europejskie podróże, Francja, Niemcy, podróże, Szwajcaria, Watykan, Włochy
komentarzy 46

„Życie nasze składa się z krótkich momentów…”

Przyznaję, że początkowo miałam bardzo duży problem z tym, w jaki sposób rozpocząć cykl wpisów dotyczących mojej pierwszej samotnej podróży. Zastawiałam się, czy najlepiej będzie rozpocząć od całościowego podsumowania, czy może jednak od poszczególnych etapów i elementów. Spróbowałam zastanowić się, o co możecie mnie zapytać a jednocześnie czego może Wam brakować. Chciałam, aby to wszystko było spójne i aby gładko przechodziło z jednej tematyki do drugiej. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w trakcie wyjazdu zrobiłam notatki! W innym przypadku po prostu wyszłaby z tego jedna wielka klapa, bo moja pamięć nie należy już do najlepszych. Nie mam problemów z zapamiętaniem trasy, ale z innymi szczegółami jest niestety dużo gorzej. Ostatecznie postanowiłam na początku wyjaśnić, dlaczego wybrałam takie, a nie inne kierunki podróży oraz jak dokładnie wyglądała moja trasa.

DLACZEGO WŁOCHY?

To chyba powinno być jasne! Był to mój drugi wymarzony kierunek podróży (zaraz po Japonii) i od zawsze budził on we mnie pozytywne emocje. Nawet objazdówka po tym państwie śniła mi się niekiedy po nocach. Chyba obejrzałam stanowczo za dużo filmów oraz przeczytałam zbyt wiele książek, których akcja toczyła się właśnie we Włoszech. Ja po prostu chciałam poczuć tamtejszy klimat (niekoniecznie jednak typowo wakacyjny, stąd termin wyjazdu), spróbować kilku lokalnych specjałów, podpatrzeć (a może poznać) mieszkańców i zobaczyć jak najwięcej nowych miejsc. Jako, że ograniczał mnie i czas, i finanse, musiałam wybrać konkretne miasta, i zaplanować wszystko stosunkowo wcześniej.

Chciałam skorzystać z jednego przewoźnika (o Flixbusie będzie mowa w następnym poście), dlatego pierwszym włoskim miastem musiał być MEDIOLAN, do którego najłatwiej było mi się dostać z obecnego miejsca zamieszkania, czyli z okolic niemieckiego Borken. Mój dalszy wybór padł na stolicę, czyli RZYM. Wiedziałam, że chcę zobaczyć także WATYKAN, dlatego w grę nie wchodził pobyt tylko na jeden dzień. Uznałam, że trzy noce będą w sam raz, bo i tak wiadomo, że nie zobaczę wszystkiego, ale chociaż rzucę okiem na to, co naprawdę mnie interesuje. Przy kolejnym kierunku wahałam się pomiędzy Neapolem a FLORENCJĄ. Na obu z nich zależało mi tak samo, oba chciałam zobaczyć, ale ze względu na dostępność cenową i transportową, zdecydowałam się ostatecznie na to drugie miasto. Mogę zdradzić, że nie żałuję! Neapol odwiedzę innym razem. Z Florencji było już blisko do BOLONII, więc kolejny punkt na trasie został zaznaczony. Jako, że liczyłam na ujrzenie wysokiego stanu wody w WENECJI to rzuciłam wszystko na jedną kartę i stwierdziłam, że również tam pojadę, Wówczas rozpoczęłam poszukiwania drogi powrotnej do Niemiec, jednak ceny biletów i różne możliwości podróży (np. przez Austrię) sprawiły, że pomyślałam: A może pojechać przez Francję?. No i tak właśnie wyszło! Z Wenecji wyruszyłam do TURYNU, który był ostatnim włoskim miastem na trasie. Z niego wybrałam się do francuskiego CLERMONT-FERRAND o którym nic wcześniej nie wiedziałam, ale który był dobrym węzłem przesiadkowym w drodze do PARYŻA, czyli kolejnej europejskiej stolicy i ostatniego punktu mojej podróży.

DLACZEGO ZATEM FRANCJA?

Przede wszystkim dlatego, że droga powrotna przez to państwo wyniosła mnie taniej niż gdybym z Wenecji wracała znów przez Szwajcarię, przez Austrię lub jeszcze inną, okrężną drogą. Dodatkowym atutem była możliwość zatrzymania się w dwóch nowych dla mnie miastach. Sam Paryż nie był nawet punktem z listy miejsc, które koniecznie musiałam zobaczyć, ale i tak postanowiłam zatrzymać się w nim na nieco dłużej. Wiecie co? Cieszę się, że o niego zahaczyłam i miałam okazję poznać to wyjątkowe europejskie miasto. Ono mnie w sobie rozkochało!

MOJA TRASA NA MAPIE

 

Ostatecznie trasa podróży prezentowała się tak, jak na powyższej mapie. Jeszcze przed wyjazdem wiedziałam, że będę przejeżdżała przez SZWAJCARIĘ, ale ta BELGIA (i nocna wizyta w BRUKSELI) kompletnie mnie zaskoczyła. Mogę zatem powiedzieć, że przejechałam przez dwa nowe państwa, ale ich nie odwiedziłam! Trochę pech, ale tak to już nieraz bywa. Bardziej żałuję tej Szwajcarii niż Belgii, bo do niej mam zdecydowanie trudniejszy dojazd. Ze względu na kwestie finansowe pominęłam ten kraj na rzecz dłuższego pobytu w samych Włoszech. Udało mi się jednak choć na chwilę wysiąść z autobusu na dworcu w ZURYCHU.
Łącznie trasa liczyła około… 4120 kilometrów (oczywiście w przybliżeniu). Pokonałam ją w ciągu niecałych dwóch tygodni, ponieważ wyruszałam w niedzielę, 22 listopada 2015 roku, natomiast wróciłam do domu w piątek, 4 grudnia 2015 roku.

PLAN PODRÓŻY

niedziela 22.11. 20:30 Dortmund – Mediolan
poniedziałek 23.11. pobyt w Mediolanie
wtorek 24.11. 7:30 – 14:55 Mediolan – Rzym
środa 25.11. pobyt w Rzymie
czwartek 26.11. pobyt w Rzymie
piątek 27.11. 10:05 – 14:00 Rzym – Florencja
sobota 28.11. 02:10 – 03:45 Florencja – Bolonia
19:25 – 21:40 Bolonia – Wenecja
niedziela 29.11. 16:15 – 23:00 Wenecja – Turyn
poniedziałek 30.11. 14:15 – 21:30 Turyn – Clermont-Ferrand
wtorek 01.12. 11:45 – 17:15 Clermont-Ferrand – Paryż
środa 02.12. pobyt w Paryżu
czwartek 03.12. 21:30 – 05:35 Paryż – Münster

piątek 04.12. Münster – Borken
 

MOJA PIERWSZA SAMOTNA PODRÓŻ

Na koniec chciałabym dodać, że w tę dwutygodniową podróż wybrałam się sama i w ogóle nie żałuję tej decyzji. Była to w sumie MOJA PIERWSZA (I NA PEWNO NIE OSTATNIA) SAMOTNA WYPRAWA. Zazwyczaj jeździłam albo ze znajomymi, albo z rodzicami. Gdyby teraz ktoś z Was zapytał mnie, z czego jestem najbardziej dumna, to na pewno wspomniałabym właśnie o tym wyjeździe. Wygląda na to, że z moją organizacją nie jest jednak tak źle! 😉

POSTY, KTÓRE POJAWIŁY SIĘ NA BLOGU

PRAKTYCZNIE:
Magiczne MontmartreINFORMACJE PRAKTYCZNE DOTYCZĄCE POSZCZEGÓLNYCH MIAST: