Tea Book TAG

Wielokrotnie wspominałam o tym, że uwielbiam herbatę i właśnie dlatego wielką przyjemność sprawiła mi Ania z bloga http://piosenkajestdobranawszystko87.blogspot.de nominując mnie do książkowego Tea Book TAG. Serdecznie dziękuję  za możliwość wzięcia udziału w tej zabawie! :) 

1. Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk
Teoretycznie klasyków do wyboru w tej kategorii jest wiele, jednak praktycznie lektura większej części z nich jest nadal przede mną. Postawię zatem na literaturę dla dzieci, która niewątpliwie jest znana na całym świecie. Książka, dzięki której mogę powrócić do lat młodości, a jednocześnie wciąż poszukiwać wejścia do swojego prywatnego ogrodu. "Tajemniczy ogród" F. H. Burnett to ciepła lektura, przenosząca do innego świata, która dodatkowo pozwala na oderwanie się od szarej rzeczywistości. 
O herbacie: Czarną herbatę piję sporadycznie, zazwyczaj wtedy gdy nie mam innej pod ręką. Zazwyczaj jej także nie słodzę.




2. Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy niej zasnęłam
W sumie to potrafię zasnąć z każdą książką, jeśli tylko czytam ją kiedy jestem bardzo zmęczona. Jest jednak pewna pozycja, która kompletnie mnie rozczarowała, przy której się nudziłam i którą męczyłam przez długi czas. Chodzi o "Anię z Zielonego Wzgórza"  L.L. Montgomery. W sumie to zdziwiłam się, że nie odnalazłam w tej lekturze niczego dla siebie i nic z niej nie wyciągnęłam. Co ciekawsze, filmy opowiadające o losach Ani, były jak dla mnie bardzo ciekawe i wręcz nie mogłam się oderwać od przygód tej rudowłosej dziewczyny. Niewątpliwie dam jednak szansę tej autorce i sięgnę po kolejną część tej historii. 
O herbacie: Zielona herbata uznana za nudną?! Jestem zbulwersowana ;), bo to moja ulubiona i właśnie po nią sięgam zdecydowanie najczęściej. Lubię zwykłe i aromatyzowane, np.  z granatem.

3. Herbata czerwona pu-erh, czyli taka, w której bohaterowie się przemieszczają
Do tej kategorii pasuje prawie każda książka podróżnicza, więc miałam problem, aby wybrać tylko jedną. W końcu bohaterowie tego typu książek opowiadają o swoich przygodach, które zazwyczaj mają miejsce w różnych częściach naszego globu. Pokonują kilometry na rowerach, łodziach, a także pieszo, samolotem, czy samochodem. "Busem przez świat. Ameryka za 8 dolarów" K. Lewandowskiego to przede wszystkim kolorowy bus i podróż głównie przez Stany Zjednoczone. Pozycja idealna dla fanów Ameryki Północnej oraz osób, które lubią podróżować nie tylko palcem po mapie. 
O herbacie: Kiedyś spróbowałam i poskutkowało to tym, że przeszkadzał mi zapach tej herbaty. Pachnie jak... ulica, którą przed chwilą przeszedł pies i zrobił siku? Dziwne, wiem! Być może miałam do czynienia z niedobrą firmą. 

4. Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi
Myślę, że może być to "Ulica Tysiąca Kwiatów" Gail Tsukiyama, o której wspominałam <tutaj>. W sumie nie widziałam jej nigdy w księgarniach stacjonarnych, nawet na blogach rzadko pojawiają się jej recenzje. Szkoda, bo moim zdaniem to naprawdę pięknie opowiedziana historia. W końcu się przy niej wzruszyłam, co zdarza mi się średnio raz na sto przeczytanych pozycji.
O herbacie: Nigdy nie próbowałam, ale kiedyś na pewno spróbuję!

5. Herbata biała, czyli książka niezasłużenie popularna
Zdecydowanie jest to "Grey" E.L. James! Więcej wspominałam o niej <tutaj>.
O herbacie: Jaka szkoda, że przy mojej drugiej ulubionej herbacie pojawia się właśnie Grey! Biała herbata jest jak dla mnie dość łagodnym napojem, dobrym do wypicia wieczorem. Lubię szczególnie tę z jaśminem oraz pomarańczą (albo mandarynką?). 





6. Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, żeby akcja się rozwinęła
Ta kategoria sprawiła mi najwięcej trudności. Miałam w głowie kompletną pustkę, zajrzałam do listy przeczytanych książek i nadal nic nie znalazłam. Sama nie wiem, jak to możliwe, ale nie potrafię tu dopasować żadnej pozycji. 
O herbacie: Nie piłam, jednak kiedyś z chęcią jej spróbuję!

7. Herbata ziołowa, czyli książka którą czytano mi na dobranoc

Przy udzieleniu odpowiedzi odnośnie pozycji pasującej do tej kategorii pomogli mi moi Rodzice. W końcu to Oni najlepiej wiedzą, co czytali mi na dobranoc. Były to przede wszystkim bajki z dużymi, pięknymi, kolorowymi ilustracjami, takie jak: "Przygody Alladyna", "Arystokraci", "Kłopoty z orlątkiem". Do tej pory posiadam je w swojej biblioteczce, co jest dla mnie miłą pamiątką. 
O herbacie: Ten rodzaj piję głównie wtedy, kiedy boli mnie brzuch. Sięgam wtedy po miętę, melisę lub zestaw podstawowych ziół, które pozwalają ukoić nerwy. Lubię też zestawienie mięty z czekoladą.

8. Herbata owocowa, czyli moja ulubiona lekka książka
Lekka książka, czyli taka, którą szybko można przeczytać? Lekka książka, która opowiada łatwą do zrozumienia historię? Myślę, że mogą być to "Dzieci z Bullerbyn". Jest to historia dla młodszych i starszych, jest też film który dodatkowo można obejrzeć. Historie dzieci ze szwedzkiej wioski, to przecież sama przyjemność :) 
O herbacie: Piję, piję. Najlepsze są takie liściaste, które mają intensywny smak!

9. Ice Tea, czyli książka, która zmroziła ci krew w żyłach
Jakie ja miałam ciarki podczas czytania tej książki! Trzymała mnie w napięciu do ostatniej strony... Nie dość, że sama okładka "Cmętarza zwieżąt" S. King'a budzi przerażenie, to jeszcze treść tej lektury doskonale z nią współgra, tworząc niesamowitą atmosferę niepewności i strachu. Polecam osobom, które lubią mrożące krew w żyłach historie.
O herbacie: Kiedyś potrafiłam wypić całą Ice Tea na raz, obecnie jednak staram się nie sięgać po ten rodzaj napoju, gdyż czyhające się za butelką kostki cukru nie są dobre dla zdrowia. Jeśli nie mam innej możliwości, to oczywiście wolę wypić to, niż nie wypić nic. 



10. Herbata rozlana, czyli kogo nominuję
oraz innych fanów herbaty i tagów książkowych :)

do usłyszenia! 

P.S. Mam problem z Internetem, więc zdjęcia pozostałych okładek dodam później.

P.S. 2. Miło mi Was poinformować, że nazwa bloga uległa zmianie. 
Będę do Was pisała jako Kinga On Tour.
Najprawdopodobniej zmieni się również adres bloga, o czym na pewno Was poinformuję :)

35 komentarzy:

  1. "Anię z Zielonego Wzgórza" czytałam dawno temu, ale pamiętam, że podobała mi się, nie zdarzyło mi się przy niej zasnąć :P Lubię także "Dzieci z Bullerbyn", chociaż też dawno ją czytałam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytałam "Anię..." chyba trzy lata temu, więc może po prostu już za późno, aby przyjąć ją tak, jak większość osób. Filmy z jej przygodami jak najbardziej na tak, bardzo je lubię, ale książka była dla mnie naprawdę męczarnią! "Dzieci z Bullerbyn" to chyba pewnego rodzaju klasyk, bo sporo osób zna tę książkę i ją lubi, choć i są także jej przeciwnicy, oczywiście :)

      Usuń
  2. Nigdy nie zrozumiem fenomenu Greya :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze fenomen pierwszych trzech części jestem w stanie zrozumieć, ale książki z jego perspektywy zupełnie nie... Sama historia nie jest taka zła, język jednak - tragedia.

      Usuń
  3. Tym razem nic nie czyłam. Chodź możliwe, że dzieci z Bullerbyn. Tak. Czytam od paru lat dopiero. Kiedyś była to dla mnie zmora szkolna :P Dziękuję Ci za nominację! :) To już druga do tego tagu! Nie wyrabiam się :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję odnalezienia nazwy! To bardzo trudny orzech do zgrzyzienia! Bardzo ciekawa nazwa! I idealnie do Ciebie pasuje! :)

      Usuń
    2. Ooo, byłam przekonana że "Anię z Zielonego Wzgórza" czytał każdy! A tu proszę, jednak nie. Choć i ja ją późno przeczytałam, bo chyba trzy lata temu.
      Dziękuję! Faktycznie, znalezienie nazwy to nie byle co. Rozpisałam sobie wszystkie możliwe kombinacje, które by dla mnie coś znaczyły, a potem jak byłam zadowolona z jakiejś nazwy to sprawdzałam, czy jest ona dostępna jako adres bloga. I jednak stanęło na KOT.
      Nie ma za co! Też mam Twoją nominację do tagu i właśnie nie wiem jak się wyrobię i czy pojawi się już jutro, czy jednak za tydzień. Ale pojawi się na pewno jeszcze w lutym :)

      Usuń
  4. “Tajemniczy ogród” dostałam od kuzynek na któreś Boże Narodzenie i bardzo mi się książka podobała, nieraz wracam do niej myślami. Ale bliższa sercu jest chyba dla mnie “Mała księżniczka”, którą także miałam jako lekturę i wracam do niej do tej pory.
    Co do “Ani z Zielonego Wzgórza” to ja lubię wszystkie części o tej rudowłosej dziewczynce, a później już kobiecie. Zawsze jej zazdrościłam tych rudych włosów, których ona nie lubiła :) A w Ice Tea także wybrałabym Kinga, ale “Pod kopułą”
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, także wracam myślami do "Tajemniczego ogrodu", bo wciąż szukam takiego swojego ogrodu, miejsca na Ziemi czy jak to tam można nazwać ;) "Małą księżniczkę" też lubię! I książkę, i film. Piękna historia. Ja przeczytałam dopiero pierwszą część Ani, ale pewnie kiedyś sięgnę i po kolejne. Taaaak, włosów akurat Ani też zazdrościłam! :D Choć przez pewien czas też miałam rude włosy, ale farbowane, więc to nie naturalne jak jej. Kinga "Pod kopułą" nie czytałam, ale zapamiętam :)

      Usuń
  5. "Tajemniczy ogród" wspominam jako cudowną książkę, mam ochotę do niej wrócić :)
    A "Ania z Zielonego Wzgórza" zainspirowała mnie do napisania własnej 'książki'. Pamiętam, że akcja książki miała miejsce w LECIE, dziewczynka, która była jej główną bohaterką nosiła suknie z bufiastymi rękawami, a rodzice oglądali SKOKI NARCIARSKIE, których szczerze nie znosiła :D Szkoda, że zeszyt z moimi wypocinami gdzieś przepadł bo przypuszczam, że znalazłabym tam sporo takich kruczków :D
    Bardzo fajny tag :) Pozdrawiam, Maw-reads

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tajemniczy ogród" jest faktycznie cudowny i także pisząc ten post narobiłam sobie ochoty na powrót do tej pozycji. Ooo! Czyli na Ciebie przygody Ani wpłynęły w pozytywny sposób, lecz szkoda że zeszyt gdzieś przepadł. Być może przeczytałam Anię zbyt późno? Kto wie! ;)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  6. Uwielbiam Stephena Kinga! Praktycznie każda jego książka to mistrzostwo! Zgadzam się w 100% co do Greya. Przeczytałam książki doszukując się w nich czegokolwiek, co odpowiadałoby za sukces. Nie znalazłam. Na filmie - zasnęłam. Do tej pory nie jestem w stanie pojąć jego fenomenu. Może po prostu nie jestem odpowiednim targetem :) Jeśli chodzi o Yerba Mate to pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to "Millenium". Ciężki początek, ale potem przepadłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Kinga to przeczytałam tylko dwie jego książki i obie faktycznie były niezłe! Zdaję sobie sprawę, że muszę nadrobić zaległości i po raz kolejny sięgnąć po jego pozycję. Dla mnie akurat trzy części opowiedziane z perspektywy Any, nie były takie złe - znaczy pomysł na historię, bo język faktycznie słaby. Natomiast książka z jego perspektywy - masakra. Co do filmu hmm... zawiódł mnie, bo spodziewałam się lepszego odwzorowania tej historii. A zakończenie? Pomyślałam: "Ale to już?! Co to ma być?!". Ścieżka dźwiękowa za to wymiata! :) Oooo! "Millenium" zaczęłam czytać kiedyś, ale poległam. Nie zainteresowała mnie ta historia i odłożyłam książkę ;/

      Usuń
  7. Twoją opinią wobec "Ani z Zielonego Wzgórza" jestem wzburzona! to chyba moja ulubiona seria z lat dziecięcych, którą mam całą w rodzinnym domu. za to "tajemniczy Ogród" również bardzo dobrze wspominam, chociaż chyba lepiej pamiętam jego ekranizację. za to fenomenu "Dzieci z Bullerbyn" nigdy nie pojmę. moja była przyjaćiółka uważała tę pozycję za swoją ulubioną książkę a ja już jako dziecko nie mogłam przez nią przebrnąć :D
    o Greyu się nie będę wypowiadać, bo już zbyt wiele słów na jego temat zostało wypowiedzianych a moje pochlebne raczej nie będą.
    jeśli zaś chodzi o Stephena Kinga to przyznaję, że jak mało kto potrafi podtrzymać napięcie w swoich książkach. jak zobaczyłam tę kategorię i Twoją odpowiedź to pomyślałam od razu o innej jego pozycji, która by perfekcyjnie pasowała gdybym została nominowana... po czym zobaczyłam, że jestem nominowana :) za nominację dziękuję, na pewno odpowiem, ale najpierw muszę uporać się z zaległymi tagami, które na mnie czekają a leżą rozgrzebane w wersjach roboczych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D No właśnie, może dlatego jej nie polubiłam, bo po prostu za późno ją przeczytałam? Sięgnęłam po nią dopiero jakieś trzy lata temu... A może to dlatego, że obejrzałam najpierw filmy? Często tak mam, że jak oglądam najpierw film, to książka mi się nie podoba, bo nie robi już na mnie takiego wrażenia, bo wiem co się wydarzy. Tak, ekranizacja "Tajemniczego ogrodu" też bardzo dobrze wspominam. O to ja jestem wzburzona Twoją opinią odnośnie "Dzieci..." :D Ja już od dziecka ją lubię, więc mam jak Twoja przyjaciółka. Rozumiem, nie ma problemu, chętnie przeczytam Twoje odpowiedzi kiedyś tam! :D

      Usuń
  8. Bardzo dziękuję za odpowiedzi do taga ;), choć nie ja układałam pytania więc te opisy herbat też do końca mnie nie ucieszyły np, że herbata zielona jest nudna, bo przecież ona jest bardzo dobra :)
    Szkoda, że nie polubiłyście się z Anią Shirley ;) Ja to zawsze chciałam być na miejscu Diany i zaprzyjaźnić się z Anią ;) A tą książkę "Busem przez świat" miałam w ręku niedawno w księgarni i zastanawiałam się, czy ją kupić ;) swego czasu śledziłam nawet ich bloga http://www.busemprzezswiat.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja bardzo dziękuję za nominację, Aniu :) Dokładnie tak, opisy nie do końca trafione, choć wiadomo że nie każdy musi to samo uznawać za nudne, czy dobre. Też żałuję, że nie polubiłam się z książkową Anią, za to jednak filmową lubię. I te rude włosy! Bardzo lubiłam tego chłopaka, niestety zapomniałam imienia. Tak, bloga ich śledzę, choć raczej nie komentuję, a jedynie czytam i oglądam zdjęcia.

      Usuń
  9. "Ania z zielonego wzgórza" ciągła mi się jak żadna inna książka. Krzyżacy już wolałam czytać :D Tajemniczy ogród to była jedna z książek, którą bardzo polubiłam, ale przeczytałam ją w ramach olimpiady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że nie jestem sama z tą "Anią..."! "Krzyżaków" nie przeczytałam, bo nawet nie pamiętam czy przerabialiśmy tę książkę... "Tajemniczy ogród" miałam chyba przyjemność czytać po raz pierwszy w ramach szkolnej lektury, a potem kilka razy do niej wracałam :)

      Usuń
  10. Przy Ani z Zielonego Wzgórza niestety też zasypiałam. Podchodziłam do tej książki kilka razy i za każdym razem nie byłam w stanie przez nią przebrnąć. "Ania...", to właściwie taki mój koszmarek z dzieciństwa.
    I też nie rozumiem jak można zieloną herbatę kojarzyć z nudą???! Dla mnie bardziej by tutaj pasowała czarna herbata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem sama jeśli chodzi o "Anię...", całe szczęście :) Choć ja nie zabierałam się za nią w dzieciństwie, a kilka lat temu. Może jestem już za stara? :D Dokładnie, mam tak samo z tą herbatą! Niestety nie mogłam dotrzeć do osoby, która ten tag ułożyła...

      Usuń
  11. Książka Kinga rzeczywiście mrozi krew w żyłach. Za każdym razem, gdy ją czytam, mam dreszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie przeczytałam tylko dwie jego książki, więc muszę koniecznie sięgnąć po inne, które są zapewne równie mroczne :)

      Usuń
  12. Z wspomnianych herbat piję pu-erh i zieloną. Kiedyś piłem yerba mate. polecaną przez słynnego polskiego podróżnika Tony Halika.
    Jeśli chodzi o "Anię z Zielonego Wzgórza" L.L. Montgomery, to być może już jesteś za 'stara' na taką lekturę. Pewne książki trzeba przeczytać w odpowiednim wieku, później już tracą swój urok.
    Na Twoim miejscu nie zmieniałbym adresu bloga, ponieważ możesz stracić część czytelników. W powiadomieniach listy czytelniczej pojawia się wtedy bardzo irytujący napis 'blog został usunięty'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halika lubię, miałam okazję czytać jego książkę. Yerba mate nadal jednak przede mną. Ooo! W sumie to może coś w tym być... faktycznie w innym wieku mogłam ją przyjąć nieco inaczej niż kilka lat temu. Niestety, nie przypominam sobie, czy w ogóle przerabialiśmy kiedykolwiek "Anię...", jednak wydaje mi się, że nie.
      Tak, po przemyśleniu tej sprawy związanej z adresem bloga, też uznałam że nie będę jej zmieniała. Może kiedyś, jeśli zdecyduję się na inny poważny krok, typu: przejście na własną domenę. Na chwilę obecną adres pozostaje jednak taki sam :)

      Usuń
  13. Znalazła się choć jedna osoba, która podziela moje zdanie na temat 'Ani z Zielonego Wzgórza'! Gdy w niepamietamwktorejklasie czytaliśmy właśnie powyższą książkę, to moje koleżanki się nią zachwycały, a ja tylko kręciłam głową i zastanawiałam się o co im chodzi, przecież to taka nuda :P

    Chyba się sama nominuję, ponieważ bardzo podoba mi się ten akurat tag, a co?! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że już trochę się nazbierało przeciwników "Anii..." :D Mam tak dokładnie teraz, dziwię się troszkę osobom, którym ta książka się podoba. Mnie nudziła straaaasznie.
      Tak, nominuj się, nominuj, chętnie przeczytam odpowiedzi! :)

      Usuń
  14. jeszcze nie czytałam tej książki "Busem przez świat", bo w toruńskim bibliotekach jej niestety nie ma. :( za to książkę o wyprawie pierwszej otrzymałam na urodziny i była świetna! :)
    wiesz, że mnie też "Ania..." znudziła? i to okropnie! czytałam ją w podstawówce, była lekturą szkolną. z kolei również uwielbiam "Dzieci z Bullerbyn"!
    a dziś "50 twarzy Greya" na canal+. ale ja nie będę oglądać, najpierw chcę sięgnąć po książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam swoje egzemplarze obu książek "Busem przez świat", nawet z autografami, ponieważ byłam na spotkaniu z Karolem i Alex. Co zresztą bardzo pozytywnie wspominam :) Druga część jest jeszcze lepsza!
      Dobrze, że znajduje się coraz więcej osób, którym "Ania..." się nie podobała :D
      Nawet nie wiedziałam, że będzie leciał ten film w tv, a mama chciała obejrzeć. Już po ptakach, trudno :p

      Usuń
  15. Ja tam lubiłam "Anię z Zielonego Wzgórza" ;) Co do "Ulicy tysiąca kwiatów" którą czytałam to właśnie natrafiłam na nią poprzez reklamę w jednej z gazet i dlatego ją kupiłam :) "Cmętarz zwieżąt" zgadzam się, jest przerażający!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że każdy ma inny gust czytelniczy i gdyby wszystkim podobały się te same książki, to jednak byłoby to bardzo nudne ;) Ooo, ja już nawet nie pamiętam jak trafiłam na "Ulicę...", bo było to kilka lat temu. Mam też jednak swój egzemplarz.

      Usuń
  16. Fajny post. Ja "Anie" bardzo lubilam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że post przypadł Ci do gustu.
      Ja "Anię..." przeczytałam być może zbyt późno, bo dopiero kilka lat temu... ;)

      Usuń
  17. Tajemniczy ogród bardzo mi się podobał, pamiętam też, że oglądałam serial na podobę książki, animowany oczywiście, nie mogłam przeboleć, kiedy musiałam odpuścić z jakichś względów daną emisję.
    Ania z Zielonego Wzgórza mnie nie nudziła, czytałam z przyjemnością jako jedną z niewielu lektur, które mi się spodobały. Greya nawet nie tykam! Był okres, kiedy chciałam go przeczytać, ale szybko mi minęło. Film tylko pogrążył tę historię...
    Cmętarz zwieżąt to moja ulubiona pozycja od Kinga!!! Szybko przebrnęłam przez nią, z żalem skończyłam ostatnią stronę. Rewelacyjna, rewelacyjna!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oglądałam film i bardzo go lubię. O serialu nigdy nie słyszałam, muszę zobaczyć co i jak :D My chyba nie mieliśmy "Anii..." jako lektury, więc przeczytałam ją dopiero dwa-trzy lata temu. Może dlatego oceniłam ją tak surowo, a może po prostu to historia nie dla mnie ;)
      Ooo tak, film też mi się nie podobał o Greyu! I to zakończenie, dziwne to było.
      Tak, Ty lubisz chyba Kinga, więc znasz więcej jego książek. Ja przeczytałam zaledwie dwie, więc mam co nadrabiać :D

      Usuń

Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku!

Jeśli tylko chcesz, możesz pozostawić na blogu ślad po swojej wizycie. Prywatne wiadomości bądź komentarze są jak najbardziej na miejscu :)

Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy, to nie zapomnij o podzieleniu się ze mną linkiem do swojego miejsca w sieci, tak abym i ja mogła zajrzeć do Ciebie.

* komentarze obraźliwe lub niezwiązane z treścią bloga, będą usuwane

Dziękuję serdecznie za odwiedziny :)

INSTAGRAM