KSIĄŻKOWA PODRÓŻ

POCZTÓWKOWA PODRÓŻ

PODRÓŻ PRZEZ EUROPĘ

NAJNOWSZE POSTY

Sarajewo - co, gdzie, kiedy i jak? Informacje praktyczne.

4.8.17
Sarajewo - co, gdzie, kiedy i jak? Informacje praktyczne.

Bądź ze mną szczery. Z czym tak naprawdę kojarzy Ci się Sarajewo? Z tym, że jest ono stolicą Bośni i Hercegowiny? Z tym, że całkiem niedawno zakończyła się tam wojna? Z tym, że nadal jest tam (podobno) bardzo niebezpiecznie i brudno? Mam cichą nadzieję, że Twoje myśli są jednak bardziej pozytywne i zdajesz sobie sprawę z tego, że to miasto ma w sobie potencjał. W kilku postach spróbuję Cię o tym przekonać, przekazując Ci wszystkie informacje praktyczne, jakie udało mi się zgromadzić. Odpowiem między innymi na pytania: Co z tym islamem?, Gdzie najbardziej widać przeszłość Sarajewa? oraz: Kiedy lepiej tam nie jechać? Na koniec udzielę Ci odpowiedzi na najważniejsze pytanie: Jak zakochać się w tym mieście? W razie jakichkolwiek innych pytań oczywiście służę pomocą, więc nie bój się do mnie napisać.

Analiza ankiety dla Czytelników

31.7.17
Analiza ankiety dla Czytelników

Cześć Kocie! Z tej strony nowa ja. No dobra, to słaby żart. Tak naprawdę to stara ja, ale nowe wydanie bloga Kinga On Tour. Zdecydowałam się na odświeżenie mojego miejsca w sieci i mam nadzieję, że nie będę tego po czasie żałowała. Tak naprawdę wszystko zaczęło się od opublikowania ankiety dla Czytelników. Wiesz, że pomimo liczby wyświetleń i polubień na fejsie, wypełniło ją... trzydzieści osób. Jak myślisz to dużo czy jednak mało? Na to pytanie możesz odpowiedzieć sobie sam. Przyznaję, od zawsze wiedziałam, że liczby to tylko liczby, dlatego nie spodziewałam się zbyt oszałamiających wyników końcowych. Owszem, ostatecznie nie urywają one czterech liter, ale świetnie pokazują jak podobnych ludzi wokół siebie zgromadziłam. Patrząc na uzyskane rezultaty, wiem jedno. Ta ankieta przyniesie korzyści i dla mnie jako twórczyni, i dla Ciebie jako Czytelnika. Wiesz, że respondenci byli zgodni co do pewnych kwestii? Ba! Nawet ja się z nimi zgadzam. Zresztą za chwilę sam zobaczysz, ponieważ w ramach podziękowań za poświęcony czas, chciałabym podzielić się z Tobą analizą tego, czego się dowiedziałam. Wiem, że wyniki odnoszą się do stosunkowo niewielkiej grupy, ale mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe, jeśli je trochę uogólnię. Widzę bowiem pewne związki i zależności, a co za tym idzie domyślam się, że mogą one dotyczyć zarówno Ciebie jak i innych osób. No cóż, cała prawda zaraz wyjdzie na jaw! 

Analiza ankiety dla Czytelników

KTO DOMINUJE, CZYLI PŁEĆ KOCICH CZYTELNIKÓW

Analiza ankiety dla Czytelników
Co tu dużo mówić. Babki po prostu rządzą. R Z Ą D Z Ą. Wiem, może mieć na to wpływ fakt, że to one chętniej wypełniają ankiety. Może mieć na to również wpływ, że w blogosferze dominują kobiece blogi. W życiu prywatnym mam więcej kolegów niż koleżanek, natomiast na blogu sytuacja przedstawia się zupełnie odwrotnie. Już dawno zauważyłam, że w moich social mediach przeważa płeć piękna. Przykładowo, na Facebooku jest to 65% do 35% a na Instagramie 60% do 40%. Kobiety górą! Mężczyzn jednak również zapraszam do obserwowania i śledzenia bloga. Podobno „w kupie raźniej.

MŁODZI I PIĘKNI, CZYLI WIEK RESPONDENTÓW


Analiza ankiety dla Czytelników
 Wiesz, że większość osób znajduje się mniej więcej w moim przedziale wiekowym? Ogromnie cieszę się, że zgromadziłam wokół siebie tak wielu młodych duchem i ciałem. Możemy się bowiem razem zestarzeć. Możemy się inspirować, czerpać ze swojej wiedzy i wymieniać się doświadczeniami.
Pamiętam, że na początku blogowania, większość Czytelników była ode mnie młodsza. Kiedy poszerzyłam tematykę bloga, poszerzyło się grono jego odbiorców. Świetnie, że teraz zaglądają tu również osoby po czterdziestce! Wygląda na to, że każdy znajdzie na Kinga On Tour coś dla siebie. Oby tak dalej! To dla mnie spory motywator.

CZY INNI BLOGERZY ZAGLĄDAJĄ NA KINGA ON TOUR?


Połowa respondentów ma swoje własne miejsce w sieci. Chciałabym pięknie podziękować każdej osobie, która odważyła się podzielić ze mną adresem swojej strony sprawiając, że tym samym ankieta przestała być w pewnym stopniu anonimowa. Wszystkie wymienione blogi znam, co sprawia mi jeszcze większą radość. Wygląda na to, że sama odwiedzam blogerów, którzy wpadają również do mnie. Przyznaję, nie sądziłam, że aż 50% okaże się osobami z zewnątrz. Zawsze odnosiłam bowiem wrażenie, że to ludzie z blogosfery dominują pośród moich Czytelników. Wygląda na to, że mogłam się mylić. Raduje mnie to niezmiernie. Przybywajcie, przybywajcie i czytajcie! 


ŹRÓDŁO ISTNIENIA, CZYLI SKĄD RESPONDENCI DOWIEDZIELI SIĘ O BLOGU


Właśnie w tym miejscu widać, że warto nawiązywać blogowe znajomości, bowiem 42% osób dowiedziało się o tym blogu z innego bloga. Żałuję, że nie zapytałam z jakiego konkretnie, choć przypuszczam, że większości ciężko byłoby odpowiedzieć na to pytanie. Sama miałabym z nim duży problem, bo moja pamięć jest raczej kiepska. Poza tym 19% respondentów niestety nie pamiętało, w jaki sposób do mnie dotarło a aż 15 % zna mnie osobiście. Widzę, że nieco mniejszą siłę przebicia ma Facebook (12%) a także wyszukiwarka Google (8%) oraz Instagram (4%). Chyba najwyższy czas to zmienić!


PEWNIE ZAPYTASZ: JAK WYTRZYMAĆ Z KINGĄ?


Prawie 63 % respondentów zagląda na bloga od 1-3 lat. Z tego aż 23 % towarzyszy mi od samego początku, czyli jeszcze od czasów pocztówkowej Kingway007. O D  S A M E G O  P O C Z Ą T K U. Naprawdę podziwiam, podziwiam, podziwiam, po skokroć podziwiam i jednocześnie ogromnie dziękuję za to, że zostaliście ze mną pomimo zmiany tematyki bloga. Dziękuję! 
Prawie 1/4 osób jest ze mną natomiast od kilku miesięcy a 15 % dopiero od niedawna. Serdecznie witam więc wszystkich nowo przybyłych! Mam nadzieję, że rozgościcie się w mych skromnych progach i zostaniecie ze mną na dłużej. 


CIEKAWOSTKI, CZYLI KIEDY, JAK I DLACZEGO?


Analiza ankiety dla Czytelników
Prawie 40% osób nie potrafi powiedzieć o jakiej porze dnia najczęściej zagląda na bloga. Oczywiście rozumiem, że wynika to pewnie z zakresu codziennych obowiązków i rytmu pracy. Od pewnego czasu wiedziałam jednak, że wieczorem cieszy się on dość dużym powodzeniem (23%). Wyniki ankiety tylko to potwierdziły. 
Pozostali respondenci to ranne ptaszki (15%) lub typowe nocne marki (12%). Najmniej Czytelników przegląda bloga w środku dnia (12%). Teraz już wiem, że najlepiej publikować nowe posty wieczorami. 






Co ciekawe, blisko 60% osób wchodzi na Kinga On Tour jedynie, gdy wyświetli się informacja o publikacji nowego posta. Ta liczba dała mi do myślenia. Wygląda na to, że muszę nieco bardziej skupić się na promocji bloga. Najwięcej respondentów obserwuje mnie na F A C E B O O K U oraz I N S T A G R A M I E, więc to tam powinny zawsze pojawiać się odnośniki do najnowszych wpisów. Szkoda, że tak niewiele osób śledzi moje poczynania na G O O D R E A D S , L U B I M Y  C Z Y T A Ć  czy P I N T E R E S T. Dwa pierwsze to typowo książkowe konta, natomiast trzecie to istny kociokwik. Tam możesz znaleźć naprawdę wszystko. Zaczynając od jedzenia na widok którego cieknie mi ślinka, kończąc na wymarzonych domkach z wielkimi oknami i propozycjami podróżniczych tatuaży. 
Wracając jednak do profili społecznościowych. Zdecydowana większość osób nie miała co do ich prowadzenia żadnych uwag. Część wspominała, że „jest fajnie” a część prosiła o więcej instagramowych zdjęć oraz więcej urywków z osobistego życia na fejsie.  Pomyślę nad tym.


Zaskakujące jest to, że 19% Czytelników czyta K A Ż D Y opublikowany przeze mnie wpis. Osobiście bardzo podziwiam, ponieważ rzadko jestem w stanie ogarnąć swoje ulubione miejsca w sieci i zaglądać tam regularnie. Często zdarza się tak, że dopiero po dłuższym czasie czytam te wszystkie zaległe artykuły. O skomentowaniu ich nawet nie wspomnę. 
50% respondentów czyta prawie każdy opublikowany wpis a 23% jedynie te, których tematyka ich interesuje. Pozostałe 8% trafia na bloga podczas poszukiwania konkretnych informacji. Moje serce się raduje kiedy widzi, że 12 % respondentów miało możliwość skorzystania z informacji znalezionych na moim blogu. Mało tego, okazały się one bardzo pomocne! 

Analiza ankiety dla Czytelników

CO Z TYMI POSTAMI?


Nawet nie wiesz, jak bardzo ulżyło mi, że tylko jedna osoba chciałaby, abym codziennie publikowała jeden nowy wpis. Gdzieś w podświadomości wiem bowiem, że nie dałabym rady sprostać temu wyzwaniu. Cieszę się zatem, że ponad połowie osób odpowiada publikacja do czterech postów tygodniowo. Taki tryb pasuje również mnie samej, choć w ostatnim czasie niestety tego nie widać. Lato nie sprzyja mojej wenie twórczej a mnie ogarnia błogie lenistwo. 
Przyznaję, nieco zdziwił mnie fakt, że dla prawie 43 % nie liczy się ilość a jakość postów. To naprawdę zadziwiające w dzisiejszym świecie! 

Jeśli chodzi o ocenę długości publikowanych przeze mnie artykułów to 85% osób nie ma żadnych zastrzeżeń. Blisko 11% uważa, że posty są zazwyczaj za długie a 4%, że za krótkie. Wiem, ciężko dogodzić jest każdemu i wcale nie dziwi mnie, że 50% respondentów chciałaby, aby posty były różnorodne. Prawie 30% osób najbardziej odpowiada forma: dużo tekstu, dużo zdjęć a 20% osób mało tekstu, dużo zdjęć. Pozostaje mi zatem przeplatać różne formy i długości postów, tak aby na blogu nie wiało nudą i aby zbytnio nie męczyć kocich czytaczy. Swoją drogą jestem ogromnie ciekawa, ile osób przeczyta cały dzisiejszy post...


CO Z TYMI KOMENTARZAMI?


Z tymi komentarzami na blogu to tak naprawdę różnie bywa. Jasne, widzę stałe grono odbiorców, którym ogromnie dziękuję. Niektóre osoby komentują na fejsie, za co też jestem im wdzięczna. Wiem, że część osób jedynie czyta moje posty a nie pozostawia po sobie żadnego śladu w formie pisemnej. To nie jest złe, aczkolwiek każdy komentarz niezwykle mnie motywuje do dalszej pracy i sprawia mi przyjemność. 

Myślę, że ankieta wyjaśniła mi pewną zagadkową kwestię. Kilkoro respondentów szczerze wyznało, że komentuje jedynie te posty, których tematyka nie jest im obca. Aż 42% osób przyznało, że wszystko zależy właśnie od tematu podejmowanego przeze mnie w danym artykule. No i proszę, tajemnicza zagadka wyjaśniona. Już wiem, dlaczego pod pocztówkowymi postami mogę znaleźć tak niewiele komentarzy. Dopiero teraz to do mnie dotarło.
Zaledwie 27% lubi komentować mojego bloga, a 4% robi to jedynie gdy ja skomentuję post na ich blogu. To dopiero interesujące, prawda? Kolejne 8% nie komentuje tworzonych przeze mnie treści a aż 15% rzadko komentuje na jakimkolwiek innym blogu. Mówiąc szczerze to wszystko powinno dać do myślenia nie tylko mnie, ale i innym twórcom.  


CO Z TYM BLOGIEM, CZYLI JAK RESPONDENCI OCENIAJĄ JEGO WYGLĄD


Najlepiej wypadła jakość publikowanych zdjęć. Aż 96% osób oceniło ją bardzo dobrze lub dobrze. Podobnie było z przejrzystością samych postów (czyli czcionką/układem zdjęć, itp.). Blisko 95% oceniło ją dobrze lub bardzo dobrze. W tych dwóch przypadkach żaden respondent nie uznał, że są one bardzo złe lub złe. Była to dla mnie pozytywna wiadomość. 

Nieco gorzej wypadł już sam szablon. Jego kolor, czytelność i układ treści przypadły do gustu 77% osób.  Pozostałym 23% średnio się on spodobał.

O wiele gorzej poszło już układem menu. Aż 15% osób stwierdziło, że menu źle funkcjonuje i nie jest łatwo odnaleźć interesujące treści. Tylko 35 % nie miała do niego żadnych zarzutów. To dało mi do myślenia i zmotywowało mnie do jego przebudowy. Mam nadzieję, że obecne menu odniesie większy sukces, a respondenci łatwiej znajdą materiały, których poszukują.


JAK TO WYGLĄDA, CZYLI PROPOZYCJE ZMIAN


Różni są ludzie na świecie, dlatego wcale nie zdziwił mnie zarzut, że na blogu... „brakuje cycków”. Przykro mi, ale nie mam zamiaru publikować ani swoich, ani cudzych. Osoby, które nie miały żadnych uwag do wyglądu bloga rywalizowały z tymi, którzy je mieli. Świetnie, że niektórzy argumentowali swoje opinie. Dowiedziałam się, że na blogu jest „za smutno” a „starsze posty mogą okazać się dla kogoś wartościowe”, więc warto je w jakiś sposób wyodrębnić. Postanowiłam zebrać to wszystko do kupy i po prostu dokonać zmian.  

Mam nadzieję, że w nowym wyglądzie bloga zauważysz zmiany jakie zaszły. Przede wszystkim postawiłam na nowy szablon. W 95% odpowiada on moim obecnym wymaganiom. Przeszkadza mi to, że najnowsze posty są umieszczone tak nisko na stronie oraz że klikając w nazwę etykiety trzeba tak długo przewijać stronę, aby znaleźć posty pod nią ukryte. To chyba kwestia przyzwyczajenia. I dla mnie, i dla Ciebie. Układ postów jest zupełnie inny niż dotychczas. W niektórych przypadkach widać obok fragment tekstu. Górne i dolne menu zawiera konkretne kategorie jakie odnaleźć możesz na blogu. W dolnej części znajdziesz najchętniej czytane teksty, archiwum oraz pozostałe kategorie, które mogą Cię zainteresować. 

Wróciłam do obecności czerwonego i jakoś tak na duszy zrobiło mi się lżej. Ten kolor naprawdę do mnie pasuje. Dodaje mi sił i energii do działania. Aż chce się tworzyć!

Pojawił się koci baner. Widnieje na nim nazwa bloga oraz nasza planeta, na której grasuje lew. Tak, to małe czarne coś to lew. Lew to wielki kot, a KOT to skrót bloga. No i lew to mój znak zodiaku, więc chyba wszystko do siebie pasuje.

Analiza ankiety dla Czytelników
Duży slider zniknął, wyszukiwarka oraz część archiwalnych postów jest lepiej widoczna. Klikając na daną fotografię możesz ją nieco powiększyć i oglądać w formie galerii zdjęć. 

Na proponowane angielskie menu się nie zdecydowałam. System komentarzy również pozostał ten sam, choć podobno istnieje możliwość komentowania postów przez fejsa. Przyznam, że nie wiem jak to będzie funkcjonowało w praktyce. Ta kwestia pozostaje do sprawdzenia.

Od jakiegoś czasu zastanawiałam się czy ruszyć z newsletterem dla Czytelników bloga. Zawierałby on niepublikowane nigdzie treści, informacje o nowych postach i dodatkowe materiały do wykorzystania. To pytanie zadałam w ankiecie z czystej ciekawości, aby porównać swoje zdanie ze zdaniem obserwujących mnie osób. Widzę jednak, że niezdecydowanie rządzi! 50% respondentów uważa bowiem, że zdecydowanie/raczej powinnam coś takiego stworzyć, a 50% albo odrzuca taką opcję, albo twierdzi, że jest to po prostu niepotrzebne. Przemyślałam i jeszcze się wstrzymam.


POSTY O KTÓRYCH PAMIĘTAJĄ RESPONDENCI  ♥


Jejku! Jakie to miłe, że tyle osób zapamiętało choć jeden wpis na blogu. Zdecydowana większość wspominała o postach dotyczących wędrówki szlakiem Camino del NorteZdarzały się jednak sprecyzowane odpowiedzi a w nich nawiązania do poszczególnych tekstów. Oto one:

(Nad)bagaż. Co zabrać na Camino del Norte?
Moje Camino. Ból kontra siła.
Tajemniczy list [przemyślenia]
Moje Camino. Czy udało mi się dotrzeć do głównego celu?
Moje Camino. Pielgrzymi


CO KOTY LUBIĄ NAJBARDZIEJ, CZYLI KATEGORIE KTÓRE PRZYCIĄGAJĄ NAJWIĘCEJ OSÓB


Analiza ankiety dla Czytelników
Respondenci po prostu mnie zawstydzili. Naprawdę nie miałam pojęcia, że aż tak bardzo lubią tę moją codzienność, przemyślenia czy posty podsumowujące dany rok. Kategoria osobiste osiągnęła ten sam wynik co relacje z podróży. Nie ukrywam, że dało mi to do myślenia. Może czas nieco bardziej się otworzyć?
Dużym powodzeniem cieszą się również fotorelacje, wpisy książkowe (tagi/przeczytane/recenzje/itd.), posty praktyczne dotyczące podróży, posty odnośnie emigracji. Najmniejsze uznanie otrzymały kategorie: pocztówki oraz muzyka.



POMYSŁY RESPONDENTÓW, CZYLI CO POWINNO POJAWIĆ SIĘ W NOWYCH POSTACH NA BLOGU


Przede wszystkim... ż y c i e  p r y w a t n e - przyznaję, że ta propozycja rozłożyła mnie na łopatki. Nie spodziewałam się, że tak wiele osób będzie chciało poznać urywki z mojego prywatnego życia. Respondenci wspominali między innymi o postach dotyczących codziennej rutyny, byłych związkach, stosunku do posiadania rodziny, wymarzonym ślubie, moich marzeniach, podejściu do miłości, pielęgnacji ciała i duszy a także moich wakacyjnych (i nie tylko) planach.

P o d r ó ż e - najlepsze jest to, że właśnie w tym miejscu padały propozycje wspólnych wyjazdów  ♥ i późniejszego opisania ich w postaci relacji na blogu (Kasi dziękuję za Pragę, a D. za Camino Portugalskie). Interesująca okazała się również opcja opublikowania dużej fotorelacji. Pomyślę nad tym! Poza tym respondenci czekają na wpisy odnośnie Berlina, Amsterdamu, ciekawych miasteczek, ostatnich podróży, planowanych w tym roku wyjazdów. 

C a m i n o - Czytelników interesuje jak dokładnie wygląda trasa którą przeszłam, czy coś się zmieniło po przejściu tej Drogi, czy nadal mam kontakt z poznanymi ludźmi, czy chciałabym pójść ponownie i jaką trasę tym razem bym wybrała. 

E m i g r a c j a - padały propozycje stworzenia postów odnośnie różnic pomiędzy Polską a Niemcami, niemieckiego jedzenia, tutejszych zwyczajów i dziwnych zachowań. Część osób zaproponowało abym lepiej pokazała Holandię a nie Niemcy.  

Inne propozycje: p o c z t ó w k i , cykl postów dotyczący s t u d i ó w  g e o g r a f i c z n y c h  (czy coś mi dały, czy polecam, jakie miałam zajęcia i wyjazdy terenowe), jakie blogi czytam i jakie konta na Instagramie obserwuję.


OSOBISTE SPOTKANIA


Ajjj, ajjj, ajjj. Większość osób jest na tyle szalona, że chciałaby się ze mną spotkać w prawdziwym życiu. Tak twarzą w twarz a nie tylko przez ekran komputera czy telefonu. Niewielki procent respondentów oświadczył, że już miał taką okazję i należy do grona moich dalszych bądź bliższych znajomych. Część wyznała, że czeka na taką możliwość z niecierpliwością, ponieważ jestem „bardzo ciekawą osobą”, „fascynującą zagadką” oraz „dobrą i interesującą osobą”. Padły nawet propozycje wspólnego wypicia wina i zorganizowania jakiegoś większego spotkania bądź prelekcji. Ciekawe, ciekawe! Ja również chciałabym Cię poznać :)


A NA KONIEC OPINIE KOCICH CZYTELNIKÓW:

Trochę jest smutny twój blog. Lepszy był pocztówkowy.

Na razie zwiedzasz miejsca mało popularne, co nie jest ciekawe. Ludzie i tak tam nie pojadą.”

Cieszę się, że dzięki blogowaniu trafiam na takie fajne, ciekawe osoby jak Ty. Dzięki, Kingo!

Fajna jesteś!”

Jeden z najlepszych blogów!

Moim zdaniem nie musisz nic zmieniać, bo poruszasz świetne tematy, pisząc o książkach, podróżach, muzyce w bardzo ciekawy sposób. I od początku Cię podziwiam za samotne podróżowanie.

Pisz i ciesz się życiem!”

Rób dalej, to co robisz!

Rób to, co robisz, bo robisz to dobrze!

Jesteś chyba świetną młodą osobą, ale chyba zbyt mało jest Ciebie na tym blogu. Daj się lepiej poznać. Wrzucaj jakieś osobiste zdjęcia albo historie prosto z życia.”

Więcej Ciebie. Dawaj więcej Ciebie. Uwielbiam Twoje osobiste posty!

Nie będę Ci niczego narzucać, bo sama wiesz najlepiej, co chcesz nam przekazać.”

Niech to dalej będzie takie autentyczne, jak jest teraz


I co ja mam teraz napisać?! To wszystko przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dziękuję każdemu, kto wypełnił opublikowaną przeze mnie ankietę. Dziękuję za poświęcony czas, za cierpliwość i za szczerość. Nie spodziewałam się tak wielu pozytywnych opinii i wiadomości. Dziękuję za wszystkie buziaczki, pozdrowienia i propozycje wspólnych wypadów i spotkań. Dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna.  

Najlepszy punkt widokowy w Dortmundzie

11.7.17

Nareszcie mogę powiedzieć: odkryłam najlepszy punkt widokowy w Dortmundzie! Nie wierzę w przypadki, więc już Ci wyjaśniam, dlaczego tak się stało. Chodzi o to, że to miasto po raz kolejny miało stanowić dla mnie jedynie węzeł przesiadkowy. Tym razem w drodze do Sarajewa. Postanowiłam jednak zaryzykować i spędzić w nim choć jeden wieczór, a co za tym idzie znaleźć coś interesującego. W niedzielę (drugiego lipca) mój GPS zwariował i dzięki niemu zagubiłam się wśród wąskich, jednokierunkowych uliczek gdzieś w dortmundzkim Innenstadt-Ost. Po chwili opanowałam sytuację i udało mi się znaleźć ulicę, przy której mieszkała moja hostka. Couchsurfing okazał się najlepszą opcją, jaką mogłam wówczas wybrać. 
Najlepszy punkt widokowy w Dortmundzie

Tamara była naprawdę miła i pomocna, więc spędziłyśmy spokojny, przyjemny wieczór. To dzięki niej miałam okazję po raz pierwszy spróbować ciecierzycy (ale ona była pyszna!) oraz doświadczyć dziwnego wrażenia, podczas czytania swoich tekstów na głos. Kiedy T. dowiedziała się o tym, że posiadam własnego bloga, poprosiła mnie o przeczytanie dwóch tekstów, które sobie cenię. Wybrałam więc najbardziej osobisty tekst, jaki kiedykolwiek napisałam oraz artykuł odnośnie Santiago de Compostela, który w wersji skróconej pojawił się w magazynie "Podróże". Oba okazały się strzałem w dziesiątkę. Miło było usłyszeć: 

"To było naprawdę dobre."
"Czułam to samo."
"Czy chciałabyś wydać swoją książkę?"

To w końcu dzięki Tamarze udało mi się obejrzeć magiczny wschód słońca w Dortmundzie oraz poznać miejsce, do którego już za chwilę Cię zabiorę. To właśnie ono jest bowiem gwiazdą tego wpisu. 

Najlepszy punkt widokowy w Dortmundzie
Najlepszy punkt widokowy w Dortmundzie

Park Westfalski (niem. Westfalenpark) należy do jednych z największych parków miejskich w Europie, a także tych zlokalizowanych w samym Dortmundzie. Ma on około 70 hektarów powierzchni i dzięki temu stanowi świetną alternatywę dla zatłoczonego centrum. Dając mieszkańcom chwilę wytchnienia oraz dość szeroką ofertę kulturalną, stał się niczym innym, jak po prostu znaną atrakcją turystyczną. Może właśnie dlatego wstęp na jego teren jest płatny (bilet wstępu do godziny 18:00 wynosi 3,50 euro). Czekają tam na Ciebie rozłożone leżaki, kolejka wąskotorowa, scena na wodzie i mnóstwo terenów zielonych. Chciałabym jednak przejść do miejsca, które sama miałam okazję najlepiej poznać i które tak mnie zauroczyło.

FLORIANTURM (godziny otwarcia: poniedziałek, wtorek - nieczynne, środa, czwartek, piątek - 14:00 - 18:00, sobota, niedziela, święta - 12:00 - 20:00) to nic innego jak wysoka wieża telewizyjna. Jej nazwa jest ściśle związana z Florianem, który jest patronem (między innymi) ogrodników, którzy są oczywiście bezpośrednio związani z parkiem. Wieża ma około 60 lat, więc nic dziwnego, że została ona kilkukrotnie odnowiona. Jej wysokość wynosi prawie 210 metrów. Na mnie zrobiło to wrażenie, ponieważ... dopiero po fakcie dotarło do mnie, że w sumie to chyba najwyższy obiekt na który wjeżdżałam windą. W żołądku poczułam dziwne ruchy, a uszy zatkały mi się podczas szybkiej zmiany wysokości.

Dodatkowymi ciekawostkami mogą być dwie rzeczy. Po pierwsze, obrotowa restauracja dzięki której każdy kto siedzi ma szansę na obejrzenie okolicy bez wstawania od stolika. Podczas mojej wizyty nie była ona niestety dostępna. Okazało się bowiem, że jest aktualnie remontowana. Po drugie, jeszcze całkiem niedawno istniała możliwość skoczenia na bungee! Tamara miała taką okazję i do tej pory twierdzi, że było naprawdę wysoko. Skoków niestety zaprzestano po tragicznym wypadku w 2003 roku. 

Najlepszy punkt widokowy w Dortmundzie
Najlepszy punkt widokowy w Dortmundzie
Najlepszy punkt widokowy w Dortmundzie
Najlepszy punkt widokowy w Dortmundzie
Najlepszy punkt widokowy w Dortmundzie

Z tarasu widokowego położonego na 140 metrach rozciąga się interesująca panorama miasta i jego okolic. Spoglądając na zachód, dostrzeżesz między innymi położony w sąsiedztwie słynny stadion Borussii Dortmund, salę koncertową wchodzącą w skład kompleksu budynków Westfalenhallen, a także samochody pędzące po pobliskich autostradach. Na wschodzie czeka na Ciebie sztuczne jezioro Phoenix See oraz zamek pochodzący z XII wieku (Burg Hörde). Północ przyciągnie Twój wzrok wyższą zabudową oraz charakterystycznymi budynkami mieszczącymi się w samym centrum miasta. Na południu będziesz w stanie dostrzec na przykład tereny przemysłowe oraz dortmundzkie ZOO. Rozglądaj się uważnie. Może trafisz na coś jeszcze. 

Na platformie widokowej wiatr będzie na pewno rozwiewał Twoje włosy, a oczy będą krążyły po horyzoncie w celu wyłapania czegoś ciekawego. Za 5,50 euro (bilet łączony w skład którego wchodzi wejściówka do samego parku i wjazd windą na wieżę) możesz spędzić tam wyjątkowy czas, zrobić mnóstwo zdjęć i po prostu cieszyć się chwilą. Skusiłabyś się na taką atrakcję czy wysokie wieże obserwacyjne nie są raczej dla Ciebie?

Pielęgnuję swoje wspomnienia - fotoksiążka od Saal Digital Polska

21.6.17

Zawsze podczas wyjazdów zapisuję najważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce, bowiem chcę o nich pamiętać. Zazwyczaj staram się również uchwycić na zdjęciach wszystkie niesamowite chwile, które chciałabym na dłużej zachować w głębi serca. Łapię więc w kadr tę przypadkową dziewczynę, która okazuje się nagle moją bratnią duszą i której zwierzam się ze swoich obaw. Łapię ten magiczny zachód słońca celebrowany na nadmorskiej skale w Hiszpanii. Łapię weneckiego, białego kota z dwoma różnymi oczami. Może nie są to dobrej jakości zdjęcia, ale wartość osobista stanowi ich atut. Kiedy dana podróż się zakończy, siadam do laptopa i je przeglądam. Ponownie zatracam się w tych konkretnych momentach. Pielęgnuję swoje wspomnienia. Czasem jednak mi to nie wystarcza i właśnie wtedy decyduję się na wywołanie zdjęć. Ubiegłoroczne Camino del Norte było dla mnie jednak tak wyjątkowym przeżyciem, że zdecydowałam się jeszcze na coś innego. Zdecydowałam się na fotoksiążkę od Saal Digital Polska

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?


Kiedy na stronie firmy zobaczyłam możliwość przetestowania zaproponowanego przez nich produktu to od razu wysłałam swoją aplikację. Opisałam w niej krótko siebie, to czym się zajmuję, jaki album chciałabym stworzyć oraz gdzie mogłabym umieścić późniejszą recenzję i zdjęcia. Odpowiedź o zatwierdzeniu mojego zgłoszenia przyszła bardzo szybko. Dowiedziałam się jakie mam możliwości (kupon o wartości 200 zł do wykorzystania przez 14 dni) oraz jak korzystać z oferowanej przez firmę aplikacji. Czym prędzej zabrałam się do kompletowania zdjęć, przeglądania wszystkich możliwych opcji i tworzenia własnej pamiątki. Przyznaję, że zrobiłam to trochę na szybko, ponieważ na drugi dzień wyjeżdżałam na urlop do Polski, a chciałam aby przesyłka przyszła na tamtejszy adres. Gdybym raz jeszcze miała podobną możliwość to wszystko przemyślałabym na spokojnie. 


JAK KORZYSTAĆ Z APLIKACJI SAAL DESIGN?


Wracam jednak do aplikacji Saal Design, z której skorzystałam. W zakładce fotoksiążka miałam do wyboru sześć formatów (15x21, 19x19, 21x28, 28x19, 28x28, 42x28). Odrzuciłam od razu cztery z nich. Dlaczego? Nie interesował mnie bowiem ani największy ani najmniejszy format. Nie interesowały mnie również zdjęcia pionowe, gdyż mam ich w swojej kolekcji niewiele. Wahałam się pomiędzy typowym poziomym układem a kwadratowym. Ostatecznie zdecydowałam się na 28x19 i to był strzał w dziesiątkę! Przechodząc dalej, miałam kilka różnych opcji dotyczących ogólnego wyglądu mojej fotoksiążki. Po pierwsze, musiałam wybrać rodzaj okładki. Wiedziałam, że będzie twarda, ale co dalej? Błyszcząca czy matowa? Skórzana (+90 zł), metaliczna (+90 zł), płócienna (+50 zł), a może z imitacji drewna (+90 zł)? Wybrałam błyszczącą, ponieważ producent zapewnił, że dzięki niej uzyskam niezwykłą głębię kolorów (ostatecznie postawiłam na ciemne zdjęcie, więc i tak nie jest to aż tak widoczne). Zrezygnowałam z watowania okładki (czyli dodania dodatkowej 3mm warstwy gąbki), gdyż ta przyjemność kosztowałaby mnie 25 zł. Jeśli chodzi o wewnętrzne strony to postawiłam na matowe a nie błyszczące, ponieważ za tamte również zapłaciłabym 25 zł. Nie chciałam wydawać kolejnych 25 zł za usuwanie maleńkiego kodu kreskowego na tylnej okładce ani 100 zł za opakowanie prezentowe. Ostatnim i najważniejszym wyborem była liczba stron (którą można było dodawać bądź odejmować w trakcie edycji). Postawiłam na 40 stron, których koszt wynosił dokładnie 213 zł (+20 zł za koszty przesyłki). Całość wyniosła mnie 233 zł, z czego 200 zł pokrywał otrzymany rabat. Zapłaciłam zatem jedyne 33 zł za coś, co będę oglądała całe swoje życie. 

Załadowałam zdjęcia i zabrałam się do pracy. Aplikacja jest łatwa w obsłudze, dlatego bez żadnego problemu wybierzesz układ zdjęć, który najbardziej będzie Ci odpowiadał. Znajdziesz na przykład retro idealnie nadające się do starszych fotoksiążek rodzinnych, nieco egzotyczną możliwość zachowania wspomnień z wakacji czy klasyczne układy z marginesami lub bez. Możesz także zdecydować się na użycie clipartów (zwierzęta, flagi, serca bądź inne motywy) lub kolorowego tła (roślinnego, pasiastego bądź innego). 


Moja fotoksiążka jest dość urozmaicona. Jest ocean i są góry. Są wschody i zachody słońca. Są miasta, wsie i oznaczenia tamtejszej drogi. Są ludzie, z którymi spędzałam swój czas. Jest dużo zielonego, niebieskiego i piaskowego koloru. Najczęściej po lewej stronie znajduje się duże zdjęcie, a po prawej cztery kolejne mniej lub bardziej z nim współgrające. Są także strony z pięcioma fotografiami ułożonymi w innej kolejności lub takie z jedynie dwoma zdjęciami. Po dłuższym zastanowieniu, postawiłam również na wydrukowanie jednego ulubionego zdjęcia na dwóch stronach. Aplikacja pomogła mi w tym dzięki wyświetlonej informacji o bardzo dobrej jakości zdjęcia. W praktyce jednak nie wyszło to tak dobrze jak oczekiwałam. Obraz jest miejscami nieco rozmyty i nie wzbudził we mnie efektu wow!Ostatecznie rozmieściłam 89 zdjęć na czterdziestu stronach fotoksiążki. 

CO Z TĄ WYSYŁKĄ?


Wysyłka produktów odbywa się za pośrednictwem kuriera z firmy DHL i prowadzona jest na terytorium kilkunastu krajów Europy (Polski, Niemiec, Belgii, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Luksemburga, Holandii, Austrii, Szwecji i Szwajcarii). Jej koszt na terenie Polski to 20 zł. Niestety, w trakcie realizacji zamówienia byłam zmuszona zmienić adres do wysyłki. Zamówienie złożyłam w środę (31.05), a w piątek (09.06) otrzymałam sms-a z przewidywanym czasem dostawy w... poniedziałek. Szkoda tylko, że w sobotę wracałam do Niemiec. Produkt dojechał do mnie ostatecznie dwa dni temu (dzięki uprzejmości znajomego rodziny), więc jego podróż była dłuższa niż początkowo myślałam. Teraz już wiem, że gdybym raz jeszcze korzystała z usług tej firmy to zdecydowałabym się na wysyłkę do Niemiec. Może byłaby ona nieco szybsza?

CZY JESTEM ZADOWOLONA Z PRODUKTU, KTÓRY OTRZYMAŁAM?


Jestem! Kiedy otworzyłam przesyłkę to nawet trochę się wzruszyłam. Cudownie trzymać w rękach kawał historii, o której chce się pamiętać. Cudownie móc pokazać ją rodzinie czy znajomym i opowiadać o tym gdzie się było, co widziało, kogo poznało i co przeżyło. Wspaniale jest pielęgnować swoje wspomnienia. Szczerze mówiąc, bałam się, ponieważ moje zdjęcia wcale nie są tak dobrej rozdzielczości, a i ich ostrość nie zawsze stoi na wysokim poziomie. Nie mam lustrzanki, ale i tak postanowiłam wrzucić do projektu nawet gorszej jakości zdjęcia. Dlaczego? Czasem te najlepsze chwile uchwycone są zwyczajnym telefonem. To nie żadne portfolio, a po prostu genialna pamiątka. Około 93-95% zdjęć jest naprawdę świetnej jakości i aż wywołuje łezkę w oku. Warto zaznaczyć, że zdjęcia w tym poście nie oddają dobrze realnej jakości fotoksiążki. Mój aparat coraz bardziej szwankuje, więc część poniższych i powyższych zdjęć jest nieco rozmazanych i nie ukazuje rzeczywistych kolorów fotografii. 

OFERTA DLA CIEBIE

Jeśli masz ochotę pielęgnować swoje wspomnienia to Saal Digital Polska oferuje fotoksiążkę na dobry początek. Jeśli do 30 czerwca zamówisz produkt za minimum 125 zł (bez kosztów wysyłki) to otrzymasz 75 zł rabatu! Może warto się skusić? Pomyśl nad tym! Ja gorąco i szczerze polecam Ci usługi tej firmy (w szczególności jeśli Twoje zdjęcia są naprawdę niezłej jakości). 

Taka fotoksiążka to wspaniały pomysł na zachowanie zarówno swoich wspomnień, jak i wspomnień bliskich Ci osób. Możesz podarować taki album swoim rodzicom na rocznicę ślubu, swojemu chłopakowi (lub dziewczynie) na urodziny lub rodzeństwu, które akurat wyjeżdża na drugi koniec świata. Możesz sprawić taki prezent samej sobie. To dobra pamiątka z podróży, ze ślubu, z czasów studiów. Możesz zbudować na tej zasadzie swoje portfolio z najlepszymi zdjęciami. Możliwości masz wiele. Liczy się tylko Twoja wyobraźnia. 


Za możliwość przetestowania fotoksiążki dziękuję Saal Digital Polska. 


„Rekin i baran” Marta i Adam Biernat

OPIS ZE STRONY WYDAWNICTWA POZNAŃSKIEGO

Czy słyszeliście o uwielbieniu Islandczyków dla festiwalu Eurowizji i basenów na świeżym powietrzu, zbieractwa i robótek na drutach, zaklętych miejsc oraz zwariowanych upodobań kulinarnych?

Czy chcecie dowiedzieć się, dlaczego dawniej islandzcy rybacy wkładali do butów pazury czapli, do drzwi nie należało pukać więcej niż trzy razy, a własnej kołdry trzeba było pilnować jak oka w głowie? I czemu brzemienne kobiety nie powinny zerkać na zorzę oraz co sprawia, że islandzkie łąki kuszą aromatem ginu?

Ta książka to wyjątkowy przewodnik po „islandzkiej duszy” i zarazem porywająca opowieść o życiu na pięknej i niebywale wietrznej wyspie w cieniu stu trzydziestu wulkanów. Jedyna rzecz, której się z niej nie dowiecie, to dlaczego owce uwielbiają stać na środku drogi – to jedna z niezgłębionych, irracjonalnych owczych tajemnic.

MOJA OPINIA


W piątkowy wieczór zrobiłam sobie gorącą herbatę, usiadłam na wygodnym fotelu, wzięłam otrzymaną książkę do ręki i odniosłam wrażenie, że... uczę się do jakiegoś egzaminu na studiach. Uderzyła we mnie masa podręcznikowych wiadomości, ujętych w słowa autorki. W pierwszej chwili nie wiedziałam, co myśleć ani gdzie się schować przed tymi wszystkimi informacjami, które na mnie spływały. Czułam, że ogrom ciekawostek - o których wcześniej nie miałam zielonego pojęcia - może mnie przygnieść swoim ciężarem. Miałam wrażenie, że trzymam w dłoniach coś na kształt encyklopedii zawierającej w sobie rozdziały dotyczące biologii, chemii, geografii, historii, socjologii i psychologii europejskiej wyspy. Postanowiłam odłożyć "Rekina i barana" na bok i oswoić się z myślą, że nie jest to zwyczajna literatura podróżnicza, której się początkowo spodziewałam. 

Kiedy ochłonęłam, ponownie zebrałam się za lekturę. Zauważyłam, że styl pisania Marty Biernat jest dość interesujący. Autorka rzuca czytelnikowi pod nogi dużo szczegółowej teorii i racjonalnych faktów. Tekst obdarty jest ze zbędnych emocji. Zdecydowanie rządzą liczne epitety wciśnięte w zdania. Pomimo tego pozornego uporządkowania, odniosłam wrażenie, że rozdziały wcale nie są takie oczywiste jak ich tytuły, a całość nie jest tak bardzo dobra jak zakładałam

W książce nie znalazłam typowej relacji z podróży. Nie ma w niej zwiedzania zaplanowanej wcześniej trasy, spania przy wodospadzie czy podziwiania oszałamiającej, dzikiej przyrody. Nie znajdziesz w niej również opinii na temat najlepszych lokali gastronomicznych, hosteli czy środków transportu. Ta pozycja to porządny zbiór faktów dotyczących Islandii. Dzięki niej dowiesz się jak nazywa się islandzki Dzień Niepodległości, co francuscy rybacy mają wspólnego z tą wyspą oraz dlaczego przeglądanie tamtejszej książki telefonicznej może być ciekawym przeżyciem.

Ta pozycja przeniesie Cię w świat kardamonowych faworków, sfermentowanego rekina i gotowanego baraniego łba. Ta pozycja pokaże Ci świat niebezpiecznych czarowników, starodawnych wierzeń w siłę przyrody i dziwnych zabobonów. Z jednej strony jest to skarbnica wiedzy, a z drugiej jest to taka baśń na dobranoc. Po przeczytaniu poszczególnych rozdziałów, wyłania się obraz niezwykłej (pod prawie każdym względem) wyspy. Autorka pozwala nam ją sobie wyobrazić i sprawia, że Islandia zaczyna się śnić po nocach. Nadal nie jestem jednak przekonana do podróży w to miejsce. Zabrakło mi bowiem pewnego osobistego charakteru tej książki. Niby poszerzyłam zgromadzoną do tej pory teorię, ale nic poza tym. To książka dobra, aczkolwiek nieprzekonująca mnie do odwiedzin tego kraju.


"Rekin i baran" to na pewno pozycja dla wszystkich islandofilów. Moim zdaniem to właśnie oni odnajdą się w niej najlepiej. Będą potrafili docenić wszystkie fakty z historii wyspy, dawniejsze zwyczaje czy pojawiające się w tekście islandzkie słownictwo. Jeśli zatem należysz do fanów Islandii to koniecznie sięgnij po tę książkę. 

Poszukujesz lektury, której nie pochłoniesz na raz? W takim razie leć do sklepu! Będzie ona wymagać od Ciebie pewnego zaangażowania i śledzenia tekstu, dlatego spędzisz z nią co najmniej kilka wieczorów. 

Chcesz się schłodzić w letni, słoneczny dzień? Co tu dużo mówić. Klimat Islandii Ci na to pozwoli. Dzięki tej książce poczujesz na skórze mroźny powiew wiatru, a krew przyśpieszy w Twoich żyłach za sprawą tajemniczych przesądów i złowrogich skutków siły przyrody. 

Chcesz poszerzyć swoją wiedzę na temat jednego z państw europejskich? Uwielbiasz dawne wierzenia i historyczne fakty? Lubisz podróże w niekoniecznie dostępne miejsca? Jesteś wielbicielem wyspiarskiego życia? Poszukujesz czegoś na prezent dla bliskiej osoby? Jeśli tak, to wiesz co robić. 

Pamiętajcie, þetta reddast

MOJA OCENA

★★★★★★☆☆☆☆


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu. 


SZCZEGÓŁOWE DANE

Autorzy: Marta i Adam Biernat z bloga Bite of Iceland
Data wydania: 24 maja 2017
Cena okładkowa: 36,90 zł
Oprawa: twarda
Liczba stron: 319
ISBN: 978-83-7976-670-3

A Ty czego się wstydzisz?

12.6.17

Przyznam Ci się do czegoś. To będzie kolejne bardzo osobiste wyznanie. Wyznanie pochodzące z głębi mrocznych zakamarków mojej duszy. Zakamarków, których lepiej zbyt często nie przewietrzać. Zakamarków, których normalnie nie udostępniam nawet najbliższym znajomym. Teraz jednak zobaczysz je Ty. Wiesz dlaczego? Czuję bowiem, że czasem dręczą Cię te same myśli, te same problemy. To samo życie. 

Uwaga! Oto moje krótkie, ale jakże ważne wyznanie:
Wiesz, czasem się wstydzę.

Wstydzę się tego, że podróżuję za często, pracuję za mało, czytam za dużo.

Przeczytane #3

23.5.17

Książkowe posty cieszą się niesłabnącą popularnością, a liczba ich wyświetleń zawsze mnie zaskakuje. Najwyraźniej podsumowania czytelnicze to coś, co tygryski lubią najbardziej. Brykania będzie sporo, szczególnie że w tym poście zdecydowanie dominują polscy autorzy. Jeden z nich pojawia się nawet czterokrotnie! Co zatem na Ciebie czeka? Prawniczy świat pełen tajemnic, szkoła w której króluje żelazna dyscyplina, libijski obraz afrykańskiej codzienności, motywacyjny poradnik, fascynujące pszczoły, niezwyciężone potyczki byłego komisarza i pełen magii dom w Rudzie Pabianickiej. Może znajdziesz wśród tego wszystkiego coś dla siebie?

Miasto Tysiąca Schodów

19.5.17
Niezwykle klimatyczne domy z szarymi dachami i drewnianymi oknami kontrastują z zielenią próbującą przebić się przez zabudowę miejską. W sąsiedztwie budynków znajdują się wąskie, bardzo strome uliczki, które swym wyglądem przypominają stopnie schodów. Poprowadzą Cię one do średniowiecznej twierdzy, wznoszącej się nad miastem. Twoje stopy będą ślizgać się po startych, kamiennych blokach, a oczy zachwycać się malowniczością tego miejsca. "Miasto Tysiąca Schodów" czekać będzie na Ciebie w bałkańskim raju. 

Albańska Gjirokastra kusi i przyciąga lokalną kuchnią, folkową muzyką, ludzką gościnnością, niezwykłą architekturą, a przede wszystkim zabytkami. To, że starsza część znajduje się na światowej liście UNESCO (od 2005 roku) tylko podnosi jej wartość. Jakby tego było mało, uznane ono zostało za "miasto-muzeum" (w 1961 roku). Oznacza to, że władze państwa dbają o tamtejsze dziedzictwo architektoniczne i starają się nie wznosić nowych budynków w obrębie starówki. To właśnie dlatego wciąż jest tam dość surowo, a jednocześnie dość niepowtarzalnie. Wybierz się do Gjirokastry, a będziesz mieć wrażenie, że czas stanął w miejscu. Może nawet poczujesz na plecach oddech osmańskich władców lub usłyszysz krzyk więźniów pochodzący z dawnych piwnic zamkowych? Pojedź tam, a potem koniecznie zdaj mi relację. Może wtedy i ja zdecyduję się na wizytę w tym mieście. 
Krystyno, dziękuję za tę pocztówkę!
 
Copyright © Kinga On Tour. Designed by OddThemes