Miasteczko Książek, czyli holenderskie Bredevoort

Zawsze przed wakacjami spędzanymi w Niemczech przeglądam mapę i wpisuję w Google wszystkie znajdujące się niedaleko miejscowości, wsie i inne dziwne miejsca, aby znaleźć coś wartego uwagi i zwiedzenia. W ubiegłym roku ukazały mi się genialne zdjęcia pewnego miasteczka w Holandii, do którego na spokojnie dałoby się dojechać rowerem, gdyby zaszła taka potrzeba. W tym roku postanowiłam te plany ziścić, a poniższy filmik to malutka zapowiedź tej wycieczki. Zapraszam do oglądania i czytania dalszej relacji z rowerowej wyprawy :)

Słyszeliście kiedyś o czymś takim jak: International Organisation of Book Towns (<klik>)? Ja nie! Jednak już teraz zdaję sobie sprawę z istnienia czegoś takiego jak Miasta Książek! Jejku, to naprawdę raj dla osób uwielbiających literaturę! Dlaczego? Bo to nic innego jak małe miasteczko lub wieś, w której nastąpiła pewna kumulacja antykwariatów i starych księgarni ;) Organizacja zajmuje się promocją obszarów wiejskich, rozwojem książkowej turystyki, dbaniem o lokalnych sprzedawców książek i ogólnie wszystkim co dobre. Ich zadaniem jest także organizacja Międzynarodowego Festiwalu Książek. W przyszłym roku odbędzie się on w Szwajcarii, w St-Pierre-de-Clages. Według oficjalnej strony na świecie istnieje siedemnaście tego typu miasteczek, m.in. w Wielkiej Brytanii, Malezji, Francji czy właśnie w Holandii. Chyba nie zdziwię Was, jeśli napiszę w tym momencie, że chciałabym zobaczyć kiedyś także pozostałe szesnaście lokalizacji? :)
Położenie na tle Holandii.
Mam dla Was sporo zdjęć (nie tylko książek!), dlatego przejdę już do rzeczy. Na początek mapka z trasą, którą pokonałam i po której na drugi dzień bolała mnie lewa łydka ;) W sumie sama się dziwię, jak po roku nie jeżdżenia na rowerze, udało mi się skończyć dnia następnego jedynie z lekkimi zakwasami! Co prawda pod koniec jechałam z prędkością o której nawet wstyd wspominać i liczyłam zakręty, żeby jak najszybciej znaleźć się pod prysznicem z ciepłą wodą :D
Wsiadając na rower byłam przygotowana na przyjemną trasę wśród okolicznych pól i lasów, z wiatrem we włosach i z szumem w uszach. I wiecie co? W ogóle się nie pomyliłam! Popatrzcie zresztą sami na tę wszechobecną zieleń, która towarzyszyła mi już od samego początku... 
Jeszcze w Niemczech...
... to również nadal Niemcy...
... to już Holandia!...
... Winterswijk Woold... 
Ścieżki rowerowe w Holandii to coś, co kocham, uwielbiam i polecam każdemu! Znaleźć je można nie tylko w mieście, ale także na wsi. Miejscami są one naprawdę dobrze oznaczone, znajdują się  na nich liczne drogowskazy czy tablice, na których dzięki mapie można zorientować się, gdzie w danym momencie jesteśmy. Ścieżki są także w idealnym stanie i bez problemu można z nich korzystać (przynajmniej w tej okolicy). No i ci Holendrzy! Rowerowe pozdrowienia od starszych i młodszych, od jadących pojedynczo i dużymi grupami. Tak, ten kraj zdecydowanie przypadł mi do gustu :)
... ścieżka rowerowa w Holandii...
... w tym momencie pojechałam trochę za daleko i wyjechałam z Holandii...
... po prostu znów znalazłam się w Niemczech i musiałam zawrócić...
... chwilę po zrobieniu zdjęcia jechał pociąg... 
... widok na holenderskie łąki...
Po pewnym czasie dojechałam do celu mojej wyprawy, czyli do holenderskiego Bredevoort! Położone jest ono we wschodniej części kraju, w prowincji Geldria, w gminie Aalten i liczy około 1500 mieszkańców. Na poniższym planie miasta zaznaczyłam na fioletowo trasę, którą przejechałam/przeszłam. Jak widzicie, nie udało mi się zobaczyć niestety całego miasteczka, więc mam powód, aby kiedyś jeszcze tam wrócić! :) Myślę, że najlepszym wyborem dla odwiedzającego to miasteczko, byłby rower, ewentualnie samochód. Na obrzeżach widziałam kilkanaście miejsc parkingowych, jednak do samego centrum nie polecam wjeżdżać, gdyż może być problem z zaparkowaniem auta lub przejazdem przez wąskie, często jednokierunkowe uliczki. Na moje oko spokojnie można korzystać także z wózka dla dzieci czy wózka inwalidzkiego, gdyż nie ma tu zbędnych krawężników, a ścieżki piaskowe widziałam jedynie przy stawie.
... dotarłam do celu!...
... plan miasta i moja trasa zaznaczona na fioletowo...
Już od samego początku miasteczko mnie zachwyciło, bo od razu przyjęło mnie szumiącym strumieniem (Boven Slinge), uroczymi mostkami, uśmiechniętymi ludźmi i typowo holenderskimi domami. Wydało mi się mega klimatyczne i jednocześnie nieco inne od tych pozostałych miejsc w Holandii, jakie miałam okazję widzieć. Jak już zobaczyłam książki, to w ogóle zwariowałam i dopisałam Bredevoort do moich ulubionych miejsc, jakie do tej pory widziałam w tym kraju ;)
Po mojej prawej stronie (na wschodzie) zauważyłam młyn nazywany "Prince of Orange". Pierwszy wiatrak pojawił się w tym miejscu już w 1644 roku, jednak uległ on zniszczeniu i na jego miejscu wybudowano nowy. Lokalizacja ta jest również dobrym punktem obserwacyjnym, choć ja niestety tego nie sprawdzałam. Ochronę nad wiatrakiem sprawują  między innymi wolontariusze. 

Podążając dalej mijałam domy z pięknymi okiennicami, wąskie uliczki z ruchem jednokierunkowym, typowe ozdoby umieszczane przed budynkami, a z czasem nawet wielkie stoiska książek, ale do tego jeszcze przejdziemy...
Oczywiście w takiej miejscowości nie mogło zabraknąć... rowerów! Jak na Holandię przystało, były one oparte i o ogrodzenia, i o budynki. Nie można było nie zauważyć ich obecności.
Wiadomo, że jeśli dane miasteczko jest kojarzone z książkami, to muszą być w nim widoczne też koty!  Rude, czarne, popielate - od koloru do wyboru. Najbardziej do gustu przypadł mi ten rudzielec leżący na ziemi, któremu nawet nie chciało się ruszyć do zdjęcia ;) Był naprawdę ładny, a do tego miał na szyi powieszony malutki dzwoneczek.
No i są! Nareszcie! Książki. Dużo książek. Bardzo dużo książek. Małe, duże, średnie. Na stolikach, regałach, w szafach. Wszędzie. Normalnie raj. Tak się w nich zatraciłam, że z wrażenia nie zrobiłam zbyt wielu zdjęć. Najciekawsze jest to, że w niektórych przypadkach normalnie był sprzedawca, w innych wisiała po prostu kartka (1-2 euro), stała mała skrzyneczka i najzwyczajniej w świecie wybierałeś książkę, płaciłeś i nie miałeś kontaktu z innym człowiekiem. U nas pewnie by to nie przeszło, książki byłyby rozkradzione... ale tam to działa! Większość tytułów było w języku holenderskim, część w niemieckim. Niestety nie znalazłam nic po angielsku, ale w sumie to sprawdzałam jedynie w dwóch miejscach, więc może udałoby mi się coś jeszcze znaleźć.
Przechodząc dalej przez miasteczko znalazłam kilka interesujących miejsc i budynków godnych sfotografowania, dlatego dzielę się nimi z Wami. Może choć trochę poczujecie się, jakbyście tam byli razem ze mną ;)
W drodze powrotnej wybrałam nieco inną trasę, aby znów zobaczyć coś nowego. Udałam się w kierunku Winterswijk, aby dotrzeć do Boven Slinge przepływającego w zupełnie innym miejscu. Urzekło mnie ono tak bardzo, że postanowiłam przeczytać tam fragment "Pana Tadeusza" i zrobić kilka nowych zdjęć o tematyce książkowej (co zresztą widać) ;)
... "Pan Tadeusz" w Holandii...
Potem wjechałam na ścieżkę rowerową prowadzącą wśród pól i przejechałam nią ponad kilometr nie widząc żywej duszy i mogąc być zupełnie sama. Naprawdę Holandia nie przestanie mnie zadziwiać, co udowodniła tą właśnie drogą. Jak zobaczyłam ten znak stojący pośrodku... niczego,  to tak naprawdę zaczęłam się śmiać :D
... Winterswijk Miste...
Musiałam zrobić sobie także kolejny odpoczynek, na ławce w jakieś malutkiej miejscowości z pięcioma domami na krzyż i popatrzeć na łąki i nacieszyć się słońcem. Wiedziałam już, że czeka mnie jeszcze z godzina jazdy,dlatego zebrałam ostatnie już siły i ruszyłam dalej, gdzie czekało mnie spotkanie z pięknymi zwierzętami. W sumie, co dziwne, to były one pierwszymi i ostatnimi jakie widziałam tamtego dnia!

To już koniec moich holenderskich opowieści z Miasteczka Książek! Jestem oczywiście ciekawa, czy Bredevoort przypadło Wam do gustu tak bardzo jak mnie, czy jednak nie wzbudziło w Was większych emocji. Wiadomo, że zdjęcia nie oddają tamtejszego klimatu, jednak mieliście okazję zobaczyć to miejsce moimi oczami. W sumie to nie tylko to miejsce, ale także nieco bardziej interesujące momenty z mojej wycieczki. Dajcie mi znać, czy chcielibyście odwiedzić tę część Holandii! Może ktoś z Was już miał okazję tam być? Ja wiem jedno - chcę tam wrócić, bo po pierwsze - nie kupiłam żadnej książki, a po drugie - nie kupiłam żadnych pocztówek :D Mam więc motywację, aby po raz kolejny się tam wybrać. Poza tym dowiedziałam się, że jest tam organizowany także taki festiwal światła (Bredevoort Schittert), który również prezentuje się interesująco! Szczegóły znajdziecie <tutaj>. Niestety tegoroczna edycja już za nami :(

do usłyszenia!

42 komentarze:

  1. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo teraz chcę się tam znaleźć! Zazdroszczę i to jak! Miasteczko raj! (O miłości do Holandii chyba nie muszę mówić?) Zazdroszczę takiej wycieczki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam, że między innymi Tobie może to miejsce się spodobać :D Tak, jak tam trafiłam, to poczułam się jak w raju i naprawdę tak mnie zamurowało, że nie zrobiłam nawet dobrych zdjęć tych książkowych straganów, szaf, itd.
      Tak, Twoją miłość do Holandii pamiętam z kilku Twoich postów odnośnie tego kraju! Swoją drogą - pokazywałaś już te pocztówki z Amsterdamu? Bo nie pamiętam, żeby się jednak one już pojawiły, albo mam sklerozę :D Ja zazdroszczę Amsterdamu! :D

      Usuń
  2. Matko, toż to istny raj. Chyba stworzę na swojej wiosce taki klimat. To byłoby coś! Rewelacja, chcę tam jechać, teraz, zaraz!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Ciebie też obstawiałam jako osobę, której to miasteczko się spodoba :D Zdziwiłabym się i to bardzo, gdyby było inaczej... Ooo, ciekawe jakby wyglądało to w Polsce, ale myślę że jednak książki zostałyby rozkradzione i mimo, że wyglądałoby to super, to jednak nie przetrwałoby długo... Właśnie, kurde nie wiem, czy to funkcjonuje cały rok, czy tylko w letnie miesiące, a w inne jest to wszystko w budynkach. Nie mogłam się dokopać do takich informacji, bo nie znam lokalnego języka, a tłumaczenie wychodziło dziwaczne... :/

      Usuń
  3. Lubię takie niewielkie miasteczka, które mają swoją własną "duszę". W Holandii byłem tylko przejazdem, więc chętnie odwiedziłbym to miasteczko. Pomysł z książkami świetny. "Pan Tadeusz" doczekał się chyba największej liczby przekładów na języki obce ze wszystkich polskich książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to miasteczko niewątpliwie ma swoją duszę! Naprawdę można się tam zatracić. Żałowałam trochę, że nie pojechałam tam od samego rana, bo miałabym więcej czasu na zwiedzanie, bo tak to więcej zajęła mi sama podróż i żeby wyrobić się w danych godzinach. No, ale cóż, zawsze mogę jechać jeszcze raz :) Ja teraz do Holandii będę miała blisko i sporo mam nadzieję uda mi się zobaczyć. Może w końcu ten Amsterdam utrafię albo Rotterdam, choć tam jednak dojazd jest nieco gorszy. Kiedyś pociągały mnie duże miasta, obecnie częściej wędruję jednak po tych mniejszych, choć i tak planuję zobaczyć jeszcze w tym roku jakieś duże miasto i poczuć jego klimat.
      "Pana Tadeusza" niestety nie doczytałam, ale jeszcze wrócę do niego, bo w sumie to mi się podobał, ale zabrakło mi czasu, a musiałam oddać go do biblioteki. Muszę sobie sprawić własnego w końcu :)

      Usuń
  4. Wow! Od samego poczatku do konca tego postu jestem zachwycona. Holandia to jedno z moich marzen. Gdy ogladam te uliczki i wiatraki, az chce sie tam byc. Zielen, natura i te cudne mosty to rowniez cos w moim guscie. No i wreszcie miasteczko ksiazek - swietny pomysl i miejsce z klimatem. Jestem oczarowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ze Szwajcarii do Holandii nie masz aż tak daleko, choć faktycznie gorzej może być z wygospodarowaniem na taką wycieczkę i środków, i czasu. Bo na jeden dzień to się jednak nie opłaca wyskoczyć. Przydałby się co najmniej trzydniowy wyjazd, żeby się opłacało... Wiatraków już trochę widziałam w Holandii, ale chętnie zobaczyłabym to znane z wiatraków miejsce, które często pojawia się na pocztówkach... (kurde, nie pamiętam, nazwy teraz). No i Amsterdam, bo wciąż czuję niedosyt, że przejeżdżałam obok niego i widziałam jedynie skrawek miasta.
      Może sprawdź to miasteczko, które jest w Szwajcarii? Może to gdzieś niedaleko Ciebie i tam opłacałoby się Wam pojechać? :)

      Usuń
  5. Jakie piękne miejsce, no jestem oczarowana absolutnie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam, bo na żywo prezentuje się jeszcze lepiej! :)

      Usuń
  6. Urocze miasteczko, takie przytulne i czyste. Aż chce się tam przenieść i pozwiedzać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czyste na pewno, bo w sumie mimo że nie widziałam prawie koszy na śmieci, to jednak nie znalazłam tam ani jednego papierka leżącego pod nogami. Przytulne? Oj tak, bardzo. W sumie fajnie byłoby mieszkać w jednej z takich wąskich alejek, w sąsiedztwie książek i przechadzać się tam codziennie! Polecam, bo warto odwiedzić to miejsce. Nie wiem, jak jest w innych miasteczkach tego typu, ale pewnie tak samo klimatycznie :)

      Usuń
  7. Idea maiasta książek narodziła się w 1961 roku w walijskim miasteczku Hay-on-Wye. jest ono pierwszym w historii miastem książek.
    Co roku ma tam miejsce bardzo popularny w UK festival literacki na którym zjawiają się tłumy wielbicieli ksiązek.
    https://www.hayfestival.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszystko się zgadza, Tomaszu :) Czytałam o tym po wizycie w tym miasteczku oraz podczas tworzenia tego wpisu i także trafiłam na te informacje. O tym konkretnie festiwalu jednak nie słyszałam, więc dobrze wiedzieć, choć nie wybieram się jeszcze do UK :)

      Usuń
  8. Cudowne miasteczko i miejsce :-) Oczarowało mnie kompletnie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się wcale! Bo to naprawdę cudowne miejsce i oczywiście warto, warto je zobaczyć. Myślę, że inne miasteczka też by Ciebie i mnie oczarowały!

      Usuń
  9. Spędziłam w Holandii dwa lata... Twój post uświadomił mi jak bardzo, bardzo, baaardzo tęsknię..! Za tymi rowerowymi wyprawami przez pola, wioski i miasteczka, za wiecznie uśmiechniętymi ludźmi.. ach, rozmarzyłam się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w Holandii jestem w sumie co roku, jednak nie zwiedziłam jeszcze tyle, ile bym chciała, bo wciąż miejsc nadal jest na mojej liście do zobaczenia. Dwa lata w tym kraju, to musiało być cudowne i nie dziwię się, że zatęskniłaś za rowerami, ludźmi i krajobrazami. Bo zawsze kiedy tam jestem to czuję się... wolna? Nie do końca to może jednak dobre stwierdzenie, choć gdy przekraczam granicę i znów jestem w Niemczech, to już tego nie czuję. Niestety (stety) Holandia podoba mi się bardziej niż Niemcy :p

      Usuń
  10. Niesamowite miesjce! Jak zobaczyłam postu to od razu wiedziałam że to coś dla mnie. Uwielbiam czytać i kupować książki. Jestem pod tym względem całkowicie uzależniona, prawie tak samo jak od pocztówek. A moze nawet bardziej? ;) Mamy w domu małą bilbioteczkę z książkami w różnych językach :) Nie miałam pojęcia że istnieje w Holandii takie miasteczko i w ogóle nie słyszałam wcześniej o Miastach Książek! Koniecznie muszę je odwiedzić jak pojadę do Holandii :) W ogóle niesamowite, że te książki tam po prostu są i czekają na czytelników za nieiwelką cenę :) U nas faktycznie by to nie przeszło, ale pomysł jest wspaniały! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ja też! Uwielbiam i czytać, i wypożyczać z biblioteki, i kupować do domowej biblioteczki. Ja mam jednak większość książek w języku polskim, jedną po angielsku i jedną po niemiecku. W ogóle nie mam aż tak dużej liczby książek, jednak i tak jest to oglądać i czytać, bo ostatnio robiąc porządki naliczyłam ich prawie 150 :D nie licząc pomocy naukowych, itd. W tym prawie 60 jest do przeczytania nadal, ale i tak kupuję wciąż nowe gdy znajdę coś ciekawego na promocji! :D W sumie nie wiem na co wydaję więcej pieniędzy - na książki, czy pocztówki. Hmm, chyba na te pierwsze, bo jednak są droższe niż widokówki. Teraz jednak w związku z przeprowadzką trochę się uspokoję i na pewno nie kupię żadnej książki, a z kartek wyślę jedynie wszystkie zaległe i to będzie tyle... dobrze mi to zrobi, bo ostatnio rozbiłam puszkę z oszczędnościami i czas zacząć zbierać na coś nowego, więc każdy grosz się przyda :p

      Usuń
  11. Widziałam kilka zdjęć na Instagramie i już wtedy byłam urzeczona... a teraz wpisuję to na listę miejsc, które chcę odwiedzić :) świetny klimat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadza się, wrzucałam te zdjęcia również na Instagrama :) Tak, zdecydowanie warto dopisać to miejsce do swojej listy, choć warto wcześniej sprawdzić, czy są akurat wystawione książki, bo niestety nie znalazłam dokładnej informacji czy to funkcjonuje tak przez cały rok, czy jednak tylko latem, a w inne miesiące wszystko odbywa się w budynkach, czy w ogóle nie funkcjonuje... :/

      Usuń
  12. Jeeeeej... jak dawno nie jeździłam na rowerze! W sumie to mi tego troszkę brakuje! A po Holandii chętnie bym pojeździła... jak byłam w Amsterdamie to widziałam może 1 auto na 100 rowerzystów i w sumie chociaż jestem uzależniona od auta to pomyślałam.. 'czemu nie?' :D Zdjęcia łąk, rzeczek bardzo przypominają mi moje dzieciństwo.. ahh te czasy! (oczywiście bez wiatraków :D) A do samych wiatraków czuję wielką słabość... Podczas w/w wyjazdu do Amsterdamu byłam również na wystawach tulipanów, gdzie były te cudowne wiatraki i można było wejść do środka, wszystko zobaczyć itp... CUDO <3 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeżdżę na rowerze w sumie tylko latem i to jak jestem właśnie w Niemczech. W Łodzi pięć lat bez roweru, więc jak wsiadłam po roku, przejechałam 30 kilometrów, to naprawdę się potem dziwiłam, że tylko łydka na drugi dzień i lekkie zakwasy :D W Amsterdamie nie byłam, ale mam zamiar w końcu go odwiedzić, tym bardziej że mam teraz połączenie bezpośrednie, ale przeraża mnie cena za hostel :o naprawdę drogie noclegi! :/ Ja nie mam prawka, więc od samochodu uzależniona nie jestem. Najczęściej jednak śmigam na nogach.
      Wystawa tulipanów <3 Ojej to musiało być świetne!

      Usuń
  13. Fajną wycieczkę sobie zrobiłaś. Miasteczko wygląda świetnie. A pomysł z książkami genialny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda dopisała, była wręcz idealna na rower, ale żałuję że wyjechałam dopiero po obiedzie, a nie od rana, bo zabrakło mi czasu, żeby trochę więcej pochodzić po miasteczku. Ale i tak bardzo ładnie tam jest i cieszę się, że miałam okazję zobaczyć to miejsce na żywo :) Tak, pomysł z książkami genialny!

      Usuń
  14. Widziałam jakiś czas temu zdjecia w internecie z takiego miasteczka, ale nie wiem, czy z tego samego, w którym Ty byłaś. I juz wtedy zrobiło na mnie niesamowite wrażenie! Ciekawa jestem, czy w Polsce coś takiego by przetrwało? Chociaż wydaje mi się, ze nie zabrakłoby "intelektualnych wyrostków", którzy szybko by to zniszczyli...
    A na Twoich zdjęciach oprócz "stoisk" z ksiązkami zauroczył mnie spokój, sielskość i brak ludzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie przetrwałoby, ponieważ niestety w Polsce jest nieco inna kultura. Chyba musiałaby tam być specjalna ochrona tego pilnująca, to może, może...
      Faktycznie ludzi było tam niewiele, głównie siedzieli w knajpkach. Słychać było za to mnóstwo piszczących dzieciaków, bo chyba gdzieś musiała być szkoła, albo jakieś przedszkole, coś takiego :)

      Usuń
  15. Ciekawe miejsce! Też chciałabym je odwiedzić, może nawet na rowerze ;)
    Muszę sobie spisać te pozostałe książkowe miasteczka, może będę kiedyś w pobliżu któregoś.

    https://wroznestrony.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że i rowerem, i samochodem byłoby ciekawie. Ja miałam blisko, więc wyskoczyłam rowerem i oczywiście nie żałuję. Po mieście spokojnie się spaceruje, więc nie było żadnych problemów z prowadzeniem roweru. Także spisałam sobie te inne miasteczka, bo nigdy nie wiadomo gdzie może nas wywiać i może akurat będzie się w pobliżu innego takiego miasteczka :)
      Dziękuję za odwiedziny na moim blogu i zapraszam ponownie :)

      Usuń
  16. Jejku! Jak tam pięknie, zielono! Aż chciałabym się tam znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zielono tam było, bo te wszystkie rośliny przed domkami jednak tworzyły naprawdę zieloną przestrzeń. Zresztą sporo było także trawników czy drzew. Wszystkie miejsca w Holandii, jakie do tej pory widziałam, wydają mi się mega zielone :)

      Usuń
  17. Kinga, czuję się zawstydzona, bo ja nawet w postach o wymianie nie publikuję tylu zdjęć. :D To chyba błąd. ;)
    Ten post bardzo przypadł mi do gustu, bo i zdjęcia są piękne (ta zieleń, te wiatraki!), i sama idea takich miast wydaje się fascynująca. :D Super, że odkryłaś coś takiego i że pokonałaś w sumie dość sporą trasę rowerem. Dla mnie sformułowanie "rowerem z Niemiec do Holandii" brzmi niecodziennie, a jednak Ty właśnie na taką wycieczką miałaś okazję się wybrać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo tego, że moje zdjęcia nie powalają ani jakością, ani tematyką, to i tak lubię je tutaj wrzucać. Nigdy nie wiem, które zdjęcia pokazać, bo każde z nich z czymś mi się kojarzy, podoba na swój sposób, ukazuje inny świat. Dlatego wolę ich wrzucić więcej, niż mniej. Mogłabym robić z dodatkowych zdjęć filmiki, ale do tego potrzebny jest czas, a on niestety nie zawsze jest. Dlatego wrzucam wszystko tutaj :D
      Lubię oglądać zdjęcia na innych blogach, więc nie ma dla mnie problemu, gdy ktoś wrzuca ich dużo i nie muszę czuć niedosytu :D Twoich relacji jeszcze nie czytałam, ale właśnie nadrabiam zaległości, więc na pewno wkrótce tam dojdę :D
      Faktycznie, rowerem z Niemiec do Holandii brzmi dość hmm... egzotycznie? wyczynowo? Ale w sumie to jednak mam tam blisko :D I to nawet nie moja pierwsza taka wycieczka z kraju do kraju rowerem :D Tylko o innych jeszcze nie wspominałam miejscowościach, bo wciąż czekają w kolejce xd

      Usuń
  18. W wakacje wybrałam się na wycieczkę rowerową wokół pobliskiego jeziora. To też lekko ponad 30 km. Oh, nie napotkałam tak urokliwego miejsca! Tylko wiatr i deszcz :p Ja bardzo lubię wycieczki rowerowe. W wakacje to nawet po znaczki wyskoczę na pocztę w Gietrzwaldzie ;) Na prawdę piękne miejsce. Lubię czytać! chciałbym zwiedzić Holandię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie miałam ochotę teraz się gdzieś wybrać, ale pogoda nie dopisuje, bo bardzo wieje i wczoraj wybrałam się jedynie na spacer, choć i tak przeszłam 5 kilometrów i się potem zdziwiłam. Zrobiłam trochę zdjęć i czas zleciał. Ja także lubię wycieczki rowerowe, a w Holandii są do tego możliwości :)

      Usuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ale tu się zdublowałam :P

    OdpowiedzUsuń
  22. Wow! Ale fajna wycieczka! Miejsce trochę jak z bajki. Uwielbiam takie sielankowe klimaty :) Widzę po zdjęciach, że wiosna u Ciebie pełną gębą. U nas również zawitała, choć dzisiaj deszczowo :/

    OdpowiedzUsuń
  23. Aj , zawsze kiedy widzę Holenderskie rowery to ściska mi się serce, że obecnie przed dłuższy czas muszę przebywać w Polsce i jazda na rowerze, to już nie to samo, przez takie wpisy tęsknie jeszcze mocniej :P

    http://mswildheadspostcards.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, już wszystko jasne! Obecnie jesteś w Polsce, więc w sumie pytanie dotyczące lokalizacji w Holandii jest nieaktualne :)

      Usuń

Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku!

Jeśli tylko chcesz, możesz pozostawić na blogu ślad po swojej wizycie. Prywatne wiadomości bądź komentarze są jak najbardziej na miejscu :)

Jeśli jesteś tutaj po raz pierwszy, to nie zapomnij o podzieleniu się ze mną linkiem do swojego miejsca w sieci, tak abym i ja mogła zajrzeć do Ciebie.

* komentarze obraźliwe lub niezwiązane z treścią bloga, będą usuwane

Dziękuję serdecznie za odwiedziny :)

INSTAGRAM