle nie będzie tam nikogo. Niby Włoch powiedział, że dworzec nie jest niebezpieczny dla samotnie podróżującej dziewczyny, jednak będąc tam nie czułam się dobrze. W każdym razie Dziewczyny, jeśli wylądujecie w nocy same na dworcu głównym w Turynie, to nie polecam Wam pozostawania w tym miejscu na noc! W sumie, jak teraz tak myślę, to była to jedyna lokalizacja podczas tej dwutygodniowej podróży, gdzie najzwyczajniej w świecie nie czułam się bezpiecznie.
Turyn - miasto potrzebujące drugiej szansy
Postanowiłam się przejść i poszukać noclegu. Po wyjściu z budynku dworca poruszałam się zachodnią stroną Piazza Carlo Felice, po pewnym czasie skręcając jednak w lewo w Piazza Paleocapa i docierając do via XX Settembre. Kierowałam się na północ i na skrzyżowaniu z via Santa Teresa skręciłam w lewo i minęłam kościół św. Teresy z Avili. Miejsce to odwiedził w ubiegłym roku papież Franciszek, ponieważ właśnie w tamtejszej chrzcielnicy został ochrzczony jego ojciec <artykuł>. Idąc cały czas prosto dotarłam do Piazza Solferino <więcej_zdjęć>, który okazał się być bardzo długi i wąski. Jak to miejsce musi ładnie wyglądać latem! Na pewno jest tam bardzo zielono. Kierując się na południe, minęłam czerwono-niebieski zegar słoneczny (z 2013 r.), pomnik konny włoskiego wojskowego, Ferdinando di Savoia, księcia Genui (z 1877 r.). Koniec końców w tej okolicy nie znalazłam żadnego hostelu, a i spacerujących ludzi było niewiele. Normalnie główna ulica wyglądała jakby umarła, a była przecież niedziela. Przeszłam więc przez plac i wędrując wśród uliczek skierowałam się ostatecznie do hotelu położonego obok dworca, który okazał się moim najdroższym w życiu noclegiem (zapłaciłam 50 euro za noc). Przynajmniej w nocy nic mi się nie stało…
Muszę przyznać, że miejscami Turyn naprawdę ciekawie przyozdobiono na zbliżające się święta Bożego Narodzenia. Ozdoby były rozwieszone nad ulicami, a także przy latarniach ulicznych. Gdzieniegdzie dostrzec można było także gadżety umieszczone w oknach. Biało – niebieskie iskrzące łańcuchy, złote ptaszki, a także gwiazdozbiory widoczne na pierwszym zdjęciu (zdecydowanie moje ulubione!). Oryginalnie i z pomysłem!
Via Roma – widok z Piazza C.L.N. w kierunku południowym
Rano wyruszyłam w kierunku via Roma (przy tej ulicy mieści się wiele sklepów ekskluzywnych marek), tym razem już z pomocą planu miasta otrzymanego w hotelu. Moim głównym celem była Mole Antonelliana. Podążając podcieniami dotarłam do Piazza C.L.N., Piazza S. Carlo i Piazza Castello. Ogromne place. To właśnie z tym już zawsze będzie kojarzył mi się Turyn. Szkoda tylko, że wszystko na nich jest niby takie duże, ale jednak wciąż ma się uczucie, że czegoś na nich brakuje. Może zieleni? Może jakieś iskierki życia? Wszystko jest szare, zastąpione kostką i ma się uczucie, jakby zaraz miały przejść tędy wojska…
Piazza C.L.N. wyróżnia się dwiema ogromnymi rzeźbami – alegoriami, które mają prezentować dwie turyńskie rzeki: Pad (męska rzeźba) oraz Dora Riparia (kobieta). Są to zarazem fontanny, które w ciągu lat sprawiły wiele problemów miastu, gdyż podtapiały okoliczny parking i musiały przejść modernizację. Wyglądają dość interesująco w tym otoczeniu i na pewno warto je zobaczyć.
Piazza San Carlo, czyli niesamowity „salon turyński”. Olbrzymia otwarta przestrzeń, na której odbywają się liczne wydarzenia kulturalne i historyczne. Przesycony elegancją. W jego centrum znaleźć można pomnik konny E. Filiberto (1838), a przy południowej pierzei dwa bliźniacze barokowe kościoły – Santa Cristina i San Carlo.
Via Roma
Piazza Castello to główny plac w Turynie. To tu zbiegają się najważniejsze drogi. To tu zlokalizowane są najważniejsze budynki użyteczności publicznej. Palazzo Reale (Pałac Królewski) – dawna siedziba dynastii sabaudzkiej, Palazzo Madama – znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO,  Real Chiesa di San Lorenzo (Kościół San Lorenzo), Biblioteca Nazionale Reale (Biblioteka Narodowa), Armeria Reale (Arsenał Królewski), Casaforte degli Acaja. Na placu znajduje się Torre Littoria, który był pierwszym i zarazem najwyższym budynkiem mieszkalnym w tym mieście. W to miejsce trzeba się udać. Jest warte zobaczenia, bowiem architektura zachwyca swoją wielkością. Poza tym to właśnie stąd roztacza się ładny widok na Mole Antonelliana.
Uliczni artyści oraz przepiękny kalendarz adwentowy. W tle widoczna także Biblioteca Nazionale Reale (Biblioteka Narodowa).
Bardzo oryginalna turyńska choinka (listopad 2015)
Real Chiesa di San Lorenzo
Palazzo Reale
Teatro Regio
Casaforte degli Acaja
Następnie kierując się na wschód via Giuseppe Verdi skręciłam w lewo, w via Montebello i dotarłam do Mole Antonelliana. Bez wątpienia to symbol Turynu. Co ciekawe, w XIX wieku budowano ją z myślą, że będzie się tam mieściła…synagoga. Miejscowa gmina żydowska była jednak zmuszona do sprzedaży rozpoczętej budowy, ponieważ środki finansowe zdecydowanie przewyższyły budżet. Budowę ukończono i do tej pory mieściły się tam dwa muzea – Muzeum Włoskiego Zjednoczenia oraz następnie (od 2000 r.) Muzeum Kinematografii (Museo Nazionale del Cinema). Przyznaję, że MA była inna niż moje wyobrażenia. Byłam przekonana, że budowla jest zdecydowanie wyższa i nieco węższa. Mogę powiedzieć, że z bliska nie prezentuje się tak dobrze jak na pocztówkach. Być może utonęła wśród okolicznych budynków, przez co straciła swój urok. Na górze znajduje się punkt widokowy, jednak z niego nie skorzystałam ze względu na plecak, dlatego nie powiem Wam nic więcej na jego temat.
Idąc dalej prosto dotarłam do Corso S. Maurizio i postanowiłam kierować się na zachód, tak aby przybliżać się do dworca autobusowego, z którego wyruszał mój autokar do Francji. Przeszłam kawałkiem przez jeden z parków (Giardini Reali) – jest ich podobno około pięćdziesięciu, następnie minęłam po lewej ogromną Porta Palatina – jedna ze starożytnych bram miasta i znalazłam się w najbardziej gwarnym miejscu w Turynie, czyli Piazza della Repubblica/Porta Palazzo. Czego tam nie było! Kalafiory, pietruszki, bakłażany, pomarańcze, melony, cytryny. Istny raj dla oczu i podniebienia! Wszędzie lokalni handlarze, mieszkańcy, turyści. Wszędzie krzyki, nawoływania. Jest to największe otwarte targowisko w Europie i choćby dla niego warto przyjechać do Turynu!
Porta Palatina

 

Opuszczając z ciężkim sercem targowisko, przespacerowałam się po cichej via Milano, następnie po via Corte d’Appello. Przeszłam przez Piazza Savoia z niesamowicie wysokim (20 metrów) obeliskiem z 1853 roku, docierając aż do Corso S. Martino i Piazza Statuto. Stamtąd, kierując się na południe, dotarłam do nowoczesnego dworca Porta Susa (Stazione di Torino Porta Susa). Tam wsiadłam do metra i przejeżdżając jeden przystanek, a potem pokonując pieszo dość krótki odcinek, trafiłam na dworzec autobusowy i zakończyłam moją przygodę z Turynem.
Piazza Savoia
Piazza Statuto


Podsumowując…
Turyn jest dla mnie zbyt mało włoski. Na pewno warto zobaczyć to miasto, jednak jego architektura jest tak monumentalna, że aż miejscami nieco przytłaczająca. Poza tym, listopadową porą było tam nieco szaro, a przed północą nie było widać zbyt wielu osób, co sprawiło że spacer wcale nie był taki przyjemny. Podobały mi się ogromne place, których w tym mieście jest naprawdę sporo i dodające uroku podcienie. Wiecie, że gdyby tak połączyć te wszystkie podcienie i utworzyć taki jeden turyński to wynosiłby on… prawie 18 kilometrów?! Zawiodła mnie Mole Antonelliana, którą wyobrażałam sobie jako smukłą i wysoką, a tym czasem okazała się wciśniętą między inne budynki, co wcale nie dodawało jej lekkości. Chciałabym dać temu budynkowi drugą szansę i zobaczyć go z daleka, z nieco innej perspektywy. Cieszę się, że mogłam zobaczyć Alpy, gdyż całym sercem pokochałam te góry! Dla mnie Turyn był przede wszystkim miastem przesiadkowym w drodze do Francji, jednak gdybym miała możliwość pozostania tam dłużej, to na pewno bym z tego skorzystała, bo przecież Muzeum Egipskie samo się nie zwiedzi, a panorama miasta sama nie obejrzy. Spróbujcie znaleźć coś dla siebie, jeśli będziecie w Turynie! Dajcie mu szansę, na jaką zasługuje miasto zmagające się z przyklejoną etykietą „przemysłowe„.
Zostawiam Wam mapę, na której zaznaczone są wszystkie punkty, o których wspominałam:
Może komuś z Was przyda się podczas zwiedzania tego miasta 🙂
 
 
Koniecznie dajcie znać, czy byliście kiedykolwiek w Turynie i czy to miasto przypadło Wam do gustu!
 
do usłyszenia!