europejskie podróże, podróże, Szwajcaria
komentarzy 25

Zurych – chwile ulotne

Szwajcaria powitała mnie… ponad godzinną kontrolą na granicy z Niemcami. Trzeba przyznać, że była ona bardzo szczegółowa – nie dość, że sprawdzono dokumenty każdego pasażera, to jeszcze w razie jakichkolwiek wątpliwości wzywano również do rewizji osobistej i pokazania zawartości bagażu. W sumie to chłopak, który siedział za mną w autokarze już do niego nie wrócił. Czy chciał tam zostać, czy po prostu go zatrzymano – tego nie wiem i już się nie dowiem.
Ładny wschód słońca nad wzgórzami i niesamowite… korki! To właśnie z tym kojarzyć mi się będzie północna część tego państwa. Myślałam, że widziałam już korki na autostradzie, ale to co działo się w okolicy Bazylei, a potem Zurychu… Było jakoś przed siódmą rano, a sznur samochodów w obu kierunkach był tak długi, że praktycznie nie poruszaliśmy się w ogóle do przodu. Z każdego bocznego wjazdu pchali się kolejni kierowcy i czas mijał. Do Zurychu dojechaliśmy jakoś po ósmej, jednak słońce zbytnio nie chciało pojawić się na niebie, przez co wydało mi się ono dość… ponure.

Zurych to największe miasto Szwajcarii, więc nie zdziwi nikogo fakt, że gospodarka działa tam prężnie, transport jest rozwinięty, a turyści wybierają je jako cel swoich podróży. Ja również chciałam pojechać do Zurychu (wspominałam o tym <tutaj>) i zwiedzić między innymi ten zakątek kraju. Wyszło jednak jak wyszło i zobaczyłam to miasto jedynie z okien autokaru. Jako, że nie zrobiło ono na mnie aż tak pozytywnego wrażenia, będzie konieczna jeszcze jedna wizyta, abym mogła zmienić zdanie 😉
Na pewno zaskoczył mnie fakt, że nie widziałam tam kolorowych budynków, które nie pasowałyby do otoczenia. Wiadomo, że w Polsce bloki mieszkalne są praktycznie we wszystkich kolorach tęczy, więc to była dla mnie miła odmiana. Wszystko było w dość stonowanych barwach, przez co nie rzucało się zbytnio w oczy. Miejscami jednak… tworzyło to jedną wielką, szarą plamę.
Zurych to jeden wielki plac budowy. Wciąż mijaliśmy dźwigi, rusztowania i specjalistyczne środki transportu. Widać, że miasto wciąż się rozwija, pnie się także w górę, choć i tak wysokich budynków mijaliśmy stosunkowo niewiele w porównaniu do innych europejskich miast.
Niestety nie widziałam Jeziora Zuryskiego, a jedynie rzekę Limmat, która z niego wypływa. Jest to także źródło energii elektrycznej, które tworzy malownicze widoki w centrum Zurychu. Na zdjęciu poniżej widać także rowery, które stanowią chyba jeden z głównych środków transportu w tym mieście, bo rowerzystów było naprawdę sporo! W sumie to chyba wcale się nie dziwię, bo i infrastruktura rowerowa była dobrze rozwinięta – specjalne pasy, ścieżki, a także liczne miejsca, w których można zostawić swój ukochany rower.
Niestety nie jestem pewna, jednak wydaje mi się, że budynek na zdjęciu poniżej to Swiss National Museum, czyli Szwajcarskie Muzeum Narodowe. Podobno każdy turysta musi odwiedzić to miejsce, gdyż zachowano w nim część kultury tego kraju oraz pozostałej części Europy. Z zewnątrz prezentuje się bardzo ładnie i niewątpliwie przyciąga wzrok!

 

 

 

Kolejna rzeka, tym razem Sihl. Wpada ona do Limmat w samym centrum Zurychu, niedaleko głównego dworca w mieście. To już koniec zdjęć z Zurychu, bo niestety nie dało się wszystkiego uchwycić w jednej chwili…

 

Na kolejny szwajcarski post zapraszam Was już w piątek!
Będzie w nim zdecydowanie więcej zdjęć niż tekstu.
Pojawią się też w końcu… górskie widoki! 🙂

 

do usłyszenia!