europejskie podróże, Holandia, podróże, życie na emigracji
komentarzy 17

Uwolnić orkę, czyli wycieczka do Harderwijk (2011)

Przenieśmy się w czasie o cztery lata wstecz, czyli do lipca 2011 roku, kiedy to wspólnie z rodzicami wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę do oddalonego o około 135 kilometrów miasta w Holandii. Na początek oczywiście prezentuję podstawowe dane, czyli:
* prowincja – Geldria

* powierzchnia – ok. 48 kilometrów kwadratowych (około 10 kilometrów kwadratowych to woda)
* liczba mieszkańców – blisko 46 000 osób
* prawa miejskie – 1231 r.

Położenie Harderwijk na terenie Holandii.
źródło

Celem naszego wypadu było… Delfinarium! Jednak nie same delfiny miały być tam atrakcją, ale również inne morskie ssaki, których było tam naprawdę sporo. Ten wielki park czynny był od godziny 10:00, więc na spokojnie można było tam dojechać wstając wcześnie rano. Obecnie koszt biletów zakupionych w kasie to wydatek około 27 euro za osobę (przez Internet 23 euro/os.), my jednak zapłaciliśmy wówczas około 20 euro/os. i myślę, że jest to cena adekwatna do przeżyć. Pomimo, że teren delfinarium nie należy do wyjątkowo dużych, to i tak nie można się tam nudzić. Było bardzo dużo młodszych dzieci, ich rodziców, ale także ludzi starszych czy młodzieży. Dla każdego coś miłego! Karmienie zwierząt, specjalne pokazy (zarówno bezpośrednio na powietrzu, jak i w przeznaczonych do tego budynkach), place zabaw, restauracje, itd.. Foki, lwy morskie, morsy, płaszczki, delfiny, małe rekiny, małże, krewetki, raki, kraby to tylko niektóre z okazów.
Delfinarium to nie tylko typowo turystyczna przestrzeń, ale także instytut badawczy, lecznica dla delfinów oraz miejsce, w którym organizowane są seanse terapeutyczne dla osób niepełnosprawnych. Przecież to właśnie delfiny uznawane są za zwierzęta, z którymi kontakt pozwala człowiekowi podnieść się na duchu, a niektórzy potrafią nawet wykazać ich leczniczy wpływ na nasz organizm. Działa tu również Fundacja SOS Delfin, mająca na celu ratowanie chorych zwierząt.
Delfinarium ma nawet swoją prywatną plażę, więc można posiedzieć tam chwilę na piasku lub pomoczyć nogi. Można także najzwyczajniej w świecie pospacerować. Nie mam pojęcia, czy ktoś tam pływa, jednak śmiem wątpić. W sumie to co kto woli 😉
Na najmłodszych zwiedzających czekają też różne „czasoumilacze” takie jak place zabaw, na których są na przykład drewniane stateczki czy ścianki wspinaczkowe. Oprócz tego w różnych częściach delfinarium znaleźć można coś na kształt rzeźb prezentujących mieszkańców obiektu. Dla przykładu nieco niżej widzicie foczkę – tę po prawej 🙂 oraz morsa. Na pewno były jeszcze delfiny, a innych niestety nie pamiętam.
Jedną z atrakcji są baseny z młodymi rekinami oraz z płaszczkami, które można pogłaskać. Tam także odbywają się różne dodatkowe pokazy. Z tego co pamiętam o wyznaczonej godzinie odbywało się karmienie tych wszystkich stworzeń.
wywrócona na drugą stronę płaszczka 😉
Morsy są takie urocze! Po prostu zakochałam się w tych zwierzakach! Wyżej mogliście zobaczyć dwa zdjęcia z pokazu ich umiejętności aktorskich, a tutaj zdjęcie „od dołu”. Ta część delfinarium także bardzo mi się podobała, bo wystarczyło zjechać windą na dół i można było oglądać morsy czy delfiny w nieco innym wydaniu i o wiele bliżej, bo zaledwie przez szybę.
Nie sądziłam, że uchwycenie delfina czy foki „w locie” będzie takie trudne! Być może to wina poprzedniego aparatu, mojego słabego refleksu albo po prostu tego, że to cwane zwierzaki. W końcu jednak udało mi się wykonać w miarę przyzwoite zdjęcia. Wrzucam Wam je w postaci takich kolaży, żebyście wiedzieli o co mi mniej więcej chodzi 😉
bardzo fotogeniczna foka 😀
bardzo fotogeniczny delfin 😀
w końcu się udało!

 

Dla mnie największą atrakcją było zobaczenie orki (Morgan)! Chyba mieliśmy naprawdę szczęście, gdyż kilka miesięcy później została ona przewieziona do oceanarium na Teneryfie! Wtedy nie znałam historii tej orki, teraz jednak wiem, że była ona głucha. Została uratowana na płytkich wodach, była strasznie wychudzona i osłabiona. O tej sprawie było podobno bardzo głośno, ponieważ niektórzy domagali się, żeby po okresie leczenia wypuścić ją na wolność. Były sprawy w sądach, apelacje, i różne protesty, jednak ostatecznie więcej argumentów było za tym, aby zwierzę pozostało w sztucznych warunkach.
Po wyjściu z terenu obiektu, w drodze do pozostawionego na parkingu samochodu, przespacerowaliśmy się wzdłuż kanału. Można było tam znaleźć albo wycieczkowe stateczki, albo jachty. Kolejka, która jest widoczna na ostatnim zdjęciu chyba dowozi turystów z centrum miasta do delfinarium.

 

To już koniec opowieści z Harderwijk! Dajcie znać, czy chętnie odwiedzilibyście takie miejsce, czy jednak to atrakcja nie dla Was. Napiszcie też, który zwierzak spodobał się Wam najbardziej 🙂 Poniżej zostawiam jeszcze odnośniki do kilku dodatkowych informacji o tym miejscu, może coś przypadnie Wam do gustu!
Zapomniałam wspomnieć, że na terenie delfinarium znajduje się także sklep z pamiątkami, w którym znaleźć można między innymi: pocztówki, kubki, breloczki, przeróżne figurki, maskotki, itd. Oprócz tego są restauracje, w których można wybrać danie obiadowe oraz deser. Menu jest dość urozmaicone, na przykład: smakowite ryby, frytki, surówki, różne rodzaje kaw/herbat/soków, ciasta.
do usłyszenia! 🙂
____________________________________________________

Moje pocztówki z delfinarium:
<tu>
Artykuł o Morgan: 
<tu>
Więcej zdjęć:
<tu>
Filmiki:
Co można zobaczyć?
Pokaz z udziałem fok
Pokaz z udziałem delfinów
Pokaz z udziałem morsów